16.02.2024, 01:00 ✶
Spoglądał na niego lekko już od tej rozmowy czerwony, bo jak zawsze za dużo sobie wyobrażał. To, co kiedyś i to, co będzie - wszystko zawsze wydawało się być ciekawsze od prostego i nudnego tu i teraz. No poza momentami, kiedy go ktoś jednak przyciągnął do siebie i pocałował w ten sposób, od którego jego myśli wracały na miejsce, do serca.
- Styl tańca, jedyny towarzyski taniec, jaki jestem w stanie przełknąć, dziecko ery swingu - wyjaśniał, nakręcając przy tym włosy na palec, a później zmierzył go wzrokiem od pasa w górę, zastanowił się nad czymś, niby to głęboko, ale nad czym się tu właściwie zastanawiać. - No mam - przyznał. - Żyłem tu z piętnaście lat? - I jakoś lekko mu przyszło powiedzenie tego, strasznie go to zbiło z tropu, bo od naprawdę dawna nie powiedział nic, co by go nagle zapiekło w język. Ale to było dziwne, ale to było... nienormalne! Powiedzieć coś, czego się nie chciało powiedzieć - on prędzej nie mówił nic, teraz nie był pijany, więc dlaczego otworzył paszczę, zanim to przemyślał? I dlaczego dopiero kiedy powiedział to na głos, to poczuł ciężar tych słów? One były ciężkie, to było piętnaście lat poza Fantasmagorią, to było piętnaście lat bez niego, a teraz go tu przywieźli, do jego starego domu - do miasta, do jego ukochanego Londynu, miejsca docelowego na trasie jego największej życiowej ucieczki. To było jego miasto.
Pojawiły się wątpliwości czy wplątywanie Alexandra w to wszystko było dobrym pomysłem, bo wcale nie musiał tego robić, mógłby go do niczego nie namawiać, a on by sam z siebie do ludzi pewnie nie wyszedł, tylko siedział na środku placu i rozważał te swoje mądralińskie rzeczy dotyczące zarządzania, mając tego Flynna u boku jak maskotkę. Wcale nie musiał dawać mu się poznać. Nie musiał mu pokazywać swoich ulubionych budynków, nie musiał opowiadać mu o prawach fizyki, nie musiał chwalić się geniuszem konstrukcji Podziemnych Ścieżek, w którym miał swój wielki udział. Nie musiał pokazywać mu swoich przyjaciół, ani swoich ulubionych miejsc. Dobrze mu się żyło przez te cztery lata, jako chodząca enigma, człowiek nieuchwytny tak, jak nieuchwytny był wiatr zrywający żagle. Gdyby był pogodą, byłby sztormem - fakt nienazwania żadnego z nich od jego imienia było jednym wielkim nieporozumieniem.
Nie musiał, nic nie musiał. W takim razie czy chciał?
Z ciszy wyrwało go „nie idziemy” i ku jego zdziwieniu wpierw pojawiła się ulga - bo ktoś podjął za niego tę decyzję powrotu do swojej skorupy człowieka głęboko skrzywdzonego, który się przed nikim nie otwierał, nawet jeżeli żyła w nim paniczna potrzeba bycia wysłuchanym. Potem pojawiło się coś okropnego: taki cichy, obrzydliwy podszept, że dobrze mu tak, nie zabierze go do swoich ulubionych miejsc, nie da mu się poznać tak jak dał się poznać Bletchleyowi. Bo nie odpowiedział na pytanie. No jasne, a jak chciał odpowiadać na pytania, to nikt mu ich nie zadał. Aż miał ochotę go popchnąć, ale to akurat potrafił w sobie wygasić - w dniu, w którym uderzy kogoś, kogo kocha, jego życie się po prostu skończy, ale jakież to było głupie, że go kochał aż do bólu i to z wzajemnością, a nic (absolutnie wręcz!) o sobie nie wiedzieli. Jaki był Flynna ulubiony kolor? Pewnie nikt by nie wpadł na to, że człowiek nie widzący kolorów mógł mieć ulubiony kolor. Nikt go też nigdy o takie rzeczy nie pytał, a on z jakiegoś powodu chciał być o to pytany.
- Czy ja tak lubię...? - Nie wiedział, dlaczego odczytał w tym jakąś pogardę, a to od razu uruchomiło w nim potrzebę odpowiedzenia nie do końca szczerze, takim tonem jakby się komuś rzucało wyzwanie. - Może trochę. Nie wiem. - Tak, to była teraz bardzo jego rzecz. Tak, to była teraz jego największa z możliwych fantazji, a on fantazjami przecież żył. - Może odpowiedź na to pytanie nie istnieje wcale. - Istniała. On tak lubił i coś się działo. Słodkie połączenie dziwacznego pytania i największego strachu w sercu Alexandra - i to wszystko przykryte żenującym uśmiechem. - Może jutro kiedy wejdę do tego wozu, będę kimś zupełnie innym, odmienionym przez tę noc, a może to tylko kolejna moja fanaberia - za którą nikt, żaden z was nie nadąży. Pociągnął nosem, odwracając wzrok. - Może to moja forma pytania, czy byś mnie kochał, gdybym był szczurem, ale jestem szczurem i mnie kochasz, więc musiałem wymyślić coś innego. - Prawdy o tym jak się czuł wtedy w jego ramionach nie potrafił z siebie wykrzesać.
- Styl tańca, jedyny towarzyski taniec, jaki jestem w stanie przełknąć, dziecko ery swingu - wyjaśniał, nakręcając przy tym włosy na palec, a później zmierzył go wzrokiem od pasa w górę, zastanowił się nad czymś, niby to głęboko, ale nad czym się tu właściwie zastanawiać. - No mam - przyznał. - Żyłem tu z piętnaście lat? - I jakoś lekko mu przyszło powiedzenie tego, strasznie go to zbiło z tropu, bo od naprawdę dawna nie powiedział nic, co by go nagle zapiekło w język. Ale to było dziwne, ale to było... nienormalne! Powiedzieć coś, czego się nie chciało powiedzieć - on prędzej nie mówił nic, teraz nie był pijany, więc dlaczego otworzył paszczę, zanim to przemyślał? I dlaczego dopiero kiedy powiedział to na głos, to poczuł ciężar tych słów? One były ciężkie, to było piętnaście lat poza Fantasmagorią, to było piętnaście lat bez niego, a teraz go tu przywieźli, do jego starego domu - do miasta, do jego ukochanego Londynu, miejsca docelowego na trasie jego największej życiowej ucieczki. To było jego miasto.
Pojawiły się wątpliwości czy wplątywanie Alexandra w to wszystko było dobrym pomysłem, bo wcale nie musiał tego robić, mógłby go do niczego nie namawiać, a on by sam z siebie do ludzi pewnie nie wyszedł, tylko siedział na środku placu i rozważał te swoje mądralińskie rzeczy dotyczące zarządzania, mając tego Flynna u boku jak maskotkę. Wcale nie musiał dawać mu się poznać. Nie musiał mu pokazywać swoich ulubionych budynków, nie musiał opowiadać mu o prawach fizyki, nie musiał chwalić się geniuszem konstrukcji Podziemnych Ścieżek, w którym miał swój wielki udział. Nie musiał pokazywać mu swoich przyjaciół, ani swoich ulubionych miejsc. Dobrze mu się żyło przez te cztery lata, jako chodząca enigma, człowiek nieuchwytny tak, jak nieuchwytny był wiatr zrywający żagle. Gdyby był pogodą, byłby sztormem - fakt nienazwania żadnego z nich od jego imienia było jednym wielkim nieporozumieniem.
Nie musiał, nic nie musiał. W takim razie czy chciał?
Z ciszy wyrwało go „nie idziemy” i ku jego zdziwieniu wpierw pojawiła się ulga - bo ktoś podjął za niego tę decyzję powrotu do swojej skorupy człowieka głęboko skrzywdzonego, który się przed nikim nie otwierał, nawet jeżeli żyła w nim paniczna potrzeba bycia wysłuchanym. Potem pojawiło się coś okropnego: taki cichy, obrzydliwy podszept, że dobrze mu tak, nie zabierze go do swoich ulubionych miejsc, nie da mu się poznać tak jak dał się poznać Bletchleyowi. Bo nie odpowiedział na pytanie. No jasne, a jak chciał odpowiadać na pytania, to nikt mu ich nie zadał. Aż miał ochotę go popchnąć, ale to akurat potrafił w sobie wygasić - w dniu, w którym uderzy kogoś, kogo kocha, jego życie się po prostu skończy, ale jakież to było głupie, że go kochał aż do bólu i to z wzajemnością, a nic (absolutnie wręcz!) o sobie nie wiedzieli. Jaki był Flynna ulubiony kolor? Pewnie nikt by nie wpadł na to, że człowiek nie widzący kolorów mógł mieć ulubiony kolor. Nikt go też nigdy o takie rzeczy nie pytał, a on z jakiegoś powodu chciał być o to pytany.
- Czy ja tak lubię...? - Nie wiedział, dlaczego odczytał w tym jakąś pogardę, a to od razu uruchomiło w nim potrzebę odpowiedzenia nie do końca szczerze, takim tonem jakby się komuś rzucało wyzwanie. - Może trochę. Nie wiem. - Tak, to była teraz bardzo jego rzecz. Tak, to była teraz jego największa z możliwych fantazji, a on fantazjami przecież żył. - Może odpowiedź na to pytanie nie istnieje wcale. - Istniała. On tak lubił i coś się działo. Słodkie połączenie dziwacznego pytania i największego strachu w sercu Alexandra - i to wszystko przykryte żenującym uśmiechem. - Może jutro kiedy wejdę do tego wozu, będę kimś zupełnie innym, odmienionym przez tę noc, a może to tylko kolejna moja fanaberia - za którą nikt, żaden z was nie nadąży. Pociągnął nosem, odwracając wzrok. - Może to moja forma pytania, czy byś mnie kochał, gdybym był szczurem, ale jestem szczurem i mnie kochasz, więc musiałem wymyślić coś innego. - Prawdy o tym jak się czuł wtedy w jego ramionach nie potrafił z siebie wykrzesać.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.