• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [10.7.72, Epping Forest] Miłości Żar

[10.7.72, Epping Forest] Miłości Żar
pies wojny
i get mean when i'm nervous
just like a bad dog
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
bandzior
Krótko przystrzyżony szatyn, o gęstych brwiach i dłuższych bokobrodach. Bez zarostu za to niedokładnie ogolony, jakby od tępej brzytwy. W rozciągniętym swetrze w dodatku podziurawionym. Sprawia wrażenie bezdomnego, jednak dobrze zbudowanego, wysokiego[187] i o pełnym, bielutkim uzębieniu. Niesie za sobą nieprzyjemną woń wilgoci i zmokłego kundla. Zielone oczy ze smutnym spojrzeniem, zwykle wbitym gdzieś pod nogi.

Maddox Greyback
#11
16.10.2024, 19:57  ✶  

Tym ostatnim tekstem odrobinę go rozczuliła. Do tego stopnia, że o mały włos, a z tej kontrolowanej przemiany wyszło tyle co żałosne ni to ludzkie, ni to już wilkołacze powarkiwanie. W ostatniej chwili jednak, zanim wydarzyło się coś niekontrolowanego, albo coś o czym Faye nie dałaby mu nigdy zapomnieć, spiął się w sobie i wyciągnął bestię na zewnątrz. Jak zwykle zrobił przy tym odrobinę hałasu, bo przemiany nigdy nie należały do czegoś najprzyjemniejszego. Było to wręcz bolesne odczucie, bo taka nagła zmiana formy, właściwie całej swojej budowy ciała, nadwyrężała jego wytrzymałość. W sumie to mogłoby nawet wyjść z tego coś zabawnego, gdyby nie udałoby mu się przemienić w tą zakichaną hybrydę, a Trevers i tak wybiegłaby w stronę obozowiczów. Pewnie sama musiałaby się przemienić w przeklętą, tylko taką nieco bardziej uroczą, niż on. Właściwie mogłaby zawsze to robić z jakimś malutkim, kwiatuszkiem za uchem, by dopełnić tego obrazka.

Przytomność odzyskana, więc mógł działać. Najpierw usłyszał wołania Fajki, bo jej głos wyłapywał o wiele szybciej, niż wszystkie inne w tej sytuacji. Po prostu dobrze znał te melodię i był bardziej wyczulony na jej dźwięk, bardziej wrażliwy. Bandziory pewnie już byli wstępnie przestraszeni, bo nieludzkie odgłosy przemiany w hybrydę, nie było czymś co napełniało optymizmem. A jeśli coś napełniało to prędzej gacie kałem. Nie kazał im długo czekać na swoje objawienie i wyskoczył z krzaków z pełnym impetem. Lądując na wprost bandy, zaryczał przeraźliwie na całe gardło, szczerząc przy tym kły i prezentując ostre szpony. Zgodził się na prośbę brunetki, więc w pierwszej kolejności chciał ich skutecznie przerazić, żeby sami przed nim spierdolili, niżeli faktycznie miał im robić jakąś krzywdę.


Rzut Z 1d100 - 66
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana


Jednak nie zamierzał się zatrzymywać, bo szybko dostrzegł, że Fajka jakoś zbyt szybko wyszła z roli. Wmieszała się w wycofującą się grupę i najwidoczniej zniknęła gdzieś w namiotach, bo nie potrafił jej dostrzec. Dlatego zaczął ściągać płachty materiału, jedna konstrukcja po drugiej. W końcu przy której próbie rzuciła mu się w oczy. I szczerze nie do końca mu się spodobało to co dostrzegł. To on tutaj naraża się dla ich dwójki, wystawiając się na przeciw kilku, może kilkunastu różdżek, właściwie to na jej prośbę, nie atakuje tylko straszy, przez co bardziej się naraża na oberwanie zaklęciem, a ona co? Rzuca się najpierw po te jaja, zamiast spróbować wspierać go w nastraszeniu gnojów? Oj nie ładnie, bardzo nie ładnie. Doskoczył do niej i chwycił ją za ramię, solidnym uściskiem, ale uważając żeby nie zrobić jej krzywdy. W końcu był jeszcze przez chwilę nieco silniejszy, niż zwykły czarodziej. Zawarczał przez zaciśnięte kły, wyraźnie sugerując, że to co robi mu się nie podoba. Drugie łapsko z kolei wyciągnął przed siebie, jasno sugerując żeby oddała mu to co przed chwilą zamroziła. Inaczej mogli się nie rozstać tak czule, jak się powitali.

Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#12
18.10.2024, 17:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2024, 21:01 przez Faye Travers.)  
Czy zbyt szybko wyszła z roli? Cóż... Być może błysk jaj, który dostrzegła kątem oka, a być może po prostu od początku była nastawiona na jeden cel. Tak naprawdę do Faye nie zamierzała dłużej zgrywać przerażonej damy w opałach, jeżeli nie było takiej potrzeby. A nie było, bo mężczyźni niezwykle szybko uznali, że należy ratować siebie, a nie jakąś damulkę, która nagle wyskoczyła z krzaków. Zapewne gdyby byli bardziej odważni lub bardziej trzeźwi to pewnie by się zorientowali, że coś jest nie tak, ale... Hm.

Faye zamierzała przymknąć oko na to, co by wyprawiał Maddox za jej plecami. Póki nie słyszała krzyków agonii, gdy jego kły rozgryzałyby gardła, mógł robić co chciał. Bawić się z nimi w berka, gonić po lesie a być może nawet któregoś złapać. Travers nie była głupia, doskonale wiedziała, że mieli zupełnie inny kompas moralny i gdyby to był ktokolwiek inny, to nie pozwoliłaby na tego typu zabawy. Ale to nie był byle kto, to był Maddox, osoba którą znała. Osoba, która przystała na kompromis, mimo że niezwykle niechętnie. Może nie powinna, ale mu ufała. I chyba naprawdę powinna przemyśleć swoje wartości i postępowanie, bo spodziewała się, że usłyszy wycie i warkoty, a nie trzask rozwalanych namiotów, które złożono niechlujnie i naprędce tak, że pod wpływem wilkołaczej postaci łamały się jak zapałki. Drgnęła, wychwytując kątem oka ruch, by skrzywić się, gdy poczuła mocny uścisk łapy na swoim ramieniu.
- Nie gonisz ich? - zapytała zdziwiona, z początku nie rozumiejąc kompletnie, o co mu chodziło. No przecież mieli umowę, prawda? Ona udaje, że się go boi, a on straszy aspirujących alchemików, by wydrzeć im z gardeł recepturę swojego ojca. A jednak stał teraz przed nią, ściskając mocno za ramię, a drugą łapę wyciągał po... Po co? - Co jest?
Zmarszczyła brwi, widząc wyciągnięte łapsko. Chyba nie...?
- O nie, nie myśl o tym nawet - warknęła, zaciskając szczęki tak mocno, że chyba nawet zgrzytnęła zębami. Tak, tylko ona mogła się kłócić z kimś, kto był w wilkołaczej formie. Chociaż nie, to nie była nawet kłótnia. W jej ustach to brzmiało jak prośba - nawet nie ostrzeżenie, tylko prośba. Nie myśl o tym, nie zabieraj tego, po co przyszłam.
pies wojny
i get mean when i'm nervous
just like a bad dog
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
bandzior
Krótko przystrzyżony szatyn, o gęstych brwiach i dłuższych bokobrodach. Bez zarostu za to niedokładnie ogolony, jakby od tępej brzytwy. W rozciągniętym swetrze w dodatku podziurawionym. Sprawia wrażenie bezdomnego, jednak dobrze zbudowanego, wysokiego[187] i o pełnym, bielutkim uzębieniu. Niesie za sobą nieprzyjemną woń wilgoci i zmokłego kundla. Zielone oczy ze smutnym spojrzeniem, zwykle wbitym gdzieś pod nogi.

Maddox Greyback
#13
20.10.2024, 19:59  ✶  

Przede wszystkim liczył, że dołączy do niego w przeganianiu tych całych kłusowników. Skoro zarówno on jak i ona chcieli się do nich dobrać, albo przynajmniej obojgu z nich zależało na czymś co posiadali, to jasne było dla niego że będą w tym siedzieć do końca. Tymczasem Fajka przyświeciła przez moment śliczną buźką i zostawiła go w tyle. A przecież po drodze mogło spieprzyć się całkiem sporo rzeczy. Na przykład to, że wymuszona przemiana wcale nie musiała mu się akurat teraz udać. Wtedy też zostawiłaby go samemu na przeciwko tuzinowi, czy może nawet więcej śmierdzących chamów? Albo któryś z tych awanturników mógł jednak nie wystraszyć się na am jego widok i dostałby odpowiednio silnym zaklęciem w pysk i tyle byłoby po Maddoxie.

No poczuł się delikatnie oszukany w tym momencie. Tym bardziej, że cholera miał do niej słabość. Był tylko facetem w poszarpanym swetrze i miał słabość do swojej pierwszej dziewczyny, nawet jeśli nią nie była od dobrych paru lat. I znowu ten sam błąd. Znowu zaufał kobiecie. Nawet nie musiał zbyt długo na niego naciskać, żeby odpuścił z pierwotnego planu pomordowania tych kolesi, tak jak właściwie kazał mu jego ojciec, wysyłając go tutaj. Dla niej nie potrafił być zbyt długo asertywny, a jego stanowczość truchlała, kiedy znowu zwracała się do niego tym samym tonem, którym urabiała go przed laty. Wtedy jego psie serce jakoś szybko ulegało pod presją.

Opite mordy przegonione, obozowisko rozwalone, zostało tylko powywracać kociołki i zniszczyć zapasy miłosnego eliksiru. O niego głównie chodziło, bo to on mógł napsuć krwi w interesie Fenrisa, bo klienci poszliby oczywiście do tego kto oferował lepszą cenę. No i wydawało się, że zaraz będzie po akcji, ale Feya musiał odstawić egocentryczkę, a on głupi łudził się, że działali w jednej drużynie. Nawet przestał warczeć, kiedy zrobiła te swoje wielkie oczy. Pieprzona manipulantka. Że też musiało mu zależeć na takiej podstępnej żmii. Zawahał się na moment, bo najwidoczniej nie był, aż taki interesowny jak ona. Jemu zależało na czymś więcej, niż kilka zakichanych jaj jakiś magicznych węży. Ale koniec z tym, drugi raz nie nabierze się na ten sam trick. Przynajmniej nie tego samego dnia.

Znowu zaczął szczerzyć gniewnie kły. Szarpnął nią mocniej, przyciągając do siebie. Potem wilczym łapskiem chwycił w talii, a drugim za szyję. Wkurwiła go i zamierzał te jej oczy(kurwa jak on ich chciał dla siebie) pozbyć się z jej buźki. Obezwładniając ją chciał sprowokować ją do przemiany, żeby przestała rzucać ten czas ze swojego spojrzenia. Bez tych kocich ślepi o wiele łatwiej będzie mu się z nią skonfrontować. No i walka będzie uczciwa, jeśli oboje będą w formie hybrydy. Nie chciał żeby to tak się skończyło, ale nie da z siebie robić więcej gamonia.

Wtem jednak coś się zmieniło. Najpierw zauważył, że zrobiło się jakby ciemniej. Wszystko nagle przycichło. Szum drzew, śpiew ptaków, nawet jakby liście przestały opadać z drzew. Podniósł pysk w górę i zrozumiał. To co ujrzał, było nawet piękniejsze, niż Feya. Do tego stopnia, że puścił ją, nie z własnej intencji, ale krótkie spojrzenie na pełne zaćmienie słońca było niemalże obezwładniające. Wszystko inne nagle przestało mieć znaczenie. Mimowolnie na widok księżyca, jakaś część zwierzęcego instynktu wzięła nad nim górę. Nie mógł się oprzeć i po prostu zaczął wyć, jak to wilki miały w swojej naturze. Nie trwało to długo, bo jego limit w postaci wilkołaka nadszedł końcowi. Jego wycie zostało przerwane przez transformację w swoją zwykłą, człowieczą powłokę. To również nie obyło się bezdźwięcznie. Najpierw psie skomlenie z bólu, potem warkot przemieszany z ludzkimi jękami. Przykląkł na jedno kolano, sparaliżowany na moment bólem. Dyszał i sapał głośno, próbując uspokoić rozedrgany organizm.

To jednak sprawiło, że znowu oprzytomniał. Spojrzał znowu na Treversówne, jednak jego spojrzenie było już tak gniewne, za to pełne pożądania. Najpierw uśmiechnął się zadziornie. - Weź sobie je... - rzucił lekko ochrypniętym głosem. Miał na myśli oczywiście te pożalsięboże jaja Popiełków. - Ale ja też coś muszę z tego mieć. I znowu uśmiech rzucający jej wyzwanie. To jedyny taki moment w ich życiu, kiedy mieli szansę zobaczyć księżyc górujący nad słońcem. Drugiej takiej szansy nie będzie, więc dobrze byłoby to uczcić, prawda? Niedaleko nich leżała nawet jakaś butelczyna podłej butelczyny. Nada się i taka, dlatego schylił się po nią, odkorkował i przechylił w nieco ordynarny sposób. Alkohol przelwał mu się kącikami ust, ale nic sobie z tego nie robił. I tak już stał tam nago, bo rozerwane ubrania od przemiany zostały gdzieś w zaroślach. A skoro i tak stała już tak blisko niego, to pocałował ją krótko. Tak żeby wysondować, sprawdzić jej reakcję. To chyba całkiem uczciwy układ, czyż nie?

Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#14
21.10.2024, 11:03  ✶  
Być może po prostu tak wierzyła w jego umiejętności, że nie pomyślała o tym, by dołączyć do tej całej maskarady? A może po prostu była durna i nie skojarzyła, że właśnie o to mu chodziło. Na dwoje babka wróżyła. Patrzyła teraz na niego uważnie, przyciskając zamrożone jaja popiełków do piersi, nie mając pojęcia, że w jakikolwiek sposób nim manipuluje. Wszystko to, co robiła, wynikało z jej słabości do niego - nigdy nie naciskałaby na niego umyślnie, nigdy nie chciałaby, by robił coś dla niej wbrew sobie. Jedyne co, to... Prosiła. Prosiła, by się zastanowił, by rozważył wszystkie za i przeciw. Bo traktowała go jak człowieka, nie jak bezmyślnego psa, którego celem było skakanie i wykonywanie rozkazów. Czy to można było nazwać urabianiem, manipulacją? Bo chciała, żeby miał swój własny rozum i podążał za swoim sumieniem, w zgodzie z własnym sumieniem? Które przecież musiał mieć, bo w innym przypadku zapewne nie zdążyłaby się przemienić, a jej martwe ciało leżałoby na ziemi, brocząc listowie posoką.
- Dox... - powiedziała cicho, czując zaciskające się szpony na gardle. W jej oczach błysnęło niezrozumienie. Nie strach, nie wściekłość a zwyczajne niezrozumienie. O co mu znowu chodziło? Przecież taki był plan, prawda? Dlaczego znowu robił coś takiego? Chociaż inaczej: co ona zrobiła, by znowu go wkurwić, i to zupełnie nieświadomie? Po raz setny chyba na przestrzeni tych wszystkich lat, które ze sobą spędzili. Widziała wściekłość w wilczych oczach, wściekłość z którą zderzała się już wcześniej. Ale tym razem ta była inna, jakby ostateczna. I chyba dopiero teraz zrozumiała, że jeżeli nie zdecyduje się dołączyć do niego w innej postaci, to po prostu wbije jej pazury w gardło i wyrwie tchawicę. Była gotowa do tego, by się przemienić, palce nerwowo zaciskały się na zdobyczy a ona gotowała się do tego, by uwolnić bestię po to, by ratować własne życie.

Lecz wtedy słońce zaszło, przesłonięte ciemnym kształtem. Na moment otuliła ich ciemność, a ona poczuła że uścisk na jej ciele się rozluźnia. Usłyszała wycie, od którego dreszcz przeszedł jej po plecach. Mogła pozostawać w swojej postaci, tej ludzkiej, lecz ciężko było oprzeć się pokusie, by zareagować na ten pierwotny zew. Drgnęła, gdy znowu była wolna. Widząc przemieniającego się mężczyzną, odłożyła jaja na bok. Wiedziała, jak bardzo to jest bolesne i jak wiele wysiłku wymaga. Wiedziała, że będzie po tym obolały, zmęczony i rozchwiany. A już wcześniej był wściekły, nie zamierzała więc go w żaden sposób prowokować.
- Przecież ich nie potrzebowałeś, prawda? - powiedziała, podchodząc ostrożnie do klęczącego na ziemi Maddoxa. Ona chyba nigdy go nie zrozumie. Skróciła dystans, lecz on już znalazł sposób, by poradzić sobie z szokiem, ogarniającym jego organizm. Alkohol, oczywiście. I to tak podły. Skrzywiła się. - Musisz mieć żołądek ze stali, jeżeli chcesz pić to gówno.
Gdyby miała, poczęstowałaby go czymś lepszym. Przecież od tej podłej berbeluchy się zatruje. Cholera wie, co znajdowało się w płynie, kołyszącym się na dnie butelki. Czy spodziewała się pocałunku? Nie, prędzej ciosu w potylicę za to, co zrobiła, chociaż nadal do niej nie docierało, o co tak się ciskał. Nie mogła jednak powiedzieć, że tego nie chciała. Zawsze miała do niego słabość, nawet jeżeli się kłócili i to w tak agresywny sposób, jak przed chwilą. Czy gdyby jednak doszło do przemiany, to którekolwiek z nich by przeżyło? To było pytanie, które po raz kolejny sobie zadawała, bo to nie była przecież pierwsza taka sytuacja w życiu tej dwójki.
- Wiesz, że mogłeś od tego zacząć? - powiedziała cicho, przerywając pocałunek by nabrać powietrza. - Nie jestem niczym na wymianę, Maddox. Żadne "Faye za jaja popiełków", durniu.
I pewnie gdyby to był ktokolwiek inny, to by się po prostu teleportowała. Ale to był on. A przy nim traciła rozsądek, chociaż skłamałaby, gdyby powiedziała, że normalnie miała go dużo. Zarzuciła dłonie na jego nagie ramiona, drżące i obolałe po przemianie.
- Czemu zawsze wszystko sprowadzasz do jakiejś wymiany, zamiast po prostu poprosić? - zapytała cicho z wyrzutem, ale nie oczekiwała odpowiedzi. W zasadzie to nie zamierzała mu pozwolić na udzielenie jej. Zamknęła mu usta pocałunkiem, by nawet przez myśl nie przeszło Maddoxowi, by odpowiadać, bo zaraz zepsuje tę chwilę i cały czar pryśnie jak bańka mydlana. Układ jak układ - ona nie potrzebowała układów, by pozwolić sobie na to, co robili. Lecz jeżeli mu było tak łatwiej, to niech będzie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Faye Travers (4408), Maddox Greyback (4402)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa