02.07.2024, 20:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2024, 20:30 przez Charles Mulciber.)
To nie jest szantaż.
Słowa Isaaca, przekazane w liście, miały oczywiste znaczenie. To nie był szantaż, a jedynie propozycja: udzielić wywiadu w Czarownicy. I chociaż Charles rozumiał prawdziwe przesłanie, to ciągle odnosił wrażenie, że jeśli się nie zgodzi, z Lammas wyniknie więcej problemów, niż już wynikło. Powinien udzielić wywiadu dla bezpieczeństwa własnej głowy, by ta za szybko nie spadła z karku. Sprawy świeczek powinny zostać... Uspokojone.
Z samego rana sprawdził notatkę w Proroku, chyba jeszcze nawet przed tym, jak gazetę dorwał wuj. I musiał przyznać, że Isaac dotrzymał słowa i nie napisał tam nic nieodpowiedniego! Przez to Charles poczuł, że nie tylko powinien, ale jest wręcz winny Isaacowi wywiad... Nie pozostało nic innego, jak udać się do Manchesteru.
Nigdy wcześniej nie był w tym mieście, a jego zdolności teleportacyjne pozostawiały wiele do życzenia, lecz wolał to, niż miotłę. Kiedy wylądował na, jak się wydawało, Clark Avenue, rozejrzał się po identycznych ceglanych domkach i podszedł do pierwszych lepszych drzwi. Dopiero za trzecim razem pokierowano go na odpowiednią ulicę, do odpowiedniego domu, gdzie mógł stanąć przed białymi drzwiami i zapukać.
A jeśli to nie tutaj?, przeszło mu przez myśl. Będzie musiał zapytać kolejnego mugola, pukać do kolejnych drzwi, jak domokrążca lub inny dziwak. Miał wrażenie, że już jego tiara wywołuje w mugolach zdziwienie. A przecież szpice były w tym sezonie w modzie!
- Isaac? - Zawołał, starając się zajrzeć w okno tuż obok drzwi. Odsłonił oczy, by lepiej widzieć to, co znajdowało się w środku. Chyba kolejne pudło. Isaac miałby na parapecie tyle kwiatów? - To ja, Charlie Mulciber!
Słowa Isaaca, przekazane w liście, miały oczywiste znaczenie. To nie był szantaż, a jedynie propozycja: udzielić wywiadu w Czarownicy. I chociaż Charles rozumiał prawdziwe przesłanie, to ciągle odnosił wrażenie, że jeśli się nie zgodzi, z Lammas wyniknie więcej problemów, niż już wynikło. Powinien udzielić wywiadu dla bezpieczeństwa własnej głowy, by ta za szybko nie spadła z karku. Sprawy świeczek powinny zostać... Uspokojone.
Z samego rana sprawdził notatkę w Proroku, chyba jeszcze nawet przed tym, jak gazetę dorwał wuj. I musiał przyznać, że Isaac dotrzymał słowa i nie napisał tam nic nieodpowiedniego! Przez to Charles poczuł, że nie tylko powinien, ale jest wręcz winny Isaacowi wywiad... Nie pozostało nic innego, jak udać się do Manchesteru.
Nigdy wcześniej nie był w tym mieście, a jego zdolności teleportacyjne pozostawiały wiele do życzenia, lecz wolał to, niż miotłę. Kiedy wylądował na, jak się wydawało, Clark Avenue, rozejrzał się po identycznych ceglanych domkach i podszedł do pierwszych lepszych drzwi. Dopiero za trzecim razem pokierowano go na odpowiednią ulicę, do odpowiedniego domu, gdzie mógł stanąć przed białymi drzwiami i zapukać.
A jeśli to nie tutaj?, przeszło mu przez myśl. Będzie musiał zapytać kolejnego mugola, pukać do kolejnych drzwi, jak domokrążca lub inny dziwak. Miał wrażenie, że już jego tiara wywołuje w mugolach zdziwienie. A przecież szpice były w tym sezonie w modzie!
- Isaac? - Zawołał, starając się zajrzeć w okno tuż obok drzwi. Odsłonił oczy, by lepiej widzieć to, co znajdowało się w środku. Chyba kolejne pudło. Isaac miałby na parapecie tyle kwiatów? - To ja, Charlie Mulciber!