19.10.2025, 20:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2026, 12:01 przez Helloise Rowle.)
Jesienne historie z wiedźmowej kuchni i warsztatu
Pierwsze dni września upłynęły pod znakiem uzupełniania zapasów w chacie. Kurza nóżka trzeszczała trochę bardziej niż zwykle, musząc utrzymywać ciężar składników zachomikowanych na całą zimę. Drzwi przykuchennej spiżarki domykały się na popych, a po wejściu na drabinę i zaglądnięciu na mały stryszek okazywało się, że palca tam nie wciśniesz, bo cały zastawiono suszarkami na zioła, do których wkrótce miały dołączyć grzyby (wyjątkowo w tym roku nie z Kniei, nad czym gospodyni chatki ubolewała).
Wtem niespodzianie nadeszła Spalona Noc, okna rozsypały się w drobny mak, w chacie na kilka dni zamieszkała przejmująca wilgoć. To wystarczyło, by część zbiorów zdążyła zgnić — nadały się one co najwyżej do kompostowania.
Gdy okna wróciły, trzeba było zrobić z tym wszystkim porządek i wyrzucić to, co nie przetrwało próby. Większa część składników jednak boskim zrządzeniem losu się uchowała — wciąż dało się tworzyć.
A powstało w chacie na kurzej stopce we wrześniu 1972 roku co następuje…
dotknij trawy