@Persephona Degenhardt
Ruchliwe alejki, sklepowe witryny pełne pstrokatych maszkar to wszystko było zbyt dużą ilością bodźców wzrokowych dla Meg, która wpadała co jakiś czas na przechodniów. Jedni reagowali uśmiechem, inni ignorowali ten mały incydent, idąc dalej w swoją stronę, zdarzyli się też tacy, co warknęli coś na małą dziewczynkę; Wzrok mamy szybko jednak przeganiał takich delikwentów, którzy w starciu z kimś dorosłym już nie byli tacy hardzi. Nie rozumiała takiego rozwoju sytuacji, nie robiła przecież nic złego, by powodować taką reakcję. Najchętniej rzuciłaby na nich jakąś soczystą klątwę, ale obiecała mamie, że nie będzie tego robić, gdy będą w miejscu publicznym. Nie chciała trafić do tego złego miejsca, gdzie zamyka się złych czarodziejów. Szła więc dalej z mamą za rękę, dając się prowadzić. Ciągle próbując sobie przypomnieć, jak zwało się to miejsce, o którym kiedyś usłyszała, gdy ukrywała się pod sklepową ladą. Poczuła nagle, że mama się zatrzymała przed jakimś sklepem. Spojrzała na nazwę sklepu, lecz nic ona jej nie mówiła albo zwyczajnie nie potrafiła połączyć słów w jakąś sensowną nazwę. Nie to było jednak teraz ważne, bo pojawienie się rodzinki McKinnon w całej okazałości miało jeden cel. Tego dnia Persephona mogła zauważyć, jak jej córka bawi się czymś, co kiedyś było kociołkiem, dodając do niego wymyślone składniki. Dorosła część rodziny postanowiła więc, że dziś jest ten dzień, gdy mała Meg dostanie swój pierwszy kociołek dla dzieci. Dlatego była dziś trochę bardziej emocjonalna niż normalnie; samo myślenie o tym, że będzie mogła uczyć się powoli tego, jak warzyć eliksiry, które będzie mogła testować na swoim „kochanym” tatusiu, który nagle przypomniał sobie, że ma kogoś ważnego i postanowił powrócić. Nie rozumiała, dlaczego od nich odszedł, jednak mama zrobiła się jakoś weselsza, gdy pewnego dnia tata pojawił się pod drzwiami ich domostwa. Meg jednak była zła na niego, przez pewien czas, drobną chwilę obwiniała nawet siebie i Nessie, że ten uciekł. Trwało to jednak tylko drobną chwilę, bo potem jej kochana laleczka opowiedziała jej, że czasami ojcowie są draniami i uciekają. Był on jednak teraz z nimi na zakupach i tak jakby chyba chciał odkupić swoje winy. Tak właśnie tłumaczyła sobie jego aktualna obecność na zakupach z mamą. Nie będzie jednak teraz się nad tym głowić, to sprawy dorosłych, a ich jeszcze nie rozumiała ani trochę. Miała jednak swoje sprawy malutkich istot i najbardziej aktualną było zakupienie kociołka oraz paru innych szpargałów, o których mówiła mama. Była jeszcze jakaś tajemnicza niespodzianka, ale została chwilowa przyćmiona przez czarny, metalowy twór.
- mamo! Tam! Popatrz ile kociołków, czy też mogę sobie wybrać jakiś? Powinnam wybrać duży, czy mały? Powinien być czarny, na pewno czarny..Powiedzmy szczerze, być może i Megajra była czasami chodzącym mrokiem, poprzez to, co często zdarza się jej powiedzieć do Nessie, ale i ogólnie zachowanie dziewczynki może dziwić kogoś postronnego; pomimo tego wszystkiego nadal jest dzieckiem i potrafi się zbyt mocno podekscytować nawet czymś takim jak prosty kociołek do warzenia eliksirów.
- szybciej tato, bo jeszcze wykupią nam te najlepsze. Musimy wybrać najładniejszy i zarazem najlepszy.. to będzie trudny wybór, ach nie wiem, jaki bym chciała..Dzisiejszy dzień jest dobrym dniem, więc pokaże tatkowi, że jeszcze trochę go kocha. Chwycił również i go za rękę oraz zaczęła ciągnąć tatka, by ten szedł szybciej w stronę wejścia do sklepu, które już chwile później przekraczają w trójkę. Oczy Meg prawie natychmiast się rozszerzyły, gdy ujrzała różne przedmioty służące do warzenia eliksirów i zapewne do rzeczy, o których ona nie ma jeszcze pojęcia, a to wszystko skwitowała jednym prostym „wow”.