• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.10.1972, Hannibal & Hestia] C is for cookie

[04.10.1972, Hannibal & Hestia] C is for cookie
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#1
15.12.2025, 08:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2025, 09:36 przez Hannibal Selwyn.)  

04.10.1972, popołudnie
Niemagiczny Londyn

- C is for cookie, that’s good enough for me,
Cookie, cookie, cookie starts with C!

Hannibal podśpiewywał pod nosem, krzątając się po swoim stanowisku do gotowania. Ubrany w całkiem zwyczajny sweter, fartuszek kuchenny - przekornie wybrał taki z możliwie największą ilością falbanek - i z włosami niedbale związanymi na czubku głowy, wyglądał całkiem inaczej, niż kiedy zwykle pojawiał się w miejscach publicznych. Wciąż wspaniale, oczywiście.
Na jego czole jakimś cudem widniała smuga mąki.

Piątkowa premiera, poniedziałkowe rewelacje, kolejne przedstawienia i bal maskowy w sobotę - to wszystko sprawiło, że zapragnął wyrwać się w jakieś anonimowe miejsce, zmienić otoczenie i zrobić coś szalonego.
Nikt nie spodziewałby się go na warsztatach cukierniczych i to w dodatku mugolskich, a jednak bawił się świetnie. Może właśnie dlatego, że byli w całkiem niemagicznej restauracji, a zajęcia prowadził jakiś mugolski guru kulinarny. Hannibal w pierwszej chwili był rozczarowany jego widokiem, bo szef kuchni okazał się o dziesięć centymetrów niższy od niego, łysiejący i nieco korpulentny, ale ledwo otworzył usta i udzielił im pierwszych instrukcji, wrażenie prysło. Selwyn słuchał, jak zaczarowany - i nie był w tym odosobniony. Facet miał nie tylko głos, od którego ludzie robili się głodni (w całkiem dosłownym sensie), ale też niesamowitą charyzmę. Tłumaczył jasno, okraszał warsztaty żarcikami i anegdotkami i młody czarodziej w pełni rozkoszował się anonimowością i znajdowaniem się dla odmiany na widowni wraz z innymi ugniatając, a potem wałkując ciasto przejęciem godnym czarodziejskich spektakli The Globe.

- Drodzy państwo, kiedy wytniecie już swoje pierniczki, ułóżcie je na blasze. Zostawiamy im miejsce wokoło, bo będą troszkę rosnąć, a potem zapraszam do piekarników. Pamiętajcie, ciasto musi być po upieczeniu kruche, jak pokój na Bliskim Wschodzie, jak dodacie teraz za wiele mąki, to będzie twarde, twarde, jak Polacy pod Kircholmem i połamiecie sobie na nim zęby! - przemawiał maestro.
- Co on wygaduje? - szepnął Hannibal do swoich piernikowych ludzików i serduszek. Zaczął przenosić ciasteczka na blachę, po drodze wsadził do ust kawałek surowego ciasta korzennego i uśmiechnął się do czarownicy zajmującej sąsiedni stół. Panował na nim zdecydowanie mniejszy chaos, niż u niego.

Zapełniwszy całą blachę, złapał ją i pomaszerował do piekarnika. Błękitnawy, gazowy płomień płonął wesoło, w tej części sali było naprawdę ciepło i Hannibal nie tylko przestał się dziwić kroplom potu na czole szefa kuchni, ale i sam pożałował przez chwilę, że ma na sobie sweter.
- Pierwszy kandydat do pieca, zapraszam, zapraszam! - może i miałoby to trochę makabryczny wydźwięk, gdyby nie padło z jowialnym uśmiechem. Mugol otworzył drzwiczki piekarnika przed Hannibalem, który trochę podejrzliwie przyjrzał się ogniowi w środku. Nie miał wiele do czynienia z normalną kuchnią, a z taką mugolską to chyba jeszcze mniej, ale prowadzący roztaczał aurę poczucia bezpieczeństwa i sprawiał, że młody aktor prawie wcale nie pomyślał o tym, jak w Spaloną Noc podobne gorąco buchało mu w twarz i jak piekły poparzenia. Prawie.
- Śmiało - szef kuchni zachęcił go łagodnie i Hannibal wsunął blachę do piekarnika, bo przecież to było tylko pieczenie ciasteczek, co mogło pójść źle?

Rzemiosło - rzut na pieczenie pierniczków
Rzut N 1d100 - 23
Akcja nieudana

No właśnie. Co mogło pójść źle?
Czy to była usterka piekarnika, czy właśnie spełniała się wróżba Morpheusa Longbottoma sprzed paru dni, czy bogowie piekarnictwa odwrócili się od Hannibala Selwyna obrażeni jego falbaniastym fartuszkiem, dość, że ogień buchnął mocniej, pochłonął na chwilę blachę i sprawił, że wszyscy odskoczyli w tył. Hannibal wpadł na pulchną nastolatkę stojącą za nim i tylko to powstrzymało go przed wyszarpnięciem różdżki z kieszeni. Zgrabnym piruetem obrócił się w stronę uderzonej dziewczyny, złapał - nie za dłonie trzymające blachę, ale wyżej, stabilniej, za łokcie…

Aktywność fizyczna - próbuję podtrzymać mugolkę
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!

...i podtrzymał, ratując ją i jej ciasteczka.
- Przepraszam! - sapnął.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#2
15.12.2025, 23:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2025, 23:28 przez Hestia Bletchley.)  
Warsztaty z pieczenia pierniczków brzmiały naprawdę dobrze. Warsztaty z pieczenia pierniczków w przyjemnym towarzystwie brzmiały jeszcze lepiej. W sumie sama nie wiedziała czemu ogłoszenie o kulinarnych zajęciach w mugolskim Londynie, aż tak ją zainteresowało. Może po prostu chciała chociaż na chwilę nie myśleć o problemach magicznego świata i trochę od tego odpocząć? Było to prawdopodobne, chociaż szybko jednak zrozumiała, że było coś dziwnego w rozmowie z zagadującymi ją ludźmi, których musiała okłamywać na pytanie czym się zajmuje.

Warsztaty były też reklamowane kolorowym plakatem i do tego w naprawdę dobrej cenie, a ona chciała na Yule upiec rodzicom pierniczki. Możliwe, że to przeważyło szalę.

No i musiała przyznać, że prowadzący mówił tak, że aż chciało się go słuchać.
Nawet jeśli nie do końca rozumiała sens każdej wypowiedzi.
– Nie wiem – odszepnęła na pytanie Hannibala, wycinając z foremek kółka, które chciała później udekorować w ten sposób, aby wyglądały jak niewielkie pieńki. Tak aby bardziej kojarzyły się z Yule. – Ale mógłby spokojnie prowadzić audycje radiowe.

Hannibal ruszył pierwszy do piekarnika, a ubrana w kolarowy sweter i wygodne niebieskie jeansy, Hestia pokazała mu kciuka w górę na zachętę do dalszych działań.
Najwidoczniej jednak kciuk w górę nie zawsze był dobrym omenem.

Ogień! Hestia instynktownie rzuciła się do piekarnika, zrzucając przy tym jedną z foremek na ziemię, ale na całe szczęście prowadzący wydawał się miec kontrolę nad sytuacją, a Hannibal zadbał o to, aby nie było żadnych innych ofiar.
– Nic się nie stało, nic się nie stało – powiedział prowadzący, biorąc gaśnice i podchodząc do piekarnika. Ogień na całe szczęście powoli gasł. – To tylko drobna przeszkoda. Może i wydawać się, że pierniczki poległy jak w bitwie pod Termopilami, ale nie róbmy z tego jeszcze purrusowego zwycięstwa. Mamy w końcu dużo ciasta.

Po jakimś czasie, gdy już wszyscy odetchnęli i zostali zapewnieni, że zagrożenie pożarowe im nie groziło, nadszedł czas, aby to wypieki Hestii wylądowały w piekarniku. Czarownica wzięła głęboki oddech i spróbowała zawalczyć o swoje ciastka

Rzut na rzemiosło II, przyrządzanie potrawy
Rzut N 1d100 - 59
Sukces!


I na całe szczęście pierniczki nie postanowiły zająć się ogniem.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#3
29.12.2025, 23:32  ✶  

Oczy dziewczyny najpierw spoczęły na rękach Hannibala, a potem powędrowały wzdłuż ramion w górę, aż do jego twarzy, okrągłe, niebieskie i trochę wystraszone.
- No hej - zagaił, może niezbyt inteligentnie, ale za to częstując ją uśmiechem numer pięć, wyćwiczonym i doskonale kryjącym fakt, że wszystkie jego mięśnie boleśnie spięły się na sekundę w panice. Co to miało być, do cholery? Nie miał wiele doświadczenia z mugolskimi piekarnikami, ale był przekonany, że nagle buchanie ogniem nie było czymś spodziewanym.
- H... hej?... - odpowiedziała blondynka, nie mniej niż on oszołomiona całą sytuacją.
Wypuścił ją z objęć. Kątem oka zobaczył, jak Hestia rzuca się na pomoc. Sytuacja na szczęście została opanowana, zanim ogień zdążył się rozhulać - londyńscy mugole odrobili pracę domową z bezpieczeństwa pożarowego nie gorzej, niż czarodzieje… a może nawet pilniej.

- Gołąbeczki, pogruchacie sobie potem, teraz panią zapraszam do pieczenia, a pan jak się pospieszy, to zdąży jeszcze wyciąć z drugiej porcji ciasta nowe ciasteczka. Na szczęście mamy więcej piekarników! - dobiegł ich całkiem opanowany i nawet rozbawiony głos prowadzącego. Ten to umiał rozładować atmosferę. Hannibalowi wypuszczenie dziewczyny zajęło może o sekundę, czy dwie więcej, niż to było konieczne, ale w końcu wrócił na swoje miejsce i zajął się rozwałkowywaniem drugiej połowy swojej pierniczkowej masy.

W czasie kiedy wszystkie pierniczki, które nie zostały potraktowane gaśnicą, znajdowały się bezpiecznie w piekarniku, uczestnicy warsztatów porządkowali swoje stanowiska pracy.
- Ale się świątecznie zrobiło - Hannibal zaciągnął się rozchodzącym się korzennym zapachem, skubiąc po kawałeczku surowe ciasto. Było mączne i słodkie, wyraźnie smakowało przyprawami. Wytarł resztki mąki ze swojego stołu i oparł się na nim łokciami, spoglądając nieco z dołu na Hestię.
- Czy twoja mama piecze pierniczki na Yule? - zapytał. W rezydencji Selwynów raczej zajmowała się tym służba, matka Hannibala zaszczycała kuchnię swoją obecnością tylko symbolicznie, ale w niektórych domach była to wręcz rodzinna tradycja. Trochę im zazdrościł. Rozejrzał się wokół, upewniając się, że nikt nie znajduje się na tyle blisko, by ich podsłuchać - dziewczyna, na którą wcześniej wpadł, zerkała na niego ukradkiem. Uśmiechnął się lekko i włożył do ust kolejny kąsek.
- Myślisz, że takie mugolskie pierniczki w ogóle wyjdą w czarodziejskiej kuchni? - dodał, przyciszonym głosem - A propos kuchni, nadal mieszkacie u Shafiqa?
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#4
13.02.2026, 16:54  ✶  
Mugolska dziewczyna, wyraźnie zaaferowana całą sytuacją, szybko, i być może nieco zaczerwieniona, powróciła do swojej koleżanki i dalszego pieczenia pierniczków, co nie przeszkadzało jej aby co jakiś czas, zerkać na Hannibala. Hestia naprawdę nie miała pojęcia, jak przyjaciel z taką łatwością oczarowywał wszystkich wokół. Poza tym, że skutecznie.
– Moja mama ogólnie dobrze... Robi wszystko w kuchni – powiedziała, razem z Selwynem sprzątając ich stanowisko pracy. – Naprawdę jej śniadania są świetne. Nigdy nie jadłam lepszej jajecznicy, niż jej. Serio. Próbowałam ją odtworzyć sama ale nic to nie dało. – Zmarszczyła brwi, bo dotarło do niej, że na dobrą sprawę bardzo mało wie o rodzicach Hannibala, poza tym że byli naprawdę ważnymi ludźmi w świecie czarodziejskiej kultury. – A co do pierniczków i piekarników to raczej powinny. W końcu chodzi o mieszanie o temperaturę nie? Tylko sprzęt jest trochę inny. – Może nieco mniej samozapalny, chociaż kto to wiedział z magią. – Nie. Już nie. Było z tym trochę zamieszania, ale szczęśliwie mogliśmy już wrócić. I dobrze. W sesie, nie że było źle, ale jego mieszkanie jest strasznie... – Brzydkie. – Mało kolorowe. Bardzo tam biało. Tak bez domowej atmosfery. A on hm... Wiesz, był dla nas miły, aby nie było, ale jednak dziwnie jest tak wieszać u kogoś, kogo praktycznie się nie zna. To znaczy... Mój tata go zna. Ja go nie znałam. No, poza tym że ogólnie ludzie go znają. A jak u ciebie z mieszkaniem po... No wiesz, tym wszystkim?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#5
21.02.2026, 14:12  ✶  

Hannibal należał do tych ludzi, którzy potrafili się cieszyć z małych rzeczy. Dobre jedzenie było jedną z nich. Sam jakoś nigdy nie mógł obudzić w sobie pasji do gotowania, ale już pierwszego wieczoru u Henry’ego odkrył uroki mieszkania z kimś, kto potrafił poruszać się po kulinarnych meandrach. Teraz, kiedy zajmował pokój w Brighton i dzielił kuchnię z rodziną Kellych, też nie raz i nie dwa był włączany w plany obiadowe. Bieganie po sklepie z listą zakupów, a nawet zmywanie, z którym zderzył się tak naprawdę dopiero w dorosłym życiu, a które zwykle wywoływało u niego cierpiętnicze westchnienia, były jakoś mniej straszne, jeżeli wiązały się ze smacznym posiłkiem przygotowanym przez kogoś innego.

- Komuś, kto nie widzi części kolorów, pewnie trudno jest urządzić mieszkanie - odgarnął z czoła opadający kosmyk włosów - Chociaż na jego pozycji, spodziewałbym się, że będzie miał od tego ludzi. Myślisz, że po prostu ma taki gust? - zapytał.
Wyobraził sobie rodzinę Bletchleyów w pozbawionym rodzinnej atmosfery mieszkaniu Shafiqa. Nie wierzył, żeby pod rządami trzech kobiet długo pozostało sterylne i minimalistyczne, czy jaki tam wystrój preferował właściciel.

- Ciekawe, czy teraz dziękuje Matce, że nigdy nie wpadł na pomysł założenia rodziny - Hannibal zachichotał i zaraz machnął uspokajająco ręką - Bez urazy, jeżeli Wasi rodzice są tak uroczy jak Ty i Alice, to mieszkanie z Wami musi być przyjemnością, ale Anthony raczej wydaje mi się cenić sobie ciszę i spokój. Henry’emu wystarczyły trzy dni ze mną w jednym domu, żeby zaczął żałować przyjęcia mnie pod swój dach!
Mówił to lekko, żartem, bo przecież był wdzięczny koledze za udzielenie schronienia - bez wahania i to komuś, kogo znał jedynie na gruncie zawodowym. Teraz, kiedy od dwóch tygodni nie musieli się codziennie widywać, łatwo było odsunąć na bok ciężkie spojrzenia i trudne emocje. Co nie znaczy, że ich nie było - Hannibal udawał nieporuszonego z wprawą wypracowaną przez lata wysłuchiwania komentarzy teatralnych instruktorów i czytania w gazetach krytyki na swój temat, ale nie był z żelaza.

- Kupiłem mieszkanie na World’s End. Myślałem, że po premierze “Ekstazy” już będę się pakował, ale remont się przeciąga. Mieli mi fachowcy zainstalować wygłuszenie, ale okazało się, że to magiczne jakoś nie chce się dogadać z mugolskimi instalacjami. Sąsiadom z dołu się robi - jak ten koleś to nazwał, strzemię zwrotne? przewężenie zwrotne?... No, piszczy im w głośnikach - szybko porzucił próby przypomnienia sobie obco brzmiącego terminu. O mieszkaniu na Horyzontalnej nawet nie chciał wspominać - nie zaglądał tam od Mabon i prawdę mówiąc, najchętniej całkiem by o nim zapomniał.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#6
31.03.2026, 01:51  ✶  
– Może? – Zamyśliła się przez chwilę, rozważając jego słowa. – Wiesz... Trochę też rozważałam, czy to właśnie nie jest kwestia gustu. Niektórzy... Bogaci ludzie z jakiegoś dziwnego powodu naprawdę boją się innych kolorów, niż biel i beże. Trochę zastanawiałam się, czy nie namalować mu czegoś i nie wysłać w podziękowaniu, aby powiesił na ścianie, ale... Chyba na to już za późno nie? Powinnam była zdecydować się na to wcześniej, zresztą sama nie do końca wiem co on aż tak lubi. – Kolejne słowa Sewyna sprawiły, że wpadła na pewną myśl. Zmarszczyła brwi niepewna, czy powinna podzielić się nią aby na pewno podzielić, ale uznała, że Hannibal na pewno nie pogoni jej za głupie myślenie. – Hej a nie myślisz, że on... No bo wiesz... Trochę o niego podpytałam, gdy zaczęliśmy tam mieszkać. Wiem, że jest wdowcem. Może to jakaś oznaka żałoby? Kurczę. Myślisz, że powinnam pogadać z mamą, aby spróbowała go z kimś zestawać?

Kto jak kto, ale jej mama na pewno dałaby sobie radę z takim zadaniem. Oczywiście nie były to na razie żadne poważne plany, ale żałoba brzmiała jak sensowne wytłumaczenie. Nie wyobrażała sobie przecież jakby to było stracić małżonka. Może to właśnie też wyjaśniało czemu nigdy więcej się nie ożenił.
Uśmiechnęła się.
– Henry na pewno nie miał cię dosyć. Myślę, że po prostu on sam jest przytłoczony tym wszystkim – powiedziała ugodowo, nie chcąc nawet myśleć o tym, że bliskie jej osoby mogłyby mieć siebie nawzajem dosyć. – Mieszkanie? To świetnie. Na pewno wszystko zaraz ogarną. Jeśli chcesz mogę poprosić mojego tatę, aby ci pomógł. On chyba zna się na takich rzeczach.
W tym czasie prowadzący zajęcia rozdał im lukry, posypki i wszystko inne potrzebne do dekorowania pierniczków.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (1396), Hestia Bletchley (867)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa