09.09.2024, 22:45 ✶
— O, tak! Cedric bardzo by się tutaj przydał — rzucił podekscytowany Cameron, uśmiechając się szeroko. — T-tylko dobrze by było powiedzieć mu, że też nie musi w tym celu robić nadgodzin. — Wziął się pod boki. — On już i tak ma wyrzuty sumienia, że za mało czasu spędza na dodatkowych dyżurach. A co chwilę mu mówię, że powinien bardziej o siebie dbać, bo jak się zajedzie, to n-nikomu na dobrą sprawę nie pomoże, co nie?
Zamrugał parokrotnie, nagle zdając sobie sprawę z tego, że nieco za bardzo tworzył się przez Bulstrode. Ech, co mógł poradzić na to, że martwił się o swoich najbliższych, w tym także rodzeństwo? Dalej pamiętał, kiedy do Hogwartu dotarło wydanie Proroka Codziennego relacjonujące jedne z pierwszych napadów Śmierciożerców na czarodziejów magicznym Londynie. Siedział wówczas jak na szpilkach, oczekując na jakiekolwiek listy z domu. Nie żeby nie wierzył w umiejętności swojego rodzeństwa czy ich instynkt samozachowawczy.
Po prostu miał wrażenie, że w przypadkach ataków czarnoksiężników na miasto, dużo większą rolę odgrywało szczęście. A z tym u Lupinów bywało różnie. Wystarczyło spojrzeć, jak wyglądała sytuacja związkowa jego rodzeństwa. Cedric zerwał kontakt z Dandelion, a Cecylia... Chyba już od jakiegoś czasu nie spotykała się z Sillym? Pokręcił powoli głową. Już sam nie wiedział, jaka była sytuacja u dziewczyny, jednak nie wydawała się przesadnie przeżywać tego rozstania, skoro codziennie obsługiwała klientów w aptece.
Ech, może powinien zaproponować włączenie jej do zespołu badawczego? W aptece spędzała czas przede wszystkim w towarzystwie krewnych, więc może wyjście do ludzi by jej pomogło? Poza tym miała talent do pracy z eliksirami... Mimo wszystko Cameron powstrzymał się od przywołaniem osoby swojej siostry na głos. Miał dziwne wrażenie, że zaproszenie Florence tyczyło się przede wszystkim pracowników Szpitala św. Munga. Trochę szkoda.
— Tak, jestem — potwierdził zgodnie, chowając ręce za plecami i skłaniając lekko głowę przed uzdrowicielką.
Czyż to nie było spełnienie jego skrytych marzeń? Chociaż praca w laboratorium nie należała do najłatwiejszych, tak przynosiła mu bardzo dużą satysfakcję. A teraz, gdy wyszło jeszcze na jaw, że mógłby w jakiś sposób pomóc Heather z jej magicznym problemem... Gra zaczynała być naprawdę warta świeczki. Zwłaszcza jeśli do zespołu dołączą także inni specjaliści z innych gabinetów szpitala. Och, nie mógł się już doczekać wspólnej pracy.
— No to... Bierzmy się do roboty.
Uśmiechnął się minimalnie, po czym strzelił kostkami palców i obszedł stanowisko pracy, stając obok Bulstrode, wsłuchując się uważnie w jej polecenia. Czyżby to był ten moment o którym kiedyś będą pisać w podręcznikach medycznych na temat leczenia starożytnych klątw? Kto wie... Kto wie... Na razie byli skazani na działanie pod ciągłym znakiem zapytania, dopóki nie uda im się wyciągnąć jakichś wniosków z poszczególnych prób i testów. Pozostawało tylko liczyć, że te nadejdą szybciej niż później, a ich badania nie zostaną skazane na zapomnienie i wylądowanie w jakimś zakurzonym archiwum Szpitala św. Munga.
Zamrugał parokrotnie, nagle zdając sobie sprawę z tego, że nieco za bardzo tworzył się przez Bulstrode. Ech, co mógł poradzić na to, że martwił się o swoich najbliższych, w tym także rodzeństwo? Dalej pamiętał, kiedy do Hogwartu dotarło wydanie Proroka Codziennego relacjonujące jedne z pierwszych napadów Śmierciożerców na czarodziejów magicznym Londynie. Siedział wówczas jak na szpilkach, oczekując na jakiekolwiek listy z domu. Nie żeby nie wierzył w umiejętności swojego rodzeństwa czy ich instynkt samozachowawczy.
Po prostu miał wrażenie, że w przypadkach ataków czarnoksiężników na miasto, dużo większą rolę odgrywało szczęście. A z tym u Lupinów bywało różnie. Wystarczyło spojrzeć, jak wyglądała sytuacja związkowa jego rodzeństwa. Cedric zerwał kontakt z Dandelion, a Cecylia... Chyba już od jakiegoś czasu nie spotykała się z Sillym? Pokręcił powoli głową. Już sam nie wiedział, jaka była sytuacja u dziewczyny, jednak nie wydawała się przesadnie przeżywać tego rozstania, skoro codziennie obsługiwała klientów w aptece.
Ech, może powinien zaproponować włączenie jej do zespołu badawczego? W aptece spędzała czas przede wszystkim w towarzystwie krewnych, więc może wyjście do ludzi by jej pomogło? Poza tym miała talent do pracy z eliksirami... Mimo wszystko Cameron powstrzymał się od przywołaniem osoby swojej siostry na głos. Miał dziwne wrażenie, że zaproszenie Florence tyczyło się przede wszystkim pracowników Szpitala św. Munga. Trochę szkoda.
— Tak, jestem — potwierdził zgodnie, chowając ręce za plecami i skłaniając lekko głowę przed uzdrowicielką.
Czyż to nie było spełnienie jego skrytych marzeń? Chociaż praca w laboratorium nie należała do najłatwiejszych, tak przynosiła mu bardzo dużą satysfakcję. A teraz, gdy wyszło jeszcze na jaw, że mógłby w jakiś sposób pomóc Heather z jej magicznym problemem... Gra zaczynała być naprawdę warta świeczki. Zwłaszcza jeśli do zespołu dołączą także inni specjaliści z innych gabinetów szpitala. Och, nie mógł się już doczekać wspólnej pracy.
— No to... Bierzmy się do roboty.
Uśmiechnął się minimalnie, po czym strzelił kostkami palców i obszedł stanowisko pracy, stając obok Bulstrode, wsłuchując się uważnie w jej polecenia. Czyżby to był ten moment o którym kiedyś będą pisać w podręcznikach medycznych na temat leczenia starożytnych klątw? Kto wie... Kto wie... Na razie byli skazani na działanie pod ciągłym znakiem zapytania, dopóki nie uda im się wyciągnąć jakichś wniosków z poszczególnych prób i testów. Pozostawało tylko liczyć, że te nadejdą szybciej niż później, a ich badania nie zostaną skazane na zapomnienie i wylądowanie w jakimś zakurzonym archiwum Szpitala św. Munga.
Koniec sesji