Nie miała pojęcia, jak właściwie na co dzień wygląda życie w Warowni. Pojawiała się tu od czasu do czasu, wpadała na chwilę i znikała. Nie wiedziała, jak to jest żyć z taką ilością osób pod jednym dachem. Kiedy mieszkała jeszcze u rodziców miewała problemy z ciągłym rozgardiaszem. Tyle, że tam wszyscy byli jej rodziną, tutaj po prostu kolejne osoby stawały się ich współlokatorami. To mogło być męczące na dłuższą metę, szczególnie dla tego starszego pokolenia. Z drugiej jednak strony mieli taki wielki dom, że pewnie udawało im się mijać nawet bez zauważenia, że mieszka tam jedna, dwie osoby więcej. Ciekawy temat do rozważania, nie ma co.
- Łóżka piętrowe brzmią, jak coś bardzo niewygodnego, no i wtedy nie mógłbyś nikogo do takiego łóżka zaprosić. - Zdecydowanie ten pomysł brzmiał nie najlepiej. Nie, żeby zakładała, że Erik zaprasza kogoś do łóżka, ale przezorny zawsze zabezpieczony, czy coś. Taki rozwój sytuacji mógł być dopiero irytujący. Rozumiała, że próbują pomóc, komu tylko mogą, ale w końcu skończy im się miejsce w Warowni. Może faktycznie czas zastanowić się nad jakimś azylem dla wszystkich, którzy ucierpieli podczas wojny. Musieliby jednak zabezpieczyć bardzo mocno takie miejsce przed śmierciożercami. U Longbottomów byli względnie bezpieczni, w końcu praktycznie każdy z nich pracował jako łowca czarnoksiężników (no, albo wlepiacz mandatów, ale jeden grzyb).
- Mało kto umie tak ślicznie władać słowem jak Ty! Tylko pamiętaj, że ja cię znam słoneczko, mamę oszukasz, tatę oszukasz, ale mnie nie oszukasz! - Roześmiała się w głos. Nie, żeby chciała go nastraszyć, czy coś, tylko się z nim droczyła.
- Jestem pełna niespodzianek, wierzę, że do końca życia będę cię zaskakiwać, a moje towarzystwo nigdy cię nie znudzi. - Zdecydowanie humor miała wyśmienity, szczególnie po tym pokonaniu myszy. Wszystko układało się wspaniale, czuła, że może zdobyć cały świat. - Babcia Lizzy, to nie ta babcia, od kotów jest babcia Kitty, znaczy Kate. - Jak mógł o tym zapomnieć? W sumie zdecydowanie częściej opowiadała o Lizzy, miał do tego prawo.
Erik popchnął taczkę w stronę, którą wybrała. Bardzo szybko dotarło do niej, że to zdecydowanie nie był najlepszy pomysł, gdyż droga była pełna dziur, każde spotkanie z dziurą bardzo mocno odczuwał jej tyłek, amortyzacji nie pomagała wcale koszula Longbottoma, którą miała pod zadkiem.
- Erik, kurde, to boli, jedźże ostrożniej, bo skończę w Mungu z bólem dupy i nie wiem, jak się komuś z tego wytłumaczę. - Zdecydowanie wolałaby nie trafić do szpitala.