11.11.2025, 16:58 ✶
Zawsze może być gorzej. Nawet tego już nikt nie mówił, każdy to widział w spojrzeniu swojego współpracownika. Może być i będzie. Sid nie miała pojęcia, na którym stopniu kryzysu znajdowali się jako cały Mung, nie wiedziała nawet czy schodzą na dół, na dno czy się wspinają mozolnie w górę. Nie wiedziała i z wielu rzeczy, których tej noc nie wiedziała, co ją dość uwierało, bo zwykle była osobą, która chciała udzielać odpowiedzi, to akurat tej nie chciała poznać. Bolały ją plecy, bo przez ostatnie czterdzieści minut pomagała oczyszczać poparzenia jakiegoś czarodzieja, którego ogień potraktował bezlitośnie wraz z ubraniem, które miał na sobie w momencie wybuchu, a potem przygniótł go zawalony strop. Ordynator odwołał ja z przyjmowania pacjentów, którzy mogli się poruszać o własnych siłach, nimi zajmą się stażyści ostatniego roku, a doświadczonych uzdrowicieli przesunięto do wszystkich przypadków ciężkich i poważnych. Wiadomo, że wraz z postępującą akcją ratowniczą to zacznie spływać do nich więcej takich poszkodowanych. A do tego ich zapasy już się kurczyły, co gorsza nie mogli liczyć na lecznice spoza Londynu, bo z mniej lub bardziej potwierdzonych informacji wynikało, że enklawy czarodziejskie też padły ofiarami ognia.
Sidonie wyrzuciła rękawiczki do kosza i zaklęciem oczyściła swoją uzdrowicielską szatę, miałą wrażenie, że jej uniform od wielokrotnego magicznego czyszczenia, zaczął trzeszczeć w szwach. Przeciągnęła się, plecy ją bolały, aż jej zdrętwiała ręka od ramienia do łokcia. Była na nogach od wczesnego rana i zaczynała to czuć, ktoś jej powiedział, że mają wprowadzić rotację dla tych, którzy byli najdłużej, choć pewnie najpierw zluzowani będą ci pechowcy, którzy zostali z jakiś powodów w szpitalu z nocki i pociągnęło ich, aż do teraz. Miała ochotę na moment urwać się na dach albo półpiętro z podprowadzonym od kogoś papierosem, nie paliła, raczej sporadycznie, ale teraz dodatkowo jakoś używanie zapalniczki lub różdżki w tym celu wydawało się nie na miejscu.
!Nigdy nie przestawaj leczyć
Sidonie wyrzuciła rękawiczki do kosza i zaklęciem oczyściła swoją uzdrowicielską szatę, miałą wrażenie, że jej uniform od wielokrotnego magicznego czyszczenia, zaczął trzeszczeć w szwach. Przeciągnęła się, plecy ją bolały, aż jej zdrętwiała ręka od ramienia do łokcia. Była na nogach od wczesnego rana i zaczynała to czuć, ktoś jej powiedział, że mają wprowadzić rotację dla tych, którzy byli najdłużej, choć pewnie najpierw zluzowani będą ci pechowcy, którzy zostali z jakiś powodów w szpitalu z nocki i pociągnęło ich, aż do teraz. Miała ochotę na moment urwać się na dach albo półpiętro z podprowadzonym od kogoś papierosem, nie paliła, raczej sporadycznie, ale teraz dodatkowo jakoś używanie zapalniczki lub różdżki w tym celu wydawało się nie na miejscu.
!Nigdy nie przestawaj leczyć