Wraz z nimi narastała gorycz. O śmierci Florence nie dało się tak zwyczajnie zapomnieć i Atreus chyba przez ostatni miesiąc zdążył przynajmniej pogodzić się z faktem, że nigdy ta strata go nie opuści. Niczym nie dało zatkać się ziejącej gdzieś wewnątrz niego dziury, która zdawała się tylko bardziej przeszkadzać kiedy patrzył na teczki, znajdujące się w nich zgłoszenia i stosy raportów do nadrobienia.
Nie chodziło już o to, co mógł a czego nie mógł podczas Spalonej Nocy zrobić. Los utorował mu wtedy ścieżkę, która w żaden sposób nie była w stanie zmienić swojego biegu i skrzyżować się z tą, którą podążała wtedy jego siostra. Ale teraz? Może teraz mógł coś zrobić. A przynajmniej czuł, że powinien. Złapać tego, kto odebrał mu Florence i zaprowadzić przed Wizengamot. A jeśli nie jego konkretnie to każdego, który tamtej nocy nosił tę cholerną maskę i pelerynę.
Miał więc pomysł. Nie, miał Plan i to taki pisany z wielkiej litery, pewnie dlatego że wierzył w słuszność tego, co chciał pod skrzydłami aurorów stworzyć. A najlepiej to pod swoimi. Spojrzał jeszcze raz na siedzącą przy swoim biurku sekretarkę, na co Juliette uśmiechnęła się do niego przelotnie i kiwnęła głową. Mógł wejść, Harper nie była teraz zajęta i miała czas. Zapukał więc grzecznie, złapał za klamkę i wszedł do środka.
- Chciałbym zająć chwilę - wyjaśnił, zajmując wskazane mu miejsce po drugiej stronie biurka. - Mam pewne przemyślenia odnośnie Spalonej Nocy. Tego, co można by teraz zrobić w jej następstwie.