- Chyba jeszcze za wcześnie na sensowne wnioski - odezwała się w końcu, a jej głos był cichy, lecz stabilny. Jej dłoń, jeszcze przed chwilą spoczywająca swobodnie przy talerzu, zatrzymała się w pół ruchu. Palce lekko zacisnęły się na kielichu, jakby potrzebowała tej fizycznej stabilności. Na moment spojrzała w stronę okna, gdzie za ciężkimi zasłonami majaczyło chłodne światło księżyca.
Upiła odrobinę wina, ale zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze, dźwięk otwieranych drzwi przeciął spokojną ciszę jadalni. Podniosła wzrok i napotkała spojrzenie matki, która właśnie wróciła do domu. Wyglądała dokładnie tak, jak można się było spodziewać po kimś, kto wracał z długiego dnia pełnego obowiązków - a jednocześnie ani przez moment nie traciła tej niemal nienaruszalnej elegancji, która zdawała się być jej drugą naturą. Materiał jej szaty wciąż układał się perfekcyjnie, choć w jego linii można było dostrzec drobne ślady zmęczenia: lekkie załamanie przy ramieniu, minimalne przesunięcie tkaniny, które zdradzało, że dzień był długi. Jej skupione spojrzenie zatrzymało się na Renigaldzie, a twarz automatycznie się rozpromieniła. Jakby sama obecność młodego Malfoya była wystarczającym powodem, by na nowo przybrać tę bardziej towarzyską, niemal melodyjną tonację bycia.
- Renigaldzie! - jej głos rozbrzmiał ciepło, z nutą autentycznej ulgi, która wyraźnie przebiła się przez zmęczenie. Podeszła bliżej, nie tracąc ani chwili, jakby sama jego obecność była dobrą wiadomością tego dnia. - Jak dobrze widzieć cię całego.- Zatrzymała się przy stole, przyglądając mu się uważnie, niemal badawczo, jakby chciała upewnić się, że rzeczywiście stoi przed nią bezpieczny i nienaruszony. W jej spojrzeniu pojawiła się troska, która nie była udawana ani wymuszona. Astoria obserwowała to w milczeniu. Widziała, jak jej matka jednym spojrzeniem ogarnia sytuację - stół, zastawę, ich dwoje siedzących naprzeciw siebie. I jak w tej samej chwili coś w jej wyrazie twarzy zmienia się niemal niezauważalnie. Delikatny błysk. Starsza kobieta uśmiechnęła się lekko, przenosząc spojrzenie między nimi.
- Muszę przyznać, że bardzo ładnie razem wyglądacie - zaczęła lekko, a w Astorii wezbrało zirytowanie na oczywiste sugestie matki.
- Mamo... - mruknęła posępnie; w jej głosie pobrzmiewało coś więcej niż zwykłe upomnienie. Była tam nuta zmęczenia, może nawet odrobina zawstydzenia, którą starała się ukryć pod spokojem. Jej spojrzenie na moment uciekło ku Renigaldowi. Nie chciała, żeby czuł się zakłopotany, szczególnie że był tutaj gościem.
then break some