• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[19.09.1972r.] Ocena sytuacji

[19.09.1972r.] Ocena sytuacji
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#1
14.11.2025, 15:30  ✶  
19 września 1972r.
Departament Magicznych Wypadków i Katastrof

Zaraz po porannym śniadaniu, Laurence udał się prosto do Ministerstwa Magii, z samego rana. Tak, jakby przychodził normalnie do pracy. Nie uprzedzał nikogo w swoim Departamencie, że wraca z urlopu. Ale też nie rozumiał, dlaczego nie został mu wysłany żaden list z informacją o tragicznej sytuacji w kraju. Czy raczej, jego stolicy. O tym, że jest tutaj potrzebny, dowiedział się dopiero od swojego kuzyna. Dlatego też, skrócił swój urlop i pojawił dzisiaj w Ministerstwie.

Jak tylko pojawił się w Ministerstwie, od razu zwrócił uwagę na zachowanie pracowników. Na to ile sów i listów przemieszczało się w powietrzu między departamentami i biurami. Udał się do windy, zajeżdżając na trzeci poziom. Wysiadł w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof, korytarzami zmierzając do swojego biura. Jego obecność nie pozostawała nie zauważona.

- Dzień dobry Panie Lestrange.
Usłyszał z jednej strony, na odpowiedział również:
- Dzień dobry.
Niektórzy nie ukrywali zaskoczenia jego powrotem z urlopu.
- Dzień dobry Panu. Wrócił Pan już z urlopu?
Usłyszał z drugiej strony.
- Tak.
Odparł krótko.
Kiedy dotarł do swojego biura, jeden z pracowników mu podwładny, pełniący funkcję sekretarza, od razu się pojawił także w jego pomieszczeniu.
- Dzień dobry. Nie uprzedził Pan o swoim powrocie.
Przywitał się wyraźnie zaskoczony nagłym pojawieniem się zastępcy Szefa Departamentu.
- Nie było na to czasu. Zbierz raporty z ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce za dnia i w nocy ósmego i dziewiątego września. A także zestawienie raportów i sprawozdań podjętych działań od tamtej nocy do dnia dzisiejszego. Wszystkich biur, jakie podlegają w tym Departamencie. Chce się ze wszystkim zapoznać.
Wydał od razu polecenie, nie zważając na to czy te raporty mają już gotowe swoje kopie, czy są u szefa, czy może wciąż zalegają u pozostałych przełożonych konkretnych biur. Laurence chciał wiedzieć, jakie poczyniono działania. Pomimo tego, co ostatniego dnia widział w Londynie. Będzie musiał także napisać list do Babki, albo kogoś, kto opisze mu sytuację jaka panowała i panuje w Klinice Magicznych Chorób i Urazów.

Pracownik nie od razu, ale po chwili wyszedł wykonać polecenie. Lestrange wiedząc, że to trochę zajmie, zdjął płaszcz i powiesił na wieszaku. Przygotował sobie kawę i usiadł przy swoim biurku, spojrzawszy na nowy numer Proroka Codziennego. Nie zagłębiał się całkowicie w jego lekturę. Kiedy pracownik dostarczył mu potrzebne dokumenty, Laurence zabrał się do ich czytania. Chcąc wiedzieć, co miało miejsce i gdzie. Jak szeroki zasięg miasta sięgnęły pożary. Ile było ofiar, ile mieszkańców z obu społeczności bez dachu nad głową tamtej nocy. Jak statystyki przedstawiają się teraz. Jak wyglądała praca uzdrowicieli i amnezjatorów w terenie. Czy nawiązano kontakt z Kliniką Magicznych Chorób i urazów. Okazano jakieś wsparcie. Czy cokolwiek działano i jak w ostatnim czasie.

Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#2
18.11.2025, 10:07  ✶  
Brak wezwania na służbę był conajmniej niepokojący, wszak Lestrange wiedział o sytuacji w kraju bardzo szybko - fala pożarów przetoczyła się nie tylko przez magiczny Londyn, ale przez cały kraj, pustosząc go w linii zwanej Zadrą. Brak wezwania na służbę mógł wzbudzić podejrzenia niezdrowej ministerialnej rywalizacji, ale już od pierwszych kroków w Ministerialne korytarze jasnym stało się dla zastępcy Szefa Departamentu, że według wszelkiego prawdopodobieństwa była tylko jedna odpowiedź na to czemu nie dostał żadnego listu.

Chaos

- Lestrange Ty żyjesz! Myśleliśmy, że Cię pogrzebało w Dolinie! - rzucił do niego w Atrium równy mu pozycją zastępca Bletchleya z międzynarodowego, zaskakująco lekko jak na skalę tragedii, ale chwilę potem histeryczny śmiech rozproszył uŁudę niezobowiązującej konwersacji. - Dobrze Cię widzieć, wybacz jednak że nie pogadam jak wstałeś z popiołów, Bletchley wzywa nas na dywanik. Szczerze już wolałem w Spaloną noc… - nagle mężczyzna rozkaszlał się, bolesnym suchym kaszlem - niż… khekhekhe… wybacz, później pogadamy, muszę oszczędzać głos… khe khekhe - zapluł się niemal i zniknął w jednym z korytarzy drugiego pietra, które bynajmniej nie należało do Alexandra Bletchleya.

CHAOS

Jego departament wypełniony był ludźmi. Wypchany był ludźmi. Część się z nim witała, część w pogoni nawet nie zauważyła jego obecności. Dokumenty walały się wszędzie, stosy, teczki, akta stanowiły nowe umeblowanie departamentu, papier zdawał się pełnić rolę dywanu.

Jego sekretarz wrócił dopiero po dwóch godzinach, a dokumentacja, którą przyniósł była zaskakująco szczupła. Mężczyzna był blady, zlany zimnym potem, jego rozbiegane oczy zdawały się omijać twarz Lestrange’a.
- Sir… chciałem poinformować, że podczas pańskiej nieobecności zostałem desygnowany do amnezjatorów na czas nieokreślony. Decyzja Cattermole’a, wszyscy, którzy odbyli conajmniej roczną służbę u amnezjatorów zostali tam przeniesieni sir. Te raporty… - Jeden rzut oka wprawnego urzędnika wystarczył, Laurence znał ten formularz. Teczka była cienka, ponieważ nikt nie zamierzał się podpisywać pod niekompletnymi raportami, a te.. nie mogły być kompletne. Obszary zniszczeń były na niespotykaną skalę. Pokątna, Horyzontalna, Nokturn (choć tu akurat nic dziwnego), ale też magiczne domy w całym Londynie, na całym paśmie zadry. Wszystkie formularze mówiły jasno o zbieraniu danych, ale liczby były oszałamiające. Nawet mugolska wojna nie zebrała takiego żniwa wśród magicznej społeczności.

- Najwięcej budżetu obecnie idzie na oczyszczanie miasta z gruzów i czyszczenie pamięci mugolom Sir. Wpuszczono ich do Atrium podczas pożaru, ale też wielu magów próbowało gasić pożary w niemagicznym. Cały czas wychodzą nowe przypadki, nasz system jest… - i ten rozmówca rozkaszlał się straszliwie, choć akurat w Ministerstwie bardzo dbano by absolutnie nic nie pachniało spalenizną. Jasnym było, że na razie nie robiono żadnych ruchów zaradczych, ani opiekuńczych wobec obywateli. Sprzątano bałagan. Chroniono dyrektywę o niejawności, gdy wszystko inne musiało czekać w kolejce.

- Każdy przypadek czyszczenia pamięci jest opisywany zgodnie z Rozporządzeniem 3.71, paragraf 2, od ustępu 5 do 13. Procedura trwa dłużej, o wiele dłużej, ze względu na stan amnezjatorów. Mm… strasznie kaszlą. Większość tych, którzy byli w Londynie kaszle. Kolejki do uzdrowicieli są niebotyczne, brakuje składników na eliksiry przeciwkaszlowe i… - umilkł, gdy zdał sobie sprawę, że jego słowa stają się coraz bardziej i bardziej rozedrgane od narastającej w nim paniki.

ChAOs

- Biuro Dezinformacji próbuje zapanować nad mugolskimi mediami ale bezskutecznie. Sprawa rozlała się na cały świat przez tą ich przez to radio z obrazami. Padła propozycja tłumaczenia pożaru erupcją gazów na słońcu, ale… idzie im to bardzo wolno. Siedzą im na karku Ci z Międzynarodowej Konfederacji, tam w biurze nie da się oddychać, niektórzy nie wychodzą z niego od tygodnia. - uciekł wzrokiem w bok, na ścianę, w stronę gdzie mieści się przywołane przez niego biuro. - Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe właściwie w całości zostało oddelegowane do pracy w Mungu. Poza Amnezjatorami. Sir… czy wypisze mi pan zaświadczenie do kadr Sir, że nie stawiłem się na służbę z powodu pana przyjazdu? Od rana powinienem być w terenie w khe khe khe khe w Soho. Dostałem tam przydział.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#3
20.11.2025, 12:39  ✶  

Chaos tego miejsca, był wręcz nie do opisania. Lestrange pierwszy raz widział, jak pracownicy przemieszczali się we wszystkie strony. Gdy usłyszał swoje nazwisko, obejrzał się w kierunku znanego sobie czarodzieja. Wstanie z popiołów? Laurenca te słowa zaskoczyły. Ale fakt, nie wszyscy wiedzieli o jego wyjeździe za granicę.

- Jak widać. Nie pogrzebało.
Odpowiedział uprzejmie, nie ukrywając także, że i jego widok zastępcy Bletchleya cieszył. Pytanie tylko, ilu z nich na wysokich stanowiskach przeżyło ostatnie pożary? Przeglądając Proroka Codziennego, nie natknął się na znane nazwiska.

Wysłuchał kolegi z innego Departamentu, marszcząc brwi na usłyszenie jego kaszlu. Victoria mu o tym coś w listach wspomniała. A teraz, miał tego dowód. Skinął koledze głową, nie zatrzymując go i pozwalając się oddalić. Sam ruszył do windy, aby dotrzeć na swój poziom. A tam, zobaczył jeszcze większy chaos.

Mimo zatłoczenia, mijając pracowników i słysząc u niektórych kaszel, dotarł do swojego biura, witając swojego sekretarza wydając mu polecenia.

Doczekawszy się wypełnienia polecenia, przygotowując się na czytanie sporej lektury, otrzymał rozczarowanie. Jak tylko jego sekretarz wrócił, obserwował jego zachowanie. Nie mówił nic, ale spojrzał na przyniesione raporty. Co to w ogóle miało być?

Nim podjął się sprawdzania, usłyszał o oddelegowaniu chłopaka do Amnezjatorów, pod jego nieobecność. I tu spojrzał także poważnie. 

- Rozumiem, że zostałeś oddelegowany po ostatnich pożarach?
Dopytał. Jeżeli nie, to znaczy że Cattermole rozdysponował sobie ludźmi jak chciał. Ale jeżeli było to po pożarach, mogło mieć więcej sensu. Amnezjatorów, potrzebowali w dużej liczbie.
Wspominając o raportach, Laurence przeniósł wzrok na teczkę i otworzył ją, aby spojrzeć co dostał. Już to, że było tego strasznie mało, był niepokojący. Zaś treść była jasna. Straty wciąż rosły, bilans rannych i ofiar nie zamykał się. Widział prace na terenach, przy których poruszał się, ale wszystkiego jeszcze nie zobaczył. Czytał, jednocześnie słuchając swojego sekretarza. Gdy jednak padły słowa mugole i Atrium, od razu spojrzał na niego w szoku.
- Chwila. Mugole byli w Atrium? Minister wydała na to pozwolenie?
Musiał dopytać, czy dobrze usłyszał. Czy to faktycznie miało miejsce? Czy mugole nie powinni tutaj przebywać, niezależnie od zagrożenia na zewnątrz?

Słuchał dalej, ale też zwrócił uwagę na kaszel chłopaka. Był on niepokojący. Jak sam później to potwierdził, "choroba" tego pokroju dotknąć mogła każdego mieszkańca Londynu i poza jego obszarem. Utrudniając pracę szczególnie ważnych jednostek.

Kolejna informacja jaka nie spodobała się Laurencowi, to oddelegowanie całego Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego do Munga. Czy to było konieczne?

- Jacykolwiek Uzdrowiciele tutaj pozostali?
Dopytał. Wspominanie o pozostawieniu Amnezjatorów, był niepokojący. Tutaj, potrzebowali także co najmniej kilku uzdrowicieli. Mung był najpewniej przepełniony. Rąk do pracy brakowało. To nie było zaskoczeniem. Lestrange zaczął wertować raporty, szukając tego dotyczącego współpracy z Kliniką i jakie są postępy.
- Napiszę Ci. Usiądź.
Zachęcił, wskazując wolne krzesło przed sobą. Widział, że jego człowiek był blady, kaszlał i cały przejęty był sytuacją.
- Powiedz mi jeszcze.
Spojrzał na niego.
- Czy podstawowe eliksiry na kaszel działają, czy mamy do czynienia z czymś poważniejszym? Nie umknęło mi uwadze to, jak większość z Was się z tym męczy. A także, jak wygląda współpraca z Kliniką? Poza tym oddelegowaniem do nich Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego.
Dopytywał. Na spokojnie. Choć był poważny, było widać po nim niezadowolenie z chaosu działań, to jednak zachowywał spokój. W nerwach, niczego się nie załatwi. W dodatku, w przeciwieństwie do innych, on był czysty od "kaszlu", mógłby im pomóc ze znalezieniem eliksiru na ten rodzaj kaszlu. Potrzebował jednak więcej informacji.


@Dearg Dur
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#4
03.12.2025, 00:13  ✶  
Jego tymczasowo nie sekretarz skinął twierdząco na pierwsze pytanie. A potem z bardzo zbolałą miną na drugie.

- Byłī burdy, to nigdy nie kończy się dobrze. Pobili nawet jakiegoś sędziego! - sekretarz mimowolnie wpadł w plotkarski ton, na co nie pozwalał sobie nigdy przed Spaloną Nocą. Teraz jeszcze przemęczenie dawało się we znaki, a przez zniszczoną radiostację, zabite sowy i zamieszanie w Proroku, ludzie powrócili do ustnego przekazywania sobie informacji. - Pozostali? Nie. Nie wiem. - Przyznał rozglądając się chaotycznie po ścianach, jakby próbował na nich znaleźć odpowiedź. - Wydaje mi się że nie. Wydaje mi się, że padł rozkaz, aby iść pomagać do Munga, ale nikt nie pamiętał by ten rozkaz odwołać. Nie wiem szefie, nie wiem co tu się dzieje. - stęknął, a potem w końcu skupił się na wypisywanym „usprawiedliwieniu”. Mógł polegać na tym glejcie, Laurence dysponował wiedzą, która umożliwiała mu sprawne przemieszczanie się w biurokratycznym gąszczu. Pytanie, czy lider grupy w ogóle spojrzy na papier, by rozpoznać słusznie skrojony dokument. Pytanie, czy grupa tego mężczyzny miała jakiegokolwiek lidera.

- Eliksiry… - gwałtowny kaszel przerwał mu wypowiedź. Energicznie postukał się w pierś. - Eliksiry działają. Teoretycznie. Ale są wydzielane, ze względu na ograniczone zasoby. I… No… Gardło jest tak podrażnione, że byle katar od razu sprawia, że człowiek chce wypluć płuca. Okruszek. Pyłek… A tych jest wszędzie… - wzdrygnął się i pokasłał jeszcze moment, choć już nieco łagodniej. - Mnie już badano, dostałem przydział leku, a z zaopatrzeniem też jest kiepsko. Miałem iść po raz drugi, po coś mocniejszego, ale… kolejka skutecznie mnie zniechęca. Dickens wspominał, że samo przechodzi, w zależności od tego kto ile się nawdychał. Ja… ja nawdychałem się całkiem sporo. Ale moja narzeczona przeżyła. Przynajmniej… przynajmniej tyle mogłem zrobić. - Zwykle bardzo oszczędna w mowie i gestach persona zawodowa osobistego sekretarza sypała się w popiół na oczach zastępcy szefa Departamentu.- Ciężko mówić o współpracy. Zabrali nam ludzi, nie dostajemy od nich danych, tylko niekończące się prośby o zwiększenie dotacji. Czy to się liczy?

Laurence skończył pisać i gdy tylko jego pieczęć znalazła się obok podpisu, jego pracownik wyszedł. Pozostali kręcący się po korytarzach byli jeszcze mniej pomocni - zabiegani, rozkojarzeni, zmęczeni, zatopieni w koszmarze, z którego nie mogli się obudzić. Spalona noc nie była tylko najgorszym dniem ich pracy. Była początkiem najgorszego tygodnia. Miesiąca. Kto wie… najgorszych lat. Cattermole też zdawał się nieosiągalny, gnany od jednego spotkania szefów departamentu, do drugiego.


A burza… Burza dopiero miała się zacząć, wraz z kilkoma gorzkimi słowami, które zalśniły nap ierwszych stronach Proroka Codziennego ledwie dwa dni później.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#5
06.12.2025, 12:50  ✶  

Nie zadowalały go potwierdzające kiwnięcia na zadane przez siebie pytania. Przy tym ostatnim, to aż przetarł dłonią twarz. Jeżeli konieczne było zapewnienie ochrony mugolom, bo ktoś chciał zabłysnąć swoją wyższością i inteligencją w Ministerstwie, można było stworzyć odpowiednie schrony. Są czarodziejami, nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Nie ukrywał po sobie, że takie posunięcie minister, nie było rozsądne. Ale cóż, nie kwestionował tej decyzji. Nie odniósł się do niej. Stało się, teraz amnezjatorzy z komitetem do spraw łagodzenia mugoli mają ręce pełne roboty. Nawet Laurence starał się odszukać w raportach choć jeden dokument od nich. Oceniający sytuację w świecie mugoli.

Kolejna rzecz, która załamywała. O ile idzie zrozumieć, że w sytuacji kryzysu, wydaje się nagłe rozkazy, polecenia i trzeba je wykonać, to należy pamiętać o ich odwołaniu. Czy było aż tak źle, że po upływie tylu dni od ataku, wciąż te rozkazy były ważne? Będzie musiał i tym się zająć, przyjrzeć dokładniej, aby pracownicy oddelegowani, wrócili tutaj na swoje stanowiska. Trzeba także dowiedzieć się, ilu mają sprawnych uzdrowicieli, amnezjatorów, którzy są wstanie pracować i nie ucierpieli na zdrowiu.

Odłożył dokumenty na bok, po czym sięgnął po pergamin, otworzył kałamarz i ujął w dłoń pióro, aby napisać usprawiedliwienie pracownikowi, którego teraz potrzebował, a jak się okazało, miał przydział gdzie indziej. Podpisując się na końcu swoim stanowiskiem i nazwiskiem, nie powinni robić mu problemów.

Kiedy znów usłyszał ten paskudny kaszel, spojrzał na pracownika, gotów będąc mu zaraz udzielić pomocy, jeżeli to nie da mu spokoju, lub zacznie się dusić. To nie było coś normalnego. Gdyby eliksiry działały, to czy przez tyle tygodni męczyłby się z tym?

Kolejna kwestia dotycząca związku z Kliniką. To co usłyszał, chyba brzmiało jak jakieś nieporozumienie. Albo w tym chaosie, ktoś nie umiał podzielić pracę uzdrowicieli na dwa obiekty. Przecież tutaj też ich potrzebowali. Na wszelki wypadek.

- Liczy się.
Odparł zdecydowanie, ale z zawodem w głosie. Tak nie powinna wyglądać współpraca. Coś dajesz, coś oczekujesz.
Upewniwszy się, że tusz wyschnął na pergaminie, przyłożył jeszcze swoją pieczęć i wręczył pracownikowi.
- Jeżeli będą problemy, skieruj swojego obecnego przełożonego do mnie.
Nie sądził żeby takie się pojawiły, ale na wszelki wypadek, zalecił takie rozwiązanie. Sam chętnie porozmawia z tym, który kieruje grupą amnezjatorów.

Nie zatrzymywał go także. Z resztą spraw musiał uporać się sam. Z tym czymś, co nie wiadomo czym było zapisane w papierach. Gdy znów na to spojrzał, będąc już sam w gabinecie, westchnął.

Czytał, analizował, zapoznawał z ostatnimi wydaniami proroka codziennego. Szukał rozwiązania korzystnego dla wszystkich. Nie tylko samych poszkodowanych i chorych, ale i dla swoich pracowników. Ich zdrowie także było najważniejsze. Nie może dojść do sytuacji, jak widział to przed chwilą. Przemęczeni, nie pomogą innym. Potrzebne były zmiany.

Ataki na razie ustały. Czujność zachować należy nadal. Pozostały czas w pracy poświęcił na rozpisywaniu na brudno to, co należałoby zrobić, gdyby był na miejscu. Sporządzał szkic działań dla siebie, jakie by podjął. Porównując z tym, co zostało już wykonane. Napisał także list do Munga, aby dowiedzieć się, jak wyglądała ich sytuacja podczas ataku i po nim. Dowiedzieć się jak wyglądają statystyki poszkodowanych i ofiar. A także, czego potrzebują.

W ramach przerwy, poszedł coś zjeść i wypić, podejmując rozmowy z innymi pracownikami. W ten sposób dowiedział się także, że i czasopismo Czarownica, miała opisane domowe sposoby leczenia kaszlu. Pożyczył ów gazetę, aby samemu się z tym zapoznać. Łagodzenie objawów, nie wyleczy ich od razu. Eliksiry mają mocniejsze działania niż napary, które trzeba dłużej przyjmować.


Dwa dni później, kiedy po konferencjach, pojawił się artykuł w proroku codziennym, Lestrange’a być może nerwowość Minister nie zaskoczyła, kiedy go przeczytał i w późniejszych godzinach, zauważył jak szef wyglądał po spotkaniu zwołanym przez Jenkins. Sam widział w tym bałagan. Wiedział też już, co musiał zrobić.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (1050), Laurence Lestrange (1619)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa