Strzał. Dźwięk tak ogłuszający, że Cain momentalnie się naprężył i zatrzymał w tym tańcu - jeśli to w ogóle tańcem było? Skakanie, machanie rękami, cholera, przecież bawił się naprawdę dobrze. Pierwsze niepewności minęły, nawet jeśli nie potrafił z tego czerpać tyle, ile czerpał Flynn to było... całkiem fajnie. Tak rodził się czas przeszły i tak rodziły się opowieści. Teraźniejszość przemijała i oferowała nam miłą opowiastkę, którą może potem uda się otrzeć łzę czy dwie. Lub przejdziemy nad tym do porządku dziennego, bo za dużo krwi widziałeś na co dzień.
Flynn nie widział tego, co się dzieje, ale widział Cain. Fleamont go ciągnął, ale Cain pociągnął go w swoją stronę, żeby nie wychylał się na przód. I nie ruszył się od razu. Spojrzał na reakcje ludzi i ruszył razem z nim szybszym krokiem do miejsca wydarzenia, trzymając go za dłoń, chociaż chciał w pierwszym momencie siłą ich stąd teleportować do domku nad jeziorem. Nie było za dużo czasu na zastanowienie, a przecież nadrzędną było co jeśli ktoś potrzebuje pomocy?
Potrzebował. Mężczyzna leżał tam w rosnącej kałuży krwi, a im pozostawało tylko patrzeć. Bo nie było mowy o tym, żeby nagle wołać o medyka w miejscu, do którego żaden medyk nie dotrze na czas z taką raną. Uciskać - kurwa, nie znał się w ogóle na medycynie, ale coś takiego zawsze krzyczeli w Mungu, kiedy pojawiały się rany takie... takie rany. Kolejna myśl, która uciekła i dla której nie było żadnego czasu. Nie dał go Flynn albo nie dał napastnik - teraz to nie ważne. Cain złapał mocniej rękę Flynna i szarpnął go do siebie. Przecież nie pozwoli mu rzucić się na gościa z bronią, nawet jakby ten miał tu zastrzelić wszystkich innych.
Akcja nieudana
Tylko ze Crow był silniejszy. Zdecydowanie za silny jak na rękę Bletchleya. Rzucił się w przód i Cainowi już nie zostało nic innego jak wyciągnięcie różdżki. Dyskrecja? Och, cóż, najwyżej później będzie siedział i kasował wszystkim masowo pamięć, teraz to przecież nie miało znaczenia. Rzucił czar w mężczyznę wymuszający na nim wypuszczenie z dłoni broni. A przynajmniej próbował.
Slaby sukces...
Mężczyzna zawahał się, otworzył oczy, jakby sam nie rozumiał, co się dzieje z jego ciałem i wlepił je w broń, którą jego ręka chciała puścić, ale on sam próbował sobie to tłumaczyć. I chociaż mu się to nie podobało to Cain nie ruszył za Flynnem. Miał tylko nadzieję, że Bell nie miał przy sobie żadnego noża. Ta nadzieja mogła być płonna.
- Pogotowie. Dzwoń po pogotowie. - Rzucił do barmanki, bo chyba jeśli ktoś mógł tutaj kogokolwiek ściągnąć to właśnie ona.