• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Quintessa & Mille] Mother Love

[Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, Quintessa & Mille] Mother Love
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
08.04.2025, 13:05  ✶  
8-9.09 Spalona Noc
po dwudziestej drugiej

Dotarli z Eden i Alastorem tutaj z Niemagicznego Londynu i rozdzielili się. Jakiekolwiek emocje wzbudzały w niej ostatnie godziny nie miały żadnego znaczenia. Wobec tego co się działo obecnie nic nie miało większego znaczenia. Ratować ludzi. Tylko to jej iskrzyło obecnie w głowie, bo choć nie płonęło jeszcze wszystko to niestety słowo jeszcze było w tym momencie kluczowe.

Miles pognała na Aleję Horyzontalną sprawdzić czy jest tam Quintessa, bo w sumie na Horyzontalnej nie mieli wiele ludzi, ale do Quine można było zawsze wpaść na herbatę i coś na kaca. Kobieta też zawsze kibicowała zapędom artystycznym Miles, chociaż młode wredne dziewczę nie lubiło aż tak z nią siedzieć. Starsze kobiety które kochała miały niezdrowy zwyczaj umierania. Nie było sensu się przywiązywać. Ale teraz teraz nie myślała o tym wcale. Marzyła tylko o tym, żeby się zdziwić. Ten jeden raz dzisiejszej nocy zdziwić się na dobre, nie na złe.

Teraz więc Moody gnała jakby ją sam demon ścigał i nie było to zbyt odległe od prawdy wobec chaosu, którego teraz wciąż  widzieli ledwie preludium. Ale papcio Morfina powiedział, powiedział że świat zapłonie. Nie miała szczęśliwie na tyle mózgu, żeby zbyt wiele w tym momencie myśleć o przeszłości i przyszłości. Liczyło się tylko teraz. Pomagało mugolskie ubranie, t-shirt i pieprzony dres, nie pomagały ścięte włosy majtające się wszędzie przy twarzy. Ręce miała zajęte różdżką i miotłą. Czas czas czas czy kiedykolwiek czuła tak dosadnie DEADline?

– Quiiiiiine!? Q?!! Gdzie jesteś kurwa?! – Drzwi wywaliła z impetem, niemal przewracając się wchodząc, ale głośny trzask nie odbiegał jednak od kakofonii dziejącej się na zewnątrz. Była w amoku nie dostrzegając kobiety w pierwszej chwili przytłoczona koszmarem nabierającym bezwzględnie impetu. Za dużo rzeczy, za dużo gratów, za mało osoby, której szukała. Może była w Dolinie? Może nie było jej tutaj? Drzwi chyba były otwarte. Te wszystkie rzeczy... czy nad ranem będą dotykać tylko popiołów które z nich zostaną? Popiołów i kości...?
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#2
19.05.2025, 00:35  ✶  
Już od samego ranka Tessa czuła, że coś wisi w powietrzu. Nie chodziło o żadne strzelanie w kościach, dzięki któremu mogła przewidzieć, że dzisiaj będzie padać — choć dzisiaj zdecydowanie nie zapowiadało się na deszcz — a o coś bardziej podskórnego. Coś, co wykształca się po latach życia w ciągłym stanie czujności.
Nie zmieniało to jednak faktu, że musiała kontynuować swój dzień zgodnie z odgórnie ustanowioną przez siebie samą rutyną. Zjadła śniadanie, czytając przy okazji poranną gazetę wyrzuconą na jej ganek; wypiła herbatę i dopilnowała, aby Piernik umościł się bezpiecznie w swoim transporterze.
Musiała zabrać go dzisiaj ze sobą do antykwariatu, żeby po zamknięciu sklepu zaciągnąć go do weterynarza. Kocur miał już swoje lata i Tessa ostatnio zaczynała martwić się jego zdrowiem. Przezorny zawsze ubezpieczony, powtarzała sobie, poprawiając koc, na którym leżał Piernik.
Spojrzała po raz ostatni na siebie w lustrze zawieszonym w holu —  poprawiła fryzurę i materiał śliwkowego żakietu. Uznała, że dzisiaj się przejdzie. Trzeba było jednak chociaż trochę rozruszać stare kości, a nawet pomimo okropnej pogody, która na powrót przejmowała całe Wyspy, zdecydowała cieszyć się nadchodzącym dniem.
— Millie! — krzyknęła, wyłaniając się nagle z zaplecza, gdzie pakowała do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Podeszła do niej szybkim krokiem i zaraz chwyciła ją za policzek, oglądając z każdej strony, a potem ułożyła dłonie na jej ramionach. — Wszystko w porządku? Właśnie miałam wychodzić.
Piernik zamiauczał głośno i żałośnie, ocierając się prędko o nogi Millie, a potem czmychnął z powrotem za ladę i prosto w stronę zaplecza.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
19.05.2025, 09:47  ✶  
Quintessa ledwie skończyła mówić, a musiała zmierzyć się z wczepioną w nią gówniarą, która cała trzęsła się z emocji i buzującej w jej żyłach adrenalinie.

- Kurwa bo Ty nic nie wiesz ja pierdole! - zauważyła światle, kiedy ex Longbottomowa zdawała się mieć srogie delulu na temat bieżącej sytuacji i zdawała się wychodzić na jakiś wieczorek brydżowy czy inne gówno, którym zajmują się o tej porze starsi ludzie.

Miles się odsunęła i przeczesała palcami ścięte ostrzem rozkazu Morpheusa włosy. Szczęśliwie nie była Samsonem, żeby stracić swoją siłę - o wiele bardziej przeczołgała ją śpiączka i dwa miesiące w zamknięciu. Trzeba było działać, ale informacje... trzeba było przekazać informacje.

dlaczego ja? tak bardzo kurwa się nie nadaję do zdawania raportów...

- Dobra więc tak ee... jak Cię nie było na zebraniu porpzednim to papcio Morifna powiedział, że miał wizję że wszystko jesieniąpójdzie z dymem i trzeba zbierać wodę czy coś - spotkanie pamiętała jak przez mgłę, w głównych punktach krążących wokół "nie ma Alastora" oraz "czystorkwiste dupki z którymi się rucham całkiem prawdopodobne, że są śmierciożercami" czy też "wszyscy na mnie patrzą" oraz "zaraz zapomnę jak się oddycha" czy też "muszę stąd wypierdalać bo nie dam rady". Była wykurwiście zajebistym źródłem informacji. Taki rzetelnych i sprawdzonych.

- No i zaczęło się tylko boginii zajbała się w akcji i zapomniała wspomnieć że ta jesień to jeszcze przed mabon się wyjebie. Całe niebo nad Londynem nad CAŁYM Londynem zaszło czarnymi chmurami z których pada pojebany czarnomagiczny pył, popiół czy coś. Budynki gdzie jest tego więcej zajmują się ogniem, lada moment na ulice wypełznie to śmierciożercowe robactwo i zacznie sobie karnawał w pełni, ogień przeskakuje między domami, dym zachowuje się dziwnie jest... jest kurwa piekło i będzie jeszcze gorzej. Musimy... musimy się pochować mugolaków, żeby nie było linczu na ulicy. U Nory pewnie będzie jeden punkt, u wiesz u Twojego exa drugi no i ... - rozejrzała się po zagraconym antykwariacie, a potem wyciągnęła różdżkę. [b]- Myślisz... że możemy zrobić tu więcej miejsca i pochować ludzi też u Ciebie? W ogóle... masz jakieś miotły? Będziemy mogli ich tak szybicej przerzucać. Ostatnio wyjebałam się na teleportacji i rozjebałam kolano, jednak bardziej ufam twardemu drągowi między nogami teraz niż temu że mogę się skupić ze swoją rozjebaną[ głową Q../b] - ramiona zadrgały jej niekontrolowanie, ale trzymała się jakoś. Praca, praca, praca... tak powiedziały jej znaki. Żadne refleksja, żadne załamka. Praca. Musiała pracować. Czekała na polecenia królowej tego miejsca, gotowa od razu przekładać rzeczy zgodnie z instrukcją starszej wiedźmy.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#4
23.05.2025, 23:16  ✶  
Tessa zacisnęła mocniej palce na ramionach Millie, aby możliwie zatrzymać jej słowotok lub samej jakkolwiek utrzymać się w strumieniu i nurcie jej całego monologu. Przejeżdżała tylko spojrzeniem od jej oczu do niezamykających się ust. Otworzyła tylko szerzej oczy na krótką wspominkę o były mężu i Norze.
— Słyszałaś coś o Woodym? O Warowni? — wyrzuciła z siebie machinalnie, wręcz lekko drżącym głosem, ale zaraz się opanowała — puściła dziewczynę i potem już jakby jej nie słuchała. Rozejrzała się po antykwariacie, machnąwszy dłonią w stronę Millie. Zanim jednak odwróciła się, aby najwyraźniej ruszyć na poszukiwania wspomnianych przez nią mioteł, chwyciła czarownicę mocno za twarz jedną dłonią i podniosła jej wzrok tak, aby spojrzała jej w oczy.
— Uspokój się — powiedziała jedynie na początku, nie puszczając jej przez kilka sekund. — Świat może się walić, Londyn może płonąć, ale nie pozwolę, żebyś przez buzującą Ci w głowie adrenalinę wleciała w ogień. Pomożemy ludziom i zrobimy to szybko, ale z rozwagą. Nie trać głowy, Millie. Nie będę cię cały czas trzymać za kark.
I potem zamrugała tylko kilkakrotnie, jakby jej słowa same ją zdziwiły. Puściła dziewczynę i naglącym ruchem dłoni kazała jej ruszyć za sobą.
— Mam dokładnie czternaście mioteł, ale cztery z nich są aktualnie u miotlarza w naprawie. Więc dziesięć. Dziesięć mioteł, Millie.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
23.05.2025, 23:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2025, 23:48 przez Millie Moody.)  
Milie była nawykła do bólu, tego psychicznego ale też fizycznego, więc w pierwszej chwili nawet nie ogarnęła, że Tessa ją trzyma jakoś mocniej. Ale jej spojrzenie... och to potrafiło usadzić, nawet bardziej niż wspomniane przez nią później trzymanie karku.

– Ja e... ja nie wiem. Wiesz... Morfina widział że z Warownią nie będzie dobrze. Ale Woody, przecież to kurwa człowiek z azbestu. Nic mu nie będzie! – nie operowała faktami, a głębokim przekonaniem, że tak właśnie jest. Do końca nie kumała relacji między starszyzną zakonową kto z kim dlaczego, wiedziała, że się rozwiedli, ale czemu? Nie wtykała w to nosa bo i nie było powodu, chociaż w sumie to właśnie ich relacja utwierdziła ją w przekonaniu, że nie powinna ruchać się z zakonnikami.

Cóż, obecnie kwestia ruchania była ostatnią na liście ważności.

– Już za późno babciu, on dawno temu się spalił na poprzednim sabacie. W sensie tym jeszcze poprzednim. Dobra chuj nie ważne Qunee powiedz co mam robić, nie chcę Ci się tu rozwalać po przybytku. – ponagliła kobietę, ale też już nie zalewała ją słowami, bo widziała, że Longbottomowa zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i - jak zawsze - staje na wysokości zadania. – Będę kursować pomiędzy punktami i jak czegoś się dowiem to dam Ci znać – dodała pocieszająco a potem umilkła i pozwoliła sobie na sześć, no pięć minut zachwytu miotłami. Zwłaszcza ta największa przykuła ją uwagę, bo dupsko Erika nie lubiło małych patyków, a zakładała, że jej były kapitan szkolnej drużyny ucieszy się z miotły dedykowanej swoim gabarytom.

Zaraz potem, gdy zgromadziły miotły przy wyjściu, a Miles wybrała pięć które zabierze do Nory, w ruch poszły różdżki. Trzeba było zrobić miejsce dla oceleńców, ustalić pierwszy front obrony na wypadek ewentualnego ataku śmierciożerców lub płomieni (lub obu) oraz inne pokoje, gdzie mogły się schować rodziny oraz ranni. Moody zasugerowała też piwnicę dla kilku mugolackich rodzin, które były regularnie nękane i zastraszane przez tych skurwiałych pokurczy. Miles starała się przenosić magią meble tak, żeby nic nie poniszczyć, chociaż kto wiedział w jakim stanie antykwariat będzie prezentował się nad ranem? Z drugiej strony już starsza wiedźma spojrzała na nią w ten sposób przywodzący na myśl najstarsze przedstawicielki rodu po kądzieli i Moody trochę jak uczniak nie zamierzała jej się narażać. Pytanie na ile starczy jej cierpliwości?

Translokacja ◉◉◉◉○, przesuwanie mebli i robienie miejsca na oceleńców

Rzut PO 1d100 - 34
Slaby sukces...

No i na trochę starczyło, elementy wyposażenia lewitowały choć... tu nogę ujebało, tu mocna rysa poszła po lakierze w źle wymierzonej odległości. Miejsca było więcej, ale mogło nie wystarczyć...
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#6
26.05.2025, 23:29  ✶  
Bardzo, naprawdę bardzo starała się niczego nie mówić, kiedy Millie lekką ręką rozporządzała jej całym, zbieranym przez lata meblowym anturażem. Zaciskała tylko usta w cienką linię i podnosiła powoli dłoń z wyciągniętym palcem wskazującym, ale równie prędko ją opuszczała. Starała się tym nie przejmować. To były w końcu tylko meble. Mogła sobie kupić nowe. A ludzkiego życia nie można było odzyskać z pomocą żadnych pieniędzy.
Skupiła się zatem sama na przesuwaniu regałów, ściąganiu większym eksponatów; tych bardziej kruchych, które mogłyby zawadzać przy przyjmowaniu ludzi do środka. Wyciągnęła również zza blatu malutki, obity granatową skórą kajecik, w którym prędko zaczęła zapisywać rzeczy, których potrzebowali, a także skreślała zaraz te, które były już w antykwariacie. Podpatrzyła to trochę od Woody’ego — miała okazję podglądać go kilka razy w pracy jako brygadzistę, kiedy zajmował się sprawami wewnętrznymi w Ministerstwie. Zawsze łaził z notesem pod ręką, nawet jeśli nie zamierzał go użyć. A nuż by się przydał.
Tym samym starała się nie obgryzać paznokci ze stresu. Ze strachu o tego starego idiotę. Co dokładnie działo się w mieście? Czy zarzekał się najpierw, że ma wszystko w dupie, a potem i tak wypiął pierś i bez słowa ruszył w ogień? To brzmiało jak on. I to właśnie przerażało Tessę.
Musiała zapalić.
Stukała nerwowo srebrną stalówką w papeterię notesu i odłożyła go na moment, aby zabrać z zaplecza pudło ze starymi, trochę zakurzonymi kocami. Potem wygrzebała apteczkę, schowaną tuż pod kontuarem, a także inną, którę trzymała w swojej pracowni. Nigdy nie można było mieć pewności, że stary układ runiczny nie krył za sobą magicznej pułapki, która mogła wybuchnąć ci w twarz.
— Millie! — rzuciła machinalnie, krzywiąc się na dźwięk małego sekretarzyka ryjącego dziury w parkiecie. Zaraz potem jednak westchnęła i pokiwała głową, oceniając skutki jej dzieła. Choć może bardziej powinna powiedzieć szkody… — Cóż, dziękuję… Posłuchaj, nie mam u mnie żadnych leków. Mam tylko kilka bandaży, plastrów i proszki na ból głowy. Wiem, że mamy zaklęcia, ale one na nic się zdadzą, jeśli wszyscy będą wykończeni. Musimy powołać się na mugolskie praktyki. Pan Mitchell dwa sklepy ode mnie prowadzi całodobową aptekę, trzeba najpierw sprawdzić jak on się trzyma i czy nie może nam pomóc. Potem wypadałoby zapukać do Mii w sklepie z tekstyliami, powinna oddać nam więcej koców. Mieszka nad sklepem, czasami pracuje do późna. Na koniec… wszyscy starsi ludzie z pobliskich kamienic, którzy nie mogą sami o siebie zadbać. Państwo Heid, Elsie, która prowadzi piekarnię obok i potem Cameronowie obok apteki. Jeśli będą mieli kłopot z opuszczeniem mieszkań albo pomocą — powiedz, że Cię przysłałam. Ty, albo ktokolwiek, kto po nich pójdzie. Powinni posłuchać, jeśli mnie wspomnisz.
Pomasowała skronie, próbując przypomnieć sobie kogo jeszcze powinni poprosić o pomoc. Kogo zgarnąć z ulicy, bądź mieszkania w pierwszej kolejności. Westchnęła, czując nadchodzący ból głowy i machinalnie przesunęła palcami po znamieniu na karku.
— Merlinie, dobrze, damy radę — powiedziała bardziej do siebie. Mówiąc to pokazała Millie listę z wypisanymi nazwiskami i adresami. — Zaklęciami obronnymi zajmiemy się zaraz, tak, to zaraz.

Wykorzystanie przewagi Popularność — interpretuję to w ten sposób, że Tessa po prostu zna ludzi na Horyzontalnej i będą bardziej skłonni pomóc albo przyjść do antykwariatu, jeśli będą wiedzieć, że Longbottomowa tam jest!


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#7
27.05.2025, 12:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2025, 12:56 przez Millie Moody.)  
Miles trochę wiedziała, że nie robi tego za dobrze, ale też robiła dobrą minę do złej gry i ok umówmy się - w chuj jej się spieszyło. No bo jakby nie patrzeć Londyn płonął, a ona nie nawykła totalnie do przestawiania mebli i porządkowania przestrzeni. Chłoszczenie to była domena Nory, a nie Miles Te Skarpetki Wywietrzały I Na Pewno Można Je Znowu Założyć Pranie Nie Znam Moody.

Kiedy wzięła listę od Quintessy to ucieszyła się na nowe zadanie, ale też jej twarz zacięła się w obawie, którą momentalnie z siebie wypluła.

– Dobra okej, pójdę do typa od leków i zajrzę do typiary od kocy, przeniosę koce, a potem spierdalam stąd bo jeszcze muszę zajrzeć do Nory ogarnąć, czasu jest coraz mniej a to się nasila. Dam znać tym tu o.. – oceniła adresy i w głowie kalkulowała trasę przelotu. – Dobra... znam jeszcze tych, to tam też kuknę. Zaklęcia... trzeba by pieczętować na hehe gorąco hehe – nerwowy śmiech wyrwał jej się z gardła, ale jakoś trzeba było spuścić z pary. Z dekla. Stojącego na ogniu. Potrząsnęła głową. – Dobra Quinee, ja to ruchnę teraz, przyślę Ci ludzi, a potem spierdalam do Nory. Postaram się kursować i przekazywać wieści, oraz żeby ktoś z klubu przyszedł do Ciebie i napierdalał w płomienie z kształtowanej wody czy coś. – To mówiąc chwyciła za miotłę. Tak było szybciej, w końcu nie raz nie dwa latała w naprawdę chujowych warunkach. – Masz jakąś magiczną siatę na te leki? Bądź przy wyjściu, żeby przejmować ode mnie towar. – Instruowała krótko, a potem - w sumie całkiem szczęśliwa, że nie zajmuje się już babską robotą, tylko została wysłana "do sklepu" żeby nie przeszkadzać, poleciała pod wskazane adresy. Najpierw musiała przekonać mężczyznę z apteki...

Charyzma II na gadanie z aptekarzem
Rzut N 1d100 - 86
Sukces!

Na szczęście całkiem dobrze ogarniał Quintessę i na całe szczęście kojarzył plus minus Miles z patroli. I był srogo spanikowany bieżącą sytuacją. Wszystko złożyło się na Bardzo Dobrą Współpracę Cywila. Sprawnie spakowali lwią część asortymentu i Moody pomogła przenieść mu to do bazy, która teraz poza starociami miała coś przydatnego. Nie żeby uważała Tessę za starą. To była jej ulubiona zakonowa ciocia.

Używam przewag: latanie na miotle, ale też wykorzystuje aktualne miejsce pracy Brygada Uderzeniowa, konkretnie fakt że Miles ma doświadczenie kilkunastu lat na patrolowaniu ulic w tym Alei Horyzontalnej, więc część ludzi może ją kojarzyć, ona też ogarnia lokacje miejskie dobrze.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#8
29.05.2025, 16:55  ✶  
Dziewczyna zawsze miała talent do sprawienia, aby Tessa uśmiechnęła się nawet w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Millie była niczym powiew nagłego powietrza, który początkowo niósł za sobą kurz i piasek, gryzący cię w oczy, ale chwilę potem, gdy pył zdążył już osiąść, nagradzał czymś świeższym. Trawą po intensywnym deszczu. Zimnym powiewem w upalny dzień, który rozbudzał zmysły, kiedy dogorywało się na tarasie w gorących promieniach słońca. Trzaśnięciem płazem dłoni w twarz, kiedy najmniej się tego spodziewałeś.
Tessa parsknęła tylko sucho, kręcąc przy okazji głową. Ale uśmiechnęła się z delikatnym politowaniem, unosząc na chwilę palec w górę, każąc tym samym poczekać narwanej czarownicy jeszcze przez kilka chwil. Siatka nie była magiczna. Ale była dużą siatką.
— Uważaj na… siebie! — zdążyła tylko rzucić naprędce, kiedy Millie przecisnęła się obok niej i wręcz wypruła z powrotem na ulicę. Patrzyła na nią jeszcze przez chwilę, a potem wróciła do środka, aby przygotować wszystko najlepiej jak się dało.
Przez kilka następnych minut chodziła tam i powrotem po całym antykwariacie — przesuwała kolejne eksponaty na inne miejsca; rozkładała koce w nowych miejscach i ostrożnie szurała fotelami po parkiecie, przenosząc je z zaplecza, gdzie zazwyczaj przesiadywała z Peregrinusem, jeśli ten już zdecydował się ją odwiedzić na wspólny podwieczorek. Musiała się powstrzymywać, żeby zaraz nie zacząć gruntownego sprzątania.
Nie mogła też nie wracać myślami do sierpnia. To nie było to samo, ale to przeczucie, które teraz zimnymi palcami przejeżdżało jej po karku, było złudnie podobne. Wtedy to był strach o jej własne życie. Teraz na barkach wylądował ciężar imion każdego członka rodziny, każdego sąsiada i wszystkich tych ludzi, których jeszcze nie poznała. Tych, którzy nie mogli o siebie zadbać i tak samo, jak ona nie wiedzieli, co dokładnie się dzieje.
Millie wspomniała wcześniej o tym, że miasto miało pójść z dymem. A do tego śmierciożercy, którzy lada chwila mieli wyjść na ulice i może nawet zapukać do jej drzwi. Nie mogła teraz o tym myśleć — zostawiła tę myśl z tyłu głowy i tylko obracała nerwowo różdżkę pomiędzy palcami.
Przypominało jej to zajęcia z Obrony przed Czarną Magią na trzecim roku, kiedy w końcu pozwolili im uczyć się poważniejszych uroków. Pamiętała niepewność przy trzymaniu różdżki. Pamiętała gryzącą świadomość, że będzie musiała machnąć ręką w odpowiedni sposób i wypowiedzieć wyraźnie naprędce wyuczone słowa, aby osłonić się przed ofensywnym zaklęciem.
Ale nie miała wtedy za bardzo głowy do jakiejkolwiek nauki, szczególnie po powrocie burzliwym powrocie z wakacji. Miała już nie wracać do Hogwartu. Miała zostać z ojcem w domu. Victor nie chciał zabierać ją do Munga (podobno za dużo znajomych twarzy), dlatego ciągał ją po dziecięcych psychologach i innych, mugolskich terapeutach. Każdy odradzał odsuwanie córki od znajomego środowiska, a potem, po całej rozmowie, kiedy zostawali sami, a Tessa czekała na korytarzu — cicho wspominali, że to pomoże jej wrócić do normalności.
Zamrugała parę razy, kiedy zrozumiala, że zatrzymała się wpół kroku, wpatrując się bez słowa w wiklinowy kosz z kocami. Potrząsnęła głową i szybko rozłożyła wszystko to, co zostało. Leki ustawiła w kącie, na małym, miedzianym stoliku na kółkach.
Millie pojawiła się jakiś czas później z towarzyszącym jej Mitchellem, aptekarzem. Oboje przynieśli sporą część asortymentu, jak nie całą, na co Tessa mogła na spokojnie odetchnąć z ulgą. Przynajmniej mieli teraz coś sensownego. Moody pomogła jej jeszcze z kilkoma rzeczami — ze sprowadzeniem starszych ludzi z pobliskich kamienic, ale tak szybko, jak się pojawiła, tak prędko zdecydowała się ulotnić. Zabrała ze sobą miotły, obiecując, że na pewno jeszcze do niej zajrzy. Tessa na sam koniec złapała ją jeszcze w szybki uścisk i szepnęła na ucho kilka słów.
Wróć bezpieczna.
Millie ruszyła dalej. Prosto w ogień płonącego Londynu.
Koniec sesji


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Millie Moody (1544), Quintessa Longbottom (1584)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa