29.03.2026, 23:03 ✶
Dramat, potworność. W Proroku wydarzyły się rzeczy, o których strach było mówić – niewielu więc później o tym mówiło w detalach wywołujących strach i obrzydzenie. Nie tak przecież chciano pamiętać Mary Anne. Do wiedzy publicznej poniosło się, że wiele siedzib redakcji i mediów ucierpiało podczas Spalonej Nocy, nikt nie ukrywał więc ataku na redakcję najbardziej znanej, Brytyjskej gazety, ani nikt się jej nie dziwił – dziennikarze szczędzili sobie jednak wspomnień o okrutnym morderstwie i złowieszczych groźbach odbijających się echem od śmierdzących spalenizną ścian.
Pogrzeb Mary Anne był cichy. Jej rodzina nie chciała, aby zakłócać ceremonię, pojawiło się na niej mało osób poinformowanych listownie. Nie darowali sobie jednak wskazania Brygadzie, że morderstwo nie było przypadkowe, w czym zdecydowanie wsparł ich redaktor naczelny gazety – no bo dlaczego akurat Mary Anne? Śmierciożercy wykradli rzeczy z archiwum, zapewne doszukując się kontaktów, adresów potencjalnych ofiar – przekazano więc siłom Ministerstwa informacje o zagrożeniu kolejnymi atakami i listy, które mogły rozzłościć okrutnych rebeliantów.
Ostatecznie, nie zamknęło to redakcji.
Pomieszczenia, posprzątane wróciły do użytku, a pośród dziennikarzy doszło do zgody w tym, aby zabezpieczyć siedzibę lepiej, nawet jeżeli będzie ich to dużo kosztowało. Nie do końca wierząc w Ministerstwo, część z nich postanowiła przeprowadzić własne dochodzenie w sprawie ataku, ale niewielu chciało się wychylać i mówić o tym głośno. Prorok miał dostarczać ludziom prawdę, jednak nie za taką cenę – oczywistym było, że niektóre prace należało przenieść do podziemi. Być może atak okazał się zapłonem stworzenia nowej sieci informacyjnej, ale przez kogo będzie kontrolowana? Próby powrotu do normalności były ciężkie, okraszone strasznymi wspomnieniami i widmem kolejnej tragedii. Dziennikarze mieli jednak do siebie to, że się nie poddawali (czymże byli jeśli nie poszukiwaczami prawdy?), nawet jeżeli nabierali podejrzeń do kolegów, którzy przeszli tę noc bez szwanku.
Kolejne numery Proroka wciąż się pojawiały.
Być może nie każdy, kto przeżył ten dzień w redakcji pozostał sobą, a szczerość uśmiechu Bacona straciła swoje znaczenie w chwili, kiedy jego umysł opętało zło. Nie było to coś, o czym mogli wiedzieć wszyscy, ale wciąż – każdy pracujący w Proroku był świadom tego, że ktoś mógł patrzeć mu na ręce.
Pogrzeb Mary Anne był cichy. Jej rodzina nie chciała, aby zakłócać ceremonię, pojawiło się na niej mało osób poinformowanych listownie. Nie darowali sobie jednak wskazania Brygadzie, że morderstwo nie było przypadkowe, w czym zdecydowanie wsparł ich redaktor naczelny gazety – no bo dlaczego akurat Mary Anne? Śmierciożercy wykradli rzeczy z archiwum, zapewne doszukując się kontaktów, adresów potencjalnych ofiar – przekazano więc siłom Ministerstwa informacje o zagrożeniu kolejnymi atakami i listy, które mogły rozzłościć okrutnych rebeliantów.
Ostatecznie, nie zamknęło to redakcji.
Pomieszczenia, posprzątane wróciły do użytku, a pośród dziennikarzy doszło do zgody w tym, aby zabezpieczyć siedzibę lepiej, nawet jeżeli będzie ich to dużo kosztowało. Nie do końca wierząc w Ministerstwo, część z nich postanowiła przeprowadzić własne dochodzenie w sprawie ataku, ale niewielu chciało się wychylać i mówić o tym głośno. Prorok miał dostarczać ludziom prawdę, jednak nie za taką cenę – oczywistym było, że niektóre prace należało przenieść do podziemi. Być może atak okazał się zapłonem stworzenia nowej sieci informacyjnej, ale przez kogo będzie kontrolowana? Próby powrotu do normalności były ciężkie, okraszone strasznymi wspomnieniami i widmem kolejnej tragedii. Dziennikarze mieli jednak do siebie to, że się nie poddawali (czymże byli jeśli nie poszukiwaczami prawdy?), nawet jeżeli nabierali podejrzeń do kolegów, którzy przeszli tę noc bez szwanku.
Kolejne numery Proroka wciąż się pojawiały.
Być może nie każdy, kto przeżył ten dzień w redakcji pozostał sobą, a szczerość uśmiechu Bacona straciła swoje znaczenie w chwili, kiedy jego umysł opętało zło. Nie było to coś, o czym mogli wiedzieć wszyscy, ale wciąż – każdy pracujący w Proroku był świadom tego, że ktoś mógł patrzeć mu na ręce.
Koniec sesji