• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[14.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine

[14.08.72] rachunek sumienia | Astartoh & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
26.03.2024, 22:01  ✶  

Sama świadomość, że nie może się stąd ruszyć ją wkurwiała. Wstrząs mózgu brzmiał dosyć problematycznie i wolałaby nie sprawdzać jednak, czy Florence ma rację. Jasne, mogłaby spróbować, gdzieś wyjść, uciec do lasu, ale trochę przerażała ją myśl, że mogłaby gdzieś tam zemdleć i nie wrócić do domu, bo jednak jakby nie patrzeć miała dla kogo żyć. To, że Ast stał przed nią i zaczął tą całą umoralniającą gadkę nieco komplikowało przebywanie w jednym miejscu, nie mogła uciec, a to zawsze był jej pierwszy wybór, nie znosiła konfrontacji i przyznawania się do winy. Tak naprawdę, w głębi duszy zdawała sobie sprawę, że jest z nią źle, on nie musiał jej tego uświadamiać, tak samo jak i Erik. Zdawała sobie z tego sprawę i może to ją najbardziej wkurzało.

Zdziwiło ją to, że do niej podszedł i postanowił ją przytulić. To nie było normalne, nie dla Gerry. Nie przywykła do okazywania troski w ten sposób. Ściągnął ją z parapetu, nie zdążyła nawet jęknąć, a znalazła się w jego ramionach.

Nie wiedziała nawet, co zrobić z rękoma, stała tam jak słup soli i po prostu pozwoliła mu się otulić, niczym ciepłemu kocykowi, tyle, że nie do końca był ciepły. Czuła, że to zbyt wiele, kilka pojedynczych łez popłynęło jej po policzkach. To prawda, że byli dosyć szorstcy, u nich w domu nie pozwalano sobie na podobne gesty, wychowywani byli surowo, raczej nie mieli okazji do pokazywania swoich słabości.

- Tyle, że to ja jestem starsza, ja powinnam być rozsądniejsza. - Powinna o niego dbać i go pilnować, nie umiała sobie wybaczyć tego, że pozwolili sobie na ten głupi zakład, że puściła go samego, jakby byli niepokonani, jakby nie mogła im się stać krzywda, a przecież byli tylko ludźmi, mogli zginąć w każdym momencie. To powinna być ona, on miał przed sobą jakieś perspektywy, był młodszy, przeżył dużo mniej od niej.

Dopiero teraz pozwoliła sobie przytulić się do brata, jej dłonie dosyć mocno go objęły. Zupełnie nie przeszkadzał jej chłód jego ciała. - Jakoś nie umiem tego przetrawić, że ćpanie było nade mną. - Nigdy dotąd nie przeżyła takiego rozczarowania, szczególnie, że naprawdę była w stanie wiele poświęcić dla tego człowieka, zaangażować się w jego problemy, pomóc mu i nic nie oczekiwała w zamian, za to oberwała po głowie obuchem. Dosyć brutalnie i nadal czuła ten ból. Może po prostu rozczarowanie, że nie jest wystarczająca, że nie była pierwszym wyborem, nigdy.

Nie skomentowała tego fragmentu o polowaniu, na pewno szybko o tym nie zapomni, zapewne nigdy, poczucie winy będzie jej towarzyszyło do ostatniego oddechu, bo nie tak łatwo było to ignorować.

- Z Erikiem? Kumplujemy się od czasu nauki w Hogwarcie. - Tak właściwie, to Ast mógł o tym nie wiedzieć, w końcu trafił do szkoły kiedy ona praktycznie ją kończyła, a dziwnym trafem ta znajomość przetrwała do dzisiaj, co nawet ją zaskakiwało.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#12
29.03.2024, 22:03  ✶  
Faktycznie, to ona była starsza i powinna być rozsądniejsza, ale to tez nie było tak, że w każdym przypadku musiała być rozsądniejsza. Stało się. Działo się. I będzie tak dalej. Nie mogła łamać się, dlatego że coś było poza jej zasięgiem, że nie była w stanie czegoś w sobie kontrolować. I na dobrą sprawę, te moje myśli, te głębokie analizy o psychice Geraldine, zakrawały o niezły żart. Suchy, mało zabawny żart, bo sam miałem z tym problem. Z tym całym wampiryzmem. Nie znosiłem tego w sobie, czułem się wciąż gorszy, wciąż chory i słaby, otumaniony i zdecydowanie pozbawiony rozsądku, kiedy piłem krew. Odwalało mi wtedy kompletnie, choć starałem się nad tym pracować. To wcale proste nie było, gdy się chciało więcej życia w sobie, będąc jednocześnie martwym.
- Słuchaj, ja wcale nie jestem panem i władcą rozsądku. Żadnym nawet guru... - przyznałem się jej. Pogładziłem jej plecy jedną z dłoni by zrobiło jej się przytulniej, bezpieczniej, o ile jakiemukolwiek Yaxleyowi mogłoby być komfortowo w pobliżu bestii. - Możemy się umówić tak, że raz ty, raz ja. Po prostu będziemy się wymieniać z tym byciem rozsądniejszym, bo to też spora odpowiedzialność... Ja nie chciałbym non stop tego dźwigać na swoich barkach! - zauważyłem do niej nieco lżejszym tonem, nawet podchodzącym pod lekki żart. To był drobny żart, który miał rozluźnić atmosferę, taki dar, szczypta dawnego Astarotha, rozbawionego i rozchichotanego, za nic mającego sobie jakieś przepisy i procedury. Założył się i chuj! Leciał jak ten czort przeklęty prosto na talerz wąpierza.
A tej słabości Melvyna postanowiłem nie komentować. Sam byłem uzależniony i to było coś, co było silniejsze ode mnie, najpewniej również silniejsze niż miłość do rodzonej, starszej siostry. Wtedy przegrałaby kolejną potyczkę, walkę o serce chłopca - tym razem brata.
- Wiem, że się kumplujecie, ale... Wiesz, Ger... Kumplujecie się od tak dawna. Zapewne znacie się jak łyse konie... - zauważyłem, próbując bawić się w swatkę? Ewidentnie kiepsko mi to szło, skoro Geraldine nie podchwyciła tematu. Z tego, co tam niedawno było w pisemkach, to nawet chodliwy towar był na rynku i wciąż o statusie kawalera.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#13
29.03.2024, 22:38  ✶  

Dodatkowo była kobietą. Matka zawsze jej powtarzała, że to ona powinna być tą rozsądniejszą, ale coś nie wyszło. Może przez to, że tak się napatrzyła na tych wszystkich mężczyzn, którzy znajdowali się tuż obok niej, że nie chciała być inna. Uwielbiała ryzyko, niepewność, adrenalinę, tyle, że przynosiło to różne skutki, ten jeden raz konsekwencje okazały się być naprawdę bolesne i zmieniły ich życie raz na zawsze. Już nie było odwrotu. Musieli odnaleźć się w tej nowej sytuacji, która mocno komplikowała egzystencje jej brata na tym świecie.

- Mamy to chyba we krwi, tak jak te domieszkę od olbrzymów. - Próbowała nieco złagodzić atmosferę, bo nie znosiła się mazać, rozczulać nad problemami. Wolała to po prostu wziąć na klatę, ewentualnie oberwać parę razy po mordzie, żeby się z tym pogodzić. Tyle, że tym razem nawet to nie przynosiło ulgi, bo nadal nie do końca mogła się z tym pogodzić, może z czasem to zaakceptuje, jednak poczucie winy na pewno nie zniknie. Nigdy.

Dla niej Astaroth nie był bestią, nigdy by o nim w ten sposób nie pomyślała, nawet jeśli nie czuła już od niego tego ludzkiego ciepła, zawsze będzie jej młodszym bratem, tym, którego uwielbiała od kiedy tylko pojawił się na świecie. Nic się pod tym względem nie zmieniło i nigdy nie zmieni, czego by nie odjebał.

- To chyba całkiem dobre rozwiązanie, w sensie sprawiedliwe. - Przyznała mu rację, chociaż gdzieś tam w głębi duszy i tak nie dopuszczała do siebie, że będzie mogła trochę odpuścić. Może w jakimś drobnym procencie da mu poczucie, że też ma swój czas i moment na branie na siebie tej odpowiedzialności (jak chociażby teraz), ale na pewno nie dopuści do tego, żeby dzielili się tym po połowie.

Nie do końca rozumiała takie poważne uzależnienia, bo sama miała problem jedynie z fajkami, które nie miały, aż tak wielkiego wpływu na jej życie, nie powodowały niepotrzebnych komplikacji, po prostu co chwilę musiała przykurzyć i tyle.

Słysząc jego kolejne słowa zbaraniała, czy naprawdę sugerował, że powinna zainteresować się Erikiem pod tym względem? Skrzywiła się na samą myśl fuuuuj. Znaczy to nie tak, że uważała go za nieodpowiedniego kandydata, na pewno dla kogoś innego mógłby okazać się miłością życia, ale nie dla niej. Zbyt długo się znali, i zdecydowanie nigdy nie patrzyła na niego w ten sposób. Odsunęła się wtedy od brata i spojrzała na niego dosyć mocno krytycznie. - Znamy się, jak łyse konie, ale w życiu bym go nie przeleciała, żeby z kimś być, to chyba trzeba się bzykać, co nie? - Może nie powinna o tym rozmawiać z młodszym bratem, ale między nimi nigdy nie było żadnych tematów tabu.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#14
03.04.2024, 21:29  ✶  
Tak coś myślę, że pierwsze lody zostały przełamane. Geraldine zgodziła się na moją propozycję dzielenia się odpowiedzialnością, byciem rozsądniejszym. Obstawiałem, że jedna rozmowa nie wystarczy by całkowicie odmienić jej życie, ale dawała dobre podwaliny pod... przyszłe rozmowy? Kto wie? Może nawet sama z siebie zacznie patrzeć na sprawę z innej perspektywy? Właściwie, to na obie te sprawy.
- Ta... Nasza krew to jakaś spierdolina, zawiesina wszystkiego i niczego - zaśmiałem się, bo jednak jedynym, co nas wyróżniało, to bycie narwanym i mającym fioła na punkcie polowania. Gigantyczny wzrost robił z nas dziwaków już w czasach szkolnych, a potem to jedynie się potęgowało z wiekiem, a ten instynkt, szósty zmysł... bywał przerażający. I mógł powodować kłopoty, jeśli się człowiek w towarzystwie rozpruł o genetyce jakiegoś bogatego dupka.
- Mam cię na oku, Ger... Jeden fałszywy ruch i zaproszę cię na dywanik - ostrzegłem poważnie, ale zaraz się uśmiechnąłem szeroko. Może już odsunęliśmy się od siebie, ale wciąż czułem jej ciepło, jej bliskość, życie w całym jej ciele. - To znaczy... Jestem do usług, gdybyś chciała pogadać. Możemy nawet do butelki, ale z głową - zaproponowałem i wzruszyłem ramionami. Nie można było tak z dnia na dzień odstawić kompletnie alkoholu. Trochę jednak trzeba było się wspomagać. Przynajmniej póki nie przejdzie usilna potrzeba...? Czy po prostu tym sposobem chciałem usprawiedliwić swoje ciągłe, nienasycone pragnienie krwi?
Zerknąłem nieufnie na niebo. Zdawało mi się, że się przejaśnia. Zgapiłem się nieco przez te rodzinne dramaty, więc zrobiłem krok w tył by w razie czego mnie nie podpiekło nasze kochane słoneczko. I może dobrze, że to zrobiłem, bo niechybnie panna Yaxley zdzieliłaby mnie po głowie za swatanie jej z jej fuuuj-przyjacielem.
- Ale ty masz gusta... Po prostu ciągnie cię do tych problematycznych typów. Przyznaj, jesteś jebaną masochistką, co? To już ja lepiej wybrałbym faceta niż ty - stwierdziłem, wystawiając jej język. Dowcipny przytyk, ale mający w sobie smutne hektolitry faktów. Mogło serio tak być, że po prostu Geraldine łapała typów z niższej półki, bo uważała, że nie zasługuje na nic lepszego... albo coś.
- A tak na serio... To co ci się nie podoba w Eriku, że byś go nie przeleciała??? - zapytałem ją, bo to mogło być istotne, jeśli jednak bycie swatką weszłoby mi w nawyk. Coś musiałem w końcu robić podczas swojego wiecznego żywota.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#15
03.04.2024, 23:01  ✶  

To był dopiero początek drogi, ale faktycznie poczuła, że nie jest w tym sama, że Astaroth może faktycznie chce jej pomóc poradzić sobie z tym wszystkim, co jej ciążyło. Na pewno będzie miała problem, żeby przyjąć tę pomoc, bo nie umiała o nią prosić, ale może z czasem zaakceptuje takie rozwiązanie.

- Zawsze mogła być gorsza. - Nie mogli, aż tak narzekać, w sumie to całkiem im się poszczęściło, że urodzili się jako Yaxley, mieli wolną rękę w wielu sprawach, nie wszyscy czystokrwiści pozwalali swoim dzieciom zachowywać się w taki sposób. Byli przy tym nieco dziwni, dzicy, jakby nie dało się ich ułożyć, wiecznie szukający nowych doznań, ale miało to swój urok. Nie pasowali, tego była pewna i swoim zachowaniem i wyglądem, bo nawet to ich wyróżniało na tle innych czarodziejów. Nie tak łatwo było się im odnaleźć w tym poukładanym świecie.

- To ma być groźba? Stać cię na więcej. - Nie bała się go jakoś specjalnie, ale miło jej się zrobiło, że ktoś ma chęć o nią zadbać, bo sama nie radziła sobie z tym tak dobrze, jak się jej wydawało. Zdawała sobie z tego sprawę, mimo, że nie chciała do końca mówić tego głośno. Na szczęście nie musiała.

- Z butelką zdecydowanie łatwiej mi się gada. - Nawet nie zamierzała tego ukrywać, prościej było jej mówić, o rzeczach, które ją gryzły, kiedy czuła alkohol we krwi, mogła się wtedy nieco otworzyć i wylewać z siebie gorzkie żale, z czym miała problem na co dzień.

Dostrzegła, że cofnął się o krok, dobrze, że o tym pamiętał, bo ona zapomniała, że słońce może go mocno popieścić, jeśli się na nie wyłoni. Okropne to było, że nie będą mogli już razem o poranku przemierzać głębi lasu, gnać za zwierzyną, szukać wiatru w polu. Spędzili wspólnie w ten sposób wiele dni, nie pamiętała tego ostatniego. To bolało, bo nadal nie oswoiła się z tym stanem rzeczy.

- Nie wiedziałam, że gustujesz też w typach, będziesz mi robił konkurencję? - Wsadziła sobie peta w usta i go odpaliła, zaciągnęła się dymem, rozmowa powoli przechodziła w mniej pompatyczny i oskarżycielski ton, to dobrze, bo najgorsze mieli już za sobą. Będzie tylko lepiej.

- Jest za grzeczny i taki wymuskany, bardzo go lubię, ale nie tego szukam. - Skoro pytanie zostało zadane, to musiała na nie odpowiedzieć. - No i jest najbardziej rozchwytywany w Wielkiej Brytanii, a ja nie idę za tłumem, bardziej pod prąd, jeśli powiedzą, że jest ktoś, kogo powinno się unikać, to pewnie on by mnie zainteresował. - Udało jej się nawet uśmiechnąć, chociaż temat był dosyć żenujący.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#16
06.04.2024, 22:45  ✶  
Faktycznie stać było mnie na więcej z groźbami, ale szkopuł był w tym, że na każdym kroku starałem się siebie kontrolować w związku z moja przypadłością. Obawiałem się, że każde wyższe uczucie, czy to podniecenia, wściekłości albo nawet drobnego, spontanicznego szaleństwa mogła odsłonić we mnie bestię, a tego bym nie zniósł. Pewnie jeszcze bardziej nie zniósłbym przerażonego lub krytycznego spojrzenia w oczach bliskich, więc zachowywałem bliskość, ale taką wymierzoną, czasami zdystansowaną, kiedy było mi gorzej, więc... było mnie stać na więcej, ale nie chciałem siebie samego prowokować. Kto wie? Może teraz, kiedy byłem wampirem, mógłbym uchodzić za jeszcze bardziej złowieszczego, groźnego, niebezpiecznego??? Może kiedyś to sprawdzę, ale zdecydowanie nie teraz.
Obejrzałem się za siebie, bo mi się przypomniało o kawie, która wylądowała na ścianie. Skoro zawierała poranna dawkę alkoholu, to może dobrze, że właśnie tak się stało? Podrapałem się po karku, po czym kiwnąłem palcem na paczkę papierosów.
- Rzuć. Zajmę czymś ręce... Wciąż mi dziwnie, że nie potrzebuję kawy, jedzenia, niczego z rana - przyznałem, chwilowo unikając odpowiedzi na jej pytanie. Coś tam gdzieś w swoich myślach wspominała, że Yaxleyom ciężko było dzielić się własnymi sprawami uczuciowymi...? I że nie byliśmy zanadto wylewni? I takie tam? To chyba właśnie to, co mnie blokowało w tej chwili przed odpowiedzią. Przynajmniej było tak, póki nie zająłem czymś rąk i ust. Odpaliłem papierosa, po czym uśmiechnąłem się nieco łobuzersko, bo jakby nie patrzeć to miałem niedawno skończone dwadzieścia trzy lata. Dzieciak jeszcze byłem, ale z własnymi doświadczeniami na koncie... Hehe.
- Powiem ci tak, gdzie ja nie byłem i czego nie robiłem... Ale nie zamierzam ci już robić konkurencji, bo jestem martwy. Wszędzie martwy - wyznałem jej, bo było minęło. Mogłem jej nawet opowiedzieć wiele ciekawych historii, ale jedno było pewne - to ciało więcej nie pofika, bo jedyne co czułem od stycznia, to mrowienie w zębach. Nigdzie więcej. Miałem nadzieję, że dosadnie jej to przedstawiłem i nie będę jej musiał tłumaczyć, że mój penis też był martwy. To raczej nie było coś, co chciałem ze szczegółami opowiadać starszej siostrze, ale jednak miałem w sobie o tyle odwagi, może braku męskiej godności, bo to było znacznie ujmujące, ale też przy okazji dla niej bardziej pocieszające, że jej z Kimi nie zmajstrujemy jakichś przesłodkich, wrzeszczących bobasów na chacie.
- Ale dobrze wiedzieć, że ciągnie cię do tych niepożądanych. Będę wiedział, w jaki sposób zaprezentować ci nieodpowiedni towar - dodałem ze śmiechem. Odpowiedni albo nieodpowiedni? Nieodpowiedni albo odpowiedni? W pewnym momencie, pewnie Geraldine będzie miała mętlik w głowie, czy ten pan to raczej odpowiedni, nieodpowiedni, odpowiednio-nieodpowiedni czy nieodpowiednio-odpowiedni. - Z drugiej strony, w sumie mogę przebierać... tak wiesz, pod kątem obiadu, bo z takiego Erika to chętnie bym spijał krew - przyznałem i nawet się zaskoczyłem, że mnie nie skręciło na słowa spijanie krwi, ale to zapewne ten papieros i relacje z siostrą robiły ze mnie bardziej odważnego aniżeli faktycznie byłem. Więcej splendoru, animuszu i te sprawy.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#17
08.04.2024, 20:44  ✶  

Jakoś nie martwiła się specjalnie tym, że może obudzić w nim bestię. Kochała ryzykować, wcale nie tak łatwo było ją przestraszyć, z resztą dla niej nadal pozostawał tym słodkim, młodszym bratem, którego mogła denerwować. Może trochę igrała z ogniem, ale taka już była jej natura. Zresztą potrafiłaby się obronić, przecież całe życie walczyła z bestiami, nie sądziła też, że brata będzie stać na coś więcej, niż ewentualne pogrożenie jej śnieżnobiałymi kłami. Jak zawsze podchodziła do tego dosyć lekkomyślnie, z głupią nadzieją, że przecież nic złego się nie przydarzy.

Przeniosła wzrok na fajki, o które poprosił ją brat, ruszyła w stronę parapetu, nim jednak rzuciła nimi w jego kierunku sama sięgnęła po szluga i wsadziła go sobie w zęby, po chwili paczka pofrunęła w stronę brata. Ponownie rozsiadła się na parapecie, było to chyba jej ulubione miejsce w tym pomieszczeniu, tak naprawdę nie potrzebowała tej kuchni praktycznie wcale, tyle, co do ugotowania wody na kawę, no i mrożenia alkoholu w lodówce. Kiedy wygodnie się rozsiadła odpaliła wreszcie papierosa, zaciągnęła się głęboko dymem, czuła, że ta rozmowa trochę ją zmęczyła, bo zazwyczaj nie dzieliła się z nikim tym, co w niej siedziało, było to dla niej trudne, no i trochę kompromitujące, że mówiła o tym bratu. No nic, jakoś to przetrawi.

Bez słowa ostrzeżenia rzuciła w niego ponownie, tym razem swoją srebrną zapalniczką, żeby mógł sobie odpalić czymś tego szluga. - Dym w płucach czujesz? - Zapytała, jak nigdy nic, bo nie wiedziała, jak to jest, kiedy krew nie płynie w twoich żyłach, jak odczuwa wszystko, co dzieje się wokół, raczej zabijała wampiry, a nie wdawała się z nimi w pogawędki na temat tego, jak wygląda życie po śmierci.

- Ummm. - Trochę się zmieszała słysząc jego kolejne słowa, skoro wszędzie był martwy nie był w stanie czerpać żadnej przyjemności z tego, co dla sporej ilości osób było dosyć ważne, zresztą ona sama była dosyć mocno rozwiązła, może nie dlatego, że seks sprawiał jej jakąś ogromną frajdę, ale złudne poczucie tego, że ktoś faktycznie się nią interesuje i może chcieć stworzyć z nią coś. Zawsze kończyło się to tak samo, ale wystarczał jej ten moment pełnego zainteresowania drugiej strony. - To musi być strasznie chujowe. - Nie wiedziała, jak inaczej mogłaby to skomentować.

- Nie zadziała na mnie odwrotna psychologia, zresztą nie potrzebuję swatki, sam widzisz, że przez drzwi mojej sypialni przemyka sporo mężczyzn. - Jeszcze tego brakowało, żeby zaczął się interesować tym tematem. Musiała go jakoś od tego odwieść. Może nie powinna się tym specjalnie chwalić, ale nie chciała, żeby miał ją za aż taką ofermę życiową.

- Myślę, że nie jesteś jedyny, chociaż nie wiem, czy jego krew by ci aż tak bardzo smakowała. - Nie powiedziała dlaczego, ale wydawało się, że wilkołacza klątwa mogła powodować jakieś zmiany w jej smaku. Zresztą od lat w opowieściach wampiry walczyły z wilkołakami. Nie chciała jednak zdradzać bratu tajemnicy przyjaciela, przynajmniej wprost, zresztą pewnie sam zauważył, że Erik jest inny zważając na ich rodową umiejętność.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#18
10.04.2024, 22:28  ✶  
Złapałem od niej fajki, zadowolony, że zechciała podzielić się ze mną swoimi małymi skarbami. Pewnie bym nie zauważył tej lecącej chwilę później zapalniczki, gdyby mi nie zalśniła w powietrzu złowrogo. W przeciwieństwie do Geraldine, wolałem już nie ryzykować. Zdawało mi się, że dziś będzie piękny dzień, stąd zamiast ponownie przysiadać na oknie, pacnąłem sobie na podłodze tyłkiem. Oczywiście nie bezpośrednio pod rozlaną kawą, tylko nieco w bok. Czułem jej zapach w pobliżu, ale już nie kusiła do wypicia. Nie smakowałaby nawet tak jak kiedyś. Pewnie znowu ziemiście.
Odpaliłem papierosa, a resztę położyłem obok siebie na podłodze.
- Niezbyt. Ale oddycham przy tym, zaciągam się... To trochę tak, jakbym żył - przyznałem się, nawet w miarę spokojnie jak na fakty, do których właśnie się przyznałem. Niby nie brzmiałem jakoś źle przy tym i wcale nie wyrzucałem tego w kierunku Geraldine, to nie sądziłem by to było dla niej pocieszające. Wręcz przeciwnie. I tak bardzo cisnęło mi się na usta by przy tej okazji opowiedzieć jej, jakie cudowne uczucie zalewało mnie, kiedy piłem krew, że tedy naprawdę czułem, że żyłem, i że chętnie bym pił i pił, i pił, i pił, i spiłbym całe wioski, żeby się tak czuć non stop, ale ugryzłem się w język. To nie był dobry moment ani dobry temat nawet. Mnie samego przerażała ta wizja, ale to było moje pojebane małe marzenie by się nie ograniczać w tej ciepłej, świeżej krwi... Czasami się zastanawiałem, co Gerard by powiedział na taki obrót sprawy. Hmm. Może natychmiastowa dekapitacja? Hah. Myślę, że mógłby tak postąpić ktokolwiek z naszej rodziny.
- Trudno z odwrotną psychologią. Patent stary jak świat, aaaleee... Gdyby mnie to uszczęśliwiło, że jesteś z kimś normalnym, kto będzie na ciebie zasługiwał, zamiast z całą rzeszą jakichś kutasów? - zapytałem ją i jak na młodszego braciszka przystało, zrobiłem niewinne, dziecięce spojrzenie numer osiem. Idealne do wymuszania obietnic na bliskich.
Z Erikiem to na razie przemilczałem, bo faktycznie od jakiegoś czasu czułem, że coś jest z nim nie tak, że jest w nim coś, co można by określić mianem nieludzkiego, ale jakoś nie skupiałem się na tym zanadto. Może z tego względu, że od lat przyjaźnił się Geraldine, której ufałem jak mało komu, poza tym dobrze mu z oczu patrzyło przez te lata.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#19
11.04.2024, 20:41  ✶  

Gerry przyglądała się przez dłuższą chwilą tej plamie po kawie, która znajdowała się na ścianie. Ciekawe, czy uda się to zmyć, czy już na zawsze będzie przypominać jej o tej ich drobnej kłótni, o tej chwili, kiedy była naprawdę w złym stanie, pamiątka jej zagubienia. Będzie musiała spróbować się jej pozbyć, bo wolałaby nie wracać do tego, nie czuła, że jest to ten moment w życiu, który chciała zapamiętać. Wręcz przeciwnie, chciała, żeby ta zła passa minęła, żeby mogła wreszcie ruszyć do przodu, i zapomnieć o tym, jak źle z nią było, o tym, że doprowadziła się do takiego stanu, że Astaroth musiał ingerować. Zaciągnęła się łapczywie dymem, a po chwili wypuściła z płuc jego resztki, wzięła do prawej ręki popielniczkę, w którą co chwila strzepywała popiół.

- Taka marna namiastka życia. Rozumiem. - Nie dziwiło jej wcale, że to robił. Na pewno trudno było mu się przyzwyczaić do tego, że właściwie to już nie żył. Jedyne, co mogło w nim utrzymywać człowieczeństwo to te dawne przyzwyczajenia, które choć trochę przypominały mu o tym, jak to jest żyć.

Bo krew nie płynęła już w jego żyłach, stała się teraz jego pokarmem. Wolała o tym zbyt wiele nie myśleć, trudno jej było sobie wyobrazić brata wbijającego się w szyje niewinnych osób, szczególnie, że przecież oni sami polowali na takich jak on, mordowali podobne mu bestie. Zresztą pewnie i teraz nawet by się nie zawahała, gdyby jakiś wampir stanął na jej drodze, tyle, że brat był wyjątkowym okazem, bo był jej bliski, w jej oczach nigdy nie będzie potworem.

- Czy w ogóle w twoich oczach istnieje ktoś, kto by na mnie zasługiwał, poza partiami takimi jak Erik Longbottom? Osobami, które nigdy by na mnie nie spojrzały w ten sposób? - Miała wrażenie, że Astaroth ma nieco zbyt duże oczekiwania, co do jej ewentualnego partnera. W sumie Ger nie miała żadnych, więc trochę się w tym uzupełniali. Nie zamierzała jednak jakoś specjalnie nad tym dzisiaj dyskutować, nie był to temat mocno palący. Tak, dotarło do niej, że powinna przystopować, pewnie to siebie jeszcze przemyśli i wróci do tej rozmowy, bo przecież nie mogła dzisiaj wychodzić z domu, miała odpoczywać. Obiecała Florence, że się dostosuje do jej rad, a można jej było naprawdę zarzucić wiele, ale nie to, że nie była słowna, bo dla Ger dane słowo było naprawdę istotne.

Dokończyła palić, zgasiła peta jednym zgrabnym ruchem, po czym zeskoczyła z parapetu. - Idę do łóżka, głowa mnie boli, jak będziesz czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać. - Przez chwilę nawet miała chęć mu zaproponować, żeby odpoczęli razem, ale to chyba było głupie, nie byli już małymi dzieciakami, które razem chowały się pod kołdrą przed potworami czającymi się w ciemności, teraz to oni stali się tymi bestiami, których kiedyś się bali.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (3579), Geraldine Greengrass-Yaxley (4426)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa