17.07.2024, 11:06 ✶
Wyczuł jego napięcie, kiedy głowa w inny sposób ciążyła na brzuchu, z którego wcześniej mężczyzna uczynił swoją poduszkę. Zanotował mimo pijackiego otumanienia, żeby nigdy więcej nie powracać do tego tematu w ten sposób i kolejne słowa przyjaciela utwierdziły go w tym przekonaniu. Byli inni, gliny ich istnienia zdecydowanie wyciągnięte były z dwóch różnych dołów. Anthony lubił swobodę, którą - w jego mniemaniu - przynosiły pieniądze. Jonathanowi zależało na czym innym, ale w tych różnicach przecież złożona była fascynacja. A więc nie zmiana roli z aktora na mecenasa, tylko właśnie podkreślanie jak bliskie aktorstwu jest życie urzędnicze. To nie była prawda, na pewno nie na tym etapie, gdy jako stażyści musieli robić na prawdę beznadziejne i nudne zadania. Ale wciąż obracanie się pośród innych wymagało blichtru, wymagało uśmiechu, wymagało... znajomości aur i nici. Anthony był bardzo zadowolony, choć jego cyniczny umysł punktował go, że brakło mu li tylko oczu Jonathana a nie całokształtu jego rosłej sylwetki, niezachwianego optymizmu, szerokich barków i uścisku wtedy, gdy wszyscy wkoło ostrzą noże. Że potrzebował tylko oczu, a nie poczucia bezpieczeństwa, które niosła myśl, że ktoś tak zaufany jak Selwyn, ktoś kto Cię zna, kto wie jakie są Twoje słabości (choć zdecydowanie nie musiał wiedzieć, że sam jest jedną z nich!) broni i bronić będzie Twoich pleców.
Ulga rozlała się w sercu Anthony'ego, wdzięczność wypełniała stalowe serce, ale umysł już szybował z planami, kolejnymi planami jak i gdzie wykorzystać okazje, które otwierały się dzięki talentowi Selwyna. Zaraz, zaraz... potrzebny był jeszcze gest, przypieczętowanie, ckliwe poklepanie się po plecach. Gryfoński rytuał przyjaźni, tak dziwny w Krukońskim gnieździe gdzie sam fakt zauważenia drugiej osoby był dostateczną nagrodą za starania. Podniósł się więc i objął go, a dwa ciała przypominały obecnie bardziej precel. Dłonie ułożył płasko na plecach przyciskając go do siebie niezbyt mocno, pilnując granic i zobowiązań, które tak łatwo teraz, w ciemnym teatrze byłoby im narzucić.
– Obiecuję Jonathan, że nigdy więcej tego nie zrobię – szepnął mu w załom szyi, szybko poprawiając się tak, by położyć tam brodę, by nie myśleć o ciepłej skórze pachnącej słodkim niebieskim likierem skropionym kwaśną cytryną. – Porządnie zabierzemy się za naukę francuskiego mm? Może przygotujemy jakąś scenę z Le Réveur Jean-Jacquesa Rousseau? Albo Molière? Pasowałbyś na Świętoszka.
Ulga rozlała się w sercu Anthony'ego, wdzięczność wypełniała stalowe serce, ale umysł już szybował z planami, kolejnymi planami jak i gdzie wykorzystać okazje, które otwierały się dzięki talentowi Selwyna. Zaraz, zaraz... potrzebny był jeszcze gest, przypieczętowanie, ckliwe poklepanie się po plecach. Gryfoński rytuał przyjaźni, tak dziwny w Krukońskim gnieździe gdzie sam fakt zauważenia drugiej osoby był dostateczną nagrodą za starania. Podniósł się więc i objął go, a dwa ciała przypominały obecnie bardziej precel. Dłonie ułożył płasko na plecach przyciskając go do siebie niezbyt mocno, pilnując granic i zobowiązań, które tak łatwo teraz, w ciemnym teatrze byłoby im narzucić.
– Obiecuję Jonathan, że nigdy więcej tego nie zrobię – szepnął mu w załom szyi, szybko poprawiając się tak, by położyć tam brodę, by nie myśleć o ciepłej skórze pachnącej słodkim niebieskim likierem skropionym kwaśną cytryną. – Porządnie zabierzemy się za naukę francuskiego mm? Może przygotujemy jakąś scenę z Le Réveur Jean-Jacquesa Rousseau? Albo Molière? Pasowałbyś na Świętoszka.