Nie mógł nie zauważyć, jak Al wpatruje się w ich obóz, ze spojrzeniem, które w swojej głowie określiłby jako nostalgiczne. Część Flynna chciała zadawać pytania - o to co stało się z Tullym, jak odszedł, czy było im ciężko, ale ta druga, mniej pewna siebie połowa, szeptała mu w takich momentach do ucha, że te historie nie należały do niego. Mógł tu przy nich być, to by je poznał, ale on wolał żyć jako ktoś zupełnie inny niż Flynn Bell i może zapłatą za to życie miało być właśnie to, że nie wiedział - stworzył wyrwę i nicość pomiędzy dwiema wersjami swoich braci i sióstr, nic mu nie dawało prawa do załatania tejże dziury.
- Oh, no tak, teraz to ty zajmujesz się porywaniem sierotek. Musi być ci bardzo ciężko - zażartował, chociaż być może nie powinien... Nie wiedział jeszcze jak starszego Bella wyczuć, na ile właściwie mógł sobie pozwolić, żeby ta obejmująca go ręka nie zniknęła, zostawiając go z przerażającym uczuciem chłodu. On nie tylko chciał, on potrzebował być dotykany, to było pragnienie wyższe, potrzebował tego jak powietrza.
A ta żona? Nie skomentował tego wcale, zamiast tego utrwalił odpowiedź w pamięci. To było aż magiczne, jak wiele informacji można było wyciągnąć z jednego, krótkiego zdania. Nie odrzucała go wcale wizja bycia z kobietą, odrzucała go wizja przywiązania do niej w taki sposób, bo się bał podziału uwagi pomiędzy nią i pracą. Gdzie się w tym znajdował Flynn? Stanowił jakiś przerywnik od codzienności czy całkowity wyjątek od stosowanych reguł? Wychowali się osobno, a jednak miał wrażenie, że w tej kwestii mogli być do siebie zadziwiająco podobni.
- Nie - zaprzeczył mu od razu, nie zastanawiając się nad tym szczególnie długo. - Dzieci wyglądają zwykle... Po prostu jak dzieci. - Nie było w nim nawet jednej komórki, która uznałaby wspomnienie Alexandra rysujące się w jego pamięci jako kogoś o przystojnych rysach - miał tak samo pucołowate policzki jak każdy, kto ledwo sięgał do lady. Ominęło go jednak wszystko pomiędzy. Może gdyby wiedział, jak ta twarz się zmienia, wyrobiłby sobie o niej inną opinię, ale teraz, kiedy go wiatr przywiał o paręnaście lat za późno... Potrafił jedynie docenić efekt końcowy.
- Jesteś pewien, że to moje oczy, może to po prostu twoje psychopatyczne ciągoty? - Bo sam zauważył przed chwilą, że ten poranek nie należał do najprzyjemniejszych.
- Oh, no tak, teraz to ty zajmujesz się porywaniem sierotek. Musi być ci bardzo ciężko - zażartował, chociaż być może nie powinien... Nie wiedział jeszcze jak starszego Bella wyczuć, na ile właściwie mógł sobie pozwolić, żeby ta obejmująca go ręka nie zniknęła, zostawiając go z przerażającym uczuciem chłodu. On nie tylko chciał, on potrzebował być dotykany, to było pragnienie wyższe, potrzebował tego jak powietrza.
A ta żona? Nie skomentował tego wcale, zamiast tego utrwalił odpowiedź w pamięci. To było aż magiczne, jak wiele informacji można było wyciągnąć z jednego, krótkiego zdania. Nie odrzucała go wcale wizja bycia z kobietą, odrzucała go wizja przywiązania do niej w taki sposób, bo się bał podziału uwagi pomiędzy nią i pracą. Gdzie się w tym znajdował Flynn? Stanowił jakiś przerywnik od codzienności czy całkowity wyjątek od stosowanych reguł? Wychowali się osobno, a jednak miał wrażenie, że w tej kwestii mogli być do siebie zadziwiająco podobni.
- Nie - zaprzeczył mu od razu, nie zastanawiając się nad tym szczególnie długo. - Dzieci wyglądają zwykle... Po prostu jak dzieci. - Nie było w nim nawet jednej komórki, która uznałaby wspomnienie Alexandra rysujące się w jego pamięci jako kogoś o przystojnych rysach - miał tak samo pucołowate policzki jak każdy, kto ledwo sięgał do lady. Ominęło go jednak wszystko pomiędzy. Może gdyby wiedział, jak ta twarz się zmienia, wyrobiłby sobie o niej inną opinię, ale teraz, kiedy go wiatr przywiał o paręnaście lat za późno... Potrafił jedynie docenić efekt końcowy.
- Jesteś pewien, że to moje oczy, może to po prostu twoje psychopatyczne ciągoty? - Bo sam zauważył przed chwilą, że ten poranek nie należał do najprzyjemniejszych.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.