• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[26.06.1972] You've gotta stand up

[26.06.1972] You've gotta stand up
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
04.03.2024, 11:28  ✶  
- Być może po prostu cię nie doceniali, a nie że nie dawałaś rady - podsunął z uprzejmym uśmiechem, chociaż podejrzewał, że była to wierutna bzdura. - W końcu wtedy by cię nie przyjęli do Ministerstwa.
Niby było to jakieś wyjaśnienie, tylko czy prawdziwe? Wątpił, szczerze w to wątpił. Uśmiechnął się w odpowiedzi, przerywając rozmowę, gdy przyniesiono im jedzenie. Podczas posiłku nie mówił za dużo, chociaż zadbał o to, by posyłać Marie ukradkowe spojrzenia. Tak, by podtrzymać to jej zainteresowanie nim. I chociaż być może pod kątem popularności przegrywał z Louvainem, tak miał nadzieję, że dziewczynie to nie robiło różnicy. Przecież Lestrange to Lestrange, prawda?

- Mam propozycję - powiedział, odsuwając od siebie talerz. Wytarł kącik ust serwetką. To jedzenie było czymś, czego chyba nigdy nie zapomni. Jeżeli ma ciągnąć tę farsę dalej, będzie musiał się odrobinę wykosztować, bo jego żołądek tego nie zniesie. - Co ty na to, żebyśmy razem udali się do Rosierów? Dzięki temu będę mógł od razu uregulować płatność, a przy okazji będziemy mieć pewność, że potraktują cię odpowiednio dobrze.
Z reguły obsługa potrafiła być niemiła, gdy chodziło o kogoś o niższym statusie. Nie musieli być tacy wprost, ale to się czuło. Spojrzenia, szepty, dziwne uśmiechy. Jako dobry, zainteresowany drugą osobą mężczyzna powinien przejąć pałeczkę, by Marie nie odczuła, że jest gorsza. Kobiety bywały bardzo wrażliwe na niewypowiedziane werbalnie uwagi i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#12
04.03.2024, 15:59  ✶  

”Jaki on jest miły.” – pomyślała, do teraz nie mogła uwierzyć, że go spotkała. Że z nim tutaj siedzi w restauracji i rozmawia. Nie znał jej, a mówił takie rzeczy, jakby faktycznie ktoś nie doceniał jej pracy. Ale udało się jej dostać do Ministerstwa. Aż nie wiedziała co ma powiedzieć. Więc jedynie pokiwała głową w zgodzie. Sięgnęła ponownie po kieliszek i upiła kolejnego łyka. Dużego. Potrzebowała tego.

Wtedy też, przynieśli im kolację. Starała się zachowywać odpowiednio. Aby nie był nią zawiedziony. Serweta na kolanach, aby nie pobrudzić się. Nauczona, jak powinna trzymać widelec i nóż, kosztowała potrawy. Zjadła tyle, ile była wstanie zmieścić. Musiała dbać o swoją figurę. Wytarła usta, popiła winem i spojrzała po chwili na towarzysza, który zarzucił propozycją.

- Ale dzisiaj?
Zamrugała. Może było za późno? Albo nie spodziewała się, że tak szybko będzie chciał zająć się tym problemem? Miłe z jego strony.
- Znaczy się. Tak. Chętnie.
Zgodziła się od razu. Już nie ważne w jakim terminie. Pokazać się z nim w sklepie Rosierów, to aż się prosiło o zobaczenie ich reakcji. A może o reakcję koleżanek? Miałaby co opowiadać. Ona w sumie także miałaby propozycję. Ale to później. Może jak sfinalizują tę sukienkę. Uśmiech nie schodził jej teraz z, czując cały czas wewnętrzną ekscytację.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
04.03.2024, 19:11  ✶  
Miał ochotę mocno zacisnąć oczy i policzyć do dziesięciu. Powoli, spokojnie, oddychając przy okazji głęboko. Spotkania z tą kobietą to będzie droga przez mękę. Mulciber mu to za to zapłaci w ten czy inny sposób. Nie mógł wybrać kogoś... Kogokolwiek tylko nie ją?!
- Dzisiaj jest za późno, ale powiedzmy za kilka dni? - uśmiechnął się kącikiem ust, przyzywając gestem kelnera. Pokrył wszystkie koszty, tak jak obiecał. Planował to wcześniej, musiał zrobić na niej dobre wrażenie. Trzymać się ustalonego planu. A co do jej pytania... Przecież o tej porze sklep był zamknięty. Spotkanie było krótkie, ale tak wydrenowało go psychicznie, że naprawdę nie miał sił dłużej użerać się z Marie. Nie mógł jednak wypaść z roli, chociaż wzrok musiał mieć nieco zmęczony. Zawsze jednak mógł to zrzucić na karb przepracowania. Wstał. - Odprowadzę cię do domu, czasy są niespokojne, a nie chciałbym by ktokolwiek cię po drodze zaczepiał.
Cóż, technicznie rzecz biorąc to nie było kłamstwo, bo była mu potrzebna. Gdyby ktoś postanowił pokrzyżować mu plany i sprzątnął Marie sprzed nosa - w różnym tego słowa znaczeniu - wyszedłby chyba z siebie i stanął obok.

Rodolphus wyciągnął dłoń w stronę kobiety, by pomóc jej wstać. Przez dłuższą chwilę trzymał jej dłoń, lekko, zerkając na reakcję. A potem opuścili restaurację. Nie planował dzisiaj wykonywać innych ruchów w jej kierunku - zwykły spacer, odprowadzenie do domu. Żadnych pocałunków w policzek, co najwyżej w dłoń, na pożegnanie. W końcu był porządnym czarodziejem, a tacy się nie spieszyli z tymi sprawami, prawda? Poprosił tylko na koniec kobietę o trochę czasu. Odezwie się do niej, ustalą pasującą im datę i pójdą do Rosierów, żeby wybrać sukienkę. Zrobił to celowo: mógł przecież rzucić pieniędzmi i zapomnieć o sprawie. Ale musiał krążyć wokół niej jak sęp wokół padliny, zdobyć zaufanie. Tylko czemu miał wrażenie, że w przyszłości tego pożałuje?

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1623), Rodolphus Lestrange (2475)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa