Norka uwijała się tego wieczora niczym mrówka. Co chwilę ktoś wpadał do cukierni tylko po to, aby z niej zaraz wypaść. Jej przyjaciele przyprowadzali tutaj bezbronnych ludzi, tych, którzy potrzebowali wsparcia i pomocy, była gotowa dać je wszystkim potrzebującym, więc nie widziała w tym nic złego. Nie czuła zmęczenia, raczej wpadła w pewien rytm. Przechadzała się między stolikami po to, aby dolewać ludziom herbaty, przykrywać kocem, zapytać, czy wszystko u nich w porządku. Dzięki temu udało jej się nie myśleć o tym, że większość z jej bliskich była w niebezpieczeństwie, cóż - miała to szczęście, że wracali do cukierni, więc była w stanie co jakiś czas upewnić się, że jeszcze trzymali się na nogach, że byli cali i zdrowi i że jeszcze walczyli. Nie miała pojęcia, kiedy to się skończy, czy w ogóle miało się skończyć? Czas wydawał się stać w miejscu, sytuacja wcale się nie polepszała. Przynajmniej jak na razie. Nie wiedziała, jak długo to wszystko się utrzyma. Czy wszystkim uda się przetrwać? Jak wielu ludzi miało stracić tej nocy życie? To były trudne pytania i chyba lepiej było ich dzisiaj nie zadawać, nie teraz, pozostawało mieć nadzieję, że uda im się pomóc chociaż części z nich, udzielić schronienia, ustrzec od złego. Nigdy nie wydawało jej się, że była szczególnie silnym człowiekiem, w sytuacjach kryzysowych potrafiła jednak trzymać nerwy na wodzy i jakoś sobie z tym radzić, nie panikowała - wiedziała, że musiała jakoś odnaleźć się w tej nietypowej sytuacji, bo to miejsce należało do niej. To ona była odpowiedzialna za wszystkich, którzy się tutaj znajdowali. Właśnie dlatego starała się zachować te pozory.
Zatrzymała się na moment przy oknie. Jej uwagę przykuł mężczyzna, najprawdopodobniej brygadzista, założyła tak przez to, że miał na sobie ubrany charakterystyczny dla nich mundur. Nie znała go osobiście, pewnie był jakimś kolegą Erika z pracy, wydawało jej się, że musiał być młodszy stażem, bo wyglądał też na młodszego od niego. Miała wrażenie, że się zawiesił, stał w miejscu, wpatrywał się w jeden punkt. Nie wyglądało to zbyt dobrze.
Nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, co robiła. Nie było na to czasu. Wiedziała, że zdarzały się momenty, kiedy ludzie mieli dość, przestawali dawać sobie radę z przytłaczającą ich rzeczywistością. To mógł być taki moment dla tego chłopaka. Miała wielu przyjaciół, którzy piastowali podobne stanowisko do niego, od razu pomyślała sobie o nich. Gdyby znaleźli się w podobnej sytuacji to chciałaby, aby ktoś im pomógł.
Dość szybko ruszyła w stronę drzwi wejściowych, tylko po to, aby znaleźć się na zewnątrz. Otaksowała jeszcze wzrokiem Pokątną - pożary nadal trawiły okolicę. Odetchnęła głęboko, musiała znaleźć się jak najszybciej przy tym mężczyźnie. Na szczęście znajdował się przy cukierni, więc nie było to, aż takim skomplikowanym wyczynem.
- Czy wszystko w porządku? - Odparła, kiedy stanęła tuż przed nim. Miała nadzieję, że usłyszy jej głos, bo wydawał się jej być aktualnie gdzieś indziej - przynajmniej duchem, bo ciałem zdecydowanie stał przed nią.