Chyba właśnie dlatego tak bardzo ją do niego ciągnęło. Rozumiał ją jak nikt inny, przez te podobieństwa, które udało jej się wychwycić już na samym początku znajomości. Całkiem przyjemnym uczuciem było znalezienie kogoś zbliżonego sobie, szczególnie na tym etapie życie. Nie była już dzieckiem, sporo przeszła i jak dotąd nikt, kogo spotkała na swej drodze nie był taki wyjątkowy. Może było to trochę butne podejście, bo przecież oznaczałoby to, że i siebie uznaje za wyjątkową, ale nie bała się używać właśnie takich słów, kiedy o nim myślała. Nie brakowało jej pewności siebie, wierzyła w swoją nietypowość, wyróżniali się przecież na tle innych, szarych ludzi. Uważała, że to dobrze, że odstają, że nie łapią się w żadne ramy schematu, bo to powodowało, że nie byli przewidywalni, nie byli nudni, jak większość ludzi, którzy stąpali po tym świecie, oczywiście nie uważała trzymania się norm jako czegoś złego, wiedziała, że tak było łatwiej, ale łatwiej wcale nie oznaczało ciekawiej. Ona chciała przeżyć życie, jak najmocniej się tylko dało, nie wybaczyłaby sobie, gdyby tak po prostu egzystowała na tym świecie i nie brała z niego ile tylko się dało, często więcej niż mogła, by tylko coś poczuć, by wiedzieć, że żyje pełnią życia. Nie wiedzieć czemu było to dla niej ważne, priorytetowe wręcz, świadomość, że nie marnowała ani sekundy, że ciągle za czymś gnała, chociaż sama do końca nie wiedziała za czym.
Dosyć szybko się przed nim otworzyła dzięki temu podobieństwu, bo czuła, że jest to odpowiednie, nie musiała zastanawiać się nad tym, co mówiła, nie wydawało jej się, żeby odbierał tę prawdę jako coś złego. Niektórzy bowiem mieli problem z akceptacją tego, co ona uważała za prawdę, potrafili się obrazić, w tym przypadku zakładała, że nie ma takiej możliwości, bo nawet jeśli się w czymś nie zgadzali, to doprowadzało to do dyskusji, z której każdy mógł wziąć coś dla siebie, skorzystać z tej szczerości. Było to naprawdę wspaniale, bo dzięki temu mogli się czegoś nauczyć, zobaczyć inne podejście, kogoś kto myśli w ten sam sposób, albo bardzo zbliżony.
Yaxley od zawsze szukała aprobaty i akceptacji, robiła wszystko co mogła, aby dorównać osobom w swoim otoczeniu, a może nawet bardziej, aby stać się lepszą od nich. W zawodzie, który sobie wybrała było to niezbędne, otoczona była bowiem mężczyznami, którzy od samego początku mieli łatwiejszy start, nie ma się, co oszukiwać, że fizycznie po prostu mieli przewagę. Nie dołowało jej to jednak, a zachęcało do pracy nad sobą, mało kto wiedział, jak wielu wyrzeczeń kosztowało ją to, żeby im dorównać, gotowała była poświęcić wiele, aby stać się istotną, aby być numerem jeden. Nie było to proste, bracia mieli łatwiej, od zawsze to oni byli tymi najważniejszymi w rodzinie, ona miała zajmować się czym innym, przynajmniej tak widziała to matka, która próbowała ją ukierunkować, gdyby nie jej zawzięty charakter, pewnie by się jej to udało, z czasem jednak zyskała aprobatę ojca, który zaczął ją wspierać, chociaż nadal to męska część rodzeństwa była jego większą nadzieją, dlatego też tak okropnie angażowała się w swoją pracę, bo chciała stać się tą najbardziej istotną, dostawać pochwały, czuć dumę z tego, co osiągnęła, bo pracowała na to od lat i nie osiadała na laurach, udało jej się dorobić nawet pewnej renomy, jednak ciągle to było za mało, chciała więcej, zawsze więcej, nie tylko w tej dziedzinie swojego życia.
- Nie mylę, naprawdę. - Może i dążyła do perfekcji, wydawało jej się jednak, że potrafi to odróżnić, przynajmniej na swój sposób perfekcję od wspaniałości. Perfekcja była czymś do czego nieustannie dążyła i wydawało jej się, że zawsze może być jeszcze lepsza, że nigdy nie będzie w pełni zadowolona z tego, co osiągnęła i było to dobre, bo pokazywało, że nadal ma nad czym pracować, że zawsze znajdzie się kolejny cel, do którego uda się jej zmierzać. Co do wspaniałości, to cóż, przez to, jak aktualnie wyglądało jej życie wydawało jej się, że zaczęła zmierzać w zupełnie innym kierunku, bo upadała i zdecydowanie była już w lepszym miejscu w swoim życiu i nie czuła się wspaniała, w żadnym stopniu, przynajmniej na ten moment. - Wiem, że nikt nie jest, ale dążenie do perfekcji to całkiem dobra cecha, przynajmniej moim zdaniem. - Postanowiła to jeszcze podkreślić.
- Zauważyłam. - Odparła uśmiechając się przy tym, bo mało kto umiał w komplementy tak jak on, uważała je za dużo bardziej wartościowe od tych zwyczajnych. Widać było, że pokusza się na rozmyślenia, które nie był sztampowe, i to jej imponowało, mogłaby spijać te słowa padające z jego ust ciągle. Może i nie przywykła do komplementów, ale w większości miała wrażenie, że są po prostu grzecznościowe, te jego zdecydowanie należały do tych szczerych, prawdziwych. Znowu pojawiała się prawda, której się nie bali, jak mało kto.
Prawda, której zabrakło w jej odpowiedzi na jego pytanie, bo akurat tej się bała, jak niczego innego. Nawet potężna łowczyni mogła się czegoś lękać, zabawne, że była to tak ludzka rzecz, czyli emocje, które się pojawiły. Wolała o nich nie mówić, bo wyjątkowo bała się odrzucenia, bała się, że może go stracić, a zdecydowanie potrzebowała Esmé w swoim życiu. Szczególnie teraz, kiedy uświadomiła sobie, że doszły do tego uczucia, a była tak bardzo zdesperowana, że wystarczało jej po prostu, że był obok, że wykazywał swoje zainteresowanie, nie potrzebowała z jego strony odwzajemnienia, najważniejsze, że jej nie odrzucił, że dał jej to, czego chciała. To i tak było wiele.
Postanowiła nie myśleć o konsekwencjach, bo po co? Nigdy o tym nie myślała, zawsze brała to, co los jej proponował, chociaż później zastanawiała się, czy warto było to robić, nie była to jednak odpowiednia chwila na to, żeby się teraz zastanawiać, nie kiedy miała go tutaj przed sobą, chętnego do tego, żeby również skorzystać z okazji, która się nadarzyła. Nie spodziewała się, że krótki wyjazd może przynieść jej, aż tyle zmian, że otworzy jej oczy, że dostrzeże coś więcej, bo miała przecież złapać oddech, a wszystko wskazywało na to, że przyniesie kolejne komplikacje. Nie było to jednak istotne, bo te motyle w brzuchu przysłaniały jej wszystko, nie myślała racjonalnie, wcale i nie czuła, że robi coś złego. Nie chciała go skrzywdzić, mimo, że kierowała się jedynie swoimi zachciankami. Ostatnio robiła się okropnie egoistyczna, a wszystko przez to, żeby chociaż trochę zagłuszyć ból, który pojawił się w jej sercu. Zabawne, że teraz w ogóle o tym zapomniała, że nie czuła już tej pustki, bo Rowle bardzo skutecznie ją wypełnił. Przystał na jej prośbę, nie miał mniejszego oporu, aby się do niej zbliżyć, więc może to wcale nie było egoistyczne, może on również mógł wziąć z tego coś dla siebie.
Nie zakładała nawet, że będzie to dla niej wstydliwe, bo nie bała się mówić o rzeczach, które się wydarzyły. Tak jak inni była tylko człowiekiem, tak jak inni miała prawo do słabości, tak jak inni czasem nie była w stanie zapanować nad swoim ciałem, które dążyło do spełnienia tych pierwotnych potrzeb. Bardziej pewnie obawiała się tego, że ich kontakty mogą się nieco ochłodzić, do tego nie chciała doprowadzić, ale byli dorośli, powinni to dźwignąć, bez mniejszego problemu. Może się trochę oszukiwała w tym wszystkim, bo kiedy w grę wchodziły uczucia, jak to, które ją zawładnęło bywało ciężko, nie chciała jednak tego popsuć, nie gdy miała go obok siebie gotowego do tego, żeby się z nią w tym zatracić.
Wiedziała, że gdy wspomni o zapomnieniu, to na to przystanie, bo nie wiązało się to z niczym trwałym, nie niosło za sobą odpowiedzialności, byli do siebie tak bardzo podobni, że potrafiła odgadnąć, jak na to zareaguje. Zapomnienie wydawało się być idealnym powodem do tego, żeby zbliżyć się do siebie na chwilę, chociaż wcale nie chciała, żeby to była tylko chwila. Jednak na ten moment było to wystarczające, być może później po raz kolejny skorzysta z tej karty, chociaż nie sądziła, że uda jej się przed nim zbyt długo ukrywać to, że przepadła, że zakochała się w nim, kaletniku z którym nie miało ją łączyć nic więcej niż relacje biznesowe okraszone sporą sympatią. Czyż jednak samo to, że wybrali się razem w to miejsce nie świadczyło już o tym, że łączyło ich zdecydowanie więcej? Jak widać nie umiała się powstrzymać, nie potrafiła się opanować, jej serce zadecydowało, i nie zamierzała z tym walczyć. Jej życie było nieustającą walką i chyba powoli stawała się tym zmęczona, i chociaż rozum próbował interweniować, to zdecydowanie nie chciała teraz go słuchać. Było za późno, po przepadła w chwili, w której poznała smak ust Esmé.
Czekała nieco spanikowana na to, czy ta odpowiedź mu wystarczy, czy będzie tym, czego oczekiwał. Czy w to pójdzie, bo zależało jej na tym, żeby móc zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, bo przecież to był dopiero początek, jeden nic nie znaczący pocałunek, który mógł rozpocząć coś nowego, albo wszystko zaprzepaścić. Ulżyło jej, kiedy się odezwał, chociaż dosyć śmiało może nawet zbyt śmiało założyła, że zna go na tyle, żeby wiedzieć, że dokładnie tak się stanie. Nie dało się ukryć, że potrafiła się dostosować, mogła udawać, że to tylko zapomnienie, kiedy w zamian mogła dostać to, czego tak bardzo pragnęła. Szczególnie, że nie miał problemu, aby dać jej ten pierwszy pocałunek, który miał się okazać jednak jej drogą ku zatraceniu, a w zasadzie to nie tylko jej drogą, a ich wspólną.
Nie zwlekał, mimo, że mieli spędzić tutaj jeszcze trochę czasu dosyć szybko znalazł się tuż obok niej. Wstrzymała oddech, kiedy dotknął jej ramienia, kiedy jego palce znalazły się pod ramiączkiem jej sukienki. Tego chciała, miał spełnić jej chwilowe marzenie, co niesamowicie ją satysfakcjonowało, bo po raz kolejny udało się jej dostać wszystko na co miała ochotę. Może i było to złudne i fałszywe, bo przecież nie powiedziała mu o swoich uczuciach, to przecież w ten sposób mogła dostać od niego chociaż namiastkę miłości, przynajmniej tej fizycznej. Czuła, że skóra ją pali w miejscu, w którym chwilę wcześniej pozostawiał na niej pocałunki, przesunęła głowę, aby dać mu więcej przestrzeni, by mógł dotknąć każdego centymetra jej ciała, bo chciała aby to przyjemne ciepło wypełniło ją całą. Był przy tym strasznie delikatny, w przeciwieństwie do tego, co znała. Nie miała pojęcia, co nim kierowało, ale nie obchodziło jej to specjalnie, bo była zaślepiona miłością, liczyło się tylko to, aby poczuć ją w pełni. Zaspokoić te przyziemne potrzeby, które się pojawiły. Wzniecić ogień, który spali ją zapewne do cna.
Oddychała powoli, jakby chciała się nacieszyć każdą krótką chwilą, którą jej dawał, chciała, żeby to trwało wiecznie, żeby nie przestawał jej dotykać, bo to w jaki sposób to robił sprawiało jej ogromną przyjemność, jakby faktycznie też tego chciał, jakby może faktycznie był w stanie obudzić w sobie jakieś uczucia, ku jej osobie. Ta krótka myśl jej wystarczała, mimo, że miała świadomość, że się oszukuje, że zapewne nie zechce przyjąć tego, co miała mu do zaoferowania, ale to nie było istotne, liczyły się tylko jego usta, które teraz błądziły po jej obojczyku, później szyi, aż wreszcie mogły złączyć się z jej ustami. Było to zwieńczeniem jej oczekiwań, których podobno nie miała. W przeciwieństwie do mężczyzny, Ger brakowało delikatności, łapczywie oddawała się temu pocałunkowi, jakby od razu chciała dostać od niego wszystko, jakby bała się, że za chwilę może zmienić zdanie, że może przestać chcieć tego samego, chociaż to, że chwycił ją w talii wydawało się mówić o tym, że też nie chce przestać, że też tego pragnie. Zarzuciła swoje dłonie, na jego szyję, żeby zbliżyć się do niego bardziej, jakby chciała potwierdzić to, że teraz nie ma już odwrotu, że w tej chwili należy do niej, że są w tym razem.
Gdy oderwał swoje usta od jej, złapała głęboki oddech, mógł zauważyć, że jej policzki zrobiły się rumiane, w oczach nadal tkwiły iskry spowodowane takim przebiegiem sytuacji, miała wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy jej z piersi, bo biło w bardzo szybkim rytmie. - Nie ma lepszej metody, a z zapomnienia można zawsze przejść do przypomnienia. - Powiedziała cicho, bo nie chciała, żeby to było jednorazowe, jeśli trzeba będzie będzie trzymała się tej tezy, że to tylko zapomnienie, była to przecież chociaż chwilowa pewność, że znowu będzie chciał jej w tym pomóc, bo miała wrażenie, że dla niego nie jest to nic więcej. Skorzystał z okazji, która się nadarzyła, może jak takie okazje będą pojawiać się częściej, to również ich nie odrzuci, może była to jej szansa, że kiedyś poczuje do niej coś więcej. Jeśli nie, to ciekawe, co zrobi, kiedy to on zniknie z jej życia, w jaki sposób wtedy będzie próbowała zapomnieć, ale odsunęła od siebie te myśli, szczególnie, że ponownie ją pocałował. To wystarczyło, żeby przestała się zastanawiać.
Drgnęła niepewnie, kiedy dotknął jej blizny, nie przywykła do tego, żeby ktokolwiek jej dotykał, bo blizny były skazą, ale powiedział jej wcześniej przecież o tym, że nie dla niego, może faktycznie był inny od wszystkich innych, musiał być, przecież inaczej by się w nim nie zakochała. Pozwoliła mu na to, bo chciała, żeby poznał każdy skrawek jej ciała. Zachłanne pocałunki tylko rozbudzały jej zmysły, chciała więcej, nie licząc się z konsekwencjami, chciała zaspokoić to uczucie, które się pojawiło, bo poza tym, że uczucia mówiły swoje, to ciało też pragnęło zaspokoić swoje wszystkie potrzeby.
Kiedy ponownie wspomniał o jej wyjątkowości, coś w niej drgnęło. Nie mówiłby tego, gdyby chociaż trochę nie uważał jej za wartą tych wszystkich komplementów, nie dotykałby jej w ten sposób, nie byłby tak blisko, może faktycznie była jeszcze nadzieja? Może się oszukiwała, doszukiwała się w tym drugiego dna, ale trudno, przepadła. Przyjmowanie komplementów nie należało do najprostszych czynności, nie umiała tego robić, nie wiedziała, co powinna mu odpowiedzieć, za to pewna była tego, że ich usta powinny ponownie się spotkać, czasem słowa mogą jedynie psuć moment, wolała więc nie mówić nic, a na komplement odpowiedziała pocałunkiem, bardzo delikatnym, który zupełnie nie pasował do jej osoby, bo przecież była potężną łowczynią. Nie zamierzała przestawać, nie kiedy jej całe ciało domagało się zaspokojenia pragnienia, które w niej obudził.
Lewą dłonią złapała go za dłoń, aby spleść swoje palce z jego palcami, zależało jej na tym, żeby połączyli się w jedność, aby zaznać czegoś głębszego, nie odrywała swoich ust od jego, jednak nadal ten pocałunek był zdecydowanie bardziej delikatny od tego wcześniejszego, jakby chciała, żeby w tym trwali jak najdłużej, jakby nie chciała, żeby to, co właśnie działo się między nimi się zbyt szybko skończyło.
Była gotowa w każdej chwili ściągnąć z siebie tą sukienką, żeby dać mu całą siebie, żeby w pełni cieszyć się bliskością, dzięki okazji która się nadarzyła. Najwyraźniej miała zupełnie gdzieś to, że znajdowali się na pomoście, w końcu sami zauważyli, że to miejsce jest opuszczone, nawet jeśli nie, to co z tego?