• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12 grudnia 1959] Strachy na lachy / Dægberht Flint i Vienne Avery

[12 grudnia 1959] Strachy na lachy / Dægberht Flint i Vienne Avery
Butterfly effect
kiedyś byłam różą, dzisiaj jestem ćmą
wiek
28
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
wróżbitka, medium
Wyjątkowo niekształtna, koścista sylwetka; więcej kantów niż zaokrągleń - nieporadne kończyny, chyży wzrost, osiągający miarę 177 centymetrów; ostro zarysowana szczęka, głęboko osadzone, błękitne, wielkie oczy i zaciskające się w ciasną linię, pełne usta; ciemnobrązowe włosy opadające kaskadami na ramiona. Nosi się po męsku; szerokie koszule, zakrywające solidną niedowagę, czarne spodnie, niewysokie obcasy. Jej aura jest intensywnie żółta, przeplatana czarnymi nićmi.

Vienne Avery
#1
29.11.2025, 19:35  ✶  

Zima naniosła welon śniegu na brukowych ulicach; nagle wszystko zamarło, a wirujący puch śnieżny, osadzający się mokrawymi plamami na włosach, szczypiący w zaróżowione policzki i nos, okadzający miękką, jasną aurą również Hogwart. Okna zajęły się niewydatną pajęczynką mrozu, który rozpościerał swoje ramiona, kształtując lodowym oddechem wszechrzecz.

Długie, ciemne włosy spięte wstążką ponad linią karku; nieprzejednane spojrzenie przejmujących, wgryzających się w głąb duszy tęczówek; już jak na piętnastoletnie dziewczę wysoki wzrost, przewyższający dziewczęta i lwią część chłopców. Siateczka piegów rozsypanych po jeszcze odrobinę dziecięcych, pyzatych policzkach; wyginające się w grymas pełne, różane wargi i całun rzęs rzucających cień na kości policzkowe.

Odrobinę chrypliwy, acz odnajdujący swoje łagodne tony głos; charakterystyczny sposób, w który marszczyła nos i wyginała wargi w urągliwym uśmiechu; i to, jak kąciki jej ust drżały, nieprzejednanie, a w oczach błyskały niewydatne diabliki.

Bo w gruncie rzeczy już wtedy rysowała się jako niewybredna, wyrachowana pomyłka i szrama na obliczu rodu Avery. Plejada jej nieudania zaczynała się na absolutnym braku malarskiego drygu w dłoni – nie interesowały jej sfery, które same siebie puentowały jako artystyczne – jasnym było, że nigdy nie przejmie rodzinnego biznesu. Koniec przydługiej listy jej przewinień jako człowieka zamykał się gdzieś w okolicach obraźliwego prowadzenia się, niedygania jak przykładna panna, wypowiadanie się bardziej cynicznie niż ze świergotem ujętym w głoskach.

Musiała być wstydem – ona jednak wolała myśleć o sobie jako o ćmie, która uchyla się przed mrokiem, dążąc do wyśrubowanego celu; szkoda, że jej celem nie była światłość, a odrobinę mroczniejsze arkana. To ją różniło od motyli – ona zawsze wybierała ciemniejszą stronę medalu.

Wchodziła do biblioteki z jasno wytyczonym celem i choć wymagał on przegrzebania paru regałów wyściełanych rozmaitymi książkami – znała je na tyle dobrze, aby umieć odnaleźć właściwy tytuł bez większego trudu, wchodząc jednak do środka (jak cień, była w końcu ćmą), zatrzymała się w progu, obrzucając bacznym spojrzeniem błękitnej toni tęczówek wnętrze.

Rzucił się jej w oczy prędko, acz Vienne nie była fanką wysublimowanej rozmowy i będąc raczej niezręczną, aniżeli taktowną w kontaktach międzyludzkich, podeszła do siedzącego tyłem Flinta.

Cześć? Dzień dobry? Jak się masz?

Absolutnie nie.

Podeszła cicho, nieomal niedosłyszalnie do jego pleców i gdy już się schylała, a jej oddech mógł omieść jego szyję słodką wonią gumy balonowej, to…

– Bu – rzuciła półgłosem, aby po chwili, nie czekając na zbytek reakcji, odsunąć krzesło naprzeciwko jego i spojrzeć na niego tak, jak patrzyła na znakomitą większość populacji.

oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#2
19.12.2025, 16:24  ✶  
Dægberht wyglądał na kogoś absolutnie niezainteresowanego otoczeniem.

Ci, co go prawdziwie nie znali, śmiało mogli wziąć go za buca, za te wszystkie odburknięcia, unikanie tematów i znikanie ludziom z oczu zanim wpadli na jakąś ripostę i mogli poczęstować go równie niewybrednym tekstem. Jak się jednak zanurzyło w historii człowieka o tak staroświeckim imieniu i wyjątkowo rozbieganej duszy, to się dało zorientować, że nigdy nie robił nikomu przykrości celowo. Po prostu, o ile to mogło być proste, ciężko mu było czasami uciec z pułapki jaką była jego własna głowa. Coś z nim było nie tak - może go za młodu porwały wróżki? Rodzice musieli przechodzić z nim w domu wiele złego, bo ujarzmić kogoś o takim charakterze nie było łatwo.

Nie znaczyło to jednak wcale, że Dægberhta powinno się bać. Oh nie! Jakże łagodny i delikatny to był człowiek, tego domyślić się mógł nie tylko ten, który się z nim odważył zawrzeć głębszą znajomość. Serce miał na dłoni, głos jak słowik. Pisał wiersze, od których czuć było wiosnę. Szanował innych. Nie był kimś złym. Był po prostu... dziwny. Swoją egzystencją zaprzeczał tak wielu rzeczom, że aż ciężko było to dziwactwo podsumować.

Siedział na podłodze biblioteki, wsparty plecami o regał. Długie nogi wyłożył tak, że łatwo można było się o nie potknąć, ale on zaczytany w jakimś starym tomisku zdawał się o tym zapomnieć. Gruba, cuchnąca starością książka, jaką miał wyłożoną na kolanach, była pełna ilustracji przedstawiających Kair, wraz z odręcznym tekstem opisującym wszystko.

Słysząc bu nawet nie drgnął.

Zamiast tego cofnął się do poprzedniej strony i zmarszczył brwi, uważnie coś analizując. Dopiero po kilku długich sekundach podniósł spojrzenie na Vienne i uśmiechnął się widząc jej błyszczące oczy.

- Wybacz, wziąłem cię za ducha - powiedział, zniżając swój głos do szeptu dopuszczalnego w bibliotece. - Cześć Vienne. Zatorowałem ci przejście? - To powiedziawszy próbował się jakoś przesunąć, ale alejki były tak wąskie, że ciężko było ułożyć się inaczej.

@Vienne Avery


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dægberht Flint (318), Vienne Avery (397)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa