• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
Dział Zatruć - Cedric & Sacharissa

Dział Zatruć - Cedric & Sacharissa
Plotkara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Sacharissa Macmillan
#1
30.10.2022, 17:02  ✶  
13 Marca '72

- Ambrosiu przestań ciągnąć Cyntusię za warkoczyk! - Z tym okrzykiem pani Macmillan prawie wybiegła z kominka kliniki magicznych chorób i urazów, zwracając na siebie uwagę wszystkich pacjentów i całego personelu medycznego, znajdującego się w poczekalni. Za Sacharissą wyszedł młodzieniec na oko jedenastoletni, trzymający za rączkę trzylatkę i raz po raz podszczypujący ją a to za warkoczyk, a to za czerwoniutką sukieneczkę. Najstarszym chłopcem był Ambroś junior z jasnymi loczkami swojego ojca, dziewczyneczka to maleńka, brązowowłosa Cyntia z sarnimi oczami babci Selwyn, a w ramionach matki przez palce przelewał się siedmioletni Bartuś, którego twarz przypominała kolorem dojrzałego kabaczka. Spod oblepiającej ją z każdej strony gromadki ludzkich szczeniąt przedzierał się obraz wytwornej kobiety. Włosy miała upięte w fikuśny kok, zielona sukienka pokryta była zaklęciami chroniącymi ją przed każdym rodzajem zabrudzeń, do którego zdolne były małe, lepkie, dziecięce rączki, a twarz zdawała się jaśnieć mimo, widocznego z każdej strony zmęczenia. - Podaj mi rączkę Cyntusiu - zwróciła się do córeczki po czym żwawym krokiem, przyciskając środkowe dziecko do piersi ruszyła w stronę recepcji.
- Do Doktora Lupina. - Powiedziała, a kiedy recepcjonistka poinformowała ją uprzejmym i spokojnym głosem, że jest kolejka i doktor ma obecnie pacjenta, twarz jej poczerwieniała. - Kolejka, cholera jasna, jaka kolejka. Czy pani nie widzi w jakim on jest stanie? - W tym momencie prawie przełożyła jęczącego cicho Bartusia nad kontuarem. Szybko jednak zreflektowała się jak to wygląda i przycisnęła główkę chłopca do piersi i delikatnie głaszcząc ją, zaczęła mówić pozornie spokojniejszym tonem. Nic nie dały pokojowe próby przemówienia pani Macmillan do rozumu - że inni też wyglądają źle, że coś tam, srośtam i inne tego bardziej racjonalne argumenty, które Sacharissa bezwzględnie ignorowała i nie dopuszczała do siebie.
W końcu, nie wytrzymała pociągnęła za sobą gromadkę i na tak zwanego bezczela wkroczyła do gabinetu Cedrika Lupina.
Jedno spojrzenie na siedzącego na kozetce pacjenta, po czym oczy kobiety zaszkliły się, głos zaczął się jej łamać i podniesionym lekko głosem zaczęła zawodzić.
- Kochany doktorze Cedriku, proszę ratować Bartuś coś zjadł i teraz jest cały zielony. Dosłownie! Proszę zobaczyć, och co ja zrobię, co ja biedna, dziecko mi umiera, doktorze proszę ratować! - Zawodziła głośno i z boku zdawać by się mogło, że kobieta naprawdę płacze. A nie tylko sprawia, że jej błękitne oczy zaczynają się pięknie świecić.
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#2
04.11.2022, 02:49  ✶  
— Pani Volley. Mówiłem, że leki trzeba zażywać regularnie, prawda? Prawda. Mówiłem też, że trzeba je dawkować. Tak, mówiłem — rzucił spokojnie Cedric, posyłając przy tym pacjentce lekki uśmiech. Gdzieś w środku był już nieco zmęczony tym, że prowadzili tę dyskusję od dziesięciu minut, ale przecież nie mógł mieć jej tego za złe! Była starszą, schorowaną kobietą, która źle zapamiętała jego porady. To absolutnie normalne. Nie zapisała sobie jego zaleceń? Cóż, zdarza się!
— Ależ panie doktorze! Ja bym pamiętała, że coś takiego było mówione! Proszę mi nie wmawiać rzeczy, które się nie wydarzyły! — fuknęła oburzona kobieta, żywo gestykulując przy tym rękoma. Jej policzki zrobiły się przy tym dość czerwone. Lupin trafił w czuły punkt, z czego nawet nie zdawał sobie sprawy. Bo chociaż faktycznie miała problemy z pamięcią, nic w świecie nie było w stanie jej tego uświadomić. Wiedziała lepiej. Koniec kropka.
Sam Lupin momentalnie się zmieszał, odruchowo cofając się do defensywy. Przecież nie chciał jej urazić! Wszystko, co mówił, kierowane było szczerzą troską o dobro pacjentów. Chociaż... co, jeśli miała rację? Na samą myśl o tym, że zachował się tak nieodpowiedzialnie, pobladł, w głowie szukając tego konkretnego wspomnienia. Zajęło mu to chwilę, ale ostateczny efekt przywitał z ulgą. Tak, zdecydowanie dał jej obok eliksirów rozpiskę użytkowania. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że ciężko byłoby ją przekonać do swoich racji, czego zresztą nie chciał robić. Bo co by mu to dało? Uznał, że lepiej będzie, jeśli pacjentka uzna, że miała rację.
— Pani Volley. Najmocniej przepraszam, jeśli faktycznie doszło do takiego niedopatrzenia. Jeśli nie ma pani nic przeciwko, przepiszę teraz odpowiednie zalecenia na kartce, dobrze? — odpowiedział w końcu, posyłając jej przy tym niepewne spojrzenie. Naprawdę liczył, że to przejdzie.
I chociaż twarz kobiety nieco złagodniała, nie zdążyła odpowiedzieć. Głównie dlatego, że do gabinetu weszła nagle doskonale znana Cedricowi kobieta. Sacharissa Macmillan. To, że ją znał, nie sprawiało jednak, że wiedział, co tutaj robi. W końcu miał jeszcze pacjenta! I chociaż wylewne tłumaczenia kobiety wyjaśniły mu, co się dzieje, wciąż nie potrafił otworzyć ust, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Ujmując to w sposób delikatny — był w szoku. W równym, jeśli nie większym była pani Volley, która poderwała się z kozetki i wykrzykując coś o tym, że to, jak pracuje ten szpital to skandal, opuściła gabinet, zamykając za sobą drzwi z głośnym hukiem.
Lekarz posłał w stronę drzwi smutne, żałosne spojrzenie. Doskonale wiedział, że pójdzie teraz do ordynatora, co będzie oznaczało dla niego problemy. Tym jednak zająć musiał się później. Teraz były inne, znacznie ważniejsze rzeczy, którym musiał poświęcić swoją uwagę.
Zerwał się od biurka i podszedł do kobiety, delikatnym ruchem zgarniając od niej chłopca, którego następnie przeniósł na kozetkę. Położył go na łóżku, po czym z pojemniczka na stoliku wziął patyczek, aby spojrzeć chłopcu na gardło. Miał nadzieję, że cokolwiek było powodem tego stanu, wciąż nie zostało połknięte.
— Ambroś. Bawiłeś się dzisiaj z bratem? Czy używaliście czegoś, co Twój brat mógł połknąć? — rzucił spokojnym głosem w stronę stojącego obok matki chłopca, po czym wolną ręką sięgnął po różdżkę, na końcu której rzucił *lumos*, chcąc nieco rozświetlić wnętrze jamy ustnej pacjenta. — Hmm, coś tu widzę. No dobrze, młody kawalerze. Musisz być dzielny i przez chwilę się nie ruszać — dodał jeszcze do Bartusia, posyłając mu spokojny, ciepły uśmiech.
W międzyczasie zerknął kontem oka na Sacharissę, mając nadzieję, że kobieta zdążyła się uspokoić, przynajmniej odrobinę. Naprawdę nie lubił widzieć jej w takim stanie. Zawsze mu imponowała, zarówno urodą, jak i pewnością siebie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cedric Lupin (575), Sacharissa Macmillan (381)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa