20.02.2024, 20:51 ✶
- Byłeś już kiedyś w cyrku? – spytała, z autentycznym zaciekawieniem rozglądając się po otoczeniu. Głośno, kolorowo i jeszcze raz głośno – miejsce to nieszczególnie pasowało do Rookwooda, który przecież sobie cenił spokój. A jednak: znaleźli się tutaj, gdzie próżno szukać jakiegokolwiek spokoju. Wręcz przeciwnie: mnóstwo zaciekawionych czarodziejów, gwar rozmów, czasem pokrzykiwania - czy to dziecka, chcącego zwrócić uwagę opiekuna na coś, czy to któregoś z pracowników cyrku, oznajmiającego, że panie, panowie, nigdzie indziej nie ujrzycie cudów takich, że aż oko wam zbieleje, gdy tylko na nie spojrzycie!
- Sama nieszczególnie miałam na to okazję i chyba najbliższe cyrkowi było goblińskie koło – dodała zaraz lekkim tonem. Żartowała czy mówiła całkiem serio? W zasadzie… tu może się nie wygrywało fantów za sprawą zakręcenia odpowiednią tarczą, tylko raczej oglądało, co się na niej wyrabia.
Dzień należał do tych bardzo pogodnych; słońce przygrzewało, aż miło, a sama Eunice nie wahała się wyjąć z szafy mocno letniej, zwiewnej sukienki. Nie, nie postawiła tego dnia na czerwień, w której ostatnimi czasy dość często się prezentowała, a na dość subtelny błękit. I kapelusz z szerokim rondem, chroniącym twarz przed niepożądanym przypieczeniem. Najwyraźniej panna nie kwapiła się do zyskania opalenizny, a co dopiero do spieczenia się niczym raczek. Z drugiej strony, przy urodzie, jaką obdarzyła ją Natura, zapewne nieszczególnie należałoby się spodziewać ładnych efektów. Prędzej samych problemów, wymagających stosowania maści mających uratować skórę.
Ale, ale, zanim rozpocznie się przedstawienie, zanim pójdą zająć miejsca, to… hm, a dlaczego by nie?
- Może weźmiemy popcorn? I och, widziałeś to? – dość nagle obróciła głowę, podążając spojrzeniem za czymś, co przykuło jej uwagę. Żyjąc w świecie magii, całkiem sporo fantastycznie wyglądających rzeczy zdawało się całkiem zwyczajnymi, ale, ale… ten kolorowy przebieraniec nie miał w ręku różdżki! A jednak wyglądało to, jakby ział ogniem, niczym smok, raz po raz!
- Sama nieszczególnie miałam na to okazję i chyba najbliższe cyrkowi było goblińskie koło – dodała zaraz lekkim tonem. Żartowała czy mówiła całkiem serio? W zasadzie… tu może się nie wygrywało fantów za sprawą zakręcenia odpowiednią tarczą, tylko raczej oglądało, co się na niej wyrabia.
Dzień należał do tych bardzo pogodnych; słońce przygrzewało, aż miło, a sama Eunice nie wahała się wyjąć z szafy mocno letniej, zwiewnej sukienki. Nie, nie postawiła tego dnia na czerwień, w której ostatnimi czasy dość często się prezentowała, a na dość subtelny błękit. I kapelusz z szerokim rondem, chroniącym twarz przed niepożądanym przypieczeniem. Najwyraźniej panna nie kwapiła się do zyskania opalenizny, a co dopiero do spieczenia się niczym raczek. Z drugiej strony, przy urodzie, jaką obdarzyła ją Natura, zapewne nieszczególnie należałoby się spodziewać ładnych efektów. Prędzej samych problemów, wymagających stosowania maści mających uratować skórę.
Ale, ale, zanim rozpocznie się przedstawienie, zanim pójdą zająć miejsca, to… hm, a dlaczego by nie?
- Może weźmiemy popcorn? I och, widziałeś to? – dość nagle obróciła głowę, podążając spojrzeniem za czymś, co przykuło jej uwagę. Żyjąc w świecie magii, całkiem sporo fantastycznie wyglądających rzeczy zdawało się całkiem zwyczajnymi, ale, ale… ten kolorowy przebieraniec nie miał w ręku różdżki! A jednak wyglądało to, jakby ział ogniem, niczym smok, raz po raz!