04.06.2023, 00:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:43 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
londyn, wczesna wiosna 1967
Perseus szedł przed siebie, nie zważając na ostry wczesnowiosenny wiatr, ostatnie złowrogie tchnienie ustępującej zimy, szarpiący za poły jego rozpiętego płaszcza. W jego ruchach brakowało dawnej sprężystości, prawa stopa odrywała się od brukowanego chodnika z pewną ociężałością, jakby częściowo była odrętwiała, lecz jeszcze nie tyle, by zmuszony był korzystać ze wsparcia, jakie dawała laska. Wzburzenie zresztą nadawało jego krokom szybkości i swoistej agresji, odznaczało się bruzdą pomiędzy ściągniętymi brwiami, zaciskało usta w wąską kreskę i sprawiało, że jego sylwetka wydawała się większa oraz groźniejsza, jednocześnie całkowicie odwracając uwagę od tej drobnej ułomności.
Londyn, ach ten przeklęty Londyn! Kiedy półtora roku temu wchodził na pokład statku płynącego do Francji, miał głęboką nadzieję, że w rodzinne strony nigdy nie wróci. Zabrał ze sobą tylko walizkę, żałośnie małą jak na kogoś, kto zamierza rozpocząć nowe życie w obcym kraju i wsparty o reling patrzył uparcie przed siebie, podczas gdy słone łzy spływały na marynarkę na wskroś przesiąkniętą zapachem mieszkania kochanka. Odwrócił się do Anglii plecami – obawiał się, że widok porzucanego domu odbierze mu całą odwagę, włoży w jego dłoń różdżkę i zmusi do przesłania wiadomości (a przecież o jego ucieczce nie wiedział nikt, nawet siostra, której zwierzał się z każdej myśli), że przezeń rzuci się w słone morze i przepłynie je wpław – i nie śmiał spojrzeć w stronę lądu, dopóki ten całkowicie nie zniknął w porannej mgle.
Sądził, że zapomniał, że pogodził się z konsekwencjami swej decyzji. Aż kilka miesięcy temu w jego skrzynce znalazło się zaproszenie na ślub – starannie wykaligrafowane litery układały się w nazwiska Simone Slughorn i Elliott Malfoy – a Perseus po raz pierwszy w swym życiu poznał czym jest prawdziwa bezsilność, rozpacz tak głęboka i czarna, że zapierała dech w piersiach. Ale czyż nie tego właśnie dla niego pragnął? Aby odnalazł szczęście w ramionach kogoś godniejszego; kogoś, kto za kilkanaście lat nie zostanie przykuty do wózka i zdany na łaskę innych. Sądził, że był przygotowany na ten dzień, jednak nastąpił on tak prędko, że aż wymownie. Założył więc czarną koszulę na znak żałoby po utraconej miłości i z kopertą w dłoni poszedł na Pont des Arts, na którym niegdyś całował ukochanego z całą swoją zapalczywością, pragnąc rzucić się w objęcia zimnej Sekwany. Powstrzymała go cudza dłoń na swoim ramieniu.
Sam nie wiedział, dlaczego właściwie przybył na uroczystość; być może pragnął ujrzeć go po raz ostatni, pożegnać się we właściwy sposób, upewnić się, że podjął słuszną decyzję. Ale Elliott nie spojrzał na niego ani razu, zaś pięść ich wspólnego przyjaciela dosadnie dała mu do zrozumienia, że nie jest mile widziany. Upokorzony i zrozpaczony postanowił zniknąć na zawsze, lecz choroba matki zmusiła go do prędkiego powrotu. Okazało się jednak, że Daphne, jak to miała w zwyczaju, gdy coś nie szło po jej myśli, posunęła się do sztuki symulacji, którą - jak jej się zdawało - opanowała do perfekcji. Zapomniała tylko, że na uzdrowicielu jej gra nie zrobiła najmniejszego wrażenia. Bez słowa wyszedł z Grimmauld Place.
Teraz stał na ulicy i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Rozedrganą dłonią nerwowo zsuwał i ponownie nasuwał sygnet, pamiątkę lepszych czasów, na serdeczny palec, rozglądając się bezradnie za miejscem, w którym mógłby schronić się przed ostrymi podmuchami wiatru. Wreszcie natrafił wzrokiem na szyld pubu, z którego zachęcająco sączyło się miękkie światło. Z wahaniem ruszył w stronę lokalu, w którym nie wypadało przebywać komuś jego stanu, ale nie zdążył nawet podejść do drzwi, gdy został potrącony ramieniem przez innego mężczyznę.
— Patrz jak leziesz — prychnął ze wzburzeniem, obrzucając nieznajomego najbardziej zimnym spojrzeniem, na jakie było go w tamtym momencie stać.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory