15.12.2025, 08:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2025, 09:36 przez Hannibal Selwyn.)
04.10.1972, popołudnie
Niemagiczny Londyn
Niemagiczny Londyn
- C is for cookie, that’s good enough for me,
Cookie, cookie, cookie starts with C!
Hannibal podśpiewywał pod nosem, krzątając się po swoim stanowisku do gotowania. Ubrany w całkiem zwyczajny sweter, fartuszek kuchenny - przekornie wybrał taki z możliwie największą ilością falbanek - i z włosami niedbale związanymi na czubku głowy, wyglądał całkiem inaczej, niż kiedy zwykle pojawiał się w miejscach publicznych. Wciąż wspaniale, oczywiście.
Na jego czole jakimś cudem widniała smuga mąki.
Piątkowa premiera, poniedziałkowe rewelacje, kolejne przedstawienia i bal maskowy w sobotę - to wszystko sprawiło, że zapragnął wyrwać się w jakieś anonimowe miejsce, zmienić otoczenie i zrobić coś szalonego.
Nikt nie spodziewałby się go na warsztatach cukierniczych i to w dodatku mugolskich, a jednak bawił się świetnie. Może właśnie dlatego, że byli w całkiem niemagicznej restauracji, a zajęcia prowadził jakiś mugolski guru kulinarny. Hannibal w pierwszej chwili był rozczarowany jego widokiem, bo szef kuchni okazał się o dziesięć centymetrów niższy od niego, łysiejący i nieco korpulentny, ale ledwo otworzył usta i udzielił im pierwszych instrukcji, wrażenie prysło. Selwyn słuchał, jak zaczarowany - i nie był w tym odosobniony. Facet miał nie tylko głos, od którego ludzie robili się głodni (w całkiem dosłownym sensie), ale też niesamowitą charyzmę. Tłumaczył jasno, okraszał warsztaty żarcikami i anegdotkami i młody czarodziej w pełni rozkoszował się anonimowością i znajdowaniem się dla odmiany na widowni wraz z innymi ugniatając, a potem wałkując ciasto przejęciem godnym czarodziejskich spektakli The Globe.
- Drodzy państwo, kiedy wytniecie już swoje pierniczki, ułóżcie je na blasze. Zostawiamy im miejsce wokoło, bo będą troszkę rosnąć, a potem zapraszam do piekarników. Pamiętajcie, ciasto musi być po upieczeniu kruche, jak pokój na Bliskim Wschodzie, jak dodacie teraz za wiele mąki, to będzie twarde, twarde, jak Polacy pod Kircholmem i połamiecie sobie na nim zęby! - przemawiał maestro.
- Co on wygaduje? - szepnął Hannibal do swoich piernikowych ludzików i serduszek. Zaczął przenosić ciasteczka na blachę, po drodze wsadził do ust kawałek surowego ciasta korzennego i uśmiechnął się do czarownicy zajmującej sąsiedni stół. Panował na nim zdecydowanie mniejszy chaos, niż u niego.
Zapełniwszy całą blachę, złapał ją i pomaszerował do piekarnika. Błękitnawy, gazowy płomień płonął wesoło, w tej części sali było naprawdę ciepło i Hannibal nie tylko przestał się dziwić kroplom potu na czole szefa kuchni, ale i sam pożałował przez chwilę, że ma na sobie sweter.
- Pierwszy kandydat do pieca, zapraszam, zapraszam! - może i miałoby to trochę makabryczny wydźwięk, gdyby nie padło z jowialnym uśmiechem. Mugol otworzył drzwiczki piekarnika przed Hannibalem, który trochę podejrzliwie przyjrzał się ogniowi w środku. Nie miał wiele do czynienia z normalną kuchnią, a z taką mugolską to chyba jeszcze mniej, ale prowadzący roztaczał aurę poczucia bezpieczeństwa i sprawiał, że młody aktor prawie wcale nie pomyślał o tym, jak w Spaloną Noc podobne gorąco buchało mu w twarz i jak piekły poparzenia. Prawie.
- Śmiało - szef kuchni zachęcił go łagodnie i Hannibal wsunął blachę do piekarnika, bo przecież to było tylko pieczenie ciasteczek, co mogło pójść źle?
Rzemiosło - rzut na pieczenie pierniczków
Rzut N 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
No właśnie. Co mogło pójść źle?
Czy to była usterka piekarnika, czy właśnie spełniała się wróżba Morpheusa Longbottoma sprzed paru dni, czy bogowie piekarnictwa odwrócili się od Hannibala Selwyna obrażeni jego falbaniastym fartuszkiem, dość, że ogień buchnął mocniej, pochłonął na chwilę blachę i sprawił, że wszyscy odskoczyli w tył. Hannibal wpadł na pulchną nastolatkę stojącą za nim i tylko to powstrzymało go przed wyszarpnięciem różdżki z kieszeni. Zgrabnym piruetem obrócił się w stronę uderzonej dziewczyny, złapał - nie za dłonie trzymające blachę, ale wyżej, stabilniej, za łokcie…
Aktywność fizyczna - próbuję podtrzymać mugolkę
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
...i podtrzymał, ratując ją i jej ciasteczka.
- Przepraszam! - sapnął.