12.03.2026, 22:09 ✶
Słysząc stonowaną, pełna ostrożności otwierającą formułkę Lazarusa, Ceolsige uniosła brew. Przez jej twarz przemknął cień wyrazu, który można by odczytać jako krótkie, acz wymowne: „doprawdy?”. Króciutki grymas, ledwie migajacy kadr. Na tyle długi by go zauważyć ale na tyle krótki by nie zaburzyć wyrazu uprzejmego zainteresowania jakie następnie przybrała jej twarz.
Kiedy Lazarus zaczął rozwodzić się nad teorią „wpychania” klątwy do mniejszego naczynia, Ceolsige nie przerywała mu, choć w jej wyobraźni – zainspirowanej zapewne mrocznymi artefaktami, które przechodziły przez jej ręce – zrodził się obraz niemal groteskowy. Uwięzienie niszczycielskiej siły w małym, misternie wykonanym domku dla lalek. Mroczny i nawiedzony prezent dla małej Borginówny.... a nawet dla pewnej Burke jak była wyraźnie młodsza. To była wizja na swój sposób piękna i niepokojąco użyteczna. Przez jej twarz przeszedł wyraz dziwnego rozbawienia, nadając jej rysom przez moment zimnego, niemal drapieżnego charakteru. Wyglądała jakby w jej umyśle zrodził się jakiś złowrogi plan. Dziwnym trafem akuratnie kiedy Lazarus tłumaczył, że nie zamierza podrzucać klątwy sąsiadom.
Zauważyła, że przestał mówić, akurat gdy na stoliku wylądowała obiecana deska wędlin oraz tatar. Ceolsige uśmiechnęła się szerzej, łapiąc spojrzenie kelnerki.
– Merci – rzuciła krótko, a jej głos zabrzmiał melodyjnie, niemal kojąco.
W jej ruchach i pozie zawsze była duża doza naturalnej elegancji. Wrażenie, które przydawało klasy nawet tak trywialnym czynnościom jak jedzenie. Może trochę złowróżbnego blasku zagościło w jej oczach, kiedy do ust zmierzał pierwszy kęs.
Na chwilę zmrużyła oczy testując konsystencję w chwili zachwytu nad prawdziwe sycącym pożywieniem. Ruch powolny, metodyczny, przynoszący na usta uśmiech drapieżnego zachwytu. Krótka chwilka delektowania się znajomym doświadczeniem by zaraz potem powrócić do swojego rozmówcy.
– Czuję się zaproszona na herbatę przy świecach. – powiedziała po chwili, odkładając sztućce i ponownie sięgając po herbatę. Jej ton sugerował jakby to było oczywiste i zupełnie naturalne a przy tym wypowiedziane tak ciepło, jakby faktycznie dostała zaproszenie jakiego z nadzieją wyglądała. – Lepiej eksperymentować na zjawisku, które już wstępnie oswoiłeś. Nie chciałabym zakłócać pracy badawczej moimi awanturniczymi sugestiami. Moja perspektywa jest bliższa łowcy skarbów niż naukowca. Chętnie jednak dostarczę potrzebne narzędzia. - Zaoferowała szczerz i może była to tylko półprawda, ale była w tej wypowiedzi prawda. Zagadka była nowa, i wolała by rozwiązujący ją ludzie pozostawali poza wpływ jej, niemal nieodpartych sugestii dopóki te nie były konieczne. - Mogę Ci podsunąć jeden kontakt, jeżeli będziesz chciał skonsultować wnioski z eksperymentu ze świecami. - Dodała z miłym uśmiechem otwarta na współpracę między czarodziejami i sięgnęła po następny kęs.
Zanim jednak trafił do ust jeszcze zmieniła temat. W końcu nie trzeba było Lazarusa niepotrzebnie kłopotać. - Dobrze, że tylko czasem tak włada. - Zmieniła temat ponownie na Shafiqa. - Spodziewam się, że ta wyprawa będzie przedmiotem jego pytań. - Na jej twarzy i w spojrzeniu pojawiła się wyraźna przyjacielska sympatia. – Pamiętaj, że gdybym z jakiegoś powodu nie chciała, abyś o czymś komuś opowiedział ... to z szacunku dla naszej znajomości po prostu bym ci tego nie wyznała. Możesz być wobec niego tak szczery, jak tylko uznasz za stosowne. – Powiedziała to delikatnym, niemal opiekuńczym tembrem. Jakby tylko przypominała o czymś oczywistym co należało powiedzieć bardziej dla własnego przypomnienia. Uśmiechnęła się do niego w sposób, który sugerował jej zaufanie i troskę o dobrostan swojego rozmówcy. Ostatecznie nie chciała robić mu niepotrzebnych kłopotów.
Szybko przeniosła spojrzenie na czekający kąsek. Twarz momentalnie odzyskała wcześniejszą drapieżność. - Doskonałe. Na szczęście, widzę tu wyraźny podział łupów między nami. Musimy to kiedyś powtórzyć, tylko ty będziesz przymierzał. - Rzuciła do niego w formie żartobliwego wyzwania. Ostanie słowo płynnie przeszło w pomruk zadowolenia z kolejnej fali mięsnego smaku na języku.
Kiedy Lazarus zaczął rozwodzić się nad teorią „wpychania” klątwy do mniejszego naczynia, Ceolsige nie przerywała mu, choć w jej wyobraźni – zainspirowanej zapewne mrocznymi artefaktami, które przechodziły przez jej ręce – zrodził się obraz niemal groteskowy. Uwięzienie niszczycielskiej siły w małym, misternie wykonanym domku dla lalek. Mroczny i nawiedzony prezent dla małej Borginówny.... a nawet dla pewnej Burke jak była wyraźnie młodsza. To była wizja na swój sposób piękna i niepokojąco użyteczna. Przez jej twarz przeszedł wyraz dziwnego rozbawienia, nadając jej rysom przez moment zimnego, niemal drapieżnego charakteru. Wyglądała jakby w jej umyśle zrodził się jakiś złowrogi plan. Dziwnym trafem akuratnie kiedy Lazarus tłumaczył, że nie zamierza podrzucać klątwy sąsiadom.
Zauważyła, że przestał mówić, akurat gdy na stoliku wylądowała obiecana deska wędlin oraz tatar. Ceolsige uśmiechnęła się szerzej, łapiąc spojrzenie kelnerki.
– Merci – rzuciła krótko, a jej głos zabrzmiał melodyjnie, niemal kojąco.
W jej ruchach i pozie zawsze była duża doza naturalnej elegancji. Wrażenie, które przydawało klasy nawet tak trywialnym czynnościom jak jedzenie. Może trochę złowróżbnego blasku zagościło w jej oczach, kiedy do ust zmierzał pierwszy kęs.
Na chwilę zmrużyła oczy testując konsystencję w chwili zachwytu nad prawdziwe sycącym pożywieniem. Ruch powolny, metodyczny, przynoszący na usta uśmiech drapieżnego zachwytu. Krótka chwilka delektowania się znajomym doświadczeniem by zaraz potem powrócić do swojego rozmówcy.
– Czuję się zaproszona na herbatę przy świecach. – powiedziała po chwili, odkładając sztućce i ponownie sięgając po herbatę. Jej ton sugerował jakby to było oczywiste i zupełnie naturalne a przy tym wypowiedziane tak ciepło, jakby faktycznie dostała zaproszenie jakiego z nadzieją wyglądała. – Lepiej eksperymentować na zjawisku, które już wstępnie oswoiłeś. Nie chciałabym zakłócać pracy badawczej moimi awanturniczymi sugestiami. Moja perspektywa jest bliższa łowcy skarbów niż naukowca. Chętnie jednak dostarczę potrzebne narzędzia. - Zaoferowała szczerz i może była to tylko półprawda, ale była w tej wypowiedzi prawda. Zagadka była nowa, i wolała by rozwiązujący ją ludzie pozostawali poza wpływ jej, niemal nieodpartych sugestii dopóki te nie były konieczne. - Mogę Ci podsunąć jeden kontakt, jeżeli będziesz chciał skonsultować wnioski z eksperymentu ze świecami. - Dodała z miłym uśmiechem otwarta na współpracę między czarodziejami i sięgnęła po następny kęs.
Zanim jednak trafił do ust jeszcze zmieniła temat. W końcu nie trzeba było Lazarusa niepotrzebnie kłopotać. - Dobrze, że tylko czasem tak włada. - Zmieniła temat ponownie na Shafiqa. - Spodziewam się, że ta wyprawa będzie przedmiotem jego pytań. - Na jej twarzy i w spojrzeniu pojawiła się wyraźna przyjacielska sympatia. – Pamiętaj, że gdybym z jakiegoś powodu nie chciała, abyś o czymś komuś opowiedział ... to z szacunku dla naszej znajomości po prostu bym ci tego nie wyznała. Możesz być wobec niego tak szczery, jak tylko uznasz za stosowne. – Powiedziała to delikatnym, niemal opiekuńczym tembrem. Jakby tylko przypominała o czymś oczywistym co należało powiedzieć bardziej dla własnego przypomnienia. Uśmiechnęła się do niego w sposób, który sugerował jej zaufanie i troskę o dobrostan swojego rozmówcy. Ostatecznie nie chciała robić mu niepotrzebnych kłopotów.
Szybko przeniosła spojrzenie na czekający kąsek. Twarz momentalnie odzyskała wcześniejszą drapieżność. - Doskonałe. Na szczęście, widzę tu wyraźny podział łupów między nami. Musimy to kiedyś powtórzyć, tylko ty będziesz przymierzał. - Rzuciła do niego w formie żartobliwego wyzwania. Ostanie słowo płynnie przeszło w pomruk zadowolenia z kolejnej fali mięsnego smaku na języku.