• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[11.06.1972] donttrusteme | Rodolphus i Loretta

[11.06.1972] donttrusteme | Rodolphus i Loretta
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
06.11.2023, 00:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:41 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

11 czerwca 1972

donttrusteme


To był kolejny obrzydliwie nudny dzień w Londynie. Jak zwykle w tym mieście - i w ogóle w Anglii - pogoda postanowiła spłatać wszystkim figla, prezentując mieszkańcom ni to deszcz, ni brak deszczu. Z nieba sączyło się mokre gówno, które nazywano mżawką. Za słabe na parasol czy kaptur, ale na tyle mocne, że psuło fryzury i moczyło włosy. Rodolphus westchnął, przeczesując szczupłymi palcami czarne jak smoła, mokre włosy. Jak bardzo kochał magiczną część tego miasta, jak czasem miał wrażenie, że wiało tu… Nudą. Ten niby-deszcz był idealnym podsumowaniem ostatnich wydarzeń.

Londyn bywał interesujący, ale ostatnio stał się dla młodego Lestrange mdły. Spodziewał się czegoś zupełnie innego po ostatnich wydarzeniach. Strachu? Nie, jeszcze nie. Ale jakiejś ekscytacji, ukradkowego oglądania się przez ramię, charakterystycznego napięcia w ciele, gdy ludzie przechodzili mokrymi uliczkami Pokątnej. A tu jedno wielkie rozczarowanie. Życie toczyło się powoli i zupełnie zwyczajnie. Pełno mugolskich rodzin (aż dwie!) właśnie minęły Rolpha, wywołując na jego szczupłej, bladej twarzy skurcz jednego mięśnia. Niezauważalny dla nikogo innego, ale odczuwalny dla niego samego. Ile jeszcze zdąży się powstrzymywać przed reakcją?

Na chwilę przystanął, pozwalając by mżawka spowiła jego gruby, czarny płaszcz i zmoczyła mu buty. Rodolphus odwrócił głowę, by otaksować rodzinę, znikającą w jednym ze sklepów. Zmarszczył brwi, widząc wystające z kieszeni spodni różdżki. Mugolska moda… Lestrange prychnął pod nosem, odruchowo poprawiając srebrne guziki aksamitnej, szmaragdowej jak płomienie fiuu kamizeli. Obrzydliwe, powyciągane swetry pasowały do charakterów wielbicieli mugolaków. Byli powyciągani jak te łachy, które nosili.

Nagle jednak usta Rodolphusa wygięły się w uśmiechu. Stalowoszare tęczówki w ostatniej chwili wychwyciły znajomy ruch, a ciało zareagowało instynktownie. Usuwając się z drogi przed niską, wątłej postury kobietą o włosach czarnych jak jej dusza, odruchowo pochylił głowę, jakby chciał zrobić wymuszony ukłon.
- Co cię wygnało w taką pogodę, Loretto? - Rolph wyciągnął rękę i delikatnie przytrzymał jedno z płócien, które niosła pod pachą Loretta. - Ktoś o twej reputacji nie powinien biegać po Londynie jak byle skrzat domowy. Pomogę.
Nie było to pytanie, a w oczach Rodolphusa pojawił się ciężki do zinterpretowania błysk.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
06.11.2023, 12:15  ✶  

Igiełki deszczu opadały wdzięcznie na oblicze Londynu, mocząc kostki brukowe wyściełające ulice; czyniły także ze skóry wielkie galaktyki, płonące gwiazdy śmierci i gdyby nie rychłe obowiązki, przystanęłaby na Pokątnej, odrzucając głowę do tyłu, jedynie aby poczuć krople na swoich piegowatych policzkach. W takie dni przypominała sobie, jak krew jest słodka, a ulewne deszcze – niby majowe, choć nie w maju – kwaśne w swojej brudnawej formule. I choć dzieło rozpoczęła niewinna mżawka, wzbierała na sile, kurtyną deszczu rozbijając krople o podłoże. Słodko-gorzka melancholia rozpościerała swoje elegie poranka, który przecież nie mógł się zacząć lepiej, aniżeli od sowitej ulewy. Uśmiech przedzierał się przez fasadę słonawej obojętności, która gościła na jej twarzy zawsze, gdy zamierała w tęgim skupieniu. Nic jednak nie obdarzało jej czoła burzliwymi chmurami – w nastroju lepszym niż gorszym, stukot obcasów zwiastował jej duszną obecność.

Luźne nogawki spodni, niewybrednie wysokie obcasy i elegancka koszula, całość zaś okryta skórzanym, czarnym płaszczem – jej prezencji nie ujmowało absolutnie nic, poza posklejanymi w mokre strąki krucze włosy, z których już drobne krople kapały na ramiona. Dmuchnęła ku górze, odgarniając z pola widzenia przydługą grzywkę, która aż prosiła się o skrócenie – ona jednak, ostatnimi czasy bardziej zawirowana niż mniej, przemierzała z prędkością niewielkiego huraganu ulicę Pokątnej.

Nierozproszona, skupiona na własnych krokach, pomykała po mokrym bruku z naręczem płócien trzymanych pod pachą, których ciężar był o wiele za wielki w kontrze do jej aparycji – miało to jednak dla niej znamiona codzienności.

I gdy dopiero gdy go zobaczyła, jej oblicze się rozpromieniło niebagatelnie.

Przyspieszyła kroku i już miała unosić dłoń w geście przywitania; już miała wydukać szereg zwięzłych słów – może odrobinę kwaśnych w smaku, okrytych jednak całunem słodyczy; a jednak. Potknęła się na nierównej kostce brukowej spektakularnie – płótna poleciały gdzieś w eter, a ona sama, niewielka i krucha, opadła w ramiona mężczyzny. Dopiero, gdy dłonie zacisnęły się na jej talii, pomagając odzyskać należytą równowagę, przerażonym wzrokiem spozierała na płótna.

– O… nie – wydusiła z siebie po chwili, kucając przy rozbitych po chodniku obrazach. Poczęła je zbierać, oceniając straty, których doznały w bliskim kontakcie z ziemią, nie wyglądały jednak na uszkodzone. – Uważaj na nie, niektóre są na zlecenie – poleciła, jeśli ten zaczął je zbierać wraz z nią.

Jej nozdrza wciąż drażniła woń jego wody kolońskiej.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
06.11.2023, 12:20  ✶  
W chwili, gdy wyciągał rękę po obraz, Loretta wywinęła orła, którego nie powstydziłby się nikt z cyrku Bellów. Jednak na twarzy Rolpha nie malowało się rozbawienie - mięśnie drgnęły, wykrzywiając gładko ogoloną twarz w grymasie troski i niejakiego zaskoczenia, którego nie dałby radę ukryć nawet najlepszy aktor świata. Jeszcze chwilę temu drobna kobieta szła ku niemu, a chwilę potem już była w jego ramionach tylko po to, by po sekundzie rzucić się po płótna. Młody Lestrange westchnął z niejakim rozczarowaniem - jaki był sens łapania kobiety za kibić, jeśli ta niemal od razu się od niego odsuwała? Nie omieszkał jednak, zanim wypuścił ją ze swoich objęć, wciągnąć jej zapachu w swoje nozdrza. Zawsze to robił - po zapachu zwykle najłatwiej było ocenić kobietę. A Loretta pachniała tajemnicą i dymem tytoniowym.
- Mówiłem - powinnaś na siebie uważać, niosąc tak drogocenny ładunek - mruknął, odgarniając poły czarnego, wełnianego płaszcza, by swobodnie kucnąć tuż przy kobiecie. Kilkoma wprawnymi ruchami zgarnął pozostałe obrazy, z zadziwiającą jak na niego delikatnością, uważając by żadnego nie uszkodzić. Nie omieszkał jednak zerknąć, co tam też Loretta teraz niosła. - Chyba nie ma strat.
Och, oczywiście że zrobił to nie z ciekawości, a wyłącznie pod płaszczykiem troski o owe dzieła sztuki. Sprawdzał, czy farba pozostała na swoim miejscu i czy przypadkiem któreś z płócien nie trafiło w kałużę, która mogłaby spowodować zniszczenia tak poważne, że cała robota Loretty byłaby jak krew w piach.
- Ale należy je przenieść do suchego miejsca. Wygląda, jakby miało się zaraz rozpadać - gdy wstawał z kucek żaden jego staw nawet nie jęknął. W przeciwieństwie do Loretty Rolph był dobrze zbudowany - szczupły, ale odżywiony, z sylwetką wskazującą na dbałość o ciało. Podobnież zresztą było z resztą jego aparycji. Nigdy nawet nie zaprzeczał, że o ile u większości ludzi liczyło się wnętrze, tak u niego wygląd zewnętrzny odgrywał kluczową rolę. - Pomogę ci, idziesz do galerii?
Nie oddał jej obrazów. Upewniwszy się, że nie kładzie mokrego na mokrym, złożył je tak, by nie uszkodzić ani jednego płótna. I miał zamiar je donieść tam, gdzie szła Loretta - cóż z niego byłby za marny dżentelmen, gdyby pozwolił drobnej kuzynce męczyć się z tak nieporęcznym bagażem?
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#4
06.11.2023, 13:24  ✶  

Jej woń, słodka i drażniąca nozdrza, przebijała się przez sztywny masyw powietrza, targający kruczymi włosami, tańczącymi pod wichrem nad linią ramion; grzywka rozpostarła się, ukazując czoło, kosmykami drgając nieprzejednanie – jakby chciała rozwichrzyć niepokornie to, nad czym pracowała, oglądając się w obliczu lustrzanym przed opuszczeniem domowego atelier. Wiatr rozchylał poły płaszcza, niezapiętego na złotawe guziczki, a igiełki deszczu niepokornie zaznaczyły oblicze szklistymi kroplami, sunąc po nich, jak łzy majowe. Pachniała także dymem tytoniowym, a rozpusta nikotynowa często mile mościła się na dnie płuc; tym razem jednak, nie dzierżąc cygaretki w dłoni, opadła w jego ramiona miękko i niespodziewanie; w gracją huraganu i bryzy zarazem.

Zacisnęła dłonie na jego ramionach, wbijając paznokcie w wełniany płaszcz. Tkwiła tak przez ulotną chwilę, unosząc wraz z przemijającymi, spopielonymi sekundami wzrok, wlepiając go niepewnie w ostre rysy twarzy mężczyzny. Pachniał przyjemnie – wodą kolońską, odrobinę miętą, ale także wszystkimi nieprzespanymi nocami. Utknąwszy w tej malignie bezkresu, w której tonęła bez reszty, odsunęła się gwałtownie, tak, jakby jego dłonie miały parzyć.

– Och, całe szczęście. Siedziałam nad nimi parę dni – westchnęła, podnosząc ostatnie spośród rozbitych o bruk obrazów.

Oparła dzieła pod zadaszeniem budynku, opierając je o jego ścianę. Przez moment wahała się, a na jej obliczu malowało się jedynie tęgie zamyślenie i choć Loretta nie była typem kobiety wybijającej się na wyżyny intelektualne – z pewnością nie można jej było odmówić biegłości percepcyjnej oraz uroku osobistego – oba te faktory przekuwała we własną lukratywną korzyść; przecież tylko ona umiała tak zatrzepotać welonem rzęs, aby zjednać sobie nieomal każdego.

A w jej żyłach nawet nie płynęła wila krew!

– Chętnie skorzystam z pomocy – jak widać w pojedynkę nie idzie mi najlepiej. Weź to największe – rzekła, skinąwszy w kierunku płótna, które było nieomal jej wzrostu.

Podniosła mniejsze spośród obrazów, pakując je pod ramię i skierowała się ku Galerii. Dopiero gdy przekroczyła jej próg, z cichym westchnięciem odstawiła prace na podłogę. Jej galeria ostatnimi czasy przeżyła metamorfozę; po tym, jak do reszty zniszczyła ją w gniewie na Leandra, musiała uporządkować ją na nowo, przekroczywszy więc zdobione kwiatami drzwi, obcasy zastukały o szaro-białe panele. Rzuciła klucze gdzieś na stolik, na którym zwykle gościły kieliszki szampana, machając ręką ku mężczyźnie, aby poszedł w jej ślady.

– Chcesz się czegoś napić? Pytam, aby nie popełnić żadnego faux pas. Na tyłach galerii mam dwa fotele, herbatę i alkohole – zaproponowała prędko.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
06.11.2023, 13:51  ✶  
Uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafił. Przytrzymał ją odrobinę dłużej, gdy tak wbijała palce w jego miękki płaszcz z wełny, teraz mokrej od nieustannej mżawki, lecącej z nieba. Lecz puścił ją, a jakże, nie pozwalając by ta chwila przedłużyła się w sposób, który mógłby zostać źle zrozumiany. Balansował na granicy niczym kot chodzący po dachu, z dziwną przyjemnością obserwując uwijającą się przy obrazach Lorettę. Zaiste, każdy z rodziny Lestrange miał w sobie ten dziki i niezaprzeczalny urok. U jednych objawiał się słabiej, a u innych, takich jak oni - mocniej.
- Ktoś z zaledwie ułamkiem twojego talentu siedziały nad jednym z nich przeszło rok. To niesamowite, w jaki sposób operujesz pędzlem i bawisz się fakturą przy jednoczesnym zachowaniu tempa pracy - odpowiedział z wyczuwalnym podziwem w głosie. Rolph nie był miłośnikiem sztuki, ale był - z naciskiem na przeszłość - miłośnikiem artystek. Bywał w tym światku i obcował z różnymi ludźmi, chłonąc sposób ich wyrażania się oraz zapamiętując to, co mu mówili, by błysnąć w chwilach takich jak ta. I chociaż Loretty talent był niezaprzeczalny, to tak naprawdę nie miał pojęcia, ile czasu przeciętnie spędzało się nad malowaniem obrazu.

Bez zbędnych słów wziął ostrożnie te największe płótna, by mniejsze przekazać na ręce kuzynki. Usłużnie niemal poszedł za nią, trzymając się odrobinę z tyłu, by móc chłonąć sposób, w jaki się poruszała. To, w jaki sposób ktoś idzie, dużo mówiło o człowieku. Loretta szła pewnie, pomimo deszczu, nieco za szybko, ale wiedział doskonale iż wynikało to nie tylko z powodu pogody, bo faktycznie zaczęło mocniej padać, a i z ogromnego temperamentu. O humorkach panny Lestrange mówiła chyba cała Anglia. Dlatego też kompletna zmiana wystroju galerii nie zrobiła na Rolphie większego wrażenia. Równie dobrze mogła tutaj podpalić kochanka, wpuścić stado rozszalałych psów lub po prostu znudził jej się poprzedni styl.
- Inaczej zapamiętałem to miejsce - zauważył z rozbawieniem, odkładając obrazy. Najpierw sprawdził, czy farba nie przemokła za bardzo, niszcząc tego, co Loretta wypracowała. - Zdam się na twój gust Loretto, wiesz przecież co lubię.
Widzieli się kilka razy, doskonale wiedziała że nie będzie wybrzydzał, szczególnie jeśli naleje mu whisky czy czerwonego wina. Ale równie dobrze mogłaby mu podać herbaty, a wewnętrzna uprzejmość nie pozwoliłaby młodemu Lestrange zaprotestować. Rolph rozpiął płaszcz i zdjął go z ramion. Był ciężki od wody - nie całkowicie przemoczony, lecz ciężar wyraźnie się zmienił. Niedbałym ruchem powiesił go na haku i ruszył za Lorettą. Rozglądał się z ciekawością po ścianach, starając się zapamiętać każdy szczegół. Co z tego, że pewnie zaraz znowu się wszystko tu zmieni. Odruchowo zaczesał czarne włosy w tył, z niejakim niesmakiem zauważając, że są mokre. Cholerny deszcz.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#6
18.11.2023, 14:49  ✶  

Osjaniczny uśmiech schillerowskiej marzycielki wplątał się między nuty niemego zirytowania, które pętały dotychczasowo jej umysł. Już zbierając prace – te, którymi wyścielił się mżysty bruk londyński – coś w niej zakwitło niepokornie; jego palce wbijające się w miękką kibić, a jednak dostatecznie dalekie od czegokolwiek, co można uznać za niewłaściwe i niestosowne. Wyswobodziwszy się z jego ramion, pochyliła się nad jednym z płócien, palcem zgarniając deszczową łzę, która ułożyła się na zagruntowanym materiale – ślizgając się po nim, lecz nie wchłaniając się do wnętrza zionącego pustką bieli blejtramu. Ciężkie westchnięcie opuściło jej wargi spętane – zupełnie jakby znalazła się w nowym kuriozum, w nowym mikrokosmosie, który dyktował odmienne zasady gry.

– Och, dziękuję – zaświergotała pogodnie, wzrok lokując na powrót w szarości jego tęczówek, która mówiła więcej, niż padło werbalnie. – W sierpniu moja galeria świętuje rocznicę. Mam nadzieję oczywiście, że się pojawisz? – zabrzmiała pytaniem, które miało w sobie więcej kontrolnej retoryki, aniżeli faktycznego zapytania.

Poruszała się z pewną miękką gracją i uporem zarazem; jej kroki, liczone prędko, wzbijały w przestrzeń londyńską falę stukotu obcasów – jej markowy nieomal dźwięk. Bo wszak jaka rozsądna kobieta chodziła w tak bezpardonowo wysokich butach?; najpewniej żadna. Loretta z kolei, będąc mikrą i filigranową, musiała nadrabiać całokształt swojej niewinnej osoby w gargantuicznej osobowości.

– Dziękuję za pomoc – rzekła ponownie tego wieczoru, opierając obrazy o przeciwległą ścianę. – Ognista? A może masz ochotę na coś, hm – zawiesiła głos, mrużąc nieznacznie oczy – innego? – Nie musiała mówić wprost, aby wybrzmiała propozycja upudrowania noska jakimś śnieżnym, białym pyłem.

Loretta narkomanką nie była, aczkolwiek prawdopodobnie jak lwia część artystycznego półświatka, tych wszystkich kobiet we mgle, z głową wysoko ponad chmurami, posiadało w swoim zasięgu stymulanty. A Lestrange z kolei sięgała po nie, aby wprawić się w malunkowy trans, bądź, w zależności od towarzystwa, odrobinę się zabawić.

Ruszyła przed nim na tyły atelier, gdzie opadła zmęczona w miękkie ramiona fotelu, mężczyźnie pokazując przeciwległy – po chwili jednak zreflektowała się prędko i podeszła do niewielkiego barku, nalewając do kryształowej szklanki whisky i podając ją Rodolphusowi.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
19.11.2023, 10:17  ✶  
- Oczywiście, że przyjdę - odpowiedział z lekkim uśmiechem, ostrożnie kiwając głową na potwierdzenie swoich słów. - Nie mógłbym przegapić tak znamienitego wydarzenia. Jesteś jedną z najpiękniejszych pereł w naszej rodzinie, Loretto.
Sączył miękkie pochlebstwa do jej uszu, nadając swoim słowom szczery ton. Umiał docenić piękno, zarówno kobiece jak i to bardziej materialne. Loretta była piękna wewnątrz i na zewnątrz, miała coś w sobie, że przyciągała ludzi jak ogień ćmy. Nie mógłby odmówić sobie odwiedzenia jej, zwłaszcza gdy zapraszała.

Gdy Loretta zaproponowała coś innego, zaśmiał się cicho. Prawdziwa artystka. Usiadł na miękkim fotelu z gracją, jakby ćwiczył ten gest przez ostatnią dekadę. Pokręcił głową, swobodnie opierając plecy o oparcie.
- Mój umysł musi pozostać czysty i jasny w każdej sytuacji, Loretto, nie mogę pozwolić sobie więcej niż na minimalne dawki ludzkich przyjemności - powiedział poważnie, odbierając szkło od kuzynki. - Lecz jeśli masz ochotę, nie krępuj się.
Pracował w Departamencie Tajemnic, badał mózg. Samo to, że pijał od święta alkohol sprawiało, że poważnie zastanawiał się nad sensem niektórych działań i substancji. Obrócił szklanicę w dłoni, zanim upił niewielki łyk trunku.
- Niektórzy korzystają z używek, by spadły z nich sztuczne bariery, nałożone przez społeczeństwo, by ich prace mogły zdobyć rozgłos. Mam jednak wrażenie, że ty tego nie potrzebujesz, prawda Loretto? - zapytał, opierając szklankę na udzie. Wbił w kobietę szare spojrzenie, w którym błyskały iskierki zaciekawienia. Nie był specjalnie blisko z tą częścią rodziny, ale siedząc teraz miał wrażenie, że odsuwając się i poświęcając się karierze, Rabastanowi i matce mógł popełnić mały błąd. Ale nie było błędów, których nie można było naprawić. - Jednak jeśli chcesz się rozluźnić, proszę bardzo. Przy mnie jesteś bezpieczna.
Zapewniał, chociaż ciężko było stwierdzić, czy naprawdę Loretta powinna czuć się w towarzystwie Rodolphusa bezpiecznie. Z jednej strony był nią zafascynowany i należała do rodziny, której nigdy by się nie naraził. Z drugiej jednak strony cała jego postawa była tak wyćwiczona, jakby nie potrafił nic innego, tylko grać i mamić. Jakby nie potrafił zrzucić maski, bo skrywał pod nią coś okropnego. To było w nim nie tak: to właśnie wyczuwały osoby, rozwinięte intuicją, która nakazywała im trzymać się od Rolpha z daleka.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#8
18.02.2024, 19:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 19:21 przez Loretta Lestrange.)  

Utkała miałką iluzję swojej osoby, już nie wiedziała, co jest prawdą, a co kwitnie w akwenie fałszu; wiedziała jedno – była różą, która nie więdła; kwiatem, który zawsze cieszył oko, równie silnie co wbudowany w oblicze osjaniczny uśmiech, okraszony całunem krwistoczerwonych warg. Bo przecież potrafiła uwodzić, potrafiła kłamać i kokietować i choć nigdy nie uważała się za femme fatale, jej zachowanie wpisywało się w ramę uogólnionej szczerości. Jej dwie twarze były jednakowo silne, acz tę drugą, odrobinę brzydszą, o duszy demona i ciele wyrachowanej lichwiarki, wypuszczała na światło dzienne niebywale rzadko.

Zupełnie, jakby wiedziała, jak wielkie przerażenie budzi.

– Takie słodkie słówka mów mojej kuzynce. Poza tym, ja nie jestem perłą. Jestem diamentem – udała obruszoną, jednak na jej wargach prędko wykwitł zadziorny uśmiech.

Oparła się o ramię fotela, krzyżując ręce na piersi. Przeszyła go świdrującym spojrzeniem głęboko brązowych tęczówek – istotnie, choć nie byli spokrewnieni ze sobą najbliżej, można było dostrzec pewne drobne szkopuły, które jednały ich ku wspólnemu pochodzeniu. Prawdopodobnie była to niezachwiana, głęboka czerń włosów lub nisko osadzone brwi.

Wzruszyła ramionami na jego słowa i podeszła do blatu, wysypując śnieżnobiałą, miałką kreskę na jego powierzchni. Odwróciła się jedynie przez ramię, zerkając na Rodolphusa, gdy zwijała w rulonik jeden z banknotów przeznaczonych na specjalne okazje.

– Czystość umysłu to kwestia względna, mój drogi – odparła, pochylając się i gwałtownie wciągając kreskę. I drugą. I trzecią. Oczy odrobinę się zaszkliły, gdy pociągała nosem. – No już, wyskakuj ze swoich aberracji. To, że ja jestem naćpana, nie oznacza, że ty masz prawo pozostać tym tajemniczym sobą. Liczę na pikantne szczególiki.

I gdy należyte sekundy trzeźwości przeminęły, podeszła do fotela kuzyna i niewiele myśląc, rzuciła się w jego ramiona jak długa.

– Powinniśmy się częściej widywać – wyszeptała w jego ramię.

Nie było w tym nic niepoprawnego i nic zbereźnego; nie zakrawało to nawet o flirt, jednak Loretta już buszowała gdzieś w gwiazdach, z twarzą wtuloną w kuzynowskie ramię.

– Ja to robię dla yyy… – zaczęła, prędko jednak zacięła się, biorąc głęboki wdech. – Dla czystego sportu i zabawy. Nieczęsto, czasami – wyartykułowała.



Part of me wanna to do stupid shit
Gotta admit, I'm a hypocrite
I like it way better than being on the side of it
I'm a psycho, loving it
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#9
20.02.2024, 16:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2024, 19:59 przez Rodolphus Lestrange.)  
Odpowiedział jej uniesieniem kącika ust. Tak, Loretta zdecydowanie była kamieniem szlachetnym. Diamentem, perłą, szmaragdem, krwistym rubinem, brutalnie wydobytym z błota rzeczywistości. Takie skarby należało chronić - zwłaszcza jeżeli ten skarb był częścią rodziny. Rodolphus należał do zupełnie innej gałęzi rodu, lecz czuł mocna przynależność do rodziny, a więzy krwi znaczyły dla niego więcej, niż kiedykolwiek by się przyznał.
- Czy tak jak diamenty wypływasz na powierzchnię we krwi i bólu niewolników? - zapytał z rozbawieniem, uznając że porównanie Loretty było niezwykle trafne. A jego interpretacja bardziej niż słuszna. Uniósł nieco głowę i pochwycił jej spojrzenie. Brązowe oczy zderzyły się z szarymi, które praktycznie nie miały obwódek. Były tak jasne, a źrenice tak małe, że odruchowo u tych, którzy nie znali Rodolphusa, budziły niepokój. Coś w nich było nie tak i to nie było szaleństwo, pogarda czy nienawiść - one po prostu miały nietypowy wygląd. A większość ludzi nie lubiła nietypowości.

Nie ruszył się, gdy Loretta podeszła do stołu i wciągnęła najpierw jedną, a potem drugą kreskę. Uniósł jednak brew, gdy wciągnęła trzecią. Nie za dużo? Kuzynka była chuda, drobna, krucha wręcz. Czy taka dawka jej nie zaszkodzi? Może gdyby sam brał lub słuchał tego, co ojciec miał mu do powiedzenia, wiedziałby czy powinien się o nią martwić. Lecz jego myśli od zawsze podążały w innym kierunku - skupiał się na nie tej dziedzinie nauki, a do eliksirów nie miał talentu. Podobnież nie interesowała go ścieżka uzdrowiciela. A po co zaśmiecać sobie pamięć niepotrzebnymi w życiu informacjami? Nie podejrzewał, że kiedyś mu się przydadzą.
- O jakich szczególikach mówisz? - nie miał pojęcia, co jej przećpany umysł sobie uroił. - Nie jestem tajemniczy, Loretto. Jestem nudny.
Nudny w porównaniu z nią, z jej bliźniakiem czy chociażby z ich rodzeństwem, kuzynostwem. Ta farsa, którą ciągnął, poniekąd go bawiła. Dobry chłopak z dobrej rodziny, chodzący spać o dziesiątej wieczorem i wstający przed świtem. Pracujący w Departamencie Tajemnic, zgłębiający tajemną i zawiłą sztukę, nieuczestniczący w większości wydarzeń rodzinnych czy ogólnie ze świata czarodziejów. Tylko jedna osoba wiedziała, że to było kłamstwo. I lepiej, żeby tak pozostało.

Gdy runęła jak długo w jego ramiona, odruchowo je rozłożył tak, by pochwycić szczupłe ciało w pewnym uścisku. Jednym ruchem podciągnął kuzynkę tak, by wylądowała mu na kolanach, bo przecież żaden kręgosłup nie był z gumy, a ona w tym momencie wydawała mu się tak bezradnie bezwładna, że jeden niewłaściwy ruch i mogła się po prostu rozpaść.
- Czy niszczenie się jest synonimem dobrej zabawy? - zapytał z kpiącym uśmiechem, którego nie powinna zobaczyć, skoro twarz chowała w jego ramieniu. - Jeszcze mi powiedz, że gdybyś chciała, to byś w każdej chwili mogła przestać. Ale nie chcesz, więc nie przestaniesz.
Drażnił się z nią, bo jego nos wyczuł metaforyczną krew. Wyczuł jej słabość i podatność, szczególnie po takiej dawce czegokolwiek, co tam wciągnęła nosem. Ale jednocześnie nie był skończonym chamem, by wykorzystać sytuację i wymuszać na kobiecie puste obietnice zmiany swojego życia. Loretta była kim była i była taka, jaka była - gdyby zaczęła zachowywać się inaczej, straciliby prawdziwą Lorettę. A utrata takiego diamentu byłaby ogromną stratą dla całego magicznego świata. Zresztą byłby głupcem, gdyby sądził, że jakakolwiek rozmowa wymusi na niej cokolwiek.
- Nie musisz się tłumaczyć - dodał łagodniej, przesuwając dłoń na jej włosy. Pogładził ją po nich lekko, uspokajająco. Niemal czule, z braterską prawie miłością. Wzrok miał utkwiony w stoliku, na którym wciąż leżały banknoty na specjalne okazje. - Zdecydowanie powinniśmy. Ale jak już mówiłem, jestem nudnym człowiekiem, Loretto. Nie dostarczyłbym ci tyle rozrywki, ile potrzebujesz.
Ach, słodko-gorzkie kłamstwo. Z trudem powstrzymał się od mlaśnięcia, by zachować na dłużej smak bezczelnie nieprawdziwych słów. Chociaż chyba nikt na całym świecie nie byłby w stanie konkurować z białym proszkiem.

Rodolphus przyciągnął do siebie mocniej Lorettę i pozwolił jej złożyć głowę na swoim ramieniu. Niech zaśnie, a on będzie obok czuwał, żeby nic jej się nie stało.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (1449), Rodolphus Lestrange (2140)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa