• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu

[21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
30.05.2024, 12:29  ✶  
Być może Minerwa faktycznie martwiła się, że Vincent w jakiś sposób Brennę popsuję. Był starszy, był Ślizgonem, był złośliwi, niektórzy uczniowie się go bali i wdawał się w bójki. Brennie jednak nigdy nie przyszło do głowy, że McGongall mogłaby patrzeć na niego niechętnie z tego powodu, bo po pierwsze, w czasach szkolnych nie umiała jeszcze dostrzec jej troski, po drugie uważała, że to raczej ona wciągnie Prewetta w kłopoty, nie odwrotnie. To Slughorn powinien raczej grozić jej palcem i powtarzać, żeby nie psuła tego biednego chłopca. I czy nie miała racji? Poltergeist właśnie ciskał w niego książkami w domu, do którego sama go zaprosiła.
Nie zdążył się uchylić. Jedna książka walnęła go dość boleśnie tuż pod okiem, druga w policzek, a potem wszystko się uspokoiło.
– Będziesz miał limo – oświadczyła Brenna, spoglądając na niego i unosząc różdżkę, znów rozświetloną światłem lumos. – Powiedzą, że znowu cię pobiłam, a przecież ja jestem zupełnie niewinna… – stwierdziła, niby to w ramach żartu, chociaż spojrzenie miała poważne, bo ten cholerny poltergeist ją zaatakował, i w porządku, że próbował uszkodzić ją, mogła przeżyć, ale byli tutaj inni członkowie Zakonu. - Myślę, że poprzednich właścicieli wykurzył poltergeist. Usłyszeli o klątwie, a jego działania ich przestraszyły. Ale... śmierć Juliusów jest trochę dziwna.
Księżycowy Staw też był dziwnym miejscem. Popadającym w ruinę, ale też wciąż noszącym ślady dawnej wielkości. Miejscem, którego potencjał dało się dostrzec. Pełnym duchów i złych wspomnień, ale także w przedziwny sposób czarującym.
Drzwi otworzyły się po chwili szarpaniny, i Brenna przepchnęła się obok niego, ruszając w ślad za poltergeistem. Tego jednak nie miała już znaleźć już tej nocy: a jedynie wpaść na Millie i Morpheusa, zwabionych zamieszaniem.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#12
30.05.2024, 13:03  ✶  

Złapał się za miejsce uderzenia i delikatnie roztarł. Bolało, ale przyzwyczaił się już chyba do tego, że jego twarz często była obijana. Vincent nigdy nie należał do osób pierwszej moralności. Miał swoje zasady, których się trzymał, ale czasami zdarzało mu się zaglądać do zajętych kobiet, uciekać przez okna przed ich mężami, czy też wpadać w bójki z pijanymi mężczyznami w barach. Oprócz tego jego praca też nie należała do bezpiecznych. Walki z kłusownikami, zabezpieczanie zwierząt, którym groziło niebezpieczeństwo.

– Spokojnie, powiem, że mi się należało, bo odmówiłem ci całusa – wytknął do niej język i ciężko westchnął. – Też o tym myślałem. Cały ten dom jest jakiś dziwny – dodał od siebie.

Rozejrzał się jeszcze po bibliotece szukając jakichś śladów tego, że ten wredny duch nadal się tu znajdował, a potem po prostu ruszył przez chatę jeszcze uważnie szukając tego poltergeista, aby ostatecznie wrócić do pokoju, który tej nocy został mu przydzielony. Nie mógł jednak zasnąć, wiercił się z boku na bok, aż w końcu podniósł się, aby wyjść na ogód zajarać. Z okna widział szklarnie, która go zainteresowała. Tutaj też działy się dziwne rzeczy. Zawędrował do podniszczonej szklarni. Wątpił, aby duch szwendał się w tym miejscu, a chwila ciszy nikomu źle nigdy nie zrobiła.

Vincent lubił naturę, lubił spędzać czas w lasach, czy na łąkach. Za miastem nie przepadał, ale tego ranka flora dała mu niezły wycisk. Wśród zniszczonego budynku szklarni spała sobie krwiożercza roślina, która próbowała zaatakować Vincenta. Po długiej walce z tak uwielbianą przez niego naturą w końcu udało mu się spalić resztki zjadliwych roślin. Poparzył sobie przy tym przedramię, ale nawet się tym nie przejął. Upewnił się, że pożar, który wywołał nie dotarł do budynku, zagasił go i zebrał pozostałości po roślinach wracając do budynku osmolony jakby bawił się w kominiarza.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (445), Brenna Longbottom (1975), Vincent Prewett (1581)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa