Nie była fanką takich zachowań. To nie jest pierwszy raz, gdy ktoś na ostatnią chwilę potrzebuje kupić kadzidła czy świece. Tak, jakby przeprowadzenie rytuału było rzeczą, którą można sobie zrobić bez żadnego przygotowania. Najwyraźniej ludzie o tym zapominali, że do tej sztuki potrzebne jest nieco więcej niż machnięcie różdżką i wypowiedzenie inkantacji. Mimo wszystko to w ich gestii było przyjście do sklepu i wybranie z gotowego asortymentu dostępnego w magazynie. Przecież Margaret nie stworzy tuzina świec w przeciągu zaledwie minuty. Niektórzy to rozumieli, przepraszając za swoje zachowanie, dopłacając dodatkową sumę w ramach zadośćuczynienia. Inni natomiast chyba nie do końca rozumieli drugą stronę i starali się wywołać presję, tak jakby stres miał pomóc w tworzeniu kadzideł. Ekspresowe zamówienie. Cicho westchnęła w myślach, zmierzając wolnym krokiem do kawiarni. Stresowały ją takie sytuacje, bo nigdy nie wiadomo, na kogo trafi się po drugiej stronie. Co jak znowu to będzie ktoś niemiły? Z jednej strony nie przejmowała się ludźmi, a raczej ich zdaniem, ale z drugiej... to zawsze jest pogorszenie już i tak słabego dnia, gdy trafi się na nieodpowiednią osobę.
Po niedługiej wędrówce dotarła wreszcie do miejsca spotkania. Była i tak chwilkę przed czasem, który ustaliła w wiadomości, a przecież pozwoliła kobiecie przyjść znacznie później, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Przez te parę miesięcy, już praktycznie liczonych w latach, w rodzinnym biznesie zrozumiała, że z początku trzeba być miłym dla klientów i iść im w pewnym stopniu na rękę. Szczególnie gdy Ci wspominają o stałych dostawach, a Twój biznes musi się odbić po dość słabym maju i utracie kilku zamówień.
Po przejściu przez drzwi skłoniła głową w kierunku jednej z pracujących tu kobiet, odwdzięczając się jej niewielkim uśmiechem, gdy ta pokierowała ją w stronę wolnego stolika znajdującego się pod boczną ścianą kawiarenki. - Nie, dziękuję bardzo. Czekam na kogoś - odpowiedziała spokojnym tonem, gdy została zapytana o zamówienie. Nie zamierzała tutaj długo siedzieć, więc i nie było sensu kupować żadnej kawy czy innego deseru. Chyba że wymagać będzie tego jej rozmówczyni. W końcu jest z rodu Delacour, a oni, podobnie jak pewnie inni Francuzi, lubią się lenić, gadać o głupotach i siedzieć przy ciastku. Być może ta opinia nie była do końca obiektywna, ale tylko taką posiadała. Oby się to szybko skończyło. Powiedziała sobie w duchu, przygotowując się psychicznie na spotkanie z nieznajomą, ściskając w rękach znajdujący się na udach niewielki pakunek.