• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[Jesień 72, 9.09 Ulica | Lukas & Helloise] Bestialstwo - zemsta

[Jesień 72, 9.09 Ulica | Lukas & Helloise] Bestialstwo - zemsta
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#11
27.05.2026, 19:13  ✶  
Krzyk poniósł się po zaułku. Nie był to już wściekły wrzask człowieka gotowego rzucić się do walki. To był pisk bólu, urwany gdzieś między gardłem a zębami, zduszony paniką. Mugolak, którego Heloise dźgnęła od tyłu szkłem, szarpnął się gwałtownie i prawie stracił równowagę. Jedną ręką odruchowo sięgnął do barku, palcami trafiając na rozdartą tkaninę, ciepłą krew i poszarpaną skórę. Na jego twarzy rozlało się niedowierzanie, jakby dopiero teraz pojął, że ta noc mogła źle się skończyć również dla niego.
— Ty kurwo! — wydarł się, odwracając głowę w stronę wiedźmy.
Lukas poderwał wzrok na ten krzyk. Puścił na ułamek sekundy ciężar tego, którego trzymał przy ziemi, odwracając się gwałtownie przez ramię. Widział tylko ruch. Heloise cofającą się z różdżką w dłoni. Mugolaka z twarzą wykrzywioną strachem i bólem. Krew ciemniejącą na jego ubraniu. A tamten spanikował. Wcisnął dłoń pod poły kurtki i wyszarpnął coś małego, metalowego, zaciśniętego w pięści tak mocno, jakby od tego zależało jego życie. Nie wyglądało jak różdżka. Nie zdążyło nawet wyglądać jak cokolwiek konkretnego. W następnej chwili błysnęło. Świat eksplodował bielą. Ostry, nieludzko jasny rozbłysk wypełnił zaułek, odbił się od mokrego bruku, od szyb, od ścian i wbił się prosto pod powieki. Lukas zaklął przez zęby i odruchowo uniósł ramię do twarzy. Na moment stracił wszystko: kształty, odległość, przeciwników, Heloise, nawet własny oddech. Zostało tylko białe pieczenie w oczach. Powietrze trzasnęło. Kiedy błysk zniknął, a Lukas otarł oczy. Miejsce, w którym przed chwilą stał mugolak, było już puste. Tylko kilka kropli krwi na bruku zdradzało, że w ogóle wcześniej tam był.
— Scheiße… — wyrwało się Nottowi głucho.
Ten jeden obrót kosztował go za dużo. Mężczyzna, którego wcześniej wcisnął w mur i prawie złożył kolanem, poruszył się przy ziemi. Cicho, desperacko, na brzuchu, bardziej jak ranne zwierzę niż człowiek. Lukas dostrzegł to za późno. Palce mugolaka wyciągnęły się w stronę różdżki leżącej przy ścianie. Zacisnęły się na drewnie. Mugolak szarpnął różdżkę do siebie i wymamrotał zaklęcie przez obite usta. Brzmiało to bardziej jak plucie krwią niż inkantacja, ale wystarczyło. Przestrzeń zgięła się wokół niego brzydko, jakby zaułek na moment połknął jego ciało. I zniknął. Po prostu. Pozostała tylko niezręczna cisza. Lukas zatrzymał się w miejscu. Oddychał ciężko, z barkami uniesionymi, z rękoma wciąż gotowymi do walki, jakby ciało nie przyjęło jeszcze do wiadomości, że nie ma już z kim wejść w szranki. Zamrugał kilka razy, próbując wygonić spod powiek białe plamy. Dopiero wtedy odwrócił głowę w stronę Heloise. Przez krótką chwilę patrzyli na siebie bez słowa.
— Wszystko w porządku? — zapytał szorstko.
Nie brzmiało to delikatnie. Bardziej jak szybkie sprawdzenie, czy stoi, oddycha i zaraz nie runie na bruk. Na więcej nie było czasu. Dopiero wtedy przypomniał sobie o kobiecie. Tej bitej wcześniej. Odwrócił się gwałtownie i pobiegł do niej. Leżała przy ścianie, półprzytomna, skulona, z jedną dłonią zaciśniętą na materiale własnego płaszcza. Próbowała się podnieść, ale ciało nie słuchało jej tak, jak powinno. Lukas dopadł do niej, przykucnął i przez sekundę zawahał się tylko po to, żeby nie przestraszyć jej jeszcze bardziej.
— Hej. Słyszysz mnie? — powiedział szybko, niżej, ciszej niż przed chwilą. — Już po wszystkim. Zabiorę cię stąd.
Nie czekał na odpowiedź, bo odpowiedź mogła nie nadejść. Wsunął jedną rękę pod jej plecy, drugą pod kolana i podniósł ją ostrożnie, choć wciąż z tą samą nerwową siłą, która jeszcze przed chwilą trzymała go przy walce. Kobieta jęknęła cicho, a Lukas zacisnął szczękę.
— Wiem, gdzie jest punkt sanitarny — rzucił, bardziej do Heloise niż do niej. — Niedaleko stąd. Restauracja, w którym chowają się ludzie.
Poprawił chwyt, przyciągając kobietę bliżej do siebie, żeby jej głowa nie opadała bezwładnie. Potem jeszcze raz spojrzał na Heloise. Krótko. Twardo. Bez ozdobników.
— Idziemy.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#12
29.05.2026, 14:37  ✶  
Obelga ze strony pokonanego nigdy nie drażniła uszu. Helloise nie mogła więcej obojętności okazać temu, jak wyzywał ją mężczyzna, który znalazł się w potrzasku między nią a Nottem.
Stała spięta i czujna, różdżkę trzymała wciąż w gotowości, gdyby przyszło im tłumić jego dalszy opór — opór nie nadszedł. Zamiast tego błysnęła światłość, oślepiająca i bolesna. Zdezorientowana kobieta wycofała się odruchowo, potykając na nierównej drodze.
— Święta Matko… — Tak będzie musiał wyglądać koniec świata.
Magia mugolaka była potężna — ach, ależ oczywiście, że musiała być to magia. Helloise nie znała mugolskiej technologii; widziała w tym czary, być może jakąś zaawansowaną wersję lumos. Wyczekiwała w tej ostrej bieli ataku, zamiast tego usłyszała trzask teleportacji. Wydała z siebie wówczas niezadowolony pomruk.
Tymczasem świat powoli odzyskiwał barwy i kontury. Znów była noc, znów otulała ich aura wszechobecnych płomieni rozcinających niebo nad Londynem. Czarownica stała skołowana, rozglądając się podejrzliwie na wszystkie strony. Obaj przeciwnicy zniknęli. Pozostał ten człowiek przed nią i kobieta za nią.
Gdy padło pytanie, spojrzała w dół po sobie, jakby nie do końca ufała własnemu odczuwaniu i musiała na własne oczy upewnić się, że wszystko w porządku.
— Tak.
Rzeczywiście jedynie obiła się przy upadku, co poczuje następnego ranka przy wstawaniu z łóżka, lecz w tamtej chwili nic się Helloise nie stało poza tym, że tak gwałtowne starcie wytrąciło ją z równowagi. Dłonie ukryte w długich rękawach szaty lekko drżały — sama nie potrafiłaby powiedzieć, czy ze strachu, czy z podniecenia po zadanym ciosie.
Patrzyła beznamiętnie, jak Lukas zbliża się do kobiety, która padła ofiarą ataku. Niewygodnie uwierało wiedźmę jego bohaterstwo — pierw zabrał jej sprzed nosa zemstę, później słodką nagrodę. Helloise była tu przez cały czas jedynie pobocznym aktorem, gdy cały spektakl należał do Notta, tak samo jak do niego należała wdzięczność tamtej kobiety. Czarownica — niczym zwierzę, które straciło zainteresowanie upatrzoną ofiarą, gdy spostrzegło, że ta znalazła się poza jego zasięgiem — odwróciła się od sceny wzięcia w ramiona poranionej dziewoi.
— Wiesz, gdzie to, zatem ją tam zabierzesz — przytaknęła obojętnie.
Rozejrzała się raz jeszcze po miejscu ataku. W ciemności nie potrafiła dostrzec tych kropli krwi na bruku, lecz widziała zalegającego pod kamienicą nieprzytomnego Billy’ego. Zrobiła kilka lekkich kroków w stronę bezwładnego cielska, aby obejrzeć je sobie z bliska. Gdy Lukas zakomenderował odejście, Helloise, wciąż odwrócona do niego plecami i skupiona na Billym, skinęła Nottowi dłonią, jakby dawała mu na to odejście przyzwolenie.
Nie zamierzała wchodzić mu w paradę. Świat potrzebował przecież również takich jak on: obrońców, którzy w obliczu bezpośredniego zagrożenia staną za swoimi w czasach tej intensywnej walki plemiennej. O ile w ogóle ów blondyn był jednym z nich; nie mogła tego wiedzieć. Tak czy inaczej: uratował czystokrwistą kobietę. Nie istniał powód, aby ten czyn potępić.


dotknij trawy
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#13
01.06.2026, 17:58  ✶  
Lukas spojrzał na Heloise jeszcze przez moment, próbując odczytać znaczenie jej gestu. W tym krótkim ruchu dłoni było coś trudnego do nazwania. Obojętność. Duma. Może przyzwolenie, a może po prostu świadomość, że każde z nich miało teraz własną drogę do przejścia. Mógł coś powiedzieć. Mógł ją ostrzec, żeby nie robiła nic głupiego. Mógł zapytać, kim właściwie była i dlaczego w ogóle rzuciła się w środek tej brudnej, bezsensownej szarpaniny. Nie znał nawet jej imienia, a jednak w tej krótkiej, brutalnej chwili zdążyła wejść między niego a tamtych ludzi. Bez pytania o powód. Bez obietnicy zapłaty. Bez pewności, że ktokolwiek jej za to podziękuje. Płytki oddech przeciął powietrze, ale Nott nie zdecydował się skomentować jej działania. Odwrócił się, zostawiając ją za plecami, i ruszył. Mimo to jej twarz została z nim na dłużej, wbita w myśli z uporem, którego nie potrafił od razu strząsnąć. Blada w świetle pożarów, ostra od napięcia, twarda w sposób, który nie pasował do kogoś, kto powinien drżeć po wszystkim, co właśnie się wydarzyło. Stała tam zbyt spokojna, zbyt chłodna, jakby szkło umazane cudzą krwią było ledwie drobnym szczegółem tej nocy, a nie granicą, po której człowiek zwykle nie wracał już taki sam.
Kobieta w jego ramionach poruszyła się słabo i jęknęła przez zaciśnięte zęby. Cichy, złamany dźwięk przeciął resztki myśli skuteczniej niż rozkaz. Lukas opuścił wzrok na jej pobladłą twarz, na przymknięte powieki, na usta poruszające się bez słów. Poprawił chwyt, mocniej podpierając jej plecy, żeby głowa nie obijała się bezwładnie o jego ramię. Przyciągnął ją bliżej, ostrożniej, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że nie wszystko tej nocy trzeba było łamać, miażdżyć i przyciskać do muru.
— Trzymaj się — powiedział ciszej, chociaż nie był pewien, czy go słyszy. — Już niedaleko.
Nie wiedział, czy mówi to do niej, czy do siebie. Przy wyjściu z zaułka świat otworzył się nagle szerzej.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (2885), Lukas Nott (3299)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa