03.11.2024, 13:20 ✶
– Czasami mam wrażenie, że masz jakieś bardzo konkretne zdanie o Prewettach – powiedział z uśmiechem, bo... Bo no w sumie to on też miał pewne zdanie o Longbottomach, nawet jeśli nie całkowicie poważne. – Dziękuję. – Za to, że nie naciskała. Może i nie powinien tego wszystkiego tak w sobie trzymać, ale... Ale chyba tak mu było dzisiaj łatwiej, niż gdyby po prostu wyrzucił z siebie wszystko, bo miał dziwne wrażenie, że gdyby chociaż na chwilę pozwolił słowa popłynąć, płynęłyby już bez końca, tak że pewnie zrobiłby z siebie jeszcze przed Brenną idiotę. A nie chciał też zarzucać jej za bardzo swoimi problemami.
– Chyba, że ciastko będzie miało na sobie klą... – Oczywiście, że na słowo klątwa podeszła do nich kelnerka i niemal nie upuściła na nich zamówienie. – Nic się nie stało – zapewnił ją, gdy już dotarło do niego, że nie będą musieli wybierać się z Brenną do Munga ze względu na poparzenia. Już widział jak Florence dowiaduje się, że jej kuzyn, który zapewniał, że wszystko z nim było dobrze, nie dość że skończył poparzony herbatą, to jeszcze przez cały czas nakładania opatrunków nie chciał puścić ręki jakiejś Longbottom. A tak poza tym to miał być przecież dzisiaj na rozprawie sądowej.
Skinął głową, zgadzając się na plan Brenny, wspólnie z nią nalewając herbaty do ich kubków, tak, że o dziwo nic się nawet nie rozlało. Gdyby chcieli byliby naprawę imponującą przesłodzoną parą, która odmawiała puszczenia swoich dłoni nawet na chwilę. To znaczy na całe szczęście parą nie byli.
– Tak. Zdecydowanie tak sądzę. – Nie że się znam na tym, ale jednak trochę się znam na tym.
To był głupi dzień. Naprawdę głupi dzień, pełen niespodziewanych piątków siedemnastego, głupich rozprawy sądowych i kelnerek, które chciały najwyraźniej pomóc rozpalić ogień miłości, którego przecież nie było. A jednak... A jednak skłamałbym, gdyby powiedział, że gdy zaczął rozmawiać z Brenną o ostatnim dziwnym przypadku w Mungu, popijając herbatę i jedząc ciastka, nie polepszyło mu to chociaż trochę humoru. Bo poprawiło i to zdecydowanie. Przynajmniej na tę kilka godzin, zanim ich dłonie nie zostały rozklejone, a on wrócił do swoich starych zmartwień.
– Chyba, że ciastko będzie miało na sobie klą... – Oczywiście, że na słowo klątwa podeszła do nich kelnerka i niemal nie upuściła na nich zamówienie. – Nic się nie stało – zapewnił ją, gdy już dotarło do niego, że nie będą musieli wybierać się z Brenną do Munga ze względu na poparzenia. Już widział jak Florence dowiaduje się, że jej kuzyn, który zapewniał, że wszystko z nim było dobrze, nie dość że skończył poparzony herbatą, to jeszcze przez cały czas nakładania opatrunków nie chciał puścić ręki jakiejś Longbottom. A tak poza tym to miał być przecież dzisiaj na rozprawie sądowej.
Skinął głową, zgadzając się na plan Brenny, wspólnie z nią nalewając herbaty do ich kubków, tak, że o dziwo nic się nawet nie rozlało. Gdyby chcieli byliby naprawę imponującą przesłodzoną parą, która odmawiała puszczenia swoich dłoni nawet na chwilę. To znaczy na całe szczęście parą nie byli.
– Tak. Zdecydowanie tak sądzę. – Nie że się znam na tym, ale jednak trochę się znam na tym.
To był głupi dzień. Naprawdę głupi dzień, pełen niespodziewanych piątków siedemnastego, głupich rozprawy sądowych i kelnerek, które chciały najwyraźniej pomóc rozpalić ogień miłości, którego przecież nie było. A jednak... A jednak skłamałbym, gdyby powiedział, że gdy zaczął rozmawiać z Brenną o ostatnim dziwnym przypadku w Mungu, popijając herbatę i jedząc ciastka, nie polepszyło mu to chociaż trochę humoru. Bo poprawiło i to zdecydowanie. Przynajmniej na tę kilka godzin, zanim ich dłonie nie zostały rozklejone, a on wrócił do swoich starych zmartwień.
Koniec sesji