• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire

[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#31
27.03.2026, 16:15  ✶  
— Słucham? – Jonathan miał nadzieję, że się przesłyszał, ale najwyraźniej nie miał takiego szczęścia. – Czy... Czy ty myslałeś, że... Na bogów przecież to jest mój chrześniak! A nawet gdyby nim nie był on byłby dla mnie za młody!

Brak słów. Po prostu brak słów. A niestety tych słów jeszcze potrzebował, bo kolejne rewelacje wcale nie były lepsze. Patrzenie na Gabriela stało się w tym momencie naprawdę ciężkie. Miał wrażenie, że jego umysł nie był po prostu w stanie pojąć, jak powinien się zachować, gdy jednocześnie wpatrywał się w oczy, które kiedyś wywoływały w nim tyle miłości, co później strachu i gniewu. To bolało. Przez tyle lat obawiał się o życie swojej rodziny z jego ręki, a kiedy był gotowy ponownie mu zaufać i nie martwić się faktem, że były kochanek przebywał w tym samym mieście, ten wypowiadał słowa absolutnie karygodne tylko dlatego, że się zakochał.

Podszedł bliżej Gabriela, stając nim oko w oko.
– Rozumiem. Porozmawiam potem o tym z Hannibalem. Podoba mi się ta zabawa o robieniu sobie na złość. Też chcę zagrać. Pomyślmy... Gdybym miał ci zrobić na złość to... Może wykorzystałbym kilka kontaktów w Ministerstwie Magii, aby Biuro Międzygatunkowej Współpracy Między Czarodziejami a Wampirami zaczęło składać ci regularne wizyty. Myślę, że jeśli martwisz się w tym czy twoja przyjaciólka darzy cię uczuciem, to można łatwo zweryfikować jej cierpliwość nudną biurokracją i powtarzającymi się pytaniami, które musiałaby znosić przez znajomość z tobą? – Mówił spokojnie. Tak spokojnie jak tylko mógł, co chwila przypominając sobie o tym że przecież chciał życzyć Gabrielowi jak najlepiej. – A może powinienem sam ci wypominać, że sam cię kochałem i sam cierpiałem gdy to się skończyło. – Wziął głęboki oddech, czując że powiedział za dużo, ale nie zakończył na tym swojej wypowiedzi. – A może... Może powinienem odpuścić robienie tobie na złość i zauważyć, że skoro mamy się przyjaźnić to wolałbym po prostu abyś nauczył się kończyć nasze spotkania w sposób sympatyczniejszy, niż kończenie ciągłości moich żeber, lub nagle wychodzenie.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#32
28.03.2026, 13:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2026, 17:26 przez Hannibal Selwyn. Powód edycji: Zmiana: "Nie jesteś sam. Ani ty, ani ja." )  

Łatwość, z jaką Jessie wycofał się z próby dotknięcia blizny na szyi Hannibala, trochę bolała.
(nieatrakcyjna, powinienem ją zasłaniać, powinienem udawać, że nie jest prawdziwa)
Nie przyjął również zaoferowanego chwilę później przez Hannibala kontaktu fizycznego i to dobitnie ukazywało, jak wytrącony z równowagi jest Kelly, mimo pozorów spokoju.

Hannibal bał się go dotknąć - chciał go dotknąć - potrzebował tego. Kontaktu z drugim człowiekiem, bezpiecznego i osadzającego, stałego punktu w chaosie emocji.

"Hanni…" z ust przyjaciela groziło, że go całkiem poskłada. Nie mógł na to pozwolić. Nie kiedy za drzwiami czekał dalszy ciąg tej konfrontacji, a tuż obok - ktoś, kto być może sam potrzebował pomocy.

Jessie może i nie chciał go dotknąć, ale za to oferował szczerość i Selwyn doceniał to, a przynajmniej bardzo się starał skupić na tym, a nie na dziwnym, nieracjonalnym i całkiem nie na miejscu poczuciu odrzucenia, które skręciło się nieprzyjemnie w jego żołądku. Słuchając opowieści, uważnie obserwował mówiącego - nie wydawał się jakoś szczególnie przeżywać tej sytuacji, nie tak, jak Hannibal się obawiał, chociaż oczywiste było, że niełatwo mu mówić o tym zdarzeniu. Okoliczności zresztą, jak się okazało, były zgoła inne, niż…


- Zostaw mnie.

- Hej… żadnej przemocy już teraz, dobrze?



- Jeśli miałbym Cię zabić, to tylko po to, byś był wampirem i mógł śpiewać dalej.



.
.
.



- Chciałbym wiedzieć, jak smakujesz.



Dlaczego mu na to pozwoliłeś?, pytał Jasper.
Hannibal niekoniecznie chciał wdawać się w szczegóły tego, jak stał się one night standem wampirzego kochanka swojego własnego kuzyna (byłego kochanka? przyjaciela? to skomplikowane?). Mógł jednak zrobić coś innego.
- Tamtej nocy zdawało mi się to świetnym pomysłem. Ja byłem w klubie i miałem ochotę się zabawić, on potrzebował odreagować i jakoś tak… samo wyszło. Wierz mi, Gabriel potrafi być czarujący, kiedy chce - wzruszył ramionami, a potem spoważniał i jednak - jednak! - spróbował położyć dłoń na ramieniu Jessiego, tak, że jego kciuk oparł się na obojczyku. Dał tamtemu czas na odsunięcie się, unik, cokolwiek, a jeżeli to nie nastąpiło, to potarł wyczuwalną pod koszulą i skórą kość, bez wcześniejszej półświadomej, wyrachowanej kokieterii - uziemienie dla nich obu. NIe jesteś sam. Ani ty, ani ja.
- Jess… - szepnął - Wampir jest z natury silniejszy od człowieka, nie możesz od siebie oczekiwać, że tak po prostu pokonasz go w walce wręcz, nawet ty. Zrobiłeś, co należało. Wszystko, co mogłeś w tej sytuacji - dotąd patrzył na Kelly’ego, ale teraz uciekł na chwilę wzrokiem i tylko palce na barku zacisnęły się na moment mocniej - Cieszę się, że nic ci się nie stało.


przytul mnie


Wrócił wzrokiem do twarzy przyjaciela, mając nadzieję, że ta żałosna potrzeba nie odbija się w zbyt oczywisty sposób w jego oczach. Jessie, w cudownym przebłysku zrozumienia, empatii - albo może zwykłej litości - nie domagał się wzajemnej opowieści.
- Czuję się… huh… - Hannibal westchnął, próbując ułożyć jakąś sensowną odpowiedź - Ehh, wiesz równie dobrze, jak ja, że umiem w jednonocne znajomości. A teraz czuję się… wykorzystany? Rozumiesz, on wspominał o byłym chłopaku, ale nie powiedział, że to Jonathan. I teraz mam wrażenie, że wcale nie ze mną… - ponowne przesunięcie kciuka  po obojczyku, wbijające twardą część w opuszek, niedelikatne bardziej dla Hannibala, niż dla Jessiego - Że użył mnie, żeby się zemścić?... I wpadł tu, jak gdyby nigdy nic… I jeszcze obraża meble i alkohole Jonathana! - ostatnie słowa pewnie miały złagodzić ton wypowiedzi. Podziałałoby to może lepiej, gdyby towarzyszące im prychnięcie śmiechem nie brzmiało podejrzanie wilgotno, jakby Selwyn zasłaniał nim całkiem inny odgłos. 

- Jestem zmęczony - dodał, kiedy był już pewny, że z powrotem panuje nad głosem. Miał ochotę osunąć się po tej łazienkowej ścianie na podłogę, ale starczyło mu jeszcze godności na to, by tego nie zrobić.
Po premierze Ekstazy, po tygodniach prób i w sumie trzech spektaklach w dwa wieczory, po bankiecie, jechał na emocjonalnych oparach. Dlatego chciał spędzić beztroski wieczór w towarzystwie swoich ulubionych: Selwyna i nie-Selwyna.
Nie w towarzystwie wampira-niespodzianki, który udawał, że go nie zna, albo może traktował go jak wspólnika zbrodni, a w każdej chwili groził wysypaniem ich przygody przed Jonathanem i Hannibal nie wstydził się tego, co zaszło, ale wcale nie uważał, żeby opowiadanie o tym było komukolwiek do czegokolwiek potrzebne. Może kiedyś. Za dwadzieścia lat, kiedy wszyscy nabiorą do tego wystarczająco dużo dystansu, żeby śmiać się z tego przy rodzinnym stole w Mabon.

- Będziemy musieli tam wrócić, prawda? - zapytał, patrząc na drzwi łazienki.
Jeszcze chwila, proszę.
Jeżeli miał ponownie stawić czoła muzyce, jeżeli cokolwiek sensownego miało powstać z kakofonii  wydarzeń dzisiejszego wieczoru, musiał się pozbierać i wejść w rolę.

Jakakolwiek by ona nie była.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#33
11.04.2026, 18:48  ✶  
"Litość" była bardzo złym odczuciem, jeśli kierowana była w stronę przyjaciela. Litować się można było nad nieprzyjacielem, nad żebrakiem albo wdową z małym dzieckiem, której mąż zginął na wojnie. Ale nigdy nie powinno się litować nad przyjaciółmi. I to, że Jessie nie prosił na głos, by Hannibal opowiedział swoją historię, nie oznaczało, że nie chciał jej słuchać. Hannibal znał go na tyle długo, by wiedzieć, że gdyby w tym momencie zaczął mówić, Jessie by go wysłuchał. A czy Hannibal chciałby mówić, gdyby Jessie na niego naciskał?

Poza tym samo pytanie "Dlaczego mu na to pozwoliłeś?" było zaproszeniem do opowieści, na które Han mógł odpowiedzieć o sposób, którego najbardziej teraz potrzebował.

Mógłby powiedzieć, że pozwalanie wampirowi, by cię ugryzł, nigdy nie jest dobrym pomysłem, ale to nie było to, czego Han teraz potrzebował. Nie mógł jednak powstrzymać grymasu, kiedy słowa "Gabriel" i "czarujący" pojawiły się w jednym zdaniu, obok siebie, i to w formie gorzkiego komplementu.

Dotyk - dłoń na ramieniu, kciuk na obojczyku - został przyjęty bez grymasu, ani uniku, a nawet przeciwnie - w momencie, w którym Jessie zauważył zbliżającą się dłoń przyjaciela, przysunął się odrobinę bliżej. Obaj tego potrzebowali. Obaj potrzebowali tego uziemienia i bliskości. Obaj potrzebowali tego zapewnienia, że nawet jeśli pojawiła się między nimi ta rysa niedomówień, to nie była ona na tyle głęboka, by zniszczyć lata przyjaźni.

Nie jesteś sam. Ani ty, ani ja.

Oczywiście, zdawał sobie sprawę nad przewagą wampirów nad ludźmi, kiedy chodziło o siłę fizyczną, ale to nie było problemem. Problemem była ocena sytuacji w tamtym momencie - mając różdżkę w dłoni, dał się zaskoczyć i zamiast rzucić zaklęcie, użył pięści. Nie miał jednak zamiaru mówić tego na głos i użalać się nad czymś, co stało się już jakiś czas temu i nie zmieniało praktycznie nic w obecnej chwili. Tamten wampir go nie gonił - odpowiednio się nim zajęto - Jessie sam też nie zmienił się w krwiopijcę. Przyjął więc słowa Hannibala i skupił myśl na tym, że jakąkolwiek decyzję wtedy podjął, zrobił to, co należało zrobić - interweniował i ostatecznie tamtą kobietą zaopiekowano się w Mungu. Była cała, zdrowa i bezpieczna i tylko to się liczyło.

Hannibal zaczął mówić i im więcej słów wychodziło z jego ust, tym bardziej niechęć do Gabriela skręcała mu flaki. Hannibal nie zasługiwał na to, by być zabawką zdesperowanej pijawki. Hannibal zasługiwał na to, by być podziwianym, by być kochanym, nawet jeśli miała to być przygoda na jedną noc, i może nie było to do końca normalne, by w ten sposób mówić o najlepszym przyjacielu, ale Jessie od dawna uważał, że więź między nimi była czymś więcej, niż zwykłą najlepszą przyjaźnią.

W przypływie nie do końca określonej potrzeby, kiedy Hannibal mówił i naciskał kciukiem jego obojczyk, Jessie zsunął wzrok z jego twarzy na szyję, gdzie zaraz powędrowała ręka, bo palce chciały odszukać bliznę. Tak jak wcześniej Hannibal dał czas jemu, tak i on nie położył na skórze swoich palców, jeśli Han zdecydował się odsunąć.

-Obaj wiemy, że jeśli zrobił to tylko po to, by zemścić się na Jonathanie, oznacza to, że jest płytkim chujem - powiedział, a po jego skupionym na szyi Selwyna wzroku Han mógł się domyślić, że nie myślał długo nad tą oceną. -I jeszcze brakuje mu gustu.

Mieli wyjść jedynie na chwilę, na szybką rozmowę, ale ta chwila się przedłużała, co Jessiemu właściwie nie przeszkadzało. Oczywiście, wciąż była w nim obawa, czy Gabriel nie robił Jonathanowi czegoś, czego robić nie powinien, ale nie spieszyło mu się tak bardzo, by wychodzić.

-Tak - odpowiedział po krótkiej chwili -ale możemy jeszcze chwilę tu zostać.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#34
11.04.2026, 19:10  ✶  
Było coś niesamowicie przyjemnego w obserwowaniu Jonathana takim.

Nie był to Jonathan smutny. Nie był rozgoryczony. Stłamszony. Zgasły zupełnie, leżący w precel na zimnej podłodze, jakby sam siebie chciał ukarać za to, za co przecież karać miał go hrabia.

Och nie. Ten Jonathan miał iskry w oczach, był podirytowany ale w sposób żywiołowy.

Nawet teraz gdy podszedł tak blisko kanapy, gdy gromił z góry spojrzeniem, zmuszając wampira do zadarcia głowy.

Mimowolnie przeszedł go dreszcz wspomnień, a błąkający się po twarzy uśmieszek przeszedł w pełne wyeksponowanie uzębienia w promiennym i nieco zbyt roz-(ha tfu!)-anielonym uśmiechu.
– Kochałeś mnie? Jak słodko... – westchnął, wybierając z całej wypowiedzi tylko to co mu było wygodne i przyjemne. Nie robił tego z resztą pierwszy raz, ich kłótnie - te o pierdoły, te na niby, te o rzeczy nieistotne, zawsze tak pięknie przychodziło mu rozbuchać przekrzywieniem głowy i zrzuceniem łapą czegoś ze stołu.

Jak pies z kotem.

Trochę za tym tęsknił i było widać odbicie tej tęsknoty, tym razem nieco słodszej, nieco bardziej nostalgicznej niż przeszywającej serce tysiącem ostrzy żałoby.

Zaraz jednak pojawiło się słowo na "ż", a kończące się na "ebra" i nie mógł nie wypuścić z płuc sapnięcia irytacji, gwałtownie odchylając głowę w tył, przewieszając ją przez oparcie męczeńsko.

– Jesteś do prawdy niemożliwy...– przeszedł na francuski, który pozwalał mu mówić o wiele szybciej. Język miłości, język kłótni, język po który łatwiej mu było sięgać, w emocjach, gdy te gwałtownie przybierały na temperaturze. Zerwał się na równe nogi wymijając wiszącego nad nim Selwyna i rozglądając się po saloniku w poszukiwaniu kominka. Tam gdzie kominek powinien być pogrzebacz! – Czy to już zawsze będzie argument między nami? Ojej moje żebra, takie biedne, pęknięte kiedyś, teraz już się zrosły ale wtedy ojoj ojoj bolało. Mnie też bolało! Bolało mnie te sześć lat jak nie wiem co! Bolał mnie twój list, gdy umówiliśmy się na pokój, a potem tym papierem splunąłeś mi w twarz! Ale nie! Żebra! Złamane! Nie chciałem Ci zrobić krzywdy! Nie sądziłem, że upadniesz tak niedortunnie! Przepraszam dobrze!? Ale nie nie nie to Ci i tak nie wystarczy. I tak będziesz mi to do cholery wypominać. Zawsze. Przy każdej okazji. Dobrze więc, bądźmy kwita, zakończmy to, proszę trzymaj. – syknął wściekle, łapiąc za pogrzebacz jeśli go znalazł, a jeśli nie to bez problemu wyczarował jeden i wcisnął Jonathanowi do ręki. – A teraz proszę bij. Bij z której strony chcesz, aż usłyszysz gruchot! Zakończmy tę farsę. Złamanie za złamanie, pęknięcie za pęknięcie, jeśli jeszcze raz usłyszę o tamtej sprawie zwariuje! – uniósł ręce w geście poddania, odsłaniając klatkę piersiową na cios.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (4706), Hannibal Selwyn (4800), Jessie Kelly (3879), Jonathan Selwyn (2947), Pan Losu (29)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa