• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć

[23-24.08 Erik & Anthony] Choć płomień zdawał się w rozłące gasnąć
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#21
11.08.2024, 23:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 00:10 przez Anthony Shafiq.)  
Czerń pozbawiona choćby skrawka świadomości powoli ustępowała rozlewającemu się wszechobecnemu złotu.

Każdy zmysł kolejno i stopniowo dotykał gorąca absolutu, który zwiastował nadejście dnia.

Rozlewajacy się gorąc, tańczył po twarzy znajomymi promieniami, które łaskotały powieki zachęcając je do otworzenia. Ciężkie story musiały zostać już rozsunięte, a granatowy posępny pokój wypełniony był zapewne gorącym sierpniowym światłem, korzystającym do cna z umiejscowienia sypialni po wschodniej stronie kamienicy. Anthony był dumny z tego jak ten pokój wyglądał, głównie przez wzgląd na fakt, że sam był jedynym czarnobiałym istnieniem otoczonym przez barwy, które szczęśliwie mógł widzieć. Nawet teraz, leżac z zamkniętymi oczyma, miał świadomość, że otacza go kolor.

Ale nie tylko...

W nozdrza uderzał intensywny maślany zapach świeżych wypieków, tańczący z aromatem zaparzonego earl grey'a i nutką czekajacego w ciepłej kawiarce podwójnego shotu espresso. Złoto miało swój własny, unikatoway zapach, ale spośród jadalnych rzeczy, to właśnie włoskim croissantom popitym palonym i zmielonym potem ziarnom kawy najbliżej było do zapachu słońca. Przestrzeń wypełniona była wonią czekających łakoci, obok któych z pewnością leżało dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego i może, w zależności od dnia, dorzucona dla rozrywki Czarownica.

Anthony mruknął w zadowoleniu, przeciągając się w łóżku, wciąż jeszcze w rozespaniu, które przesłaniało umysł podobnie jak kołdra ciało. Powolna tranzycja wciąż skutecznie uniemożliwiała pełnię rozeznania w sytuacji, a potem wydarzyły się dwie rzeczy jednocześnie, przypominające wejście do lodowatej wody przy jednoczesnym przypaleniu sobie dłoni. Jego palce trafiły przypadkiem na nagą skórę, która zdecydowanie nie należała do niego, zaś ruch pobudził neurony do wysłania informacji zwrotnej z całym pakietem doznań bólowych świadczących o trwających pracach renowacyjnych w okolicy brzucha i zalecanej w związku z tym ostrożności.

Momentalnie zalała go fala inforamcji z poprzedniego wieczoru, a przejęcie uderzyło ze zdwojoną siłą co irytacja. Oczywiście, że Wergiliusz bardzo go posłuchał i siedział w Little Hangleton jak mu kazano. Oczywiście. Skrzat od pewnego czasu miał zdecydowanie za dużo własnych pomysłów dotyczących tego, co dla jego pana było lepsze i najwidoczniej postanowił trzymać się ustalonej porannej rutyny, oczyszczając kominek, wpuszczając poranne słońce i pozostawiając śniadanie przy drzwiach na funkcjonalnym stoliczku z kółkami, zamiast tkwić kilkaset mil dalej i czekać na wezwanie. Najwidoczniej nie zamierzał bawić się w loterię czy nocny gość Shafiq'a pojawi się, czy się nie pojawi, a skoro już się pojawił, to w kolejną loterię, czy para czarodziejów będzie w stanie zapewnić sobie pożywienie rano czy też nie, szczególnie, że w apartamencie - o czym Erik nie wiedział - nie było kuchni.

I tak. Erik. Erik leżał obok. Jak gdyby nigdy nic. Znów, jakby była to najzwyklejsza rzecz na świecie.

Anthony nie zamierzał się szczypać, dla pewności, że to już nie jest sen. Tępy ból brzucha i lekkie pieczenie czoła w zupełności powinny wystarczyć, żeby odzyskał pełnię świadomości i wiedział, że tak właśnie prezentuje się jego dzisiejszy poranek. Nie zabrał dłoni, początkowo zesztywniałe wrażeniem palce rozluźniły się i oparły o oddychającego spokojnie olbrzyma, gdy nieco zdziczały w sytuacji gospodarz przycupnął leżąc tuż obok, zwrócony ku drugiemu mężczyźnie w niemej obserwacji.

— Καλημέρα, αγαπητέ μου Ήλιος. — szepnął miękko po chwili, pociągając się tak, by mięć usta na wysokości erikowego ucha. — Νομίζω ότι το άρμα σου ξέφυγε σήμερα και είναι ήδη ψηλά στον ουρανό— dodał przepraszająco, składając mały pocałunek tuż obok łaskotanego oddechem miejsca - na skroni, której o dziwo nie zdobił żaden złocisty wieniec laurowy.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#22
12.08.2024, 17:31  ✶  
Anthony powinien się cieszyć, że przed pójściem spać został napojony wszelkiego rodzaju środkami regenerującymi, które z kolei sprawiły, że dosyć prędko odpłynął do krainy snów. W przeciwnym razem byłby skazany na nieopisaną wręcz mękę, jaką stanowiło bycie świadkiem tego, jak Erik przewalał się średnio co dziesięć minut z boku na bok, raz przywierając ciałem do Shafiqa, aby po kilku minutach oderwać się od niego i wylądować na brzuchu z poduszką wsuniętą pod głowę pod takim kątem, który mógłby zostać uznany za wygodny tylko przez największych masochistów.

Koniec końców poranek zastał ich, kiedy Longbottom smacznie sobie spał z kołdrą nasuniętą praktycznie pod nos, poduszką na podłodze i zsuniętym do połowy prześcieradłem. Nie był zbytnio świadomy tego, że niedawno w apartamencie zjawił się Wergiliusz; może w stanie pół-snu zarejestrował ciche trzaski charakterystyczne dla małych stópek uwijających się w te i we wte po mieszkaniu,jednak zupełnie je zignorował. Przyzwyczaił się już do tego przez życie w Warowni. Bądź co bądź, Malwa była pod tym względem niewiele lepsza od swojego ''znajomego''.

— Hmm? — mruknął, powoli wybudzając się ze snu, gdy poczuł obce usta tuż przy swoim uchu.

Mimowolnie wyciągnął dłoń spod skrawka pościeli i podrapał się w tym miejscu. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, gdzie był, a przede wszystkim z kim. Uchylił minimalnie powieki, skupiając się na przywołaniu wspomnień z ubiegłej nocy. Momentalnie się skrzywił, gdy przypomniał sobie o ich wspólnej wizycie w teatrze, wielkiej wyprawie do Ministerstwa Magii i nocnym powrocie do Anthony'ego. I jeszcze teraz ględzono mu nad głową w obcym języku. Co to było? Mandaryński? Łacina? A może jakiś wymarły język, jakim chciał się pochwalić w tym momencie Shafiq.

— Nie wiem, o czym mówisz, a więc muszę uznać, że jest to coś wulgarnego — wymamrotał, nie odrywając nawet głowy od materaca. Westchnął ciężko, walcząc z chęcią powrotu do krainy Morfeusza (wiadomo którego). — To trochę brak szacunku w stosunku do swojego gościa. Na delegacjach też się tak zabawiasz?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#23
13.08.2024, 08:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 00:10 przez Anthony Shafiq.)  
Świat stawał się znów wyraźniejszym, rzeczywistym miejscem, bliższym zmysłom, choć wciąż nieco przez pryzmat okoliczności – nierealnym. Poprzedni wspólny poranek, ten który przydarzył im się w lipcu, był w jego świeżych wspomnieniach dużo bardziej niezręczny, zwłaszcza w tym jak bardzo nie spodziewał się, że kiedykolwiek nastąpi. Wspólny poranek dziś niósł ze sobą nową jakość rozmarzenia się...

Erik burczał coś pod nosem, odwrócony do niego plecami. Jego poranny głos zdecydowanie przypominał złowrogi pomruk wielkiego wilka, który nie zjadł rano jeszcze żadnej owcy, czy innego czerwonego kapturka. Shafiq rzucił okiem w kierunku stoliczka i pomyślał przez ułamek sekundy o tym, że kilka słodkich bułeczek może temu łakomczuchowi nie wystarczyć, ale mając w pamięci, że skrzat jest gdzieś w okolicy przestał zwracać sobie tym głowę.

Kto by z resztą myślał o śniadaniu w takiej chwili?

Obrażony wulgaryzmami w grece gość nie otrzymał swojej odpowiedzi od razu. Zamiast niej mógł poczuć powiew chłodu zza siebie, gdy ktoś włamał się pod kołdrę, głównie po to, by wpasować się w tę żywą, przyjemnie ciepłą układankę. Chłodna dłoń prześlizgnęła się po żebrach na pierś, a za nią reszta ciała przylgnęła ciasno na całej linii wyznaczanej łukiem kręgosłupa i dalej linią nóg. Policzek intruza rozpłaszczył się między nagimi łopatkami, jego głowa znajdowała się obecnie pod kołdrą, ale najwidoczniej wcale mu to nie przeszkadzało. Uścisk na moment zciaśnił się zaborczym gestem.

– Pytasz tak, jakby Cię tam nie było. – odmruczał mu w końcu zza pleców Anthony, pozwalający własnej dłoni powrócić do wieczornej eksploracji tułowia.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#24
13.08.2024, 23:03  ✶  
Ich poprzednia wspólna noc była szczególna. Nie potrafił jej opisać w inny sposób bez wdawania się w przydługie monologi wewnętrzne. Kiedy wylądował tamtego lipcowego wieczora w posiadłości Shafiqa, wszedł do niego, jak do siebie, niosąc na plecach ogromny bagaż doświadczeń, który zdawał się zwiększać swoją wagę z każdym kolejnym krokiem. Potrzebował wówczas bliskości. Zrozumienia. Cierpliwości. Azylu, w którym nie musiał się niczego obawiać.

Anthony dał mu to i więcej, będąc po prostu tamtej nocy na wyciągnięcie ręki. I to chyba właśnie tej prosty z pozoru gest zaproszenia go na noc do siebie stanowił pierwszy krok w naprostowaniu ich relacji. Może dotarliby do tego punktu w inny sposób, pomimo kłótni podczas wspólnego treningu szermierczego, ale z jakim wynikiem? Co wówczas popchnęłoby ich ku sobie? Frustracja? Chęć wzniesienia na nowo mostu, który przerwali własną niepewnością? A może coś kompletnie innego?

Wzdrygnął się minimalnie, gdy poczuł wychłodzoną dłoń wędrującą po jego ciele. A po całej nocy spędzonej pod pierzynami było mu już tak przyjemnie ciepło... Wszystko zrujnowane przez jednego wampiro-podobnego czarodzieja, który się odpowiednio nie wygrzał przez te kilka godzin intensywnego snu. Myślałby kto, że samo towarzystwo w łóżku powinno go rozpalić.

— A byłem? Jakoś sobie nie przypominam — mruknął z przekorą, czując napór ze strony ciała drugiego mężczyzny. Westchnął ciężko i dla własnej wygody przekręcił się w pełni na brzuch, podpierając się minimalnie na przedramionach. — Latka lecą, umysł już nie jest tak bystry, jak kiedyś... Może gdyby pewien ktoś odświeżył moją pamięć, to rozjaśniłoby mi się w głowie. Kto wie, co moglibyśmy razem odkopać.

Wykręcił lekko głowę, zerkając zaspanym wzrokiem na Anthony. Nie był w stanie objąć spojrzeniem całej jego twarzy, jednak i tak powitał go lekkim uśmiechem. Och, budzić się tak codziennie, cóż by to było za życie...


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#25
14.08.2024, 00:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2024, 09:15 przez Anthony Shafiq.)  
Człowiekowi, który większość życia spał sam, bardzo trudno przywyknąć do obecności drugiej osoby w łóżku. Regularność ich spotkań kiedyś posiadała okres półroczny, by później zupełnie wygasnąć. Anthony traktując jedną odmowę i brak kontrpropozycji, jako definitywne rozstanie, nawet jeśli próbował przejść nad tym do jakiegokolwiek porzadku, to dwóch nieudanych próbach uznał, że nie zamierza znajdować sobie substytutu kogoś, kto rozświetlał dotąd jego dni. Wolał pozostawać w mroku i nie czuć nic, niż udawać, że czuje cokolwiek w czyjąkolwiek inną stronę. A jednak, pomimo owej nienawykłości do bliskości, niezręczności w uściskach, które od czasu do czasu serwowali mu najbliżsi, mimo w końcu różnicy wzrostu działającej na jego niekorzyść, mimo tego wszystkiego bardzo lubił być chociaż na moment wielką łyżeczką. Lubił też być małą, znikać w uścisku potężnych ramion, które samym swoim ciężarem wypychały z niego oddech i utrudniały jakiekolwiek poruszanie się. Lubił to uczucie, gdy Erik zabierał z niego odpowiedzialność i inicjatywę, zabierał konieczność planowania kolejnych kroków, wyznaczania trajektorii dłoni, optymalizacji ułożenia ciała, gdy odbierał mu to prostym działaniem praw fizyki swojego uścisku. I tak jak jego towarzysz fantazjował na temat wspólnych poranków, tak Anthony zastanawiał się, czy może z czasem nauczyliby się siebie na tyle, by umieć się przytulać nawet wtedy, gdy świadomość ulatuje, gdy wola odwiesza sama siebie na hak, oddając się regeneracyjnym zabiegom snu. W niezliczonych książkach, które przeczytał do tej pory, nigdy nie było to na tyle interesujące dla autorów, by poświęcili temu chociażby jedno zdanie. A jednak teraz, było to bardzo interesujące dla niego.

Erik przekręcił się, ale zdecydowanie nie pozbył się intruza spod swojej ciepłej kołderki. Tyle dobrego, że intruz asymilował się do panujących w tym mikroklimacie temperatur i jego obecność nie była już tak drażniąca. Nie licząc palców biegnących po plecach, zahaczających o gumkę spodni, ugniatających boki w leniwym, nieco chaotycznym masażu. Gdy zaczął mówić, Anthony też się dźwignął, tak by część jego głowy wychynęła w okolicach barku, okazjonalnie całowanego w miejscach, w których kilka godzin temu składał hołd drugiej ręce.

– Napar z żeńszenia na drugie śniadanie – zaopiniował życzliwie, przesuwając się w górę, po przełęczy barkowej sunąc kolejnymi pocałunkami do karku, wspinając się nań znów w porannej pieszczocie, co jakiś czas kąsając go łagodnie, skoro już tak bardzo potrzebował przypomnienia. – Ale pamiętasz mój drogi, że to ja oberwałem w głowę wczoraj a nie Ty, prawda? Zaraz pozazdroszczę Ci tej amnezji i będziesz musiał mnie uczyć świata od nowa. – Ciekawy to był koncept teoretyczny do obracania w głowie, cóż też Erik by mu pokazał, i czy przypadkiem nie byłaby to Ersa i wmawianie Anthony'emu, że tak właśnie kochał spędzać każdą wolną chwilę razem z nim przy sterze. Mgliście przeczuwał, że pojawiłaby się w tej fantazji również koszula w kratę - jedyny element, na który ewentualnie mógłby przystać, tylko po to, by równie szybko się go pozbyć z grzbietu.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#26
14.08.2024, 22:33  ✶  
Ilekroć Longbottom się z kimś spotykał, starał się pozostawać stały w uczuciach i unikać skoków w bok. To nie było w jego stylu, a więc podobnym traktowaniem obdarzył też Anthony'ego i układ, jaki ich łączył przed laty. Chociaż przez większość roku pozostawali rozdzieleni, tak w tych okresach Erik raczej nie szukał partnerów na krótkie okresy. Jak każdemu, tak i jemu zdarzało się zawiesić na kimś dłużej oko, jednak echo związku z Selwynem dalej mu wówczas towarzyszyło, toteż nie szukał zbyt chętnie.

A potem... Potem dopadła go szara codzienność. Praca. Rodzina. Przyjaciele. Pomaganie Norze, która przez długi czas musiała wychowywać Mabel sama, nie licząc swojego rodzeństwa, które jednak też miało w dużej mierze własne sprawy. Ledwo zaczął się w tym wszystkim odnajdywać, a pojawił się Czarny Pan ze swoim manifestem i grupą Śmierciożerców gotowych ciskać klątwami na prawo i lewo na jedno jego skinienie. Takie scenariusze nie sprzyjały szukaniu stałych związków. Nawet jeśli podejmowało się jakieś nieśmiałe próby.

— Muszę przyznać, że to brzmi absolutnie... Obrzydliwie. — Wzdrygnął się na samą myśl, że Anthony miałby zaserwować mu coś takiego na lunch. — Nie sądziłem, że tak szybko spróbujesz mnie otruć w swoim własnym domu.

Mimowolnie wrócił myślami do czasów szkolnych, kiedy opiekunka ze Skrzydła Szpitalnego poiła go eliksirem regenerującym na bazie suszonego pyłku pszczelego. Podobno miał mu pomóc w szybkim powrocie do zdrowia po kontuzji na treningu Gryfonów. A chyba tylko pogorszyło to mój stan, pomyślał przelotnie, blednąc na samo wspomnienie tego okropnego wynalazku.

Naprawdę starał się szanować sztukę eliksirowarstwa i zielarstwa, ale były takie chwile, gdy po prostu nie potrafił zrozumieć, czemu czarodzieje nie dodawali do medykamentów składników zmieniających smak. Nie dość, że pomogłoby to dzieciom w przełknięciu niektórych leków, to i on musiałby mniej cierpieć. A tak pozostały mu w głowie okropne wspomnienia, od których od razu zaczynał się krzywić i miał ochotę tylko skulić się w kłębek i zakryć kołdrą po samą czuprynę.

— Tym lepiej dla ciebie — sarknął przemądrzałym tonem. — Przejdzie ci szok i większość szczegółów zapomnisz, a ja? Już zawsze będzie mi to tkwić w głowie. No... Chyba że ktoś pomoże mi zastąpić tę traumę paroma miłymi wspomnieniami. Tylko ciekawe, kto to zrobi , skoro... Ty mnie już w ogóle nie rozpieszczasz. — Kompletnie zignorował fakt, że Anthony w gruncie rzeczy nie miał nawet za bardzo okazji ku temu, aby poprawić mu nastrój w ostatnich dniach. Skoro Shafiq był taki mądry, to niech się teraz tłumaczy, o! — Mogę poczuć się trochę zanie… zaniedba...

Próbował dokończyć, jego kolejne pocałunki składane na jego karku skutecznie go rozpraszały, jakby usta mężczyzny przebijały z chirurgiczną wręcz precyzją każdą bańkę wypełnioną jego przemyśleniami czy drażniącymi komentarzami. Erik wpił się mocniej paznokciami w materac. Dobry Merlinie, wyprawa do pracy chyba faktycznie zostanie zawieszona na etapie planów.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#27
15.08.2024, 17:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2024, 21:32 przez Anthony Shafiq.)  
To zdecydowanie była jego wina i miał tego świadomość. Warunkowanie robiło swoje, a on wpadł w koleinę odruchu z otwartymi ramionami, gdy poziom irytacji na głupoty, które wychodziły z ust jego porannego towarzysza przekroczyły punkt krytyczny. Owszem, po powrocie z kontynentu był nieobecny i niechętny jakimkolwiek zabawom, choćby i tym najbardziej niewinnym. Świadomość istnienia nielegalnej bojówki, w którą uwikłany był Morpheus (i... cóż... kto jeszcze z jego rodziny?), świadomość istnienia zagrożenia, przed którym Jonathan drżał do tego stopnia by przyznać się do jakiegokolwiek popełnionego przez siebie błędu, to wszystko nie sprzyjało temu by zauważyć pewną zmianę w zachowaniu i oczekiwaniach Erika względem dynamiki ich relacji. Podobnie nie sprzyjał kilkudniowy wyjazd Longbottoma z tak lakonicznym wyjaśnieniem, jak tylko się dało. To było mocno niepokojące, ale pojawił się wczoraj w teatrze, został na noc, zgodnie z prośbą Anthony'ego, a teraz, w domowych pieleszach, marudził bezładnie przecząc samemu sobie, gubiąc się w zeznaniach i artykułowanych potrzebach. Shafiq znał tę fałszywą melodię, to on przez praktykę nauczył swojego towarzysza, że jest diablo skuteczna. Dzwonek dzwonił, a apetyt rósł...

— Ojej mój biedny...— pożałował go z emfazą i udawanym współczuciem. W miejsce całujących ust pojawiły się palce drapiące Erika po karku tylko po to, by nieoczekiwanie długim ruchem zatopić się w gęste włosy, w rozczapierzeniu złapać całą głowę, zachłannie, łapczywie. Anthony wychylił się nieco ku nocnej szafce po to, by wolną ręką złapać za jedną z zielonych fiolek. Nie czuł się wybitnie w formie, ale wystarczająco dobrze, by móc podążyć za śpiewem. Zębami odkorkował buteleczkę i sprawnie wlał w siebie jej zawartość, nieprzerwanie masując głowę leżącego obok mężczyzny.

—...mój słodki... —  Dłoń przesunął ponownie na kark i ześlizgnął się w dół, by podrapać go czule pod linią szczęki, po twardym zaroście —... mój niedopieszczony pieseczku, jak mogłem Cię tak zaniedbać?— wymruczał mu wprost do ucha, przesuwając palce przez brodę wprost do rozchylonych warg. Opuszki złożył na miękkim języku, pilnując by z ust krnąbrnego kochanka nie wysmyknęły się już żadne podłe kalumnie. Druga z dłoni powróciła na szyję, w łagodnym masażu, na stwardniałych barkach kciukiem zataczał kręgi, rozmasowywał obolałe miejsca.

— Tyle stresów, tyle nieprzyjemności... — szeptał, nie skąpiąc mu łagodniejszych pocałunków, choć palców z jego ust nie zamierzał najwidoczniej zabierać. —...i jeszcze wczoraj tak bardzo nie dałem Ci odpocząć, za moją sprawą musiałeś pół nocy biegać... cóż za karygodny brak wdzięczności z mojej strony...— Tym razem wgryzł się w niego mocniej, głodny, stęskniony tak samo przecież jak Erik, za ciepłem, za drżeniem, za zawłaszczeniem.

Wtedy dopiero uwolnił go, chociaż tylko na moment, na krótką chwilę rozsupłania paska miekkiej bawełnianej yukaty. Najwidoczniej uznał go za lepszy knebel, najwidoczniej potrzebował obu rąk by móc okazać wdzięczność swojemu bolejącemu na brak atencji wybawcy. Nie zacisnął jednak materiału mocno, z wyczuciem, tylko tyle żeby przyblokować możliwość wypchnięcia go językiem, wystarczająco by utrudnić mówienie. Erik powiedział już dość.
— Za moment Cie nakramię najdroższy, ale najpierw pozwól... zajmę się Tobą, żebyś mógł w końcu poczuć się odpowiednio zaopiekowany— obiecał jeszcze, nim zsunął z bioder leżącego niepotrzebną już zupełnie warstwę ubrania.

Koniec sesji

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (9555), Erik Longbottom (6860)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa