• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [8 sierpnia 1972] Szaleństwo Windermere. Złapać oddech.

[8 sierpnia 1972] Szaleństwo Windermere. Złapać oddech.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#1
07.04.2024, 15:57  ✶  

8 sierpnia 1972
Penny & Terry


Tygodnie mijały jeden za drugim. Zmieniały się dni widniejące na ściennym kalendarzu. Wreszcie, zupełnie niespodziewanie, przyszedł sierpień. Skradał się po cichu. Zaatakował z zaskoczenia. Dużo za wcześnie. Uświadomił, iż lato powoli zaczynało zbliżać się do końca. Jeszcze ledwie chwila, a dni w Londynie na powrót staną się znacznie bardziej pochmurne. Deszczowe. Typowo angielskie.

Wszystko zaczęło się od ulotki, na którą Penny natrafiła podczas wizyty w niewielkiej knajpce w niemagicznej części Londynu. Tuż obok wizytówek z danymi jakiejś lokalnej firmy taksówkarskiej, wciśnięte zostały ulotki zachęcające do wizyty w ośrodku zlokalizowanym nad jeziorem Windermere. Przyciągnęły uwagę rudej, która zamiast swoim burgerem, zajęła się zapoznawaniem z informacjami na temat tego miejsca. Na samym końcu zaś, ulotkę wcisnęła również Terry'emu, żeby zobaczył. Nie dość, że tanie, to jeszcze jaka malownicza okolica! Same plusy.

Kilka kolejnych dni jęczenia, wypełnionych licznymi próbami przekonania Terry'ego do wspólnego wyjazdu i wreszcie wylądowali tutaj - w niewielkim, drewnianym domku letniskowym. Nieco zaniedbanym, ale kto by się tym przejmował? Kto zwracałby uwagę na wszystkie mankamenty? Jak chociażby ta nieszczęsna lodówka, która zdawała się nie do końca działać. Albo przynajmniej nie działać tak, jak należało.

Wchodząc do środka, swoją niewielką torbę podróżną rzuciła dosłownie na samym środku pomieszczenia będącego zarazem kuchnią jak i czymś na kształt salonu. Jadalni? Rozejrzała się dokoła. Uśmiechnęła szeroko. Tego właśnie chciała?

- Rezerwuje dla siebie większą sypialnie! Rozpakuj się i idziemy nad jezioro. Chce zamoczyć stopy w wodzie. - zakomunikowała przyjacielowi. Nie zamierzała pozwolić na to, żeby spędził tutaj, w tym domku, całe pięć dni, za które zapłacili. To miały być krótkie, ale przyjemne wakacje. Może nawet udadzą się na ryby? Nie żeby dotąd miała okazje wędkować, nie żeby w ogóle wiedziała z czym to się wiąże, ale na ulotce widniało coś o tym, że zapewniają sprzęt. I że okolica się do tego nadaje. Kiedyś człowiek musi spróbować czegoś nowego. - Jutro moglibyśmy udać się zobaczyć ruiny. Ponoć to jakiś bardzo stary kościół. I może pod wieczór rozpalimy sobie ognisko? Upieczemy nad nim kiełbaski. Dawno nie jadłam takich kiełbasek przygotowanych nad ogniskiem. Kiedy byłam młodsza, tata nam takie ognisko rozpalał za domem i latem mogliśmy sobie nad nim piec kiełbaski. Na takich trochę dłuższych kijkach? Z reguły te moje spadały co prawda do ognia i nie bardzo nadawały się później do jedzenia, ale... nie patrz tak na mnie, Trelawney! - zareagowała na jego wyraz twarzy. Trochę taki jakiś kwaśny? Albo może coś źle rozumiała... odczytała? - Skoro już tutaj przyjechaliśmy, to będziemy to wszystko robić. I będziemy się przy tym bardzo dobrze bawić.

Bo przecież nie po to zapłacili. Nie po to się tutaj zjawili, żeby nie korzystać ze wszystkich tych atrakcji, które dostępne były w ośrodku oraz jego okolicach. Mieli naładować baterie, skorzystać z ładnej pogody i następnie pełni sił wrócić do Londynu. Do szarej codzienności, od której teraz mogli na chwilę się oderwać.


!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
07.04.2024, 15:57  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: nikt cię tak nie potrafi rozwścieczyć jak on/a.
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, jak wzbiera w tobie gniew wobec niego.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#3
07.04.2024, 16:58  ✶  
Początkowo nawet nie zwrócił większej uwagi na przyniesioną przez Penny ulotkę. Fakt, rzucił na nią okiem – bo najwyraźniej tego wymagała od niego przyjaciółka, kiedy już podsunęła mu ją pod nos – ale raczej daleki był od okazywania jakiegokolwiek entuzjazmu. Początkowo przyjął też najprostszą możliwą taktykę, zamierzając po prostu poczekać aż Weasley zapomni o całym tym wyjeździe i skupi się na czymkolwiek innym. Niestety, metoda okazała się kompletnie nieskuteczna. Czego teoretycznie można było się spodziewać, w końcu znał Penny dość długo, by całkiem nieźle zdawać sobie sprawę z tego, że najprostsze przeczekanie nie działało niemal nigdy. I chociaż jakoś w międzyczasie zdążył wprawdzie dojść do wniosku, że może i ten jej wyjazdowy pomysł wcale nie był aż tak niedorzeczny, oczywiście nie mógł tego przyznać tak od razu. Wyszukiwaniem ewentualnych wymówek i mniej lub bardziej absurdalnych kontrargumentów ciągnął więc jeszcze przez jakiś czas, głównie dla zachowania pozorów. By w końcu rzeczywiście przystać na tych kilka dni spędzonych nad jeziorem. Zadbawszy oczywiście o to, żeby przypadkiem nie zdradzić się przy okazji z tym, że w zasadzie i jemu pomysł nawet zaczął się podobać.
Choć może to akurat dałoby się jeszcze poddać w wątpliwość, zwłaszcza na widok domku, w którym mieli spędzić tych kolejnych kilka dni. Nie należał wprawdzie do osób, którym do wypoczynku niezbędne były nie wiadomo jakie luksusy, ale… domek naprawdę pozostawiał całkiem sporo do życzenia. Nawet wtedy, gdy już od samego początku nie miało się względem niego zbyt dużych oczekiwań. Co gorsza, po przekroczeniu jego progu, Terry mógł jedynie przekonać się, że nie było to tylko mylne pierwsze wrażenie. Właściwie… wewnątrz było chyba jeszcze gorzej, za co prawdopodobnie odpowiadał niezbyt przyjemny zapach unoszący się w powietrzu. Może wydostający się z tej nieszczęsnej lodówki. Albo zza kuchennych mebli, za którymi poprzedni lokatorzy może zostawili po sobie jakąś oryginalną pamiątkę. Albo po prostu coś zakończyło tutaj swój żywot i wciąż jeszcze nie zostało odnalezione… Prawdopodobnie lepiej byłoby nie wnikać. Mimo wszystko, odstawiwszy swoją torbę zaraz obok tej należącej do Penny, w pierwszej kolejności postanowił podejść do okna i otworzyć je w nadziei, że porządne wietrzenie wystarczy, by wkrótce dało się tutaj normalnie oddychać.
– Mam nadzieję, że wypisałaś sobie gdzieś plan wszystkich tych atrakcji. Przecież nie chcielibyśmy niczego przegapić – parsknął śmiechem, odwracając się w jej stronę i wyjątkowo odpuszczając sobie zarówno kwestionowanie dokonanej przez nią rezerwacji sypialni, jak i odnoszenie się do tych biednych spalonych w ogniu kiełbasek. Wzmiankę o zwiedzaniu ruin kościoła zignorował natomiast z rozmysłem. Być może znów stawiając na opcję przeczekania.
– Rozpakowanie można sobie chyba na razie odpuścić. Przynajmniej do czasu, aż wpadnie tu wystarczająco dużo świeżego powietrza, żeby dało się wysiedzieć tu dłużej niż kilkanaście minut – co do tego mogli się chyba zgodzić oboje, co zresztą zdawały się potwierdzać porzucone beztrosko torby. Właściwie… może nawet nie powinni się oszukiwać, że w ogóle w ciągu najbliższych pięciu dni którekolwiek z nich rzeczywiście się rozpakuje. Przecież coś takiego wymagałoby następnie ponownego pakowania. Najlepiej więc byłoby zaoszczędzić sobie obu tych czynności.
– Chodź zobaczyć to jezioro, w tej twojej ulotce pisali chyba coś o możliwości wypożyczenia łodzi… – najwyraźniej więc zdążył się zapoznać z tą nieszczęsną ulotką lepiej niż tylko poprzez to pojedyncze rzucenie na nią okiem. I fakt, o pływaniu łodzią nie miał najmniejszego pojęcia. Ale przecież nie było to w najmniejszym nawet stopniu istotne. W końcu – jak zaznaczyła Penny – powinni skorzystać ze wszystkich atrakcji tego miejsca. A łodzie zdecydowanie były wśród nich.
Bez dalszej – kompletnie zbędnej – zwłoki wyszedł z domku, przez moment rozważając jeszcze zostawienie otwartych na oścież drzwi. Na pewno pomogłoby to podczas wietrzenia, ale z drugiej strony… nieproszonych gości wewnątrz raczej również nie potrzebowali. Pomysł wypadało więc porzucić, zaś w drodze nad jezioro można było na krótką chwilę zapomnieć o kiepskich warunkach, w jakich przyjdzie im nocować. Bo przynajmniej temu, że okolica zdecydowanie posiadała swój urok, nijak nie można byłoby zaprzeczyć.

!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
07.04.2024, 16:58  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdradzi cię. Nie ufaj. Nie ufaj. Nie ufaj!
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, że ten zamierza cię zdradzić.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#5
07.04.2024, 18:09  ✶  

Kiedy tylko zgodził się na ten wyjazd, zaczęła wszystko z wolna planować. Zamiast na pracy, na Zaczarowanych Różnościach, w znacznej mierze skupiła się na tym, żeby odpowiednio się do wszystkiego przygotować. Kupić niezbędne rzeczy. Niezbędne rzeczy zapakować do podróżnej torby. Wypisała też w notesie atrakcje, z których chciałaby móc skorzystać. Było tego całkiem sporo. I w sumie Terry powinien być tego faktu świadomy. Spędzali razem dużo czasu, a ona przez ostatni tydzień mówiła o tym wyjeździe praktycznie bez przerwy. Wracała do tematu przy każdej okazji.

Możliwe nawet, że zdążyła go tym swoim gadaniem trochę zmęczyć, a trochę tą ideą wspólnych wakacji zarazić, choć do tego drugiego Terry nie był skłonny się przyznać.

- Gdzieś w torbie jest notes, wszystko w nim sobie zapisałam. - odpowiedziała. Nie zamierzała pozwolić na to, żeby z jego powodu cokolwiek stracić. Dlaczego, na Merlina, dlaczego, zawsze musiał mieć z czymś problem? Nie mógł po prostu odpuścić i po prostu dobrze się bawić? Wspólnie dobrze się bawić.

Nie powiedziała tego jednak na głos. Nie chciała zaczynać tutaj żadnej sprzeczki. Nie od tego powinni zacząć wspólne wakacje. Na ten moment starała się jednak wierzyć w to, że z czasem obydwoje pozwolą sobie na tak potrzebny im odpoczynek. Na tę chwilę oddechu. Przecież między innymi po to tutaj przyjechali.

Westchnęła, słysząc o tym, że rozpakowywanie się mogli sobie odpuścić. Może miał racje? Zawsze to trochę mniej roboty. Z drugiej jednak strony, przerzucane wewnątrz torby ubrania, z całą pewnością nieźle by się wygniotły. Nie to, że był to jakiś większy problem, taki nie do przeskoczenia, ale jednak... uh.

- Chcesz wyjść nad jezioro zostawiając tutaj otwarte okno? - zapytała, poddając jednocześnie w wątpliwość to czy aby na pewno był to dobry pomysł. Okno to co prawda nie drzwi, ale nadal ktoś mógł do środka się dostać, a ona chyba jednak wolałaby czuć się ciut bezpieczniej, zostawiając w tym domku swoje rzeczy.

I pewnie nawet przyjęłaby tę propozycje względnie na spokojnie, jakoś z Terrym się dogadała, gdyby nie to, że ten z domku wyszedł zanim jeszcze skończyła mówić. Zanim wyraziła swoje zasadne przecież wątpliwości! Przez chwilę patrzyła za nim, nieco tym zaskoczona, wreszcie jednak z kluczem w dłoni, również rzuciła się w kierunku drzwi wyjściowych. Niekoniecznie jednak po to, aby faktycznie ruszyć nad jezioro. Nie, nie taki był jej cel.

- Naprawdę musisz się tak zachowywać, Trelawney? - rzuciła w jego kierunku, wyraźnie poirytowana. Łatwo było się w tym zorientować. Mówił o tym ton głosu. Wyraz twarzy. A do tego jeszcze, posłużyła się nazwiskiem zamiast imieniem. Wszystko było w tym przypadku aż nadto jasne. - Ledwie dotarliśmy na miejsce, a już zaczynasz mnie drażnić. Możesz choć raz zachowywać się normalnie? Przez chwilę poudawać, że naprawdę będziemy się tutaj dobrze bawić? I nie wynajdywać kolejnych... ugh!

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#6
08.04.2024, 18:55  ✶  
Nie, jeśli chodziło o otwarte okno, zdecydowanie nie widział w tym żadnego problemu. Widocznie nie przypuszczał, by ktokolwiek miał być na tyle zdeterminowany, żeby pakować się do wnętrza domku akurat oknem. I widocznie nie zakładał, że kompletne zignorowanie tej kwestii przez niego, miałoby jakoś szczególnie poruszyć Penny. Krótkie machnięcie ręką powinno przecież w zupełności wystarczyć za odpowiedź, co zresztą nie byłoby nawet niczym niespotykanym wcześniej w jego przypadku. Zwłaszcza w sprawach tak mało istotnych – przynajmniej jego zdaniem.
– Pewnie łatwiej byłoby udawać, gdybyś odpuściła sobie na przykład robienie afery z byle pierdoły – z pewnym zaskoczeniem przyjął jej wybuch. Zaskoczenie było jednak tylko chwilowe i to ono w pierwszym momencie zatrzymało go w miejscu. Stosunkowo szybko ustąpiło miejsca poirytowaniu, które pojawiło się już w momencie, gdy odwracał się w kierunku przyjaciółki. Wraz z przelotnym spostrzeżeniem, że ta zdecydowanie nie zachowywała się normlanie – cokolwiek to normalnie miałoby oznaczać w jej przypadku. Doszukiwanie się w tym wszystkim czegoś podejrzanego prawdopodobnie mogłoby zakrawać już na niczym nieuzasadnioną paranoję, ale… nawet jeśli myśl ta ledwie zakręciła się w podświadomości i dość szybko ulotniła, trudno było wyzbyć się jej tak zupełnie.
– Śmiało, idź i zamknij to okno. Bo przecież lepiej, żebyśmy podusili się w tym cholernym domku. Ostatecznie można też przecież nocować na zewnątrz. Przynajmniej będzie czym oddychać, a i komary na pewno chętnie poprą ten pomysł – w każdej innej sytuacji najpewniej odpowiedziałby na jej poirytowanie we właściwy sobie, żartobliwy sposób. Tym razem jego wypowiedzi bliżej było jednak do zwykłej złośliwości, nie zabrakło w niej też dość zniecierpliwionej nuty. Może przez ten irracjonalny pomysł, że za niecodziennym zachowaniem Penny miałoby kryć się coś więcej, czymkolwiek to coś miałoby być. A może po prostu przez fakt, że naprawdę daleko było mu do ludzi jakoś wybitnie cierpliwych, którzy mogliby kolejnym machnięciem ręki zbyć całą tę absurdalną awanturę o… o co tak właściwie? Uświadomienie sobie absurdu sytuacji, paradoksalnie mogło jednak pomóc w wykrzesaniu z siebie przynajmniej odrobiny cierpliwości i opanowania.
– Albo po prostu zostaw je w spokoju. Nie idziemy przecież daleko i nie wydaje mi się, żeby gdzieś zaraz obok miał czaić się ktokolwiek, kto chciałby pakować się przez nie do środka – pozwoliwszy sobie na przeciągłe westchnięcie, kolejne słowa dorzucił już znacznie spokojniej, bez niepotrzebnych nerwów. I, tak przy okazji, nie bez racji. Bo przecież jezioro rzeczywiście znajdowało się tuż obok, a oni nie zamierzali chyba przepływać go całego wpław, a jedynie rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Mało prawdopodobne, by w tym czasie ktoś mógł dobrać się do pozostawionych w domku rzeczy. Zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka trudno byłoby w pobliżu doszukać się jakiegokolwiek potencjalnego złodzieja.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#7
14.04.2024, 10:29  ✶  

Tego rodzaju drobnostki, nie zaliczały się z reguły do tych, które byłyby w stanie poruszyć Penny; na które Penny zwykła zwracać większą uwagę. Poza tym, nie ma sensu oszukiwać się również w kolejnej kwestii - na ogół ruda nie potrafiła się złościć na Terry'ego. Odpuszczała mu praktycznie wszystko, uznając najzwyczajniej w świecie, że ten typ tak ma. A skoro tak ma, to bez sensu z tym walczyć.

- Byle pierdoły? - z tych nerwów, to chyba zaczynała się z wolna robić czerwona. Jeszcze nie jak ten nieszczęsny pomidor, ale jakieś tam pojedyncze plamy zaczynały być widoczne przede wszystkim na szyi. Nie podobało jej się, w jaki sposób się do niej zwracał. Nie podobało jej się to, że to z niej starał się w tym momencie zrobić problem. W dodatku problem, którym z całą pewnością nie była. Ile razy mu odpuszczała? Na jak wiele spraw przymykała w jego przypadku oko? Każda gumka kiedyś zostaje rozciągnięta do granic swoich możliwości, a następnie pęka. Jak masz przy tym pecha, to strzeli Ci taka przy okazji w pysk. Mało przyjemne doświadczenie.

Chwilę stała cicho. Po prostu na niego patrzyła. Nie była jednak spokojna. Nie tym razem. Był to jeden z tych momentów, o których zwykło się mówić, iż zapowiadały one burzę. Wybuch był czymś, czego w tym przypadku uniknąć się nie dało. Ponieważ przelało się zbyt wiele.

- Tak samo nie wydawało Ci się, żeby do Zaczarowanych Różności miał się ktoś włamać, a pamiętasz jak to się skończyło? - podniosła głos, nawiązując do wydarzeń, które miały miejsce w nocy z 19 na 20 marca. Została wówczas sama w lokalu, szykowali się dopiero do jego otwarcia. Wbrew zapewnieniom Terry'ego, wydarzyło się wówczas to, przed czym chwilę wcześniej ostrzegał ją Aidan. Doszło do włamania. Następnie miała wątpliwą przyjemność tłumaczenia się ze wszystkiego przed pracownikami brygady uderzeniowej. Przede wszystkim z nieco dziwnego działania run oraz wykorzystanych zaklęć ochronnych. A kilka dni później została na dokładkę wezwana na przesłuchanie. Mało to było przyjemne i powtórki z rozrywki jednak nie potrzebowała. - Może więc lepiej zachowaj całe te swoje nie wydaje mi się dla samego siebie? Bo z reguły nie ma ono zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością!

Założyła ręce na wysokości swojej klatki piersiowej, spoglądając na niego w ten sposób, z tym charakterystycznym wyrazem twarzy, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie zamierzała odpuścić. Wyglądało na to, że zwyczajnie chciała się z nim pokłócić. Wyładować na kimś całą tą złość? Może akurat miała jeden z tych gorszych dni, kiedy kobiecie należało włożyć do ust całą tabliczkę czekolady, a następnie wziąć nogi za pas, licząc na to, że zajęta czekoladą nie zdoła Ciebie dogonić?

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#8
20.04.2024, 20:29  ✶  
Na co dzień naprawdę nie miał absolutnie nic przeciwko kłótniom. Tyle tylko, że reguła ta niekoniecznie dotyczyła również kłótni z Penny, które – aż niewiarygodne – zwykle po prostu się nie zdarzały. Przynajmniej nie takie poważne, które rzeczywiście zasługiwałyby na miano prawdziwych kłótni. Pospolite sprzeczki – porównywalne do tych, które mogłyby zdarzać się regularnie na przykład pomiędzy rodzeństwem – można było pominąć taktownym milczeniem.
Pewnie i w tej sytuacji, nawet – a może zwłaszcza – widząc zdenerwowanie przyjaciółki, mógłby stosunkowo łatwo załagodzić sytuację. I to bez większego wysiłku, po prostu obracając ją w mniej lub bardziej koślawy żart. Może nawet dla świętego spokoju zamykając to przeklęte okno, które z jakiegoś powodu stało się najwyraźniej głównym powodem całego tego nieporozumienia. Możliwe nawet, że podobne rozwiązane sprawy faktycznie przeszło mu przez moment przez myśl. Dość szybko wyparte zostało jednak przez przekonanie, że w tej konkretnej sytuacji ewidentnie musiało chodzić o coś jeszcze, nie tylko o cholerne okno.
I rzeczywiście. Nawet jeśli nawiązanie do tego nieszczęsnego włamania do sklepu niespecjalnie rozjaśniało całą sytuację, to zdecydowanie mogło umacniać wrażenie, że zachowanie Penny miało jakieś drugie dno. Nie do końca jeszcze jasne czy zrozumiałe, ale z całą pewnością obecne.
– O, poważnie? – w reakcji na jej słowa, wymownie wywrócił oczami. – Czyli będziemy się teraz bawić w wywlekanie jakichś pomyłek sprzed paru miesięcy? Po co się w ogóle ograniczać, najlepiej wygrzebać coś sprzed kilku lat…
Zwłaszcza, że gdyby tak faktycznie pogrzebać – nawet bez szczególnej wnikliwości – na pewno dałoby się przytoczyć całkiem sporo przykładów, w których finalnie okazywało się, że Terry mylił się w swoich przekonaniach. Zwłaszcza, że wbrew temu co sam lubił uważać, to chyba rzeczywiście przytrafiało mu się całkiem często. Możliwe, że dość swobodne podejście do wielu spraw miało w tym jakiś swój udział.
– Rozejrzyj się. Kto właściwie miałby chcieć tu wejść? Wiewiórki? – dla lepszego zobrazowania tego co miał do przekazania, wskazał niedbałym ruchem najbliższą okolicę. W której, tak swoją drogą, póki co nie było widać nawet tych wspomnianych wiewiórek. Choć te akurat mogły się dobrze ukrywać, by w spokoju wyczekać najlepszego momentu i rzeczywiście dokonać włamania do beztrosko pozostawionego domku. – O co ci właściwie chodzi?
I to chyba było kluczowe pytanie. Bo o coś z całą pewnością. Co do tego nie miał już praktycznie żadnych wątpliwości. Chociaż wciąż nie było jasne, czym rzeczone coś mogłoby być. I raczej nie sądził, by miał dowiedzieć się tego od samej Penny. Podobno jednak czasami warto było zapytać wprost, nawet jeśli miało się całkowitą pewność co do tego, że na jakąkolwiek sensowną odpowiedź nie było najmniejszych szans.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#9
21.04.2024, 00:29  ✶  

Prawda była taka, że gdyby miała się teraz zatrzymać, chwilę nad tym wszystkim pomyśleć, to nie byłaby w stanie jednoznacznie określić tego, o co konkretnie jej w tej sytuacji chodziło. Rzeczywiście dotyczyło to okna? Braku entuzjazmu? Miała zastrzeżenia do postawy Terry'ego? Oczywiście nie przyznałaby się do tego na głos. Szla by w zaparte. Szukała jakiś argumentów. Szukała czegoś na swoją obronę. Starałaby się doprowadzić do sytuacji, w której to Terry jako pierwszy powie przepraszam. Bo przecież łatwo skóry nie odda. Nie przyzna się do tego, że być może to jednak ona pozwoliła sobie na zbyt dużo. Zabrnęła o tych kilka kroków zbyt daleko.

- Powiedziałam już. Mam się powtarzać? - zamiast zareagować na jego słowa dotyczące wyciągania spraw sprzed miesięcy, albo ten durny i niepotrzebny komentarz dotyczący wiewiórek, skupiła się na ostatnich słowach. Stała przed nim z rękoma założonymi na wysokości klatki piersiowej, z wysoko uniesionym podbródkiem. Nie zamierzała się wycofywać. - Może nauczysz się wreszcie słuchać? A zresztą... wiesz co? Nieważne.

Nieszczególnie miała ochotę kontynuować tę rozmowę. Nie z nim. Czuła się tak, jakby raz za razem odbijała się od ściany; jakby nic do niego nie docierało. Nie chciał zrozumieć. Nie chciał niczego zmienić. Zamiast tego problemu szukał w niej. Typowe. Przecież to pewne, że za jej wybuchem musiało coś stać; że było tutaj jakieś drugie dno.

- Przyda nam się trochę odpoczynku. Od siebie. Nie przyjechałam tutaj, żeby się użerać z Tobą i Twoimi humorkami. - i kto tu do kogo mówił? Przyganiał kocioł garnkowi? Być może. Penny nie dostrzegała, że sama nie była dużo lepsza, choćby trochę mniej problematyczna. - Ja idę na spacer, a Ty idź sobie nad te jezioro. Nie będziemy sobie wchodzić w drogę.

Może to nie było takim złym pomysłem? Lepiej było spędzić nieco czasu osobno, zamiast przeznaczyć go na ciągłe kłótnie, psujące tych kilka dni jakie udało im się przeznaczyć na odpoczynek - od szarej, londyńskiej codzienności. Kto wie? Może nawet za kilka godzin, kiedy emocje trochę opadną, uda im się dogadać? Cała irytacja minie?

Obydwoje byli na tyle zirytowani, żeby całej tej awantury nie przeciągać. Penny wróciła do chatki. Na moment. Zamknęła okna. Następnie wyszła z powrotem na zewnątrz, zamknęła drzwi na klucz. Mieli tylko jeden, ale... nie było to czymś, czym zamierzała sobie zaprzątać głowę. Przecież nie byli głupimi mugolami, dla których mogłoby stanowić to większy problem. Potrafili sobie poradzić w takich sytuacjach.

Chwilę się zastanawiała co powinna zrobić. Udać się nad jezioro? Jakoś nieszczególnie to do niej przemawiało. Przynajmniej w tym momencie. Las? Był jakąś opcją. Tylko może... zamiast ruszyć gdzieś dalej, powinna rozejrzeć się po samym ośrodku, który warto było poznać? Zorientować się gdzie co się znajdywało. Na tym właśnie się skupiła.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (66), Penny Weasley (1809), Terrance Trelawney (1503)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa