• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
Lato 1972, 28 czerwca - Pani Władzo, Błędny Rycerz zabłądził prosto pod nasze koła

Lato 1972, 28 czerwca - Pani Władzo, Błędny Rycerz zabłądził prosto pod nasze koła
Milo Bell
The one that brings a gun, to a wand fight!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 178 cm młody mężczyzna, o ciemnej karnacji i przystrzyżonych krótko czarnych włosach. Zwykle ubrany w mugolskie ciuchy - jeansowe kurtki, proste znoszone spodnie, kraciaste koszule i T-shirty ulubionych zespołów. W okolicy cyrku nosi dumnie pas z dwoma rewolwerami, kiedy jest poza nim broń nosi schowaną w kaburze pod ramieniem. Kiedy czyta, na nosie ma okulary. Dużo się uśmiecha, mówi trochę tak jakby ciągle był na haju, przeciągając niektóre zgłoski.

The Bang
#11
04.01.2024, 12:03  ✶  

To nie tak, że chciałem cokolwiek ukryć. Ale - jak chyba większość cyrkowców - przedstawicieli prawa darzyłem co najwyżej chłodnym szacunkiem, a prędzej nawet ciepłą antypatią. Jakoś tak wychodziło, że nasze spotkania z władzą najczęściej wiązały się z konfrontacją - kradzież, jakieś drobne wykroczenia... Wielu z nas miało swoją kartotekę w BUMie więc niczego nie pragnąłem bardziej niż ograniczenia kontaktu z bagiecją do minimum.

Widać jednak jasno było, że moje słowa nie padły na żyzny grunt (jak lubił mawiać Jim, kiedy ktoś puszczał mimo uszu jego nauki) i Alexander musiał zacząć się za mnie tłumaczyć, próbując załagodzić sytuację. Spochmurniałem i spuściłem nieco ramiona, wiotczejąc niczym balonik z którego uszło powietrze. Nienawidziłem sprawiać mu problemów. Już i tak miał na głowie wystarczająco zmartwień, związanych z mężczyzną, którego właśnie odprowadziłem wzrokiem, kiedy wracał w stronę pozostałych wozów z Ancią. Flynn skurkowany Bell, zguba i zniszczenie Dyrektora a moim zdaniem i całego naszego cyrku.

- Tak, oczywiście, przepraszam. Źle się wyraziłem. Oczywiście można wszystko sprawdzić, z tym że samego zderzenia to ja dokładnie nie pamiętam bo ten... - wskazałem szmatką na ranę na czole, która przestała wreszcie mocno krwawić i tylko pulsowała nieprzyjemnym, rozpraszającym bólem. O przeszukanie szoferki się nie martwiłem, byłbym skończonym idiotą gdybym przewoził cokolwiek nielegalnego w takim miejscu. Zresztą, nawet gdyby były tam jakieś narkotyki, to wysoce wątpiłem czy czarodziejka byłaby w stanie je rozpoznać. W końcu nie handlowałem żadnym czarodziejskim towarem a tylko mugolskimi, chemicznymi związkami.

Co mnie martwiło i zaprzątało o wiele bardziej, to to kto faktycznie był winny zderzeniu. Zważywszy na to, że w najlepsze sobie przysypiałem w momencie wypadku, nie miałem pewności czy winny nie był jednak Lightbringer. Może zbyt gorliwie oddał się modlitwie i w ogóle zapomniał, że prowadzi kilkunasto-tonowy pojazd? A jeśli tak, to czy ta kobieta nałoży na nas jakieś kary pieniężne? Przecież cyrk nie był zbyt majętny, gdybyśmy pływali w kasie, to nie bylibyśmy pieprzonym OBWOŹNYM CYRKIEM. A już szczególnie Jim, który nawet swoją przyczepę oddał mnie i spał... W sumie sam nie byłem pewny gdzie.

Próbowałem wymyślić wyjście z tej sytuacji, które nie wiązałoby się z obarczeniem nas winą, ale pulsowanie w skroni nabrało znów na sile a ja w końcu musiałem oprzeć się o maskę, czując jak kolana lekko się pode mną uginają. Oczywiście, gdybym miał różdżkę, to już dawno stałbym pewnie wesoło, nowy i niedraśnięty. Ale magia pozostawała dla mnie na zawsze zamkniętymi drzwiami, a nie chciałem też zawracać głowy Alexandrowi czy komukolwiek innemu koniecznością naprawiania mojej osoby w tym momencie. To mogło poczekać, na pewno do momentu kiedy brygadzistka opuści nasze towarzystwo. Może nawet do wieczora? Skupiłem się na oddechach, czując jak świat zaczyna lekko się bujać i przymknąłem oczy. Czy miałem wstrząs mózgu? Czy to też różdżka mogła łatwo uleczyć? Błagam, pośpiesz się babo i spadaj... pomyślałem, w stronę Mavelle.

broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#12
15.01.2024, 00:37  ✶  
Źle się wyraził, już ona znała takie złe wyrażanie się. Nawet brew nie drgnęła – dawała szansę na to, by wycofali się z tego z twarzą czy może po prostu całkowicie nie dawała wiary w to wytłumaczenie, co miało mieć swoje skutki… później. Przy końcowych wnioskach i wypisywanych mandatach. Cóż, w każdym razie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, iż baba nie planowała się pośpieszyć i spadać w te pędy, jak co poniektórzy tu obecni by sobie tego życzyli.
  Ot, nie ma lekko, drodzy Bellowie, nie ma lekko… a wszechświat tego dnia nieszczególnie najwyraźniej się kwapił do spełniania życzeń, wypowiedzianych czy nie. Ot, bywa! Za proste życie by było, gdyby tak to działało… a może wręcz przeciwnie, zapanowałby przeokrutny chaos, gdyby życzenia każdego się spełniały ot tak…?
  - Naprawdę nie trzeba – zapewniła; zresztą, ech… znając życie, nie będzie miała kiedy do tego cyrku pójść (ani Brenna, bo to ją najchętniej by ze sobą zabrała – cóż, kuzynki zdecydowanie były warte siebie; wiecznie w pracy, w tej czy innej, czasu na odpoczynek i relaks niemalże zero), więc jedyne, co mogłaby ewentualnie zrobić, to oddać bilety…? - Obawiam się, że w obecnych czasach, może być ciężko z wizytą u was – dodała z cichym westchnięciem.
  Pokręciła głową. Nie, to nie było takie proste. Odejść i co? Bellowie to wędrowcy, cholera wie, czy jednak zaraz nie znikną; wieczni wędrowcy, niezagrzewający dłużej miejsca. Jeszcze się okaże, że kierowca zniknie, jak sen złoty i co wtedy? A na to nie mogła sobie pozwolić i to nawet nie dlatego, że papiery by się nie zgadzały, ale najzwyczajniej w świecie wymagała tego zawodowa profesjonalność.
  - Mogę mu najwyżej dać parę minut, ale obawiam się, że parę słów muszę z nim zamienić – stwierdziła, nadal obstając przy swoim. Ot, ciężki orzech do zgryzienia! -
Panie Milo, w zasadzie to dobrze się pan czuje? Widzi pan normalnie? Wezwać uzdrowiciela? – najwyraźniej w końcu sobie uświadomiła, że ktoś się powinien tym konkretnym Bellem zająć; jakby sama rana na łepetynie nie była wystarczającym powodem, to dochodziła jeszcze wzmianka o pamici. I zapewne nie tylko tym; samo wezwanie nie stanowiło większego problemu, ciut inna sprawa, kiedy stosowne służby raczą pojawić się na miejscu… Co nie zmieniało faktu, że tak, naprawdę była gotowa wezwać uzdrowiciela. No, chyba że jednak mieli własnego fachowca na miejscu, w końcu to nie tak, że w cyrku nigdy nie dochodziło do wypadków i nigdy nikt nie chorował, więc podejrzewała, że kogoś takiego zapewne mieli na liście płac, ale, ale, gdyby jednak nie…?
  Wzuwać w każdym razie mogła również i jednocześnie się przemieszczając – była zdecydowana zerknąć do wnętrza wozu, skontrolować, przeniuchać. Ba, wnętrze jak wnętrze, ale sam pojazd też planowała obejrzeć; ba, dokumentów też sobie, oczywiście, zażyczyła – przedstawiających stan techniczny pojazdu. I lepiej, żeby były całkiem aktualne, a nie sprzed paru lat…
  … i nie, to nie tak, że „grillowała” wyłącznie Bellów; Vesperowi do skóry też się miała dobrać. Oględziny, papierologia, zebranie zeznań z jego punktu widzenia… Zdecydowanie nie było co marzyć o tym, że szybko zniknie.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#13
28.01.2024, 14:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2024, 12:05 przez The Overseer.)  
- Pani Bones, może jednak znajdzie pani jedną małą godzinę na odetchnięcie...? Zapewniam, że w naszym cyrku chociażby na chwilę zapomni pani o tych ciężkich, paskudnych czasach, a w Londynie jesteśmy otwarci już od przyszłego weekendu, od piątku do niedzieli, w każdy weekend lipca i sierpnia - zaproponowałem, nie zamierzając jej do niczego przymuszać. Na dobrą sprawę, mogła również przekazać je komuś, tyle tylko że trzeba było mieć oko na gości i dać cynka cyrkowcom by jej nie myśleli okradać, bo to dopiero byłby ambaras.
- Taka odskocznia to super sprawa, ale też nie zamierzam nalegać. Zawsze może je pani przekazać bliskim. Nie są imienne - odparłem, wręczając jej sześć biletów w zgrabnym pliczku. Bardziej dzieciaki preferowały takie występy, ale bywało różnie. Niekiedy wchodziła fascynacja umięśnionymi mężczyznami u panien, zaś w u mężczyzn - zgrabnymi tancerkami. Nie oceniałem. Ważne, że przychodzili i zostawiali nam pieniądze w cyrkowej kasie.
Co jednak do naszej sprawy wypadkowej, Milo zanadto nie pomagał z tym świadkowaniem... Amnezja, dobre sobie. Z drugiej strony, jeśli miałby chlapnąć coś więcej, jak na przykład to, że Jim to raczej uczył się jeździć pod moim okiem albo że faktycznie mogliśmy przekroczyć prędkość...? Choć biorąc poprawkę na kompas moralny Jima, to śmiałem wątpić, że Jimmi pokusi się o dociskanie pedała gazu. Prędzej dopatrywałbym się podobnego zachowania po innych członkach cyrku, tych mniej cierpliwych, w gorącej wodzie kąpanych.
- Dobrze, zaraz zawołamy kierowcę, tylko... Z tym Milo... Milo, co z tobą? - zapytałem zatroskany, podchodząc do niego. Rana na głowie nie wyglądała zbyt groźne, ale jednak w jakiś sposób powstała na jego czole, więc obstawiałem, że musiał nieźle pierdyknąć w szybę czy też w samochód przy hamowaniu. - Niech może pani wezwie tego uzdrowiciela... On nie wygląda dobrze. Zbladł - zauważyłem. Nie mieliśmy na składzie uzdrowiciela, bo jeśli taki istniał w naszej ekipie, zapewne pojechał inną drogą albo zagubił się w akcji. Cóż, potrzebowaliśmy kogoś z zewnątrz, bo ja w leczeniu ran nie czułem się za dobrze, a nie chciałem, brońże Matko i Boże Jimmowy, zaszkodzić mu jeszcze bardziej.
- Zaraz przyniosę dokumenty, ale... Chciałbym to załatwić bez zbędnych komplikacji. Mamy osoby, które są w stanie naprawić Błędnego... Owen, ty nas znasz, mnie znasz. Możemy się w końcu dogadać, zamiast ciągle kopać pod sobą dołki?! Wiesz, że ja mogę iść w zaparte, na upartego, ale mogę być w porządku gościem... To jak? Przyznasz się do winy? - zapytałem go, biorąc Milo z tej maski samochodu, a przy okazji też ciężar jego ciała na siebie, gdyby chciał jednak się osunąć na ziemię. Wyglądał niezbyt ciekawie. - Jesteś z nami, Milo? - zapytałem, przypatrując się tej jego ranie. Kusiła by coś zadziałać, ale oczekiwałem jeszcze odpowiedzi ze strony Bones oraz Vespera. Jeśli ten drugi nie przystanie na warunki przyjacielskiego rozwiązania sprawy, to wzywamy serio uzdrowiciela i niech ogląda Milo, mnie i Jima. Również miałem obtłuczoną rękę. Jim był w kiepskim stanie, szoku zapewne, więc mogliśmy się sądzić i odwoływać.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (150), Mavelle Bones (1606), The Bang (1767), The Edge (332), The Overseer (1797)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa