Mabon, Równonoc Jesienna, Pangbourne – kolacja z rodziną
Cieszyła się na tę kolację, nawet jeśli cień Spalonej Nocy ciągle gdzieś tam wisiał w tle, a stali domownicy Ostoi dla zwierząt byli permanentnie zmęczeni, sam budynek jednak miał się bardzo dobrze, a poza tym, że byli niewyspani – nic im nie było. Babcia Halsey wygoniła dzisiaj Guinevere z kuchni, nie chcąc słyszeć o żadnym pomaganiu, tak więc Egipcjanka spędziła czas na smętnym kiermaszu, później złożyła dar na ołtarzu w kowenie, a jeszcze później posiedziała z Cathalem w Dziurawym Kotle… Było miło, nawet bardzo, a teraz, gdy już zasiadała z dziadkami w jadalni przy stole, uśmiechała się do nich promiennie. Nie było tu nie wiadomo ilu potraw, ale babcia i tak się postarała: ugotowała gęstą zupę dyniową, paszteciki z grzybami i dziczyzną, ale również pieczona ryba i dwa rodzaje ciasta. Wszyscy tu zgromadzeni – czyli Malcolm z żoną Halsey (dziadkowie Gin), Robert Senior (pradziadek Gin) i Guinevere. No i mnóstwo magicznch zwierząt, które zajmowały się sobą w swoich wydzielonych i przygotowanych specjalnie dla nich pomieszczeniach zmienionych tak, by te były odzwierciedleniem warunków naturalnych. Ten dom był dziełem wielu zdolnych rzemieślników i czarodziejów, którym udało się zakląć i w jakiś sposób zapieczętować silną magię transmutacji w taki sposób, by wewnątrz był znacznie większy niż na zewnątrz…
Cała czwórka śmiała się do siebie przy kolacji, pradziadek wpadł nawet w na tyle dobry humor, że zaczął opowiadać jakieś stare historie z zamierzchłych czasów, na które Ginny tylko oparła głowę na dłoni i słuchała z zaciekawieniem właściwym historykowi, który miał okazję dowiedzieć się właśnie czegoś nowego. Popijała sobie przy tym spokojnie herbatę z lipy, nie mając zamiaru już dotykać dzisiaj więcej grzańca, którego opiła się z Cathalem i nadal czuła lekkie ciepło na policzkach. Śmiała się ze swoją najbliższą w Anglii rodziną tak, jak dawno nie było okazji, aż ją rozbolała twarz i brzuch. Kochała ich tak strasznie, nie wiedziała co by zrobiła, gdyby ich nie miała…
I przy tym powiedziała im też o tym, czego dowiedziała się od Shafiqa o runie, którą widziała w domu. O tym, że to przez nią nie są w stanie spać i najlepiej by było, na czas póki się jej nie pozbędą, znaleźć jakieś zastępcze miejsce… Malcolm od razu wpadł na pomysł, żeby spać w stodole, ale Halsey bardzo szybko wybiła mu to z głowy, przypominając, że ma przecież siostrę, która i tak nie korzysta ze swojego domu w Hogsmeade, bo zaczął się rok szkolny w Hogwarcie. Na tę noc Ginny podzieliła się z rodziną koszykiem owoców, które zakupiła na kiermaszu – te miały podobno pomóc zasnąć, a resztę, która została, babcia zostawiła dla uzdrowicielki.
W ten właśnie sposób, o późnej godzinie, Guinevere obładowana w ciasto i paszteciki, których babcia zrobiła stanowczo zbyt dużo, w list do Minervy McGonagall i jedną z sów dziadka, teleportowała się do obozu na wykopaliskach na noc. Stamtąd było trochę bliżej do Szkocji, dzięki czemu sowa miała pokonać odległość z listem nieco szybciej.