20.06.2024, 13:10 ✶
Kiedyś, jeszcze podczas kursów uzdrowicielskich w Mungu, w zamyśleniu nazwał ją Florence Nightingale zamiast Bulstrode i przez długi czas starał się jej unikać z obawy o... właściwie, o co? Wyśmianie za pomyłkę? Oburzenie o porównanie jej do mugolki? Ale kto miałby się burzyć - Florence? Nie, nie spodziewał się tego po niej. Chyba, że swój ewentualny radykalizm skrywała tak głęboko, że nawet on nie był w stanie przedrzeć się przez jej fasadę (a może - zwłaszcza on?). A może bardziej obawiał się tego, co pomyśleliby sobie o nim inni? W każdym razie, wspomnienie tej sytuacji paliło go wstydem w uszy.
Ale to było dawno - tak dawno, że już nawet nie pamiętał okoliczności swej fatalnej pomyłki, podobnie jak świadkowie zdążyli już najprawdopodobniej całkowicie zapomnieć, że kiedykolwiek coś takiego miało miejsce - i nie powinno kłaść się cieniem na teraźniejszości. Zwłaszcza, że Florence dosłownie przed nim wyrosła (choć, był to lekki przerost formy nad treścią, bowiem zaskoczyła go wychodząc z jednego ze sklepów, które właśnie mijał) i nie miał szans na uniknięcie spotkania. Zatrzymał się gwałtownie, częściowo zaskoczony jej widokiem, ale przede wszystkim pragnąc na nią nie wpaść (bo przecież nie spodziewał się, że tak wcześnie rano na Pokątnej będą takie tłumy).
— Dzień dobry, Florence! — posłał jej promienny uśmiech — Szybkie zakupy przed pracą? Czy może zeszłaś z nocnego dyżuru?