21.01.2024, 09:44 ✶
Daisy zmarszczyła brew. Zapatrzyła się na resztkę gorącego ulepka pływającego w jej kubku. Nie do końca wiedziała, jak właściwie powinna zareagować na słowa Martina. Z jednej strony korciło ją, by powiedzieć mu, że wszystko co mówił wydawało jej się interesujące, więc nawet pojedyncze słowa były ciekawe. Z drugiej… w sumie sama lubiła gadać, więc wypadałoby by pochwaliła go przynajmniej za to, że potrafił słuchać. I tak źle i tak niedobrze, bo obydwa zdania trącały jej desperacją a desperacja była tym, czego żadna szanująca się kobieta nie powinna absolutnie nikomu pokazywać (a już na pewno nie człowiekowi, który ostatnio jakoś tak częściej gościł w jej głowie).
- No wiesz… ja w sumie dopiero na czwartym roku nauki w Hogwarcie zrozumiałam, że lubię warzyć eliksiry – zauważyła, jakby tym tłumacząc jego nagły przypływ zainteresowania fotografią. Inna sprawa, że w jej przypadku, jak zwykle, chodziło o obsesję – naczytała się wtedy o amortencji i o Felix Felicis i pomyślała, że gdyby się naprawdę zakochała to taki eliksir szczęścia mógłby jej bardzo pomóc w usidleniu ukochanego. W przypadku Martina przyszło jej jednak do głowy, że robienie zdjęć mogło pomóc mu wyrazić to, czego nie potrafił słowami. – Jasne! – zawołała z entuzjazmem, gdy poprosił ją o pomoc.
Resztę spotkania spędzili na zajmowaniu najnowszym nabytkiem Martina. Daisy pokazywała mu możliwości aparatu, opisywała co dają poszczególne ustawienia i na ile to w ogóle wpływało na to co widziało oko obiektywu i jakie to mogło mieć konsekwencje dla zdjęcia. Lockhart była przy tym bardzo zaaferowana i starała się – za wszelką cenę – pokazać swojemu towarzyszowi, że warta była przynajmniej jeszcze jednego spotkania.
- No wiesz… ja w sumie dopiero na czwartym roku nauki w Hogwarcie zrozumiałam, że lubię warzyć eliksiry – zauważyła, jakby tym tłumacząc jego nagły przypływ zainteresowania fotografią. Inna sprawa, że w jej przypadku, jak zwykle, chodziło o obsesję – naczytała się wtedy o amortencji i o Felix Felicis i pomyślała, że gdyby się naprawdę zakochała to taki eliksir szczęścia mógłby jej bardzo pomóc w usidleniu ukochanego. W przypadku Martina przyszło jej jednak do głowy, że robienie zdjęć mogło pomóc mu wyrazić to, czego nie potrafił słowami. – Jasne! – zawołała z entuzjazmem, gdy poprosił ją o pomoc.
Resztę spotkania spędzili na zajmowaniu najnowszym nabytkiem Martina. Daisy pokazywała mu możliwości aparatu, opisywała co dają poszczególne ustawienia i na ile to w ogóle wpływało na to co widziało oko obiektywu i jakie to mogło mieć konsekwencje dla zdjęcia. Lockhart była przy tym bardzo zaaferowana i starała się – za wszelką cenę – pokazać swojemu towarzyszowi, że warta była przynajmniej jeszcze jednego spotkania.
Koniec sesji