• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[lato 1962] forcibly grounding | Deirdre & Cassandra

[lato 1962] forcibly grounding | Deirdre & Cassandra
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#1
21.01.2026, 00:17  ✶  

— Weź tę miotłę, nie tamtą i pilnuj, żeby klapki koszyka się nie podnosiły — drygowała Ivanka, wciskając córce koszyk w dłonie. Młoda Deirdre wydęła policzki, nadal zaciskając ciasno zęby. Nie potrzebowała dodatkowych instrukcji od swojej matki, wiedziała jak latać na miotle, która stanowiła obecnie jedyny samodzielny środek transportu nastoletniej czarownicy, skoro teleportacja była dla niej wykluczona, a rodzice nie posiadali własnego magicznego powozu. Nie lubiła latać, ale jeśli miała wybierać, preferowała to, niż spędzenie całych wakacji w Little Hangleton. Nawet jak na nią, nie było tu co robić.

Deirdre umówiła się z Laną Dolohov, swoją kuzynką i przyjaciółką z dormitorium na zwiedzanie nawiedzonych ruin, więc wiedziona wnioskiem, że ruiny mają ogród, dziewczyna przygotowała koszyk z przysmakami na piknik po zwiedzaniu. Małej Malfoy nie interesowały zamki ani pałace, jeżeli nie mogła w nich zamieszkać, robić notatek w ich wykuszach i błąkać się po nocy z kandelabrem w koszuli nocnej, strasząc służbę. Zgodziła się jednak na tę wycieczkę, bo dwa tygodnie wcześniej zaciągnęła Dolohov na wystawę magicznych gadów i płazów. Zresztą, nawiedzony piknik brzmiał dużo lepiej niż kolejny dzień pośród murów domu rodzinnego.

— Już, zostaw mamo. Startuję. Będę na kolację — powiedziała czternastoletnia czarownica, przekładając nogę przez kij, co spotkało się z cmoknięciem dezapropaty, więc zaraz wróciła do siedzenia, jak dama, dużo mniej stabilnego, bokiem. Miotła uniosła ją w górę, a błękitna sukienka w drobną karteczkę, zatrzepotała.

Deirdre Malfoy stanowiła przeuroczy widok ze słomianym kapeluszem, trzymającym się jej jaśniutkich włosów za pomocą czerwonej wstążki zawiązanej pod brodą, pasującej do czerwonych guziczków na przodzie sukienki oraz wisienek na bluzeczce z kołnierzykiem i bufiastymi, krótkimi rękawami, założonej pod pinaforę.


***

Tego nie było w planach Deirdre. Kilka minut wcześniej, na etapie jeziora, powinna skręcić nad jego taflą na wschód i pofrunąć w stronę wzgórza, ale jej miotła za nic nie chciała jej słuchać. Ani magia ani próba szarpania drążkiem, ani przechylanie się na strony. Nie dawały żadnego efektu. Na szczęście była wysoko w górze, więc tylko raz musiała unosić stopy w górę, aby nie zahaczyć stopami o koronę drzewa. Na nieszczęście leciała bardzo szybko i z każdą sekundą przybliżała się do śmierdzącej chmury dymu, wydobywającej się z mugolskiej fabryki, która stała w niedalekiej odległości od mugolskiej wioski.

Dziewczyna zaczynała coraz bardziej panikować.

Nie chciała umrzeć, rozbijając się o komin mugolskiej fabryki. Jak to w ogóle brzmiało! Co napiszą w gazetach? Rodzina pogrążona w smutku, córka zabita przez mugolską fabrykę. Już i tak była przekonana, że zaburzenia w magii lotu na miotle wynikają z zanieczyszczeń produkowanych przez te paskudne zwierzęta, jakimi są niemagiczni. Gdyby nie była tak sparaliżowana strachem, pewnie złorzeczyłaby cały czas, ale milczała, próbując zatamować łzy w oczach.



I can feel the light shine on my face
Czarodziej
Opowiem Ci historię
Jest daleki i zaczarowany świat
Kiedyś do niego znałam drogę
W dobrą pogodę i grad
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Auror
Gdy na nią spojrzysz, możesz odnieść wrażenie, że byle podmuch wiatru jest zdolny ją przewrócić. Przy wzroście 169 cm, waży 59 kg. Dość filigranowa, szczupła sylwetka dodaje jej delikatności, podkreślonej tylko przez jasną cerę oraz delikatne piegi, którymi opsypana jest cała jej twarz, ramiona i dekolt. Szare oczy spoglądają na świat bystro, ale i całkiem wesoło. Jasnorude włosy najczęściej związuje dla własnej wygody w luźny warkocz bądź kucyk. Poza pracą uwielbia nosić eleganckie sukienki oraz spódnice.

Cassandra Cavendish
#2
02.05.2026, 23:27  ✶  
Dzień zapowiadał się dzisiaj dość okropnie - pomimo faktu, że pogoda była piękna. Chciała ją jednak wykorzystać zupełnie inaczej niż na błąkanie się wokół fabryki, która smrodziła na całą okolicę oraz psuła krajobraz. Niestety, wpadło zgłoszenie, które od początku wydawało jej się głupim żartem, ale które należało sprawdzić. Tak więc, błąkała się po tej okolicy, starając się nie przyciągać spojrzeń innych, a zwłaszcza tutejszych mugoli. Nawet oni, dzisiaj, wydawali jej się jacyś odpychający, a przecież sama, w połowie, należała do tej części świata. Może i ona, dzisiaj, też była w jakimś sensie odpychająca?

Auror na służbie, w paskudnym humorze, to zdecydowanie była osoba przyciągająca do siebie niespodziewane zdarzenia i kłopoty oraz osoba, której nie chciało się spotkać, ponieważ zdecydowanie groziło to szukaniem dziury w całym - a gdy się tak szukało, to z pewnością zawsze coś się znalazło. Tym razem nawet nie musiała szukać - wystarczyło spojrzeć w niebo. Latająca miotła nie była czymś, co powinno widzieć się tak blisko mugolskich zabudowań, a już na pewno nie powinna ona lecieć w ich stronę. Jednak osoba, która siedziała na tym drewnianym kiju, całkowicie wydawała się niezainteresowana zmianą trasy. Chociaż już po chwili wiedziała, że to raczej nie jest naturalne zachowanie - nikt o zdrowych zmysłach nie leciał prosto na komin mugolskiej fabryki licząc, że ten się nagle odsunie bądź uskoczy w jakikolwiek inny sposób.

Odruchowo sięgnęła po różdżkę, myśląc nad zaklęciem, którym mogłaby ściągnąć tę osobę na dół, lecz nim cokolwiek przyszło jej do głowy, miotła wierzgnęła kilka razy - jakby nagle stwierdziła, że nie chce nieść na sobie dodatkowego ciężaru - i mogła właśnie obserwować dość bezwładny lot ludzkiej sylwetki ku ziemi. Teraz już w ogóle się nie wahała - ruszyła biegiem w stronę upadającego i machnęła różdżką rzucając zaklęcie poduszkujące. W ostatniej chwili upadek został wyhamowany, a pechowiec opadł na ziemię i... Okazał się całkiem młodą czarownicą.
— Nie uważało się na lekcjach latania, co? — Mruknęła całkiem zgryźliwie, gdy już podeszła bliżej. Teraz mogła się lepiej przyjrzeć dziewczynie i najwyraźniej miała do czynienia z kimś, kto pochodził z czystokrwistego rodu - oceniając po włosach, była skłonna przychylić się do nazwiska Malfoy. Sama miała na sobie mundur, a rude włosy splecione były w warkocz, więc nie była w stanie zbytnio ukryć swojej przynależności do Ministerstwa Magii.
— Nic ci nie jest? - Spytała kontrolnie, rozglądając się przy okazji dookoła, by mieć pewność, że nikt ich tu obecnie nie obserwuje w wielkim szoku.
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#3
17.05.2026, 13:24  ✶  

Miotła wierzgnęła, Deirdre wydała z siebie okrzyk przerażenia, gdy trzonek wyślizgnął się z jej dłoni, jej nogi poddały się w utrzymywaniu miotły, a jej całe ciało nagle straciło poczucie jakiejkolwiek stabilności. Opór powietrza szarpał jej ubranie, spódnicę, halkę, prawie zdarł z jej głowy kapelusik. Lot trwał zbyt krótko, chociaż jej życie przeleciało jej przed oczami, krótkie, nudne życie. I te nagłówki. Na Matkę, co za wstyd!

Deirdre umarłaby roztrzaskana na ziemi jak jajo, które sturlało się z kuchennego blatu z mało pozytywną myślą o sobie w ostatnich sekundach życia, gdyby nie magiczne zaklęcie, które pochwyciło ją, spowolniło jej dramatyczny upadek i tak oto dziewczę w błękitnej pinaforze, uroczej bluzeczce i absolutnie pogniecionym przez pęd powietrza, przekrzywionym kapelusiku, wylądowało pod nogami Cassandry. Nic jej nie było, w przeciwieństwie do koszyka, który upadł przed Deirdre z dramatycznym trzaskiem tłuczonej porcelany i łamiącej się wikliny kilka chwil przed nią i nie załapał się na zaklęcie łagodzące upadek.

— Nie, nie, nie! Moje ciasto! — zawołała Deirdre, zdecydowanie nadal w szoku. Wtedy spojrzała na swoją zbawczynię, kobietę w mundurze ministerialnym. Miała więcej szczęścia niż rozumu. — Ja... um... przepraszam, ja... ja właściwie to miałam Zadowalający z zajęć, um... tak. Przepraszam. Ja nie wiem. Ona tak sama...

Dziewczyna otrzepała swoją spódnicę i swój tyłek, poprawiła kapelusz na głowie, zaraz jednak całkowicie go zdjęła, zgniatając zniszczone rondo w pięściach, w głębokim zażenowaniu. —  Nie, proszę pani. Ja tylko strachu się najadłam. Przepraszam i... tego... dziękuję.



@Cassandra Cavendish


I can feel the light shine on my face
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cassandra Cavendish (398), Deirdre Malfoy (679)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa