• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
Spalona Noc, godzina 20 — Pani Dolohov i Flint w Camden Town

Spalona Noc, godzina 20 — Pani Dolohov i Flint w Camden Town
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#1
13.04.2026, 06:36  ✶  
wśród artystycznych dusz
w jednym z lokali w Camden Town


To miejsce nie było jeszcze pocztówką, którą miało stać się w przyszłości, ale już teraz jego światła, atmosfera i kolory miały w sobie coś niespokojnego, zapraszającego do hucznej zabawy.

Korzystali z tego oboje.

Przebywali w Phase, maleńkim lokalu, którego szyld był już do tego stopnia zniszczony, że ciężko było niezorientowanym w temacie wiedzieć, że trafili w odpowiednie miejsce. No, przynajmniej tak długo, aż nie weszli do środka – bo wnętrze Phase uderzało w odwiedzających takim wodospadem barw, dźwięków i zapachów, że nietrudno było zorientować się w fakcie, iż znalazło się w jednym z centrów londyńskiej bohemy artystycznej. Towarzystwo było tu mieszane, bo nikogo nie obchodziło pochodzenie – mugole i czarodzieje bawili się wspólnie nad kieliszkami różnych alkoholi i dyskutowali o sztuce wszelakiej, w półmroku przeciętym światłami kolorowych reflektorów. Klimatyczne miejsce, ze ścianami pokrytymi niezliczoną ilością plakatów i murali, tętniło życiem – Flint miał wrażenie, że oprócz niego nikt nie dostrzega jak przerażające były niektóre z wymalowanych tu i ówdzie obrazów. Psychodeliczne sylwetki, porozciągane twarze – jakże straszne, nawet jeśli w jakiś sposób urzekało – nie śmiał jednak powiedzieć tego na głos, bo cały wieczór przebywał w towarzystwie znajomych byłej żony i nie zamierzał podkopywać jej reputacji nadmierną szarością.

Powietrze było ciężkie.

Dægberht nie pozostawał dłużny palącym fajki wodne i sam palił papierosa, wpatrując się w przedziwną rzeźbę ze sterty śmieci i drutu, stojącą obok lustra zakrzywiającego odbijane światło. Wsłuchiwał się, z tym swoim (jak to ujmowała Vivianne) badziewnym gustem ukierunkowanym na miłość do pieśni kościelnych, szant i szlagierów, w muzykę będącą rdzeniem Phase. Na małej scenie, ledwo wzniesionej ponad poziom podłogi, grała jakaś zupełnie nieznana mu grupa, jego zdaniem przyciągająca uwagę o wiele mniej od widowni, przeżywającej ich występ, jakby widzieli tam kogoś o niebo lepszego. Młoda dziewczyna w geometrycznej sukience omal nie upadała na ten podest, depcząc innym po nogach. Zapewne nie widziała nic spod tego dziwacznego makijażu, od którego jej rzęsy wyglądały jak dwa wachlarze, a przynajmniej tak ocenił to stojąc z boku od wszystkiego. Czuł się tu tylko byłym mężem. Nie pasował do artystów z farbą pod paznokciami, grajków, dziennikarzy szukających sensacji, ani tych, którzy przyszli się tu pokazać. Z niedobitkami po licytacji obrazów, jaka miała tu miejsce dwie godziny temu, nie zamienił dzisiaj zbyt wielu słów, bo nie wydawali się tym szczególnie zainteresowani. Nie zrozumcie tego źle – ani się tu nie czuł nieswojo, ani go to wszystko nie przytłoczyło. Zwyczajnie był dziwnym człowiekiem.

Zapewne wróciłby za moment do stolika i wypił z Vivianne i jej przyjaciółkami jeszcze kilka drinków, gdyby nie był świadkiem zdarzenia tak paskudnego, że aż nim wzdrygnęło.

Rozpoznanie w tłumie osób Delyry Dolohov nie było ciężkie. Jej mąż irytował pojawianiem się absolutnie wszędzie – do tego stopnia, że nie dało się wypłynąć na morze bez żadnego produktu reklamowanego jego twarzą. Żona, jako członkini rodu Lestrange, migała mu w przeszłości dosyć często – i jako żona celebryty i jako jedna z opiekunek Maida Vale, w którym przebywał (ze względu na głęboką relację z Victorią) stosunkowo często. Ich relacja nie była nigdy prywatna i wątpił w to, aby w ogóle go pamiętała, więc nie miał zamiaru jej zaczepiać, ale... No właśnie – ale! Ktoś inny ewidentnie miał na to ochotę i robił to w sposób tak bezczelny, że Flint aż zmarszczył brwi. Niski facet, w paskudnej marynarce i ze spodniami w kant, uśmiechał się krzywo i marszczył piegowaty nos, zachodząc kobiecie drogę i narzucając się jej, chociaż ta próbowała wyjść na zewnątrz. Obserwował ich dwójkę przez moment, żeby upewnić się w poprawnym odczytaniu sytuacji, po czym odstawił swój kieliszek na jakiś stolik (tak naprawdę była to rzeźba, ale na nieszczęście artysty Flint o tym nie wiedział) i ruszył przed siebie, w porę zatrzymując rękę oblecha, zanim ten sięgnął po trzymane przez Delyrę, zapakowane w szary papier płótna.

– Pan to chyba za dużo już wypił? – Zapytał spokojnie, w duchu prosząc o to, żeby typ darował sobie rozmowę i zwyczajnie stąd poszedł. Nie chciał konfliktu, a to przecież musiał być mugol. Kto inny nie wiedziałby, że nachodzenie akurat tej kobiety miało skończyć się dla niego bardzo źle? To znaczyło, że nie mogli wyciągnąć różdżek, jeśli nie chcieli po wszystkim spotkać się z grupą wzburzonych amnezjatorów.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#2
29.04.2026, 13:20  ✶  
— Tylko obrazy, tylko obrazy... — mruczała do siebie, kiedy przebijała się przez tłum Camden Town. Mocno ściskała torebkę z bordowej skóry, w której widocznie znajdowała się waluta. Bo dlaczego inaczej miała ją tak ściskać? Bała się kradzieży, oczywiście. Niestety była na nią podatna mimo wielkich wpływów Vakela, albo przez nie. Wiele osób ją z nim łączyło.

Nie podobała jej się atmosfera Phase. Dźwięki rozlegały się za głośno, kolory były za wyraziste, a ludzi było za dużo. Może to przez spaczenie zawodowe. Spędzała dużo czasu wśród kwiatów i drzew, ogólnie ciszy, a lokal zdecydowanie należał do czegoś zupełnie odwrotnego. Ale chciała kupić ładne obrazy do kamienicy. Modliła się, by nie wydać pieniędzy na kurzołapy, chociaż te rzeźby w kącie jej się dość podobały. Szczególnie ta z płaskim jednym końcem. Gdyby postawić lub przykleić na czubku kawałek szkła, to byłby z tego fajny stół na kawę w salonie. Jak będzie wychodzić, to poprosi o szczelne zapakowanie ceramiki.

Na razie w oczy wpadł jej bardzo abstrakcyjny obraz przedstawiający kobietę otoczoną kwiatami. W jakiś sposób mugole zawsze umieli połączyć kształty w jedną całość. Otrząsnęła się. Czyżby teraz lubiła mugoli? Skrzywiła się na samą myśl. Ale obrazy to ładne mieli...

Dlatego go kupiła, zdecydowanie przepłaciła, ale było warto. Grzecznie czekała, by pani sprzedawczyni zapakowała płótno w szarą gazetę. Przyglądała się jej. Wściekle pomarańczowe paznokcie w jakiś prawie nieziemski sposób kontrasowały z jej niebieską, zwiewną suknią z czegoś co wyglądało jak firanka, ale na pewno nią nie było. Wyglądało to jak zestawienie ziemi i oceanu. Delyra podniosła wzrok, żeby spojrzeć kobiecie w twarz. Niestety zdążyła tylko porównać jej rzęsy do wachlarzy, bo dostała swój obraz ładnie zapakowany. Mruknęła nerwowe "dziękuję", kiedy ich palce o siebie lekko potarły.

Prawie nonszalancko odeszła od stoiska, choć w jej głowie odgrywały się prawdziwe sceny dantejskie. Modliła się, by nikt w tym momencie na nią nie patrzył, bo zobaczyłby jak jej źrenice szaleją.

Następny obraz skojarzył jej się z Vakelem. Mimo sześcioletniego małżeństwa pozbawionego szczerej miłości, podświadomie myślała o nim. Więc kupiła obraz przedstawiający kruka.

Wszystko przepłynęłoby gładko i pięknie, gdyby nie wy, wścibskie dzieciaki bardzo nieprzyjemny, mało przystojny, niski, śmierdzący mężczyzna. Może gdyby był ładny, to by to zaakceptowała mimo w ogólnie nie tolerowania mężczyzn. Dlatego na początku grzecznie mu odmawiała. On się bardziej narzucał ze swoimi komplementami. Zapraszał ją na obiad, do łóżka, wszędzie. Delyrze prawie żyłka na czole pękła od wysiłku, który wkładała, by na niego nie fuknąć.
— Do widzenia — w pewnym momencie powiedziała, ale mężczyzna zattrzymał ją ręką na talii i coś tam próbował jeszcze wymamrotać. Lyra była bliska odepchnięcia pijaczyny i ucieczki.

Wtedy zjawił się Flint i pierwszą reakcją Dolohov było zmarszczenie brwi. Zamiast podziękować odparła — Poradziłabym sobie — przewróciła oczami — Nie jestem jakąś panienką w opałach — poprawiła swój chwyt na obrazach.

Wzdrygnęła, czuła jeszcze na sobie alkoholowy oddech mężczyzny i jego słabe perfumy i jego dotyk na jej talii. Poprawiła swoją suknię i mruknęła do siebie — Trzeba będzie wyprać. Doprawdy nieprzyjemny człowiek.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#3
06.05.2026, 07:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2026, 07:26 przez Dægberht Flint.)  
Dægberht odprowadził faceta spojrzeniem w kierunku szynkwasu, gdzie już został i dał pani Dolohov spokój. Prawdę mówiąc nie spodziewał się, że to wszystko pójdzie tak gładko – spodziewał się jakiejś bitki, jego wyobraźnia już kilkadziesiąt sekund temu podwinęła mu rękawy i napięła mu mięśnie, jakby miał ciągnąć sznur odpowiadający za postawienie żagla na maszcie. Zamiast tego dostał jedno wielkie nic. Nie to, żeby narzekał – w burdach w portowej knajpie prędzej by zęba stracił niż coś ugrał, więc zwykł wtedy tupać na blacie stolika grając na lutni, próbując dopasować rytm melodii do uderzeń pięści w gębę. Jego udział ograniczał się do unikania zostania zabitym i poezji, a później do kilku kieliszków rumu na ochłonięcie.

Cóż, artyści nigdy nie myśleli takimi kategoriami, a przynajmniej takie zbudowali w nim wrażenie. To wyjaśniało dlaczego jego małżeństwo potłukło się tak drastycznie, a jednak żaden z odłamków szkła nie pokaleczył go w palce.

– Oh, nie chciałem pani urazić tą interwencją – powiedział spokojnie, mrużąc piękne oczy, które zawdzięczał byciu spokrewnionym z wilami. Uroda Flinta była niezwykle kobieca – gdyby mu zabrać gulę na gardle i choćby odrobinę zarysować biodra, o wiele więcej osób myliłoby go z dziewczyną, a teraz... Część zainteresowanych tak czy siak zorientowałaby się dopiero po tym, jakby się odezwał. Stał przed Delyrą ktoś, kogo zboczeńcy mieli za ten słodki, złoty środek, kiedy nie wiedzieli do końca z kim chcieli się przespać, a z nim nie musieli wybierać – z tym, że zawodził tu wielce męskie oczekiwania, bo sam spoglądał tylko w kierunku innych kobiet. – Wielu mężczyzn zawsze mi powtarza, że to nie ich wina jak traktują kobiety inni przedstawiciele ich płci. Mi się wydaje, że kiedy stajemy się bierni, dajemy na to ciche przyzwolenie. – Jego uśmiech się pogłębił, chociaż to o czym mówił było niekomfortowe. – Pewnie dlatego zawsze reaguję. – Zresztą... Mocno wytrenowała go w tym młodsza siostra. Przepiękna, blondwłosa Wulfwyn tańcząca wśród ludzi przechadzająch się uliczkami magicznych dzielnic – ileż razy musiał być przy niej gotowy na zatrzymanie cudzej ręki! – Zmierza pani do wyjścia? Ja również. – A później jego oczy rozbłysły, kiedy sobie z czegoś zdał sprawę. – Proszę mi wybaczyć zapomnienie się. Ja panią oczywiście znam z gazet i zapomniałem się przedstawić. Dægberht Flint, marynarz. – Wyciągnął w jej kierunku rękę. Charakterystyczne czarodziejskie nazwisko rodziny żeglarzy od razu zdradzało jego czystokrwiste pochodzenie.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#4
16.05.2026, 18:05  ✶  
Może ten mężczyzna nie był taki zły? Do tej oceny skłoniły Delyrę następne słowa Flinta o podejściu innych panów do kobiet. Do tego poczuła się lekko zaczarowana wyglądem swojego "zbawiciela". Był dosłownie piękny, a dla największej lesby w Londynie nazwanie jakiegoś faceta pięknym coś już znaczyło. Na szczęście pozostała dość odcięta od swoich emocji. Skinęła głową, trochę już uspokojona od swojej poprzedniej reakcji. Uśmiechnęła się niezręcznie — Bardzo było to miłe z Pana strony — oczywiście nie przeprosiła za swoje zachowanie.

Delyra Dolohov nie przystała przepraszać za cokolwiek. Wszystko zawsze w podskokach było jej dawane, a ona tylko lustrowała ludzi spojrzeniem, jakby po prostu dając im do zrozumienia, że mogą sobie już pójść. Nawet Vakela nie przeprosiła jeszcze za trucie go amortencją przez sześć lat. Ale dziękowanie było elementem serdeczności, którą musiała wykształcić jako panienka z dobrego domu. Dlatego podziękowała Flintowi, bo ja tak nauczono.

Jej uśmiech się poszerzył, już nie niezręczny — Marynarz? Co Pan robi tak daleko od wody? — zapytała uprzejmie, przygotowując lekki small talk. Może jeszcze w jakimś nawet najmniejszym znaczeniu pozna tego człowieka i poszerzy swoją siatkę połączeń? A ten mężczyzna wydawał się taki wrażliwy i słodki. Gdyby był kobietą to od razu by na niego poleciała, nieironicznie. Może nie było to widoczne, ale chciała wyciągnąć z niego wszystkie, możliwe informacje, ale zakrywała to swoim dobrze wyćwiczonym uśmiechem.

W pewnym momencie dopadła ją chcica. Wolno, spokojnie wyciągnęła paczkę papierosów z torebki. Jedną ręką do tego. Bo lewą trzymała mocno płótna. Wsunęła w ciemno czerwone usta już trzeciego papierosa z limitu dziennego, którego musiała niestety zapalić manualnie, bo byli u mugoli. Zapaliła go o ogień świeczki ozdobnej, koło której stali. Wyciągnęła paczkę w stronę Flinta — Pali Pan?

Zawsze integracja przy papieroslu była lepsza niż przy czymś innym. Niestety jakaś pani (ta z pomarańczowymi paznokciami) gniewnie wygoniła naszą dwójkę na dwór. Delyra lepiej owinęła się swoim płaszczem z futra i zmarszczyła brwi. Jej największym błędem było wcześniej patrzenie się na tą panią jak na obrazek. Tak potraktować szlachciankę i jej nowego znajomego? Profanacja! Niestety mugole nawet nie mieli pojęcia o rodzie Lestrange. Dlatego Lyra powstrzymała się od jakichkolwiek działań magicznych, nawet trudno by było zmienić jej panią w szczura przykładowo, bo z transmutacji była cienka.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#5
17.05.2026, 20:32  ✶  
Dægberht wykonał nieco niespodziewany ruch – bardzo teatralnie ukłonił się na dźwięk komplementu, rozkładając ręce na boki, pochylając się do przodu i odstawiając w tył jedną z nóg. Jego biżuteria i zabrzękała przy tym, ale dźwięk ten był na tyle delikatny, aby ostatecznie nie przebić się przez hałas panujący w lokalu.

– Cieszę się, że pojawiłem się w porę na... – zaczął i nabrał w płuca tyle powietrza, jakby miał zaraz wygłosić tu jakiś poemat – absolutne nic. – Wyprostował się, a na jego twarzy pojawił się szeroki, delikatny uśmiech. – Bo najwyraźniej moja obecność była tu zbędna. – Mrugnął do niej. Zdecydowanie nie przejmował się czymś takim jak konwenanse, nieszczególnie sprawnie wyłapywał wadliwość jej charakteru. Rodzina Lestrange zbyt mocno kojarzyła mu się z Victorią, żeby potrafił ot tak, przy pierwszej rozmowie się do niej uprzedzić. No i – chociaż nie był pewny czym sama Delyra się zajmowała – jej mąż zajmował się gwiazdami, a ktoś kto kochał człowieka kochającego gwiazdy, z pewnością znalazłby wspólne tematy z poetą piszącym o nich wiersze.

– Pani Dolohov, niech się pani nie wygłupia – odpowiedział jej nie kryjąc rozbawienia – więdnę od takich żartów – bo jakby miał nie uznać pytania za dowcip? Posiadał całkiem barwne życie poza statkami, a stolca przyciągała go z wielu powodów. Zresztą, ojciec jego wychował się na Isle of Dogs, a Docklands do dziś pełniło funkcję ich drugiego domu.

Chciał powiedzieć nie palę, ale szybko się w język ugryzł. No bo palił przecież, ale preferował drewniane fajki.

– Dziękuję – odmówił gestem – unosząc dłoń. – Towarzyszyć pani przy wyjściu? Mam wrażenie, że na zewnątrz panuje jakieś zamieszanie. – Uniósł w górę jedną z brwi, wpatrując się w coraz gęstszą gromadę ludzi kłębiących się na korytarzyku prowadzącym na zewnątrz. Niedługo po tym jak to powiedział, wspomniana wcześniej kapela przestała grać. – Huh? – Rozejrzał się wokół. Część gości, zupełnie pijana, próbowała wciąż bawić się bez muzyki, ale szepty powoli niosły do nich fakt, że faktycznie... coś dziwnego działo się na ulicy. – Możliwe, że jestem przewrażliwiony, ale i tak nie bawię się dobrze od przynajmniej godziny, więc... – Skinął głową, dając jej znać, że niezależnie od podjętej decyzji, on zamierzał się stąd zmyć.


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#6
27.06.2026, 11:16  ✶  
Delyra prawie się uśmiechnęła na ten teatralny ukłon, było widać, że Flint był człowiekiem sztuki. O ile był człowiekiem. Jego skóra lśniła jak srebro. Oczywiście arystokratka kompletnie tego nie powiedziała ani nie skomplementowała jego skóry. Wyszłoby to dośc nietaktownie, a co miałaby później dodać? Żeby Flint dał jej swoją rutynę pielęgnacji skóry?

— Bardzo mi pan pomógł. — Zapewniła cicho, choć wcześniej się zirytowała, że ten marynarz w ogóle śmiał się do niej odezwać na początku. Co zmieniło jej zdanie, postrzeganie czy cokolwiek? Flint był bardzo ładny, a Lyra zrozumiała, że za każdym delikatnym mrugnięciem, co raz bardziej zatyka jej się gardło. Boże, Matko, pomóżcie! Dolohov próbowała tylko żyć, a uniwersum spuściło jej takiego o to marynaża o miłym spojrzeniu, miłych włosach i do tego bohatera! No i wyglądał jak panienka! Ideał. Delyra przełknęła ślinę, zachowując przy tym resztki swojej godności.

Twarz Dolohov troszkę rozjaśniła się na rozbawienie Flinta, ale podniosła brew — Czyli mam rozumieć, że pańska obecność na lądzie nie jest czymś nadnaturalnym? — Trochę zwiędła, bo ładny marynarz użył prefiksu pani, co ją zasmuciło, dlatego dodała — Niech mówi mi Pan po imieniu — zaproponowała lekko, jakby zrzekanie się tytułów było dla niej najnormalniejsze na świecie.

Ona też skinęła głową na ofertę Flinta. Owszem, potrzebowała więcej jego obecności. Sama powoli zaciągnęła się dymem tytoniowym, bardziej ściskając płótna w lewej ręce na tą uwagę Flinta o zamieszaniu. Potem mruknęła — Mam nadzieję, że nic się nie dzieje. — Przetarła ręką swój futrzasty płaszcz.

Ale też coś usłyszała i napięła się jak struna. Krzyki torturowanych? Krzyki, bo tak? Zrzuciła niedopałek pod stopy i zgniotła go starannie swoim butem na średnim obcasie - nie potrzebowała nosić wysokich szpilek, by czuć się wyższa od wszystkich, bo i tak ze swoim wzrostem i ego była wyższa. Subtelnie wygrzebała różdżkę z połów płaszcza, ale nadal ukrywając ją w fałdach, by nie przyciągać zbędnej uwagi mugoli. Zdecydowanie nie będzie pchała się do pierwszej linii, będzie czekała aż to coś przyjdzie do niej.
oceanic feeling
I have always loved foolishly --
like oceans love the moon:
with a pull too strong to soothe,
with tides that bruise.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum – czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#7
01.07.2026, 15:00  ✶  
Na to zapewnienie Flinty uśmiechnął się szerzej, obnażając odrobinę linię krzywych, lecz białych i zadbanych zębów. Ktoś inny mógłby pewnie z tą miną prezentować się upiornie, on jednak wzbraniał się przed wszelkimi złymi skojarzeniami. Mógłby skwitować to jakimiś błyskotliwymi słowami, ale wyjątkowo dla siebie wybrał ciszę – nie wydawało mu się bowiem, aby sytuacja wymagała czegokolwiek więcej. Czasami przecież szczytem charyzmy była wiedza o tym, kiedy należało wstrzymywać się od odpowiedzi.

– Nie ma we mnie, Delyro, nic co wykraczałoby poza prawa natury. Powiedziałbym raczej, że jestem jej siłą ubraną w cielesną powłokę, aby stać się jej sługą, ale ludzie wody mają to do siebie, że są psotni jak ona sama.

Mrugnąłby do niej zapewne, gdyby nie to, że ich nogi poniosły ku wyjściu z tegoż miejsca.

On sam nie podniósł w górę różdżki, nie zakasał też rękawów. Coś w jego postawie zmieniło się jednak – na piękną twarz spłynęło skupienie – zrobił się czujniejszy, zginał nieco nogi w kolanach, jakby chciał ruszyć szybciej. Ale czego dokładnie się bał? Nikogo tu nie torturowano, ani nie obdzierano go ze skóry. Prawdę mówiąc, na jego niezbyt wnikliwe oko ulica na którą wyszli prezentowała się całkiem zwyczajnie. Jedynie te przedziwna rzecz sypiąca się z nieba odbiegała od normalności. Jego miłość do przyrody nie skojarzyła go od razu ze strzępkami popalonego papieru, lecz z płatkami kwiatów lub pyłem drzew. Zwłaszcza, że kiedy wyciągnął rękę do przodu aby złapać tenże popiół pomiędzy swoje palce, nie poczuł gorąca.

– Coś… na pewno się dzieje, ale…

Ale co? Wydawał się bardzo zmieszany, bo mu myśli biegały niespokojnie od dystansu do sytuacji w Anglii jakiej nabrał na morzu (z którego dopiero co wrócił!), a tym co opowiadała mu o tym wszystkim Victoria. Wzbierający się w nim lęk smakował… gorzko.

– Pan… przepraszam, Delyro, tutaj – pokierował ją na bok. Wciąż był piękny, ale stres wyraźnie mu nie służył. Niesforne kosmyki włosów przykleiły mu się do twarzy, kiedy zrywający się wiatr zaczął karmić płomienie otulające Pokątną. – Ta łuna – wskazał ją skinieniem głowy – to łuna od ognia…? To by znaczyło, że Westminster płonie. Ja… – tym razem od przełknął ślinę, ale w o wiele mniej elegancki sposób – jeśli nie potrzebuje pani pomocy, to ten moment, w którym się rozstajemy. – Nie powiedział dlaczego, ale w jego głowie zadudniło jedno imię: Abigail!

@Delyra Dolohov


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#8
07.07.2026, 11:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2026, 12:54 przez Delyra Dolohov.)  
Autentycznie otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nic nie wyszło. Wyglądała na dość zaczarowaną słowami Flinta, i przede wszystkim jego urodą. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się co w ogóle na to odpowiedzieć. Już uformowała jakieś tam słowa w głowie.

Już miała z siebie wydusić, że technicznie Flint w ogóle nie odpowiedział na jej pytanie, ale też coś zobaczyła. Napięła się jeszcze bardziej, nasłuchując. Bogu dzięki za tą percepcję, bo Delyra też zauważyła ogień. Tylko co właściwie płonęło? Westminster? Przecież tam znajdowała się kamienica! Zestresowała się niemiłosiernie, choć wiedziała, że pewnie mąż się już wszystkim zajął. Czasem zdecydowanie za dużo ufała kompetencji małżonka, nawet jeżeli ją to uspokajało. Ale troszkę zmartwiła się, że Flint już musi isć. Zdobyła się na delikatny uśmiech, ledwo widoczny, bo zawsze dawała ludziom uśmiechy pełne rozbawienia albo poczucia wyższości. Więc ten poszczególny uśmiech wydawał się niewidzialny na tle jej bladego lica.

— Leć — powiedziała łagodnie, ale dodała — Miło było Pana poznać — skinęła głową.

//teraz jest moment na ucieczkę - tu macie link do kości

Ostrożnie zaczęła iść w stronę Horyzontalnej. Nie była aż tak daleko, więc na początku szła dość wolno. Troszkę jej to wszystko działało na nerwy. Jak ten pożar w ogóle śmiał przerwać jej rozmowę z tak pięknym człowiekiem? Powiał zimny wiatr, Delyra lepiej zawinęła się płaszczem. Usłyszała głośne kroki, a że znajdowała się w ciemnej uliczce, oświetlonej tylko gwiazdami. Przyspieszyła kroku, na szczęście wybrała niższe obcasy na ten wieczór. Niestety, ale te buty zaczęły ją gonić!

//Aktywność fizyczna 2k

Nogi jej się plątały ze stresu. Nigdy nie była goniona! Wtedy ktoś krzyknął — Dolohov! Ty zimna szmato! — to sprawiło, że zatrzymała się w pół kroku, przerażona, a strach był jej obcy, więc przepełniały ją emocje. Odwróciła się szybko. Na szczęście zaklęcie nie dosięgnęło jej ciała, a raczej uderzyło w krępego mężczyznę, który stał kilka metrów przed nią. Wyglądał bardzo podobnie do tego pana, który pod wpływem alkoholu chciał się z nią przespać.

//Percepcja 4k

Dalej poszło więcej myśli - skoro wiedział kim była, to należał do świata magii. Nigdy go nie widziała, więc nie był czystokrwisty. Półkrwi? Chyba nie, bo powodem, dla którego zaklęcie nawet nie drasnęło Delyry był fakt, iż jego różdżka była nieudolnie zaklejona taśmą. Mugolak. Dolohov jednak nie tracąc czasu, uciekła, z butami w ręce. Gołe stopy na asfalcie, a potem chodniku. Zdecydowanie będzie musiała je opatrzeć po dotarciu do domu. Zabawne było to, że nazywała Horyzontalną 14 swoim domem, chociaż to ona zaszyła się tam na sześć lat i jeszcze dłużej.

//lokacja ma zasłonę dymną

Dotarła po szybkim biegu. Stopy ją bolały, traciła oddech i czuła jak serce bije jej od wysiłku. Zdecydowanie powinna rzucić to głupie palenie. Kamienica stała jeszcze, to dobrze. Weszła do środka.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Delyra Dolohov (1642), Dægberht Flint (1841)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa