• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ranek 23.08.1972] Bajka o Dante | Victoria & Atreus & Laurent

[ranek 23.08.1972] Bajka o Dante | Victoria & Atreus & Laurent
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#21
10.03.2025, 06:52  ✶  
Atreus nawet nie przejmował się tym, jak Laurent traktował Victorię i z jakiegoś powodu nie stroszył sie cały, w imieniu Sauriela, gotowy wydać wyrok że panna Lestrange najwyraźniej nie wiedziała co ze sobą zrobić. Z resztą, ufał Laurentowi i cokolwiek było między tą dwójką, nie przebijało się przez cały ten ból, który teraz czuli. To była troska i auror zwyczajnie dostrzegał szczerość gestów, jakimi Laurie obdarowywał swoją przyjaciółkę.

Pokiwał głową na jego słowa, wyczuwając w nim szczere intencje, a nie kolejną próbę odwrócenia od siebie uwagi i schowania się za nimi. Było w tym może wciąż odrobinę zbyt dużo słodyczy, ale cóż, nie mogli mieć wszystkiego.

- Nic nie szkodzi - odpowiedział jej, zerkając w jej stronę i podchwytując posłane mu spojrzenie. Nagle jakby nieco bardziej zmęczony niż wcześniej. Ale nawet jeśli jego ton był miękki czy wręcz delikatny, jakaś złośliwa jego część mimo tego krzyczała gdzieś w środku, że bardzo dobrze iż przepraszała go za sposób dostarczenia tej wiadomości. Bo był absolutnie okropny.

- Masz kogoś zaufanego, kto pomoże ci w opanowaniu kryzysu uciekających abraksanów? - zwrócił się ponownie do Laurenta, strzepując z roztargnieniem popiół z żarzącego się wciąż papierosa. Ważne, żeby to była osoba, która nie tylko pomoże mu te wszystkie konie pozbierać i zaprowadzić do domu, ale dodatkowo w razie potrzeby zajmie się nim. Może przez Atreusa przemawiała teraz nadmierna wręcz troska, protekcjonalność wręcz, ale nie chciał by Prewett musiał się z tym wszystkim zmagać sam, bez kogoś bliskiego. Szczególnie że Victoria musiała zająć się sobą, a on wiedział, że nie byłby w stanie tu długo wysiedzieć. Nie wspominając już o tym, że ręki do koni to on absolutnie nie miał.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
10.03.2025, 19:22  ✶  

Kiedy coś złego się dzieje to ostatnia rzecz, jakiej chcesz, to żeby u wszystkich innych działo się dokładnie to samo. Jakaś klęska, jakaś tragedia, która grubymi nićmi przeszywała skórę i łączyła te obrazki. Powinny zostać rozdzielone. Victoria nie powinna brać na barki ciężaru tego, co się dzieje w New Forest, kiedy ledwo radziła sobie z doświadczoną stratą. To samo tyczyło się Atreusa. Tak, przekazanie tych informacji było okropne, było z pewnością nieoczekiwane. Przychodzisz posłuchać o klęsce swojego kuzyna, a jeszcze w bonusie prezentują ci śmierć twojego przyjaciela. Wspaniały dzień. Ciężko było nie myśleć, że stało się jego całkowitą ruiną.

Laurent sobie nawet nie zdawał sprawy do końca, jak rzadko tak naprawdę Victoria płakała. Chyba dlatego, że widział ją w takim stanie nie raz i nie dwa, a nigdy nie oceniał. Nie było takiego czasu ani przestrzeni, w której ta kobieta miałaby czuć się źle przez odepchnięcie czy ocenę rzekomej słabości. Płacz słabością nie był.

- Tak... byłbym wdzięczny. Chociaż na parę dni. - Paradoksalnie łatwiej było mu poradzić sobie z Dumą niż z Divą. Kot nie funkcjonował jak pies - nie możesz go zawołać do budy i kazać mu zostać, nie wystarczyło go wyprowadzić na spacer. Brakowało tylko tego, żeby w tym całym zamieszaniu coś się jej stało, bo ucieknie na dwór i ktoś zapomni jej wpuścić. Dwa zwierzaki na głowie to też było dodatkowe zobowiązanie. Divę mógł oddać - Dumy nie. Nie ufał chyba nikomu na tyle, żeby tę bestię powierzyć na przechowanie. Vincent i Alexander dobrze sobie z nim radzili, ale to tyle. Z drugiej strony wcale nie chciał zwalać jej na głowę Victorii w tym stanie... Dlatego pierwszy moment odpowiedzi wiązał się z zawahaniem.

- Poradzę sobie. Niedaleko jest doświadczony magizoolog, pomoże mi też z nimi... - Czy to nie był krewny Olivii? A nie, nie krewny - znajomy jej ojca, zresztą gdzie też się poznali i rozpoczęła się ich relacja. - Poradzę sobie z tym. To moja praca. - I potrzebował nawet tej pracy, żeby się czymś zająć. Powoli odsunął się od Victorii i puścił ją, żeby spojrzeć na nią i zaraz się zreflektować. - Migotku! Przynieś nam chusteczki! - Sam wyciągnął swoją, aksamitną, by delikatnie dotknąć nią policzka Victorii i zetrzeć zepsuty makijaż. Migotek rzeczywiście się pojawił, postawił chusteczki na stoliku, skłonił się i zniknął znów. - Daj sobie czas, Victorio. - Powtórzył, żeby teraz czasem kobieta nie wzięła za mocno do siebie słów "ogarnąć się". Powierzył chusteczkę w jej własne dłonie, by sama mogła się doprowadzić do porządku.

To spotkanie było zaskakująco mało owocne i zaskakująco mocno druzgocące.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
11.03.2025, 01:18  ✶  

Lubiła tu przebywać i lubiła zwierzęta. Mogła nie być żadną specjalistką, ale wiedzę posiadała, chciała więc pomóc Laurentowi na ile umiała… ale nikomu się nie przyda w takim  stanie, w jakim się obecnie znajdowała, wiedziała to doskonale. Była też pewna, ze z pewnością zna specjalistów magizoologów, zajmował się tym przecież już od lat, a ona i Atreus, cóż… W najlepszym wypadku mogli robić za mentalne wsparcie. Zobowiązała się zresztą do zabrania ze sobą Divy, by nie przejmował się kolejnym zwierzakiem, kiedy kicia mogła spokojnie przebywać sobie u niej – z jednym z kotów, które znała i z drugim, malutkim i rozbrykanym, w spokoju kamienicy Victorii przechodząc przez ten kryzys. Pamiętała też, że Laurent poprosił ją o eliksiry, gdy tak nalegała, że chce mu pomóc – i teraz to też wyglądało jak wspaniałe lekarstwo na odsunięcie własnych myśli. Więc kto miał pomagać komu…?

– Nie ma problemu, na tyle ile potrzebujesz. Kwiatuszek na pewno się ucieszy – lekko chrząknęła i powiedziała cicho, na powrót patrząc w ten nienaturalny wręcz spokój tego miejsca, tutaj, gdzie te kwiaty zdawały się nie zauważać tragedii, jaka dosięgnęła New Forest. Koty nie wymagały też tak dużo uwagi, zajmowały się sobą same w większości, a tak poza tym, to Lestrange lubiła się nimi otaczać… najwyraźniej.

Nie myślała teraz o takich trywialnych sprawach jak to, że rozmazał jej się makijaż, którym próbowała ukryć zwyczajowe cienie pod oczami, ani o tym, jak te gesty pomiędzy Laurentem i nią mogą wyglądać dla osoby postronnej, że sklejając do kupy plotki na ich temat, jakie pojawiały się to tu, to tam, można sobie wyprojektować całkowicie nieprawdziwy obraz ich relacji, tej obecnej, bo jeszcze rok temu byłoby to całkowicie bliskie prawdy. Spróbowała się uśmiechnąć do Migotka, który ponownie widział ją w tak całkowicie nie wyjściowym stanie, a potem przyjęła od Laurenta chusteczkę, żeby delikatnie dotykając ją przy oczach, wytrzeć je. Na ten moment się uspokoiła, ale czuła, że wystarczy drobna, ulotna myśl, i znowu łzy zbiorą się w kącikach oczu i znowu będzie tak trudno nabrać powietrza. A teraz oddychała zresztą przez usta.

– Nieszczęścia wcale nie chodzą parami, jak to się mówi – odezwała się po chwili. – One chodzą stadami – dokończyła myśl. Nie ruszyła już kawy, ani nie zapaliła kolejnego papierosa.

Jakiś czas później faktycznie wzięła ze sobą Divę, nim skorzystała z kominka w domu Laurenta, by wrócić do siebie. Wszyscy się rozeszli – bo każde z nich miało mnóstwo spraw do przemyślenia… i jeszcze więcej do zagłuszenia, w ten czy inny sposób.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (2776), Laurent Prewett (4028), Victoria Lestrange (4081)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa