• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[listopad, 1970r.] Nastał czas Ciemności | Brenna & Jessie

[listopad, 1970r.] Nastał czas Ciemności | Brenna & Jessie
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#11
15.07.2024, 17:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2024, 17:45 przez Jessie Kelly.)  

-No cóż, cechami charakterystycznymi Ślizgonów powinny być jeszcze braterstwo i zaradność, mylę się? Może z początku po prostu wierzyli, że mieli tę samą wizję nauczania i dopiero z czasem okazało się, jak wiele ich różniło? - to mogłoby tłumaczyć, dlaczego Slytherin odszedł dopiero po latach, a nie od razu, zanim jeszcze wzniesiono mury szkoły.

Z początku, gdy w gronie przyjaciół planuje się wcielić w życie wielki projekt, wiele szczegółów, które wymagały omówienia, mogły umknąć uwadze, przyćmione przez inne priorytety. A potem, gdy nadchodzi czas raczenia się dojrzałymi owocami swojej ciężkiej pracy, zaczyna wychodzić robactwo niedomówień oraz różnic. I nagle okazuje się, że wielki kiedyś, wspólny plan - to marzenie, wyśnione przez więcej, niż jedną duszę - jest tak naprawdę jedynie jedną z przynajmniej kilku wersji tego samego obrazu, który zachwyca jednego, ale zawodzi drugiego. Wtedy wychodzi prawda i pierwsze "To nie to, czego chciał.m". Pojawia się rysa na relacji i przyjaźń pęka i kruszy się, jak zrzucony na podłogę szklany klosz.

Możliwe, że tak było właśnie w przypadku Założycieli? Może z początku wszyscy sądzili, że myślą tak samo, że oczywistym było, kogo będą nauczać? A potem Rowena, Godryk albo Helga sprowadzili pierwszych czarodziejów, w których żyłach płynęła krew mugoli i wtedy do Salazara dotarło, że jego wizja szkoły nie była taka sama, jak wizja jego przyjaciół? Jessie mógł jedynie gdybać, jak było naprawdę.

-... Mam nadzieję, że z tej dobrej strony - powiedział, trochę zakłopotany, jego pierwszą myślą w tym momencie było Mama coś zrobiła?

Nawet mu przez głowę nie przeszło, że to przez Ritę przedstawicielka Brygady Uderzeniowej mogłaby "kojarzyć" ich rodzinę, o jego młodszym bracie nie wspominając. A może Brenna po prostu spotkała jego mamę gdzieś na którymś przyjęciu, na którym Charlotte towarzyszyła jednemu ze swoich "chłopców"?

-Jeden z moich współpracowników tak go nazywał - powiedział, wzruszając lekko ramionami. -I mówił o tym z taką dumą, jakby miał stać się jego Prawą Ręką, więc chyba masz rację. Czy "Voldemort" to jego prawdziwe imię? - skrzywił się. -Jego rodzice musieli go nienawidzić od urodzenia. Może dlatego wyrósł na psychopatę?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
16.07.2024, 14:55  ✶  
– Myślę, że tu już można by dyskutować – stwierdziła Brenna z lekkim uśmiechem. Czy braterstwo naprawdę było domeną Ślizgonów? Ona powiedziałaby, że raczej podpadało to pod lojalność, właściwą Gryfonom. A może pracowitość Puchonów? – Trochę jestem zdziwiona, że nie ma całych wielkich debat, odnośnie tego, czy Ślizgoni zawłaszczyli sobie ambicję, kiedy właściwie Krukoni też są ambitni, przynajmniej kiedy chodzi o oceny… a nie, zaraz, może dlatego, że pewnie zakończyłyby się bardzo krwawo, nie chciałabym takiej musieć obstawiać.
Podziały w istocie były przecież bardzo płynne. Samo istnienie Domów zaś z jednej strony stereotypizowało, ucinało pewne możliwości, z drugiej też budując pewne poczucie przynależności ułatwiało odnalezienie się w murach Hogwartu. Tworzenie podstawowej komórki społecznej, jaką stawał się Dom, dla wielu uczniów okazywało się istotne, zwłaszcza że mimo wszystko istniała większa szansa na znalezienie kogoś podobnego w obrębie tego samego Domu… przynajmniej w większości przypadków.
– Nie usłyszałam niczego strasznego – zapewniła tylko, bo matki Jessiego poznać nie miała okazji – była za młoda, aby ją pamiętać z dzieciństwa czy nawet zwrócić uwagę na wielki skandal, jaki wywołała, a potem jakoś ich kręgi towarzyskiego się nie przecinały zbyt często. – Ach, skoro tak chętnie o tym opowiadał, wiemy już, że jest draniem albo głupcem, ewentualnie oba na raz, i że żadna z niego Prawa Ręka, bo wyobrażam sobie, że taka by raczej nie przyznawała się do nowej fuchy na prawo i lewo… – mruknęła Brenna. Kusiło ją spytać o nazwisko, ale to przecież byłoby głupie: same słowa poparcia nic nie znaczyły i często padały z ust tych, którym wydawało się, że teraz mugolaki spadną na dół drabiny społecznej, a oni dzięki temu zyskają, jako ci lepsi, tę pozycję, której sami utrzymać lub wywalczyć nie potrafili.
W gruncie rzeczy zresztą Brenna sama miała pozycję, którą zawdzięczała głównie urodzeniu i pieniądzom rodziców. Była uprzywilejowana, dokładnie jak ci, którzy popierali Voldemorta.
– Brzmi jak wyjątkowo paskudny pseudonim – powiedziała, uśmiechając się mimowolnie, chociaż wiedziała doskonale, że takie rozmowy są niebezpieczne. Chyba jeszcze ani ona, ani Jessie, ani nikt inny nie rozumiał, jak bardzo – i że w kolejnych miesiącach będą prowadzone coraz cichszymi głosami i coraz rzadziej. – Mówiąc szczerze uważam, że używa go, bo tak naprawdę nie ma żadnego czystokrwistego nazwiska, i głupio mu się do tego przyznać.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#13
16.07.2024, 17:09  ✶  

Na ten temat faktycznie można było prowadzić długie debaty, bo każdą cechę ktoś mógł odbierać zupełnie inaczej. W pewien sposób mogła być to cecha wspólna, charakteryzująca każdy z Domów Hogwartu, bo przecież najmocniejsze przyjaźnie nawiązywało się najczęściej z rówieśnikami z tego samego Domu. Matka Jessiego i jej "chłopcy" byli w sumie jednym z zapewne wielu wyjątków, ale te zawsze się pojawiały.

-Byłem Krukonem i nie nazwałbym się "ambitnym", więc tu zabrać głosu raczej nie powinienem - przyznał.

Jego siostra była ambitna. Wuj Anthony i wuj Morpheus? Z pewnością również. Ale on? Pod tym względem z pewnością wyróżniał się na tle swojego domu, bo w szkole wcale nie było mu tak spieszno do biblioteki, żeby zakuwać przed każdą lekcją. A może w jego przypadku ta "ambicja" przejawiała się nie w stosach przeczytanych książek i ilości punktów, które zdobył za dobrą odpowiedź, a w czasie, który poświęcił, by w praktyce doskonalić swoje umiejętności?

-Chociaż... - zamyślił się na chwilę. -Taka debata... Chyba bym się obawiał, że w pewnym momencie w czasie kłótni ktoś mógłby wkurzyć nie tego Puchona, którego powinien, i mogłoby się nagle okazać, że "Kreatywność" to jednak ich cecha. I nie mówie tego w dobrym znaczeniu.

Jeśli chodziło o same dzieci Domu Węża, Jessie zawsze uważał, że ich wewnętrzne relacje były... inne. Nie potrafił tego nazwać jednym, prostym słowem, które może mógłby znaleźć jakiś aurowidz albo inny mądry profesorek, ale to było coś, czego, zdaniem Jessiego, pozostałe Domy prawdopodobnie nie byłyby w stanie zapewnić swoim podopiecznym.

Może to właśnie ta "inność", którą zasadził Salazar jeszcze przed swoim odejściem, która kiełkowała przez laty, podlewana i nawożona przez przestarzałe nierzadko poglądy ojców, dziadków i pradziadków, coraz bardziej powiększając przepaść między Ślizgonami a pozostałymi Domami. Możliwe, że to właśnie ta "inność" spowodowała, że trzymali się głównie siebie nawzajem, nie szukając dobrych relacji ani wśród Kruków, ani Borsuków, a tym bardziej nie wśród Lwów. Trzymali się siebie, walczyli ze sobą i dla siebie nawzajem. Jasper nie był pewien, w jakim stopniu była to prawda, a ile jego umysł po prostu sobie dopowiedział, ale relacje między Ślizgonami zawsze wydawały mu się na zupełnie innym poziomie, niż te w pozostałych Domach. Może tym właśnie było to "braterstwo", w które wielu czarodziejów spoza Domu Węża nie chciało wierzyć?

-A co takiego słyszałaś? - spytał, unosząc jedną brew. -Do tej pory był całkiem fajnym facetem. Dobrze się z nim pracowało, ale teraz zaczął się strasznie indorzyć. Okazał się palantem.

Co do samego pseudonimu musiał się z Brenną zgodzić, bo oprócz tego, że paskudne, to jeszcze lamerski. Ciekawe, czy ten Pan faktycznie był Czarny?

-Więc myślisz, że sam mógłby być półkrwi albo mugolakiem? W takim razie, po co to wszystko? Co on niby próbuje osiągnąć?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
17.07.2024, 14:13  ✶  
– Ale jestem pewna, że znasz paru ambitnych Krukonów – powiedziała. Tak samo jak ona znała i odważnego Ślizgona. Na mieszkańców tego domu zresztą mogła patrzeć zupełnie inaczej niż Jessie. Jako dzieciak nie dbała o podziały, jej przyjaciółka z dzieciństwa trafiła do tego Domu, a coś w Brennie nawet gdy miała jedenaście lat wzdrygało się instynktownie przed traktowaniem ich jako złych dzieciaków tylko dlatego, że nosili zieleń. Lubiła Victorię i Cynthię. Przyjaźniła się z Vincentem. Miała opiekuńcze odczucia wobec Laurenta. A wszyscy byli przecież Ślizgonami. Kelly miał jednak niewątpliwie rację: Slytherin był domem cenionym, ale zarazem stojącym nieco w opozycji wobec innych. Niektórzy Ślizgoni uważali się za lepszych, mieszkańcy innych Domów reagowali na to niechęcią, to z kolei oraz wpływ tych „niektórych” przekonywało często pozostałych uczniów Slytherina, by trzymać się tylko w swoim towarzystwie, budując to dziwne braterstwo…
– Dlaczego akurat Puchoni? Myślisz, że są tak krwiożerczy w głębi puchońskich serc? – spytała, trochę zaintrygowana, bo chyba żadna Puchonka, którą znała, nie była zbyt krwiożercza… chociaż jej brat bez wątpienia nie chciałby wkurwić Nory Figg. – Głównie co twój brat dostanie w świątecznym prezencie – przyznała, bo i nie miała żadnych powodów, aby ukrywać tożsamość czy więzy pokrewieństwa z wujkiem przez Jessim. – Morpheus Longbottom to mój krewny i zdaje się, że jest ojcem chrzestnym twojego młodszego brata? – spytała. Coś się jej kołatało też w głowie, że chyba Jonathan z kolei był chrzestnym samego Jessiego, ale okazji do spotkań do tej pory nie było zbyt wielu, bo jednak fakt, że chłopak do niedawna był w szkole raczej wykluczał go nawet z większości przyjęć organizowanych przez samego Selwyna.
– To dobrze – powiedziała, poważniejąc. Mogło brzmieć to dziwnie: dobrze, że okazał się palantem… ale Brenna naprawdę miała dobry powód, aby tak twierdzić. – Przynajmniej wiesz, na czym stoisz. Nie musisz się zastanawiać.
Czy nie maskuje swoich poglądów albo czy nie kryjąc ich, ale udając umiarkowanego, nie pomaga po cichu śmierciożercom. Czy można mu zaufać, czy będzie się niesprawiedliwym, zrywając tę znajomość, czy też właśnie to powinno się zrobić, nie tylko dla własnego dobra.
Tak wielu osób, które były jej bliskie, nie była już pewna.
– Władzę? Ale tak naprawdę to nie wiem. Może nie chce ogłosić światu, że hej, słuchajcie, pochodzę z rodziny Greengrassów, żeby Ministerstwo nie spadło na kark jego krewnym. Tyle że jednak on się jakoś nie ukrywa, więc… no gdyby naprawdę pochodził ze znanej rodziny, to tak jakby… chyba większość powinna go znać. Zresztą, czy to w ogóle ma znaczenie? Liczy się tylko to, że tu jest. I jest… wielkim problemem.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#15
17.07.2024, 22:12  ✶  

-Znam. Moją siostrę.

Z całą pewnością żył niejeden Ślizgon, który mógłby być przykładem moralności może nawet większym, niż niejeden Gryfon. Tak samo nie każdy Gryfon był materiałem na bohatera, nie każdy Krukon lubił się uczyć i nie każdy Puchon był słodką cynamonową bułką, którą należało bronić przed całym złem tego świata i która zawsze gotowa była wspomóc dobrym słowem, uważnym uchem, łamiącym żebra uściskiem, gorącą czekoladą i pomocą w pochowaniu ciała.

Wystarczyło spojrzeć na Charlotte Kelly.

-Myślę, że moglibyśmy się mocno zdziwić. Moja mama była Puchonką. Kocham ją całym sercem i z pewnością nieraz jej przeze mnie żyłka omal nie pękła, ale nigdy nie chciałbym przekroczyć tej niewidzialnej granicy, której przekraczać nie powinien nikt. Dlatego wierzę, że możemy wcale nie znać Hufflepuff tak dobrze, jak sądzimy, że go znamy.

Zdaje się, że powinien zacząć się porządnie zastanawiać nad odwiedzeniem Munga, a potem apteki i przyznać się w końcu przed samym sobą, że mógł mieć jakieś problemy z pamięcią, bo nie mógł sobie przypomnieć, czy Morpheus kiedykolwiek wspominał o swojej krewniaczce.

-Owszem, jest - powiedział, a na jego twarz wkradł się delikatny uśmiech, bo jaki ten świat mały. -Mam tylko nadzieję, że nie dogada się z wujem Anthonym i któregoś razy nie da mu w prezencie jaja smoka, bo byłbym zazdrosny.

Fakt, to było dobre, że okazał się palantem teraz, zanim więzi zdążyły się wzmocnić. Że pokazał, jaki był naprawdę, że nie był wart ich czasu, ich żartów i ich śmiechów. Wciąż było to przykre, bo jednak pracowali razem, widzieli się w pracy i do tej pory raczej trzymali się razem.

-Nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie, ale zastanawiam się, jaki jest jego motyw - przyznał. -"Władza" brzmi zbyt prosto, nie uważasz? W sensie mógłby próbować zostać Ministrem Magii. Po co... Napuszczać na siebie ludzi?

Tym właśnie to było. Napuszczaniem ludzi jeden na drugiego. Wmawianie jednym, że są lepsi, bo coś posiadali, i że wyśmiewanie się z tych "gorszych" było w porządku. Że to była ich "powinność" jako tych "lepszych". -Po prostu nie potrafię tego zrozumieć.

I to go między innymi niepokoiło.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
18.07.2024, 14:46  ✶  
Nie próbowała kwestionować jego osądu, chociaż miała wrażenie, że to bycie przerażającym było bardziej związane z byciem matką niż konkretnym domem – Brenna na przykład uważała, że jej matka też potrafi być bardzo, bardzo przerażająca, a ta w Hogwarcie trafiła do Gryffindoru… Nie zamierzała jednak się wykłócać, bo na pewno znał swoją rodzicielkę.
Świat był mały. Zwłaszcza czarodziejski. Ostatecznie wszystkie dzieciaki z całego kraju w podobnym wieku trafiały do jednego miejsca, masa ludzi pracowała w Ministerstwie, które miało jedną siedzibę, większość czystokrwistych się znała… Brenna nie była więc specjalnie zaskoczona, że czystym przypadkiem wpadła na kogoś, kto miał związki z jednym z ich krewnych.
– Chciałbyś dostać smoka? Roił mi się taki, jak przeczytałam kiedyś jedną książkę, ale potem sobie uświadomiłam, że chyba jednak wolę psy i koty. Futro jakoś jest milsze niż łuska i jak wejdą człowiekowi do łóżka, to jemu też zostaje trochę miejsca. Jakby zrobił to smok, to już nawet do pokoju nie wejdziesz…
Brenna zresztą niezbyt znała się na smokach, ale zdawało się jej, że w ogóle ich trzymanie należało do tych bardzo mało bezpiecznych rzeczy.
– Minister Magii musi przestrzegać zasad. Ministerstwo musi przestrzegać zasad. Każdy Minister prędzej czy później oddaje władzę, a zanim to nastąpi, ludzie mogą go oceniać. Voldemort chce władzy absolutnej, także nad cudzym życiem i śmiercią.
Nie on pierwszy i nie ostatni w historii. W tej chwili, w mglistym, chłodnym listopadzie, Brennie jeszcze się zdawało, że nie może być gorzej niż za Grindewalda. I między innymi dlatego mówiła tak otwarcie, bo miał przyjść czas, kiedy zaczęła uczyć się większej ostrożności, nie chcąc kogoś narazić.
Ani dać broni do ręki komuś, kto tylko na to czekał. W końcu nie znała Jaspera Kelly’ego: obiła się jej o uszy tylko historia jego rodziny.
– To gdzieś tutaj? – spytała, gdy skręcili w ulicę Horyzontalną.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#17
18.07.2024, 16:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 16:40 przez Jessie Kelly.)  

-Nie wiem, czy bym chciał, ale na pewno bym mu zazdrościł, gdyby takiego dostał - powiedział po chwili namysłu. -I raczej nie mógłbym takiego smoka trzymać w mieszkaniu, więc pewnie musiałby zostać u jakiegoś hodowcy, gdzie miałby odpowiednie warunku.

A nawet gdyby posiadanie smoka we własnym domu było dozwolone i przygotowałoby się dla niego wszystko, Jessie szczerze wątpił, czy jego mama zgodziłaby się na takiego pupila. W końcu byłby duży, miałby ogromne skrzydła i ziałby ogniem. Mógłby jeszcze zniszczyć meble i trzeba by wtedy było wymieniać je wszystkie, żeby wszystko do siebie pasowało.

Zerknął na Brennę z uniesioną brwią, trochę zbity z tropu tym, że o przestrzeganiu zasad powiedziała dwa razy. Oczywiście, było to logiczne i powszechnie wiadome, ponieważ społeczeństwo dawno by zaczęło podważać wszelkie decyzje i działania Ministerstwa, a z czasem z pewnością ktoś rozpocząłby zamach stanu, gdyby Ministerstwo nie przestrzegało własnych zasad.

Najwidoczniej musiało się za tym kryć coś więcej, skoro Brenna powiedziała o tym dwa razy.

-Skąd się biorą tacy szaleńcy? - rzucił pytanie, chociaż odpowiedź nie była tutaj ani spodziewana, ani potrzebna.

Odpowiedź była częściowo łatwa do odgadnięcia - kompleks. Czy to mniejszości, czy wyższości - nie miało to znaczenia. Oprócz samej rządzy władzy Voldemort nienawidził mugolaków i mugoli i podjudzał czystokrwistych do podzielania jego chorych poglądów. A te mogły doprowadzić do rzezi albo wojny, a przez to do niepotrzebnych śmierci wielu ludzi, jeżeli ktoś go wcześniej nie zdoła powstrzymać.

-Był już taki, który chciał bawić się w Pana Śmierci - przyszło mu na myśl. -Wcale jej nie pokonał.

Może nie było to najlepsze porównanie, bo przecież Drugi Brat nie chciał panować nad Życiem i Śmiercią, a jedynie przywrócić z zaświatów swoją ukochaną, ale wniosek nasuwał się ten sam - ci, którzy próbując igrać ze śmiercią, dobrze nie kończą.

Władza absolutna w rękach takiego szaleńca. Byłby to raj dla tych rodzin czystej krwi, które mugoli i mugolaków stawiali niżej, niż świnie, na prawo i lewo obrażając "szlamy" i żeniliby swoich synów i córki ze swoimi braćmi i siostrami, a nawet z ich własnym rodzeństwem. Dla "Zdrajców Krwi" i "Szlam" byłaby to zwykła krucjata. Coraz więcej nieruchomych ciał na ulicach, coraz mniej głosów, kolejne bezimienne mogiły, które za kilkadziesiąt lat odejdą w zapomnienie.

Jego pięści same zaciskały się w kieszeniach płaszcza na myśl o tym, że jego wujowie i ich rodziny, że jego mama, Rita i ich młodszy brat mogliby pożałować, że tamtego dnia nie spełnili planu rodziców Jonathana i Charlotte. Że stanęli po stronie Neda Kelly. Że pozwolili, by Charlotte urodziła "nieczyste" dzieci. Że zdradzili.

Jego szczęki zaciskały się na samą myśl, że jego kochana bliźniaczka i młodszy braciszek mogliby kiedyś cierpieć dlatego, że ich ojciec nie miał "szlachetnego" rodowodu. Że mogliby cierpieć, a on nie byłby w stanie im pomóc.

Oczywiście, nie miał za złe ojcu, że pochodził z rodziny mugoli. Nie miał za złe matce, że wybrała mugolaka, zamiast czystej krwi czarodzieja, który ostatecznie został jego ojcem chrzestnym.

Nie miał im tego za złe, ale im więcej słyszał o poczynaniach Voldemorta, tym większy czuł strach, że prędzej czy później ten szaleniec ich dopadnie. Że będzie niepokonany i zacznie łamać ich, jedno po drugim.

-...Tak, stąd mam już niedaleko, dziękuję, dalej już pójdę sam. Również powinnaś wracać już do domu i... Uważaj na siebie, dobrze? - i pożegnał się szybkim, delikatnym uśmiechem, rozdzielając się w swoje strony.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3149), Jessie Kelly (3841)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa