• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [IX 1972, sen] I że Cię nie opuszczę aż do... końca tego koszmaru | Stanley & Brenna

[IX 1972, sen] I że Cię nie opuszczę aż do... końca tego koszmaru | Stanley & Brenna
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
07.10.2025, 22:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 17:05 przez Stanley Andrew Borgin.)  
Wrzesień 1972, koszmarny sen
Stanley Andrew Borgin & Brenna Longbottom

Stanley skończył właśnie kolejną część swojej operacji pod tytułem - "Papier, nożyczki, kolorowe guziczki". Nazwa może nie była jeszcze idealna ale przedstawiała w skrócie cały zamysł Borgina - anonimy do Longbottom.

To była zbrodnia idealna. Nie miała prawa się dowiedzieć o tym, że to on był nadawcą, a jeżeli się o tym dowiedziała to skorzystała z wiedzy gracza musiała być naprawdę spostrzegawcza. Istniała tez szansa, że ktoś mógł połączyć pewne kropki, chociaż literki wycinał pod różnymi kątami aby nie szło dojść do nadawcy.

Ale Brenna będzie miała za chwilę minę... Hihihi... Pewnie jej będzie głupio, ale wcale się nie dziwię. Na jej miejscu też by mi było głupio prowadził narrację samemu ze sobą w swojej głowie. To byla jednostronna narracja, którą Stanley wygrywał w swojej głowie. Całkowicie zdominował swoją przeciwniczkę w tej debacie, nie dając jej w ogóle dojść do głosu - co było mu na rękę, bo dzięki temu nie był w stanie przegrać.

Nie mniej jednak, musiał przerwać debatę i dokleić ostatnie literki do listu. Kurwa, jak się pisze detektyw?, zastukał melodycznie w blat. Detetkyw? Ciężko westchnął. No cóż, literówka ale ludzie w przedszkolu gorzej wyklejali, a dostawali owacje na stojąco. Mi też się jakieś należą zapewnial samego siebie, całkowicie ignorując swoj błąd. Detetkyw Brenna Longbottom. Nie brzmi źle, o! Nikt sie nie zorientuje.

List był skończony, pięknie zapakowany i wysłany.

Stanleyowi nie pozostało nic więcej, niż ubrać piżamkę w ogórki od Lorraine i udać się na spoczynek. Co też uczynił.

O ile niektórzy liczyli baranki na dobranoc, tak Borgin miał swoją sprawdzoną metodę, która mu pomagała w podróży do objęć Morfeusza.

Mianowicie była to prosta wyliczanka - "Pierwszy cruciatus w Harper... Piuu... drugi cruciarus w Harper... Piuu... trzeci...". I tak to jakoś szło, że po chwili spał niczym zabity.

Nie dosłownie, chociaż przeszedł samego siebie z ostatnią wycinanką, więc mógł być zmęczony.


~*~*~

Nagle huk, jakby budynek się miał zawalić. Stanley ocknął się w strachu, sprawdzając czy wszystko z nim w porządku.

Był cały i zdrów, więc można było stwierdzić, że wszystko było w najlepszej formie. Nie zgadzała się za to okolica, ponieważ zasypiał w Głębinie, a teraz stał przed wejściem do wielkiej sali balowej.

Co ja tu do diaska robię? Zastanawiał się. Szukając odpowiedzi, spojrzał na swój strój, który nie przypominał piżamy w ogóreczki. Garnitur szyty na miarę? Co to za żarty? Nie bardzo rozumiał ale postanowił ruszyć do przodu i przekroczyć drzwi pomieszczenia.

Kiedy tylko postawił pierwszy krok za progiem, dostrzegł dziesiątki, a może setki niewyraźnych twarzy w ławach.

Co jest? Czyj to ślub? Uniósł zdziwioną brew w swoim stylu, rozglądając się po tych wszystkich zgromadzonych osobistościach. Borgin mógłby przysiąść, że rozpoznał kilka twarzy, chociaż nie był w stanie wymienić ludzi z imienia czy nazwiska.

Stanley zmrużył oczy i dostrzegł, że na samym szczycie kobierca jest napisane jego imię. Mój ślub? Jakim prawem? Dziwił się i był święcie przekonany, że wszystkie twarzy przyglądały się jego osobie.

Dobra, podejdę i się obudzę. To brzmi jak plan Dodawał otuchy samemu sobie Przynajmniej jakaś blondynka tam stoi. To się rozumie. Klasa sama w sobie Pokiwał głową ze zrozumieniem. Każdy wiedział, że Borgin uwielbiał blondynki, więc wcale się nie dziwił na taki widok.

Im dłużej szedł, tym bardziej nikł blond, który przemieniał się w brąz. Co to za sztuczki...

W końcu przyszedł czas na ujrzenie panny młodej. Ta miała zjawiskowa białą suknię, chociaż nie do końca pasował już kolor włosów. Dlaczego nie była blondynkom? Nad tym zastanawiał się były brygadzista, a odpowiedź miała nadejść w ułamku sekundy.

A może dlatego, że to była Brenna jego mać Longbottom i to we własnej osobie.

Dlaczego ze wszystkich możliwych blondynek akurat Brenna Longbottom, która nawet nie jest blondynkom?

Merlinie, za jakie grzechy? Od kiedy za wysyłanie anonimów do Brenny idzie sie do piekła? Wróć... na ślubny kobierec z nią?!

- Nosz kurwa mac. Chyba się sny Borginom pomyliły - rzucił na głos, wszak to Anthony miał dziwny pociąg do tej szurniętej gryfonki i nigdy nie interesował sie wybitnymi blondynkami z porządnych domów, takich jak Slytherin czy chociażby Ravenclaw.

- Co, zabrakło blondynek na Pokatnej, którym można by było wystawic mandacik za przekroczenie piękności? - bombardował ją pytaniami, nie chcąc uwierzyć, że to może być prawda - A może skończyły się źle zaparkowane miotły na Horyzontalnej? Sprawdzałaś przy Maczku, wiesz ten lokal gdzie podają bułkę z ciepłym kawałkiem mięsa i keczupem - dziwne połączanie - i serio nie polecam... Ale mnie nie zagaduj, bo nie skończyłem - przerwał Brennie próbę przerwania, chociaż nawet nie chciała mu przerwać - Tam ich zawsze stoi pełno, bo wszyscy idą tylko odebrać swoje zamówienia. Nie wiem, nie mogli wymyślić jakiegos FlyThrough? Aby nie zostawiali mioteł na środku chodnika? - dodał, rozkładając ręce z bezradności.

Borgin podparł się pod boki, bluzgając pod nosem. Ostentacyjnie sięgnął do kieszeni w której była paczka papierosów. Chociaż o to zadbali żartownisie. Dali mnie do snu z tą wariatką i wiedzieli, że muszę zapalić na jej widok. Chorzy ludzie

- Nie wiem jak ty, ale ja wychodzę - zakomunikował, odpalając papierosa, a następnie odwrócił się na pięcie i ruszył do drzwi. Te nie miały zamiaru go przepuścić i się zamknęły na cztery spusty.

- Japierdole... - rzucił pod nosem - Wiesz co Brenno? Jednak nigdzie nie idę - odwrócił się z udawanym uśmiechem na ustach - Bo się nie da! - rzucił rozgoryczony.

- Powiem to dosyć niechętnie ale współpracujmy. Chcę sie jak najszybciej obudzić. Jak moge sie obudzić? - zapytał - Ha! Już wiem jak. No to się ładnie pożegnajmy, miło było cię zobaczyć - uśmiechnął się od ucha do ucha, tak jak to miał w zwyczaju w ministerswie, a następnie spróbował sie uszczypnąć - Ała. Eh. Nie pomoglo. Nadal tu jesteś - ciężko westchnął. To była jeszcze daleka droga przed nimi.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
07.10.2025, 22:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2025, 22:27 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna Longbottom śniła tej nocy koszmary – na całe szczęście były jednak wypełnione tylko ogniem i śmiercią, a nie Stanleyem Borginem, z nich dwojga więc zapewne ona trafiła lepiej. Anonimy od Stanleya wciąż spoczywały w pudełku, włącznie z tym z jadowitą tentakulą, która to pogryzła Borgina i zaiste sprawiła, że odgadła autora tych listów miłosnych pogróżek, ale nie myślała o nich przed snem i Stanley nie nawiedził jej w krainie snów. Może dlatego, że jej pan dzielił imię z wujem Brenny i miała u niego jakieś fory.
Brenna ze snu tymczasem stała za to przed ołtarzem, w białej sukni ślubnej, i uśmiechnęła się do pana młodego zupełnie tak samo, jak uśmiechała się setki razy na korytarzach Ministerstwa. Za to zupełnie jak nie Brenna pozwoliła mu mówić i w ogóle się nie odzywała, czekając cierpliwie aż skończy swoje tyrady, biegi do drzwi i z powrotem.
– Oczywiście, że nigdzie nie idziesz. Nie beze mnie, przecież już wszystko ustalone. I nadal tu jestem, bo będę przy tobie już zawsze. Skarbie, ciągle się dąsasz, że nie przefarbowałam włosów? – westchnęła w końcu, unosząc dłonie, by czule ująć jego twarz… albo trochę mniej czule, bo uścisk był zaskakująco mocny i jakoś trudno było się z niego uwolnić. – Przecież już i tak poszłam ci na rękę i nie założyłam dzisiaj szaty nauczycielki od zielarstwa… Ale dobrze, niech będzie, jeśli ma cię to uszczęśliwić, zrobię to na podróż poślubną, chociaż uważam, że blond nie będzie mi pasował. Dlaczego nie założyłeś czerwonego krawata? – dodała zaraz, dokładnie tak samo jak on wcześniej nie czekając nawet na odpowiedź i nie pozwalając sobie przerwać, puściła jego twarz i chwyciła za krawat, rzeczywiście nie czerwony, jakby chciała Stanleya udusić.
Rozległo się chrząknięcie, i każdy, kto spojrzał w stronę, z której dobiegło, zobaczyłby stojącego przy ołtarzu Sebastiana Macmillana, spoglądającego na nich z jakąś mieszanką zniecierpliwienia oraz rozżalenia, że państwo młodzi zachowują się w ten sposób przed ceremonią.
– No dobrze, przedyskutujemy sprawę kolorów później, zobacz, kapłan czeka, twój drużba ma obrączki, a moje druhny na pewno nie pozwoli ci stąd nigdzie uciec – powiedziała Brenna łagodnie, puszczając wreszcie krawat. I zaiste, za nimi stali Atreus w garniturze, który przewrócił oczami oraz Cynthia Flint i Victoria Lestrange, które spoglądały na Stanleya z taką miną, że należałoby się spodziewać najmniej połamania nóg, gdyby postanowił się ewakuować. Kto wie, może właśnie dlatego zostały wybrane do tej roli, bo było jasne, że Borgin przy nich będzie musiał się zachowywać…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
03.12.2025, 21:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2026, 17:06 przez Stanley Andrew Borgin.)  
No z tym duszeniem za krawat to trochę przesadziła. Borgin nie wiedział co Brenna robiła ze swoimi fanami i podkochującymi się w niej kolegami, ale wszystko zdawało się tworzyć spójną całość. Ona ich po prostu biła i dusiła, a oni wracali po więcej. Czy to Ministerstwo aż tak się zmieniło od czerwca, że już dopuszczano techniki BDSM czy inne, aby tylko spacyfikować podejrzanego? Źle się wiodło w tym Ministerstwie... oj źle...
- Jaki czerwony krawat? Co Ty w ogóle mówisz Brenna? Spadłaś na głowę? Harper ci podstawiła nogę i się przewróciłaś? - dopytywał, bo nie sam nie wierzył - Atreus dał ci kosza? - to akurat powiedział ciszej, bo nie chciał aby Bulstrode to usłyszał.
To było wręcz oburzające! Aby porządny Śmierciożerca z zasługami - jak Stanley Andrew Borgin - musiał się tłumaczyć przed jakąś Longbottom... I to jeszcze przed TĄ Longbottom. Tą przeklętą, nawiedzoną, szaloną, dziką i nieokrzesaną Longbottom. Borgin mógłby tak jeszcze wymieniać dalej w swojej głowie, ale wszyscy zdawali się czekać na... chyba zaraz zwróci kolację... ich. Oj... To nie przechodziło Stanleyowi przez gardło.
- Nie, nie, nie. Ja jestem za młody na jakiś ślub. Bierz se Atreusa. Masz go pod ręką - co jak co, ale Stanley był w stanie zaryzykować zdrowiem Bulstrode'a aby tylko nie wejść w żaden związek z Brenną. Jedyny związek jaki mieli to związek niechęci i nienawiści i Borgin nie chciał tego związku zmieniać.
- A po drugie mi nie gróź, bo ja się już Victorii Lestrange nie boję - stwierdził pewnie.
Blefował. Słysząc głos Victorii za swoimi plecami, automatycznie się prostował i poprawiał krawat - zupełnie jak w Hogwarcie. Niby tyle lat po szkole, a człowiek dalej to samo. Aż by się chciało powiedzieć - człowiek wyjdzie z Hogwartu ale terroryzm Victorii z człowieka nigdy.
- Cynthii też się nie boję - przełknął ciężko ślinę, próbując znowu brzmieć tak pewnie jak przed chwilą. Trudno było to zrobić.
Borgin miał problem. Było 3 na 1, a Atreus nie kwapił się do pomocy. Stanley został zdradzony przez swojego serdecznego przyjaciela.
- Proszę chwilę poczekać - wskazał dłonią w kierunku kapłana, by po chwili powrócić wzrokiem do Longbottom - Brenno. Nie chcesz tego. Obiecuję Ci, że to będzie Twój najgorszy koszmar jeżeli się zgodzisz i będziesz tutaj cokolwiek ślubować - ostrzegł ją, chociaż to Stanley się obawiał tego ślubowania z jej słów. W końcu Brenna była srogo pokićkana.


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
04.12.2025, 14:43  ✶  
– Stanley, przecież wszyscy wiedzą, że zacząłeś wysyłać do mnie swojego kuzyna z powodu jakiegoś głupiego listu Atreusa, bo oszalałeś z zazdrości. Mówiło o tym całe Ministerstwo – wyjaśniła Brenna ze snu, czy też raczej Brenna z koszmaru, z jakąś taką mieszanką zniecierpliwienia, ale też zaniepokojenia. – Masz gorączkę, że zapomniałeś? Uderzyłeś się w głowę? – spytała podejrzliwie, puszczając krawat, by tym razem sięgnąć do jego czoła i sprawdzić, czy faktycznie ma gorączkę.
Gdy zaś pan młody zadeklarował, że nie boi się ani trochę Victorii Lestrange, Stanley usłyszał za swoimi plecami ciche "hmmm, naprawdę?", bez wątpienia wymruczane przez rzeczoną Victorię Lestrange. Chwilę później świadek samego Stanleya rzucił coś, co brzmiało jak „Możemy już kontynuować, żeby przejść do tej części z drinkami?” Ale może tylko Borginowi się wydawało…
Drzwi były zamknięte, ławy pełne gości, kapłan czekał, i znikąd nie nadchodziła pomoc.
– Stanley. Oczywiście, że chcę. Obiecałeś mi przecież tyle rzeczy – powiedziała Brenna, spoglądając mu głęboko w oczy. Wyglądało na to, że wszystkie jego argumenty ulatują gdzieś obok. – Że będziemy codziennie mówić sobie dzień dobry, i uśmiechać się do siebie, że nigdy nie zabraknie nam najlepszych, solonych ogórków, że w podróż poślubną pojedziemy do Chin, obejrzeć Mur Chiński i przywieźć pamiątki dla Maeve, i że nikt, nigdy, żadna Harper, żaden Voldemort, żaden jakiś tam Robert i jego rozkazy, nie zdołają nas już rozdzielić.
Oczywiście, prawdziwa Brenna niewiele wiedziała o tym, skąd nadeszły rozkazy, dotyczące podrzucania głów, i kto był po części odpowiedzialny za ich rozłąkę, ani o Chinach, ogórkach i kontaktach Borgina z Maeve. Ale ta ze snu Stanleya najwyraźniej posiadała nieco większą wiedzę na pewne tematy…
– Panie Borgin, bardzo nieładnie kazać czekać Matce Księżyca, która jest tutaj z nami, będąc świadkinią tej ceremonii. To naprawdę przykre, że pan tego nie wie. Gdyby pojawił się pan w kowenie na naukach przedmałżeńskich, zdawałby sobie pan z tego sprawę – stwierdził Sebastian z ogromnym ubolewaniem i rozczarowaniem. – Przerywanie ceremonii na tym etapie to świętokradztwo. Proszę wszystkich, aby zamilkli, abym mógł odprawić najważniejszą część ceremonii…
Uniósł dłonie, a kawałek materiału nagle owinął się wokół rękę Stanleya i ręki Brenny, łącząc je ze sobą.
– Ten węzeł będzie symbolizował związek, który zostanie dziś zawarty w obliczu Matki Księżyca przez Stanleya oraz Brennę… – kontynuował Sebastian Macmillan monotonnym głosem, ani trochę nieprzejęty niechęcią pana młodego do ślubu, i to był chyba już ostatni moment na próbę ucieczki przed straszliwą przyszłością, czekającą na biednego Stanleya... Może mógłby na przykład przyznać się do terroryzmu i poprosić o pocałunek dementora, zamiast panny młodej…?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
17.01.2026, 17:07  ✶  
Co? O jakim Ty liście mówisz? Stanley nie wierzył i był na skraju załamania nerwowego. Kącik ust uniósł się ku górze, a jego samego ogarnął nerwowy śmiech. Jego psychika była skraju, a cruciatus nawet nie powodował takiego uszczerbku psychiczno-fizycznego jak myśl o ewentualnym ślubie z Brenną Longbottom.
Borgin to by oddał tą całą gryfonkę Atreusowi i Anthony'emu. Ba, nawet by im dopłacił aby ją zabrali od niego. Najlepiej gdzieś na drugi koniec świata. O! Najlepiej by ją zakopali pod ziemią, bo przecież "skarby" się chowało przed innymi.
Jako, że Brenna była właśnie tak wyjątkowa, bo niczym najrzadszy diament wśród całego Ministerstwa, należało ją odizolować od społeczeństwa - oczywiście dla dobra sprawy i wszystkich.
- Ty - wskazał na nią, niedoszłą "żonę" palcem - Jesteś - specjalnie mówił powoli, aby wszystko zrozumiała - Chora - pokiwał głową na zgodę - Na głowę - postukał w swoją własną, co by lepiej to zrozumiała - Tu już lekarz nie pomoże. Za późno, więc nie rób sobie jaj z pogrzebu, Brenno - bo to był pogrzeb jego godności i jestestwa jeżeli jednak doszłoby do tego ślubu.
Najwidoczniej jego słowa nie miały większego znaczenia, bo kapłan tylko o swoim. Jakichś naukach przedmałżeńskich, jakieś Matce Księżyca. Kto to w ogóle był? Stanley miał de facto dwie matki, a żadna z nich nie nazywała się Matka, a tym bardziej Księżyca. Niech lepiej weryfikuje dane osobowe, a nie... Był trochę oburzony.
- Nie, nie, nie, nie. Ja się całkowicie nie zgadzam. Już wolę abyście mnie zamknęli w Azkabanie na dożywocie, niż mieli mnie związać z tą psychopatką - bronił się wszystkimi możliwmy sposobami - Prędzej się przyznam do wszystkiego, niż do małżeństwa z Brenną. No błagam was, jak by to wyglądało w papierach? Zresztą pół biedy z papierami, co ja powiem kolegom? - zapytał retorycznie. Nie oczekiwał od niej żadnej odpowiedzi, bo ona nie rozumiała tego. Ona się świetnie bawiła, a on tu cierpiał. Biedny Borgin.
- Zresztą pół biedy z nimi bo oni to wszystko widzą i NIKT NIE REAGUJE. To właśnie oni, koledzy od siedmiu boleści - miał do nich żal, że żaden nie reagował. W końcu widzieli jak tutaj cierpiał!
Kapłan nic sobie nie robił z jego słów i tylko kontynuował przedsięwzięcie. Czy on naprawdę myślał, że ten ślub dojdzie do skutku? Znaczy jeżeli Stanley nie zrobi za wiele... to pewnie tak. Musiał więc działać.
- Wpisuj mnie na najbliższy transport do Azkabanu, bo nie mam czasu na żadne podchody, a już na pewno nie na jakieś związki z tą o, szaloną, podłą, wredną, parszywą i Rafaello innych określeń osobą - nie żartował - Biorę wszystkie oskarżenia na siebie. Całe winy tego świata to ja ale dajcie mi tylko święty spokój od Brenny - zaproponował niejako rozwiązanie tej patowej sytuacji. Mógł wziąć wszelki grzechy na siebie - oczywiście pod warunkiem, że uwolni go to z tego koszmaru.
Teraz to jeszcze brakowało aby Lorien pojawiła się z tym swoich sądowniczym młotkiem, a ołtarz - który był przykrywką - zmienił się w salę rozpraw. Coś jak - "czy wszyscy słyszeli? Oskarżony przyznał się do winy". To by dopiero było niedorzeczne/

Próba zerwania tej wstążki, co go próbują zaklnąć w jakiś ślub z Brenną. AF
Rzut O 1d100 - 1
Krytyczna porazka


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
17.01.2026, 17:31  ✶  
Gdyby to nie był sen, Brenna oczywiście nie odpowiedziałaby na pytanie, bo nie potrafiła czytać w myślach. Ale że znajdowali się w centrum koszmaru, zrodzonego z lęków i być może jakiejś dziwnej nalewki, której, kto wie, Stanley mógł się opić na Nokturnie, a ona była tylko wytworem jego wyobraźni… odpowiedziała.
– Och, o tym, gdzie napisał jakieś bzdury, że masz mi powiedzieć, że musi się wreszcie wyspać, czy coś takiego. No skarbie, jak możesz nie pamiętać? – spytała z pewną przyganą, a potem bardzo, bardzo cierpliwie wysłuchała jego tyrady odnośnie tego, jak to jest chora na głowę. Nie wydawało się jednak ani by robiło to wrażenie na niej, ani by zniechęcało kapłana do udzielania ślubu: ten jedynie chrząkał co jakiś czas znacząco, jakby chciał przypomnieć, że zgromadzili się tu w konkretnym celu. Przyjaciele Stanleya też coś nie rwali się do ratunku, a jedna z druhen nawet zaczęła niecierpliwie przytupywać, wyraźnie zirytowana tym, że panicz Borgin próbował wywinąć się od ślubu w kluczowym momencie.
– Tak, rzeczywiście, trochę jestem, w końcu zgodziłam się z tobą zamieszkać w tej Głębinie. Ale nie martw się, raz dwa wprowadzimy tam nowe porządki – obiecała, uśmiechając się do niego bardzo znajomym uśmiechem. Nic w nim nie sugerowało, że w istocie wyobraża sobie, jak fajnie byłoby mu połamać nos, o czym zazwyczaj fantazjowała prawdziwa Brenna, ilekroć mówiła Stanleyowi Borginowi dzień dobry w Ministerstwie Magii. – Oczywiście, że nie możesz iść do Azkabanu, nie przed naszą podróżą poślubną, przynajmniej. Nie martw się, znajdziemy inne sposoby na to, żebyś odpokutował za grzechy. Już rozmawiałam o wszystkim z Harper, i zgodziłyśmy się, że wolontariat w schronisku dla bezdomnych wilkołaków będzie w sam raz, będziesz jej tam pomagał w każdą środę i w co drugi piątek. Jak wrócimy z wyjazdu, oczywiście – plotła Brenna i nikt ze zgromadzonych gości nie wydawał się uznawać za dziwne, że istnieje jakieś schronisko dla bezdomnych wilkołaków. – No nie dąsaj się, skarbie, w prezencie ślubnym obiecałam ci kupić plantację ogórków, pamiętasz? To będzie mój posag – dodała jeszcze czule, za nic mając to, że przyszły mąż uważa ją za podłą, okrutną i walniętą.
Ale to jeszcze nie było najgorsze.
Najgorsze było to, że gdy Stanley szarpnął za wstążkę, by ją zerwać… ręce jakoś mu się plątały i zaczął wiązać ją jeszcze mocniej, tak że jego prawa dłoń i lewa Brenny tylko zostały jeszcze dokładniej oplecione, a w dodatku skrócił odległość pomiędzy nimi. I gdy Sebastian plótł coś w jakimś obcym języku (mógł to być chiński albo łacina, ale prawdopodobnie było to po prostu coś, co brzmiało momentami podobnie do tych języków), panna młoda wykorzystała to, że węzeł skrócił się i przyciągnął ją do Stanleya.
Wolną dłoń położyła mu na karku i go pocałowała.
Oto był najgorszy koszmar w życiu Stanleya Borgina.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1280), Stanley Andrew Borgin (1884)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa