• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie

[Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#1
18.03.2026, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2026, 23:06 przez Urd Nordgesim.)  
prolog

Mugolskie kino?

Żałosne.

Jak mogłaby zaproponować Ceolsige coś tak obrzydliwego? Nie żeby sama od czasu do czasu nie korzystała z mugolskich rozrywek, ale... szanujmy się.

Z wdzięcznością przyjęła bilety na ten sam wieczór do The Globe.

PEER GYNT

Nie mogło być doskonalszej sztuki dla tej okazji, choć tylko mgliście kojarzyła fabułę i nie miała pojęcia jak angielscy dyletanci podejdą do jej realizacji. Nie miało to znaczenia od momentu gdy tylko Ceolsige odpowiedziała "tak" na pytanie o wspólne wyjście zadane w możliwie najbardziej nonszalanski sposób, na jaki było stać Urd w tym momencie.

Niech Cię szlag Sige, czemu Ty tak zamiatasz tymi rzęsami, że nie mogę przestać myśleć o Twoich oczach...

Nie narzekała. Wcale nie. Bilety prowadziły do urokliwej loży niedaleko sceny, tak że mogły zaglądać czy jakiemuś aktorowi na dupie nie poszły szwy. Uh... czasy gdy chichotały jak podlotki na sztuce absolutnie zbyt wyzywającej jak na ich wiek dawno przeminęły.

Teraz... teraz obie były takie poważne. Ciche. Niepewne?

Siedziała w półcieniu kameralnej loży, kurtyna powędrowała w górę już kilka chwil temu. Światło sceny docierało ledwie jako miękka poświata, zatrzymująca się na krawędziach zamiast je obnażać przed wścibskim plotkarskim okiem. Lubiła takie miejsca – wystarczająco blisko, by widzieć szczegóły, i wystarczająco na uboczu, by samej pozostać… niedopowiedzianą.

Jej szata układała się wokół ciała miękko, warstwami, które zdawały się przesuwać przy każdym oddechu. Oddech jak fale. Jedwab w głębokim odcieniu przygaszonej śliwki przechodził miejscami w chłodniejszy fiolet, jakby materiał łapał światło tylko po to, by zaraz je oddać. Rękawy były długie i lekkie, zbierające się przy nadgarstkach w miękkie fałdy, które poruszały się przy każdym, nawet najmniejszym geście. Dekolt pozostawał skromny, dopóki nie pochylała się odrobinę bliżej, wtedy linia szyi i obojczyków odsłaniała się na tyle, by przyciągnąć wzrok i pozwolić mu zostać. Na ramionach miała narzucony ażurowy szal z cienkiej, ciemnej wełny – grafit przełamany fioletem, cięższy, bardziej osadzający ją w miejscu, jak zachłanna rybacka sieć. W jego wnętrzu, niewidoczne dla oka, kryły się drobne hafty ochronne. Palce odnajdywały je czasem bezwiednie, jakby sprawdzała, czy wszystko nadal działa tak, jak powinno. Z zewnątrz zdawało się to ledwie niewinnym gestem, nawykiem, potrzebą zabawy. Nigdy przecież jednak nie było wiadomo, kiedy trafią na ducha, a w operze... aż się prosiło o upiora.

Biżuteria była ograniczona do minimum. Jeden pierścień, srebrna obrączka z runą, obracana powoli na palcu. Cienkie, lśniące kolczyki błyszczące w niemym komplemencie długiej szyi, odsłoniętej również misternie upiętym kokiem, w którym pasma splatały się żmudną pracą fryzjerki zamówionej na ostatnią chwilę.

I brosza.

Ametyst oprawiony w srebro, osadzony wysoko przy linii obojczyka – bliżej serca niż krtani, jakby to, co miał chronić, zaczynało się właśnie tam. Kamień miał w sobie coś głębszego, spokojniejszego – jakby zatrzymywał światło zamiast je odbijać.

Nie wybrałaby go sama.

Przesunęła po nim opuszkiem palca. Wolno, jakby sprawdzała nie jego obecność, a ciężar tego, co za nim stało. Gest był krótki, prawie niezauważalny. Prawie.

Być może obie wiedziały, że zamiast własnego palca wolałaby zobaczyć na nim jej język. Tak blisko, by kubeczkami smakowymi właścicielka języka mogła poczuć również zapach, na który Norgesim zdecydowała się tego wieczoru – coś pomiędzy kadzidłem a chłodnym powietrzem po deszczu, z ledwie wyczuwalną nutą soli. Zapach który zbyt łatwo lubił zostawać na cudzej skórze.

Siedziała lekko bokiem, jedno ramię oparte o oparcie loży, drugie spoczywające swobodnie na podłokietniku, dbając o to, by fala oddechu nie zdradzała tego nagłego przypływu uczuć i sentymentów. Na bogów, była przecież profesjonalistką!

Na scenie ktoś podniósł głos, muzyka dramatycznie umilkła, sala wypełniła się echem okrzyku, a Urd zastanawiała się, czy po spektaklu będzie w stanie rozmawiać jakkolwiek o tym co działo się na scenie, skoro w tej małej kameralnej loży, w tym miękkim przygaszonym aksamicie, działo się więcej niż była w stanie poświęcić uważności, panując nad bardzo nieokrzesanym zwykle ciałem.

– Mam nadzieję, że się nie nudzisz sówko. Wyglądasz na nieco zaspaną... – szepnęła pieszczotliwie nachylając się do niej, pozwalając sobie otoczyć swoją wonią kiwającą się główkę, skoro nie mogła uczynić tego własnymi ramionami.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#2
22.03.2026, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2026, 22:22 przez Ceolsige Burke.)  
Jesień tego roku była zaskakująco obfita. Obfita w wydarzenia i obfita w działania nawet jak na standardy Ceolsige. Dlatego też kiedy padło nonszalanckie pytanie Urd Ceolsige nie zwróciła zupełnie uwagi jak bardzo nonszalancja była kontrolowana przez kobietę. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że czas trochę wyhamować potok zajęć, łowów i okazji. Nim jednak zdążył on opracować maskę i rolę zdała sobie sprawę, że jej usta mimowolnie ułożyły się w zawadiacki uśmiech. W uszach zawibrował jej własny głos wyrażający zgodę na przyjemność, której wyglądała od czasu pojawienia się koronkowego motyla.

Mimo swojego zwyczajowego stylu bycia pełnego eleganckiej kurtuazji dało się u niej dostrzec pewne wycofanie. Pewną nieobecność objawiającą się w chwilach zawieszenia i delikatnie spóźnionych powitalnych skinieniach lub uśmiechach.

Na tę okazję Ceolsige wydobyła z szafy szatę, które już dłuższy czas nie oglądała blasku wieczornych gal. Stylizacja, którą miała od kilku lat nadawała się idealnie na taką właśnie okazję mimo, że zakupiona była z zupełnie innych pobudek. Wykonana z delikatnej czarnej wełny o splocie tak drobnym, że w dotyku przypominała miękką chłodną skórę węża.
Kiedy kroczyły korytarzami The Globe, szata pracowała razem z nią. Dół sukni falował płynnie, wprawiany w ruch jej dość szerokim, mimo obcasów, krokiem. Pomiędzy uderzeniami butów o posadzkę unosił się niski szelest materiału, a ukryte w załamaniach pasma śliwkowego fioletu i chabrowy haft migotały, sprawiając wrażenie, jakby ubiór odmieniał się w ruchu, by zastygnąć w jednolitej czerni, gdy tylko Ceolsige się zatrzymywała.
Fale łączyły się na talii w opinający materiał, przepasany błękitna szeroką szarfą, której srebrzysto białe końce spływały miękko po lewym biodrze. Czarny materiał szaty, ściągnięty srebrnymi wstążkami okalał tors, aż po szeroki chabrowy haft na linii obojczyków, z którego szata przechodziła w perłowy wysoki kołnierz wspinający się po długiej szyi aż do linii szczęki. Mała srebrna broszka z trzema błękitnymi topazami przyciągała wzrok do linii krtani, która materiał zdawał się opinać niemal dusząco ciasno.

Dumna, elegancka twarz przyozdobiona w naturalny, kurtuazyjny uśmiech wydawała się jednak bardziej surowa niż zwykle. Dwa delikatne, drobne warkocze, przeplecione lodowato błękitną wstążką okalały jej czoło i sięgały na kark gdzie łączyły się w jeden zimowy kłos spoczywający na łanach luźno spływających na plecy blond włosów. Fryzura, pleciona przez jej matkę przydawała twarzy pewnej jaśniejszej nienaturalności. Jakby była wyjęta z ram starego obrazu lub zdjęta z posągu.


Wyglądu dopełniały rękawy. Zaczynając się sztywno na barkach, ku nadgarstkom stawały się coraz lżejsze, aż przechodziły w niemal eteryczną, półprzezroczystą mgłę. Gdy Ceolsige uniosła dłoń, by podać bilet lub poprawić rąbek spódnicy, czarny materiał rozwiewał się wokół jej rąk niczym dym z wygaszonego kominka, nadając jej ruchom nienaturalnej, niemal onirycznej płynności.

Stylizacja oraz poza w tym samym stopniu hipnotyzowała spojrzenia co budowała wrażenie dystansu jakim Ceolsige chciała się oddzielić od postronnych osób. Tylko jedna para oczu miała dla siebie przeznaczony obraz jej miękkiego, zapraszającego uśmiechu w towarzystwie radosnego błysku na tarczy błękitnych tęczówek.

Gdy już zasiadły, Ceolsige osiadła w aksamitnym fotelu z wyuczoną gracją. Szerokie fałdy dołu sukni rozłożyły się wokół jej nóg, gasząc światło docierające ze sceny. Tylko jasno srebrne błyski w końcówkach szarfy zaznaczały krawędź konturów jej tali. Prawie jak krawędź księżyca niknąca w mrocznych falach morza. Rękawy spoczęły na podłokietnikach, zbijając się w ciemne, niemal czarne chmury materiału. W półmroku loży delikatne refleksy światła tańczyły na lśniący materiale jej perłowego kołnierza w towarzystwie błękitnych przebłysków broszki. Jakby topazy z ametystem łączyła delikatna, świetlna nić. Jak latarnia i statek ku niej zmierzający.

Kiedy Urd nachyliła się do niej, a zapach deszczu i kadzidła uderzył w nozdrza paserki, Ceolsige nie drgnęła gwałtownie. Pozwoliła, by szept owinął się wokół niej równie ciasno, co perłowy kołnierz. Dopiero po chwili powoli odwróciła głowę w stronę towarzyszki. Jej ruch był oszczędny, niemal leniwy. Nie odsunęła się – wręcz przeciwnie, pozwoliła, by ich ramiona dzieliła ledwie kurtuazyjna przestrzeń. Wciąż jednak dbała o to, by sztywność materiału szaty nie zdradziła lekkiego drżenia mięśni.

– Zaspaną? – powtórzyła szeptem tak niskim, że niemal wibrującym w piersi, nie odrywając wzroku od ametystu na broszce Urd. – Może jedynie przesycona tempem, w jakim Londyn upomina się o swoje ptaki, Urd. - Tu, w loży, z dala od postronnych uszu jej głos niósł w sobie nieco więcej zmęczenia niż chciała okazać. Uniosła dłoń, a mglisty rękaw sukni musnął krawędź oparcia fotela Urd, zostawiając po sobie jedynie powidok czarnego dymu. Przesunęła dłonią po podłokietniku, zaledwie o opuszek palca mijając dłoń Urd, po czym powróciła wzrokiem ku scenie, choć jej uwaga wciąż pozostawała skupiona na woni soli i chłodnego powietrza, która tak natarczywie osiadała na jej skórze i teraz mieszała się z intensywnym zapachem jej własnych perfum - duszny aromat irysa zmieszany z gorzką nutą starego papieru i kroplą sandałowca.

Przestrzeń między nimi coraz donośnie wypełniała się taktami pierwszego utworu. Melodyjne, spokojne dźwięki, delikatny półmrok sceny, oraz przyjemny zapach znajomych perfum działał bardzo kojąco. Włosy Ceolsige delikatnie zafalowały kiedy poruszyła głową zataczając niewielkie, rytmiczne okręgi w takt muzyki. Pozwoliła sobie tylko na chwilę poddać się nastrojowi. Mimowolnie zmrużyła oczy. Nawet nie zauważyła kiedy jej głowa nabrała błogiej ciężkości, a myśli odbiegły w nieznana stronę podążając za kojącą muzyką w nieodległą nieświadomość.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#3
01.04.2026, 12:33  ✶  
W całej swojej szczęśliwości, obie urodziły się kobietami. Podobne rysy, jasne włosy, ba! Nawet formalna koligacja, czyniła je niemal idealnymi zbrodniarkami.

Kto mógłby wiedzieć, jak ciasna zażyłość je wiąże? Nić, która między nimi przemykała, daleka była przed laty od ciemnych fal ich wysublimowanych sukni. Urd nie śmiała podglądać jej teraz, z dziwną nieśmiałością odległą od jej frywolnej natury, która jednak stanowiła przyjemną odmianę po latach podróży i eksploracji tematów relacji tak intensywnych co płytkich. Teraz zaś, gdy sowia głowa opadła na miękkie motyle skrzydło, były nikim więcej jak kuzynkami oglądającymi przedstawienie, w cichości wzruszeń dziejącymi się scenami okraszonymi wykwintną muzyką.

Ich nić mogła być czerwona, czyż rodzina nie troszczy się o siebie?

Umęczona wydarzeniami ostatnich tygodni Ceolsige zapadła w spokojny sen, co cieszyło Urd na kilku poziomach. Nieco egoistycznie pozwoliła sobie łagodnie ująć szczupły nadgarstek towarzyszki i przełożyć zwiotczałą dłoń na własne udo. Nieco zapobiegawczo ruchem różdżki przesunęła nieznacznie zasłonę, gwarantującą im nieco więcej prywatności.

Peer Gynt… coś robił.

Sztuka nagle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, najwidoczniej bardziej wybrały się do teatru, aniżeli na spektakl.

Pozwoliła jej spać. Pozwoliła jej śnić, rozmyślając o tym, jak wiele wody upłynęło od ich ostatniego spotkania, jak wiele wody upłynęło od chwil spędzonych po prostu razem, w cichości wyznań, które nigdy nie padły, wyrażone ledwie przyspieszonym oddechem, biciem serca daleko wybiegającym w swojej pulsacji ze społecznie wyznaczonych ram. Smakowanie życia, smakowanie ciała, smakowanie obopólnej przyjemności możliwej do ofiarowania tylko z miękkości kobiecego ciała dla drugiego, we wzajemnym zrozumieniu drżenia, niezbędnego napięcia i równie pożądanej eteryczności gestu.

Urd całe życie poświęciła na to, by być przyjemnością, czasem zatrutą, czasem leczącą, zawsze uzależniającą. Ostra w niektórych miejscach dusza Ceolsige, jej duma, upór, jej uporządkowanie stanowiło przyjemny kontrast i uzupełnienie, jak muszla, którą można, ba! którą trzeba było otworzyć, by dotrzeć do ciepłej i miękkiej kwintesencji życia.


Oddychając wspólnym powietrzem ze śpiącą, zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo tęskniła za tym uczuciem, za ciężarem głowy na barku, za obietnicą upojnego wieczoru po tym, jak nieszczęsna angielka w końcu da sobie prawo do odpoczynku. W rozmyślaniu nie zauważyła nawet jak opuszkami palców zaczęła wykreślać na dłoni towarzyszki ochronne wzory, w lęku, że londyńskie demony nawiedzające nieuprzątnięte jeszcze zgliszcza, wyciągną dłonie, upomną się po jasnooką czystokrwistą damę, nazbyt lubującą się w niebezpieczeństwie.

Nie żeby nie było zrozumienia w Północnym Sercu za adrenaliną, za ryzykiem, za posmakiem przygody. A teraz teraz, och teraz jakże miała ochotę rozsmakować się w słodyczy, tak przyjemnie roztopionej tuż obok na wcale tak wygodnym krześle. Jakiś czas temu nawet nie spodziewała się, że ich ścieżki ponownie się przetną, teraz więc w łagodnym uśmiechu, w otarciem się policzkiem o wymyślne sploty na śpiącej głowie przyzwoliła sobie na to, by nie poddawać się nurtowi pragnień, na rzecz bieżącej chwili spokoju i pachnącego teatralnym kurzem ciepła.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#4
06.04.2026, 22:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2026, 21:25 przez Ceolsige Burke.)  
Muzyka na scenie stała się tłem, odległym szumem, który zamiast angażować uwagę, zaczął ją usypiać. Sztywny, perłowy kołnierz Ceolsige, który dotąd dumnie wspierał jej podbródek, teraz zdawał się jedynie więzić głowę szukającą oparcia. Kreacja, mimo pozornej sztywności niosła w sobie dużo komfortu. Otulona kojącymi, znajomymi zapachami, miękką tkaniną oraz towarzystwem, którego od dawna wyglądała Ceolsige odprężyła się w sposób, który zupełnie umknął jej uwagi.
Gdy sen ostatecznie zwyciężył, duma panny Burke ustąpiła miejsca grawitacji. Jej głowa, ozdobiona misternymi warkoczami i lodowatą wstążką, opadła miękko, znajdując przystań na ramieniu Urd. Ciało Ceolsige, dotąd spięte i kontrolowane, teraz zupełnie się rozluźniło. Jej ramię osunęło się z podłokietnika, a łokieć oparł się o bok Urd, sprawiając, że czarna, wełniana szata panny Burke niemal stopiła się ze śliwkowym jedwabiem Nordgesim. Delikatna kaskada jej włosów, niewielką falą przepłynęła za ruchem głowy, spływając teraz po jedwabnym materiale sukni i muskając przytulone ramiona. Granica między dwiema kobietami zacierała się w cieniu loży maskowana przez tak zbliżony odcień ich włosów.
Niemal bezwładna głowa, wsparta policzkiem o mostek, kiwała się spokojnie w takt oddechów Urd, niepomna już zupełnie jak jakikolwiek rytm melodii płynącej ze sceny. Miarowy, spokojny oddech nieregularnie, ciepłym zefirem wzruszał mgiełkę perfum okalającą odsłoniętą skórę swojej przystani.
Kiedy palce Urd zaczęły kreślić na dłoni Ceolsige ochronne znaki, ciało paserki zareagowało instynktownie, pozostając wciąż w głębokim uśpieniu. Pod wpływem dotyku, szczupłe palce Ceolsige drgnęły. Paznokcie, nienagannie wypielęgnowane i gotowe do precyzyjnego sprawdzania autentyczności monet, teraz mimowolnie i powoli skurczyły się spoczywając na udzie Urd. Końcówkami zagarnęły warstwę jedwabiu, marszcząc go w drobnym, nerwowym geście. Jakby podświadomość wyczuła dotyk cennego skarbu pod opuszkami śniących palców. Odruch o tyle gwałtowny co chwilowy. Pozornie drapieżny, w gruncie delikatny na skutek sennego rozluźnienie. Skurcz przeminął w jednej chwili w towarzystwie głębszego wydechu kobiety. Jakby podświadomie na ten moment wstrzymała oddech by po chwili pozwolić my przyśpieszyć nim sen ponownie nadał mu miarowy rytm.
Spokój przerwały pierwsze, dźwięczne uderzenia fortepianu, które wdarły się do loży, rozrywając senną suitę. Ceolsige gwałtownie otworzyła oczy, choć jej ciało nie wykonało żadnego obronnego lub gwałtownego ruchu. Tylko drobne detale zdradziły powrót świadomości: niemal niezauważalne drgnięcie głowy i nagły, przyspieszony rytm oddechu, który na powrót stał się czujny. Przez ułamek sekundy jej wzrok błądził po "pejzażu" tuż przed nią – krawędzi ametystowej broszy, fakturze śliwkowego jedwabiu i jasnej skórze szyi Urd.
Zamiast jednak natychmiast się wyprostować, Ceolsige pozwoliła, by jej policzek, wciąż przytulony do mostka towarzyszki, poruszył się w szerokim, miękkim uśmiechu. Uśmiechu, który wyrażał jej wewnętrzne zadowolenie na równi z rozbawieniem. Poruszyła głową minimalnie, niemal niewidocznie. O tyle po poczuć zmianę nacisku i ciepła bijącego od gładkiej skóry ramienia na którym spoczywała. Jej dłoń, wciąż spoczywająca na udzie Urd, poruszyła się leniwie. Delikatnym, wręcz czułym ruchem pogładziła materiał, rozprostowując zmarszczony wcześniej jedwab, jakby zacierając ślady swojej chwilowej słabości. Jeszcze delikatnie musnęła otwartą dłonią gładką tkaninę, jakby próbowała pociągnąć magicznie za sobą wrażenie ciepła i rytmiczne drżenia wywoływane biciem serca.
Dopiero wtedy, z wyczuwalnym oporem, który niechętnie zwalczała, zaczęła unosić głowę. Ruch był powolny, płynny, niemal ślizgający się po barku Urd. Towarzyszył mu cichy szelest szaty, podczas gdy kolejne jej fragmenty poruszały się wraz z nią. Wyprostowała się z ociąganiem zataczając głową szerszy łuk. Tak by jej blond kosmki grzecznie wróciły na miejsce kiedy przekrzywiła głowę spoglądając na twarz towarzyszki.
Gdy ich spojrzenia się spotkały, w błękitnych tęczówkach Ceolsige wciąż tliła się senna mgiełka, ale towarzyszył jej uśmiech szczerego zadowolenia. Prawą dłoń zsunęła z uda kuzynki, pozwalając, by ich dłonie zniknęły na chwilę pod czarną mgiełką rękawa. Obracając delikatnie dłoń musnęła na chwilę swoimi palcami te, które chwilę wcześniej kreśliły ochronne znaki. Spojrzenie błękitnych oczu na chwilę spoczęło na półprzeźroczystej tkaninie, która teraz okrywała splecione palce dwóch dłoni spoczywające na jednym podłokietniku. Jej palce delikatnie zacisnęły się na zdobyczy, jakby sprawdzając przez chwilę jej prawdziwość.
- Wybaczy mi kuzynko...  – szepnęła, a jej głos, wciąż niski i zachrypnięty po śnie, miał w sobie nutę zawadiackiej kokieterii. – Stęskniłam się chyba za tak luksusowo miękkim i pachnącym posłaniem, że zupełnie straciłam czujność. Mam nadzieję, że moje... niedopasowanie do powagi Peer Gynta nie przeszkodziło ci zbytnio w odbiorze sztuki?
W jej spojrzeniu, choć wciąż łagodnym, błysnęła iskra przekory. W tej powierzchownej zaczepce była delikatna nadzieja, że może jednak trochę przeszkodziła.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#5
13.04.2026, 22:08  ✶  
Dotyk śpiącej rzeczywistszy był od dźwięków i twardości siedzeń w niezbyt drogiej loży. Ciężar głowy, niosącej tak wiele myśli i planów, palce zaciśnięte na aksamitnej sukni, ostateczny gest, ostateczna prośba o to, by pozostała obok. A więc trwała, w zasłuchaniu oddechem, otoczona szelestem ich własnych gestów bardziej niż cokolwiek działo się na scenie, zupełnie jakby znalazły się w prywatnej, wysycająco intymnej sferze, mówiącej o ich relacji, o ich tęsknocie więcej niż mogłyby sobie szeptać pośród miękkich pościeli.

Plumkania pianinka ogłaszające przerwę wdarły się w tą przestrzeń spodziewanie, choć nie oszczędziło to irytacji. Uczucie to jednak rozpłynęło się momentalnie, gdy słodka kuzyneczka rozpoczęła swój niespieszny ale jakże dobitnie wycyzelowany taniec, dedykowany - na co Urd bardzo liczyła - li tylko ich spotkaniu.

Dotyk obudzonej istniał więc na pograniczu jawy i snu, co wprawiało serce urodziwej potomkini selki w przyjemne drżenie. Rzadko kiedy odmawiała sobie przyjemności, ale w przypadku Ceolsige niewątpliwie tę przyjemność należało sobie dozować, aby późniejsza rozkosz mogła trwać tym dłużej, tym bardziej.

Tak jak teraz, te fale, nieistotne, nieuchwytne, pozostawiające trwały ślad jak obmywające brzeg wody północnego morza. Mimowolnie przymknęła powieki, pozwalając powietrzu wpłynąć do ust przez rozchylone wargi, nie zamierzając nawet ukrywać dla świata, ukrywać przed nią, jakie wrażenie robią te zakusy, te krążenia, te ciche szepty pozbawione słów.

– Powagi?– delikatnie uniosła brwi, kpiąco, choć mało w niej było kpiny, a więcej próby zachowania jakiegokolwiek fasonu. Niebieskie oczy ześlizgnęły się na usztywniany fantazyjny kołnierz, przez myśl przemknęło, że powinna być sztywna jak ta część sukni, tak blisko długiej szyi, tak blisko coraz szybciej bijącego serduszka, tego była pewna, że jej przebudzona sówka, z każdą chwilą może stać się coraz bardziej rozbudzona – Widać że nie uważałaś dobrze moja miła, trochę trupów padło, ale w tej grotesce mało jest miejsca na jakąkolwiek ciężkość gatunkową właściwą skandynawskim sagom. – Opuszki mimowolnie przebiegły po bladym policzku, bardziej łaskocząc niż oddając przyjemność obcowania z rozespaną ptaszyną. – Twój odpoczynek teraz, gwarantuje mi ciekawszą noc później. Może lampka wina w Zorzy? Straciłam ochotę na finał... tutaj. – A gdzież on mógłby on nastąpić? Urd rzadko kiedy wybiegała myślą aż tak w przód, nie starając się przewidzieć losu, a łapać jego falę, tak jak teraz czuła ponad wszystko, że drugi akt, spędzą już w zupełnie innym miejscu.

Ze wszech miar jednak cieszyła się z jednego. Nawet gdy wymieniły tak mało słów między sobą, wszystko w pannie Burke krzyczało wręcz, że ta znajomość, ta relacja, jest odnawiana z obopólną przyjemnością, a czas który spędziły teraz, dziś, który jeszcze będzie im za moment ofiarowany, raczej nie jest jednorazową sytuacją... Cóż można byłoby zrobić, aby te przypadkowe spotkania, były mniej przypadkowe? Nad tym zastanowi się rano.

Koniec sesji

!BINGO C2
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#6
13.04.2026, 22:08  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: C2
wariant: 2
typ: zdarzenie

Dom rodzinny.

Znaleźliście się w miejscu publicznym, żeby miło spędzić czas, ale coś poszło nie tak. Para obok jest głośna. Najpierw przewracacie oczami, ale później jedno z was czuje nieprzyjemne ukłucie w brzuchu – bo któreś z tych zachowań brzmią aż za znajomo. Twój partner też często to robi i to jedna z rzeczy, które cię w nim drażnią. Czy to tylko irytacja cudzym brakiem manier, czy może odbicie czegoś, czego wolałbyś nie widzieć we własnym związku?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (1534), Pan Losu (83), Urd Nordgesim (1560)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa