16.05.2024, 19:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 19:47 przez Bard Beedle.)
Droga do mieszkania Basiliusa była drogą przez mękę, głównie przez wzgląd na ciężar balastu, który zgarnęli z ulicy, na jego smród i na fakt, że ów balast posiadał waginę oraz wspólna ze Francescą przeszłość. Nerwy blondynki jednak były ze stali, obiecała sobie, że zachowa zimną krew, myślami uciekając do tego co będzie się działo po akcji ratunkowej, kiedy wdzięczny Prewet doceni jej szlachetność, dobrość i te wszystkie zalety, które z pewnością miała i które roztaczała na równi ze swoimi wdziękami natury fizycznej.
Przestrzenie prywatnej kwatery lekarza odebrała jako akceptowalne. Podobało jej się, ze wewnątrz panuje taki porządek, z zaciekawieniem wyciągnęła szyję ku ewentualnym półkom z książkami (och, zboczenie zawodowe, zawsze powtarzam "pokaż mi książki, które czytasz, a powiem Ci kim jesteś [tu wstaw słodki chichot]". Ostatecznie nie było jednak czasu na rozmowę o literaturze, na wybór trunku do kontynuowania rozmowy z restauracji, nie było miejsca na te subtelne pochylenia się ku sobie, ręce zapodziane na udach, płomienne pocałunki. Łapała się tych myśli, że to nie jest teraz, ale zaraz będzie, ileż może trwać opatrywanie kogoś z nożem w bebechach, w książkach które czytała była to kwestia ledwie przerzucenia strony, odpowiednio dobranego zaklęcia, wlania eliksiru, może sięgnięcia po jakąś maść. Z pewnością był to chichot losu, mający zcementować ich relacje, ich związek, ich więź
– Słucham? – musiała się przesłyszeć, gdy powiedział to co powiedział nad ciałem ledwie przytomnej, przykrytej obrusem, wykrwawiajacej się Brenny Longbottom. Uśmiech zastygł na jej ładnej przecież twarzy, w niezrozumieniu, w szoku, w niedowierzaniu, jak on mógł powiedzieć jej to TERAZ, jak mógł jej to powiedzieć W TAKI SPOSÓB i przede wszystkim jak mógł to zrobić przy ŚWIADKACH. Mityczna Hera miała w zwyczaju nienawidzić kochanki swojego męża, obwiniać je o jego wiarołomność, ale nie Francesca. Jej błękitne oczy objęły płomienie furri, płomienie kobiety odrzuconej i upokorzonej. – Chyba Ci się coś pomyliło. Związek? Jaki związek? – Oczyma wyobraźni już paliła wspólne zdjęcia te, które nigdy nie zostały zrobione, te które nigdy nie zostaną zrobione. – Słoneczko, ja mam taki styl bycia, ciepły, otwarty, ale chyba nie uważasz, że jestem taka łatwa, żeby po kilku wspólnych godzinach rozważać w ogóle jakąkolwiek trwałą relację.– zaciśnięte zęby, ofensywna, napięta sylwetka temu absolutnie przeczyła. Gniew przesłaniał myśli, policzki piekły ją, ale uśmiech który nagle zakwitł był bardziej niż paskudny. Czy zwycięzca wiedział, co stanie się, gdy kielich zostanie przewrócony? Będzie plama i to niekoniecznie krwi. – Powinnam Ci być wdzięczna Brenna, bo dałabym się nabrać kolejnemu chujowi, który obiecuje złote góry dziewczynie tylko po to by ją wykorzystać i porzucić. Na szczęście, och, na całe szczęście, mam nadzieję, że nie wykorzysta Twojej obecnej sytuacji, że nie wykorzysta niczyjej sytuacji. – sarknęła. Cóż, księgarnia, klub czytelniczy, psiapsi fryzjerka, pani w spożywczym... kilka osób z pewnością dostanie soczystą historię tego wieczoru. Pokrzepiona myślą zemsty Francesca nie zamierzała w tym miejscu pozostawać minuty dłużej i rychło trzaśnięcie drzwiami obwieściło pozostałej dwójce, że opuściła mieszkanie.
Przestrzenie prywatnej kwatery lekarza odebrała jako akceptowalne. Podobało jej się, ze wewnątrz panuje taki porządek, z zaciekawieniem wyciągnęła szyję ku ewentualnym półkom z książkami (och, zboczenie zawodowe, zawsze powtarzam "pokaż mi książki, które czytasz, a powiem Ci kim jesteś [tu wstaw słodki chichot]". Ostatecznie nie było jednak czasu na rozmowę o literaturze, na wybór trunku do kontynuowania rozmowy z restauracji, nie było miejsca na te subtelne pochylenia się ku sobie, ręce zapodziane na udach, płomienne pocałunki. Łapała się tych myśli, że to nie jest teraz, ale zaraz będzie, ileż może trwać opatrywanie kogoś z nożem w bebechach, w książkach które czytała była to kwestia ledwie przerzucenia strony, odpowiednio dobranego zaklęcia, wlania eliksiru, może sięgnięcia po jakąś maść. Z pewnością był to chichot losu, mający zcementować ich relacje, ich związek, ich więź
– Słucham? – musiała się przesłyszeć, gdy powiedział to co powiedział nad ciałem ledwie przytomnej, przykrytej obrusem, wykrwawiajacej się Brenny Longbottom. Uśmiech zastygł na jej ładnej przecież twarzy, w niezrozumieniu, w szoku, w niedowierzaniu, jak on mógł powiedzieć jej to TERAZ, jak mógł jej to powiedzieć W TAKI SPOSÓB i przede wszystkim jak mógł to zrobić przy ŚWIADKACH. Mityczna Hera miała w zwyczaju nienawidzić kochanki swojego męża, obwiniać je o jego wiarołomność, ale nie Francesca. Jej błękitne oczy objęły płomienie furri, płomienie kobiety odrzuconej i upokorzonej. – Chyba Ci się coś pomyliło. Związek? Jaki związek? – Oczyma wyobraźni już paliła wspólne zdjęcia te, które nigdy nie zostały zrobione, te które nigdy nie zostaną zrobione. – Słoneczko, ja mam taki styl bycia, ciepły, otwarty, ale chyba nie uważasz, że jestem taka łatwa, żeby po kilku wspólnych godzinach rozważać w ogóle jakąkolwiek trwałą relację.– zaciśnięte zęby, ofensywna, napięta sylwetka temu absolutnie przeczyła. Gniew przesłaniał myśli, policzki piekły ją, ale uśmiech który nagle zakwitł był bardziej niż paskudny. Czy zwycięzca wiedział, co stanie się, gdy kielich zostanie przewrócony? Będzie plama i to niekoniecznie krwi. – Powinnam Ci być wdzięczna Brenna, bo dałabym się nabrać kolejnemu chujowi, który obiecuje złote góry dziewczynie tylko po to by ją wykorzystać i porzucić. Na szczęście, och, na całe szczęście, mam nadzieję, że nie wykorzysta Twojej obecnej sytuacji, że nie wykorzysta niczyjej sytuacji. – sarknęła. Cóż, księgarnia, klub czytelniczy, psiapsi fryzjerka, pani w spożywczym... kilka osób z pewnością dostanie soczystą historię tego wieczoru. Pokrzepiona myślą zemsty Francesca nie zamierzała w tym miejscu pozostawać minuty dłużej i rychło trzaśnięcie drzwiami obwieściło pozostałej dwójce, że opuściła mieszkanie.
Postać opuszcza sesję