• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[01.10.1972] There is no place like home | Cameron & Heather

[01.10.1972] There is no place like home | Cameron & Heather
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#1
04.06.2026, 23:46  ✶  

Sowa dostarczyła jej list. Elizabeth postanowiła do niej napisać, nie sądziła, że tak szybko się za nią stęskniła, od jakiegoś czasu więcej nocy spędzała w mieszkaniu Camerona, tak właściwie to praktycznie się do niego przeprowadziła. Nie spodziewała się jednak tego, że mamie tak szybko będzie jej brakowało. W końcu miała na głowie wiele swoich obowiązków, mecze, treningi, to wszystko pochłaniało czas, a i tak odczuła jej nieobecność.

Elizabeth była jej przyjaciółką, urodziła Heather jako młoda kobieta i nigdy przesadnie jej nie matkowała, pozwalała Rudej podejmować własne decyzje, popełniać błędy, co Wood naprawdę doceniała - wiedziała, że nie wszyscy mieli tak łatwo. Może nie do końca podobało jej się to, że porzuciła quidditch, o czym zresztą nie omieszkała jej wspomnieć, ale nie narzucała swojego zdania, starała się jej kibicować w karierze BUMowca, choć sama nie do końca rozumiała to, dlaczego podążała tą drogą, uważała, że marnowała swój talent.

Zjawiła się jeszcze tego samego dnia, co otrzymała list przed drzwiami rodzinnego domu, tuż nad ich sklepem przy Pokątnej, trzymała Camerona za rękę, kiedy otwierała drzwi. Nie miała pojęcia, czy Lizzie jest w domu, nie odpisała jej, nie zapytała o to, postanowiła ją nawiedzić, a przy okazji zabrać resztę swoich rzeczy, wypadało to zrobić.

Nacisnęła klamkę, otworzyła drzwi i wydarła się ile tylko miała sił w płucach - MAMOOOOOO, jesteśmy. - Naprawdę liczyła, że uda im się spotkać ze starszą Wood. Cameron znał jej matkę, znał jej dom rodzinny, w końcu bardzo często tutaj bywał, miał świadomość, że miała naprawdę świetny kontakt z rodzicami, że lubiła to miejsce, więc nie powinno być tu dla niego niczego zaskakującego. Chciała jednak powiedzieć wprost mamie, że się przeprowadziła, bo w sumie jeszcze tego oficjalnie nie nazwała, wypadało chyba w końcu to zrobić. - Mam nadzieję, że Liz jest w domu. - Mruknęła jeszcze cicho do swojego narzeczonego wciągając go za sobą na korytarz.

Nieoceniony Stażysta
so young and so doomed
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#2
08.06.2026, 23:18  ✶  
Spotkanie z matką Heather nie powinno go przerażać. W końcu znał kobietę od lat; już od czasów szkolnych spędzał wraz z Charliem u Woodów sporo czasu. A jednak w obliczu stosunkowo niedawnych zaręczyn i tych wszystkich artykułów, które na przełomie wiosny i lata pojawiły się w prasie… Cóż, zastanawiało go nieco, co kobieta myślała na jego temat. Nie był tylko pewien, czy chciał konfrontować tę ciekawość w rzeczywistości. Miał za to ze sobą świetną tarczę w formie prezentu.

— M-m-mogłem przynieść jeszcze j-jakieś k-k-kwiaty — wystękał chłopak, wspinając się niezgrabnie po schodach prowadzących do segmentu mieszkalnego nad sklepem sportowym Woodów. — A-albo, no nie wiem… C-cokolwiek oprócz eliksirów?

Przycisnął mocniej do piersi skrzyneczkę, w której znajdowało się 12 pojedynczych porcji mikstur regenerujących. Cameron eksperymentował ostatnimi czasy z różnymi smakami, toteż przyniósł ze sobą sześć wariantów: jabłkowy, winogronowy, wiśniowy, pomarańczowy, gruszkowy i bananowy. Osobiście uważał, że ten ostatni był najgorszy. Wtedy eliksir faktycznie smakował jak lekarstwo.

— M-myślisz, że będą smakować twoim rodzicom? — zapytał z troską. — Ch-chciałem, żeby to było coś takiego… No wiesz. Od nas.

Biorąc pod uwagę, że Elizabeth Wood dalej aktywnie grała na boisku, to zestaw magicznych napitków powinien się jej przydać. Albo jej mężowi, jeśli będzie wyjątkowo zarobiony. Miał nadzieję, że faktycznie uda im się je wypróbować w najbliższej przyszłości. Był wyjątkowo zadowolony z tych mieszanek, głównie przez to, że przygotował je w zaciszu ich własnego mieszkania. Wprawdzie lokum miało swoje mankamenty, ale miało jedną i to niezaprzeczalną zaletę: rozmiar.

W swoim pokoju u rodziców Lupin miał ten komfort, że nie ruszając się z miejsca, mógł podlać praktycznie każdą roślinę w pomieszczeniu, ale w OIOMie roślinki miały dużo więcej miejsca dla siebie. A sam Cameron miał więcej miejsca na szlifowanie swoich zdolności alchemicznych. I efekty były… zadowalające. Gdyby tylko udało mu się przyoszczędzić trochę kasy na sprowadzenie do pracowni stołu alchemicznego z prawdziwego zdarzenia…

— Dzień dobry! — zawołał dużo ciszej niż Heather, ściskając mocniej jej rękę, rozglądając się bacznie na boki. Zawsze dobrze czuł się u Woodów, toteż nie stresował się zbytnio w tej przestrzeni. — Myślisz, że wyszłaby n-n-niedługo po tym, j-jak cię z-zaprosiła?

Wzrok Camerona mimowolnie powędrował w stronę pokoju dziewczyny.

— D-dużo rzeczy tu zostawiłaś? — spytał z ciekawością, wykręcając szyję, jakby przez lekko uchylone drzwi mógł prześwietlić całe wnętrze.
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#3
09.06.2026, 10:57  ✶  

- Coś Ty, kwiaty i tak szybko zdechną, a eliksiry na pewno się przydadzą, to najlepszy prezent jaki mogłeś wybrać. - Nie wątpiła, że Lupin idealnie trafił w gust jej matki. Lizzy podczas swojej pracy nabawiała się wielu urazów, więc mikstury były czymś, co faktycznie było dla niej przydatne. Jako, że kobieta miała naprawdę dużo pieniędzy nie przywiązywała wagi do rzeczy materialnych, a eliksiry stworzone specjalnie dla niej - na pewno doceni taki gest.

Heather miała świadomość, że ostatnio było o nich głośno, pojawiały się te wszystkie, nieszczęsne artykuły, ale jej mama była do tego przyzwyczajona. Nie wierzyła w to, co wypisywali dziennikarze, sama bowiem była od wielu lat na świeczniku i zdawała sobie sprawę, że większość tych wybitnych artykułów to były informacje wyssane z palca. Rozmawiały o tym nieraz i często śmiały się z tego, co przyszło im czytać na swój temat.

- Myślę, że będą zachwyceni, te smaki brzmią całkiem obiecująco, na pewno nie będą nimi pluć, a to już spory sukces. - Mieli ogromne szczęście, że to właśnie Cameron został jej narzeczonym, kto inny mógłby się poszczycić przyszłym zięciem, który potrafił stwarzać smakowite eliksiry leczące? No mało kto. To mogło ułatwić ich życie, jak wiadomo większości z tych mikstur nie dało się przełknąć, więc to miało być całkiem miłą odmianą.

Zjawili się w końcu w progu mieszkania Woodów. Ruda była u siebie, zachowywała się więc jak zawsze - nieco zbyt głośno, ale zamierzała ogłosić matce, że już się tutaj pojawili.

- Nigdy nie wiadomo, Lizzy często znika, bo gdzieś, ktoś akurat potrzebuje jej osoby. - Matka Heather zajmowała się różnymi fundacjami charytatywnymi, nigdy nie odmawiała, kiedy proszono ją niespodziewanie o to, aby pojawiła się w szpitalu na oddziale dziecięcym, czy w jakimś domu dziecka. Nie byłoby więc nic dziwnego, gdyby nagle musiała gdzieś wyjść. Liczyła jednak na to, że faktycznie ją zastaną, skoro się z nimi umówiła. - Chociaż skoro się z nami umówiła, to powinna być gdzieś w mieszkaniu. - Raczej nie należała do osób, które wystawiały członków swojej rodziny.

- Trochę, parę mioteł, trochę ubrań, jakieś pierdolety. - Musiała się nad tym trochę dłużej zastanowić, a w sumie nie miało to sensu, bo wystarczyło po prostu wejść do jej pokoju i sprawdzić co zostało.

W końcu z głębi mieszkania można było usłyszeć dźwięk zbliżających się kroków. Elizabeth Wood szła w ich stronę całkiem szybkim krokiem, ogromny uśmiech gościł na jej twarzy. Naprawdę cieszyła się z ich wizyty. - Witajcie. - Powiedziała głośno, po czym przytuliła na powitanie najpierw Heather, a później Camerona.

Nieoceniony Stażysta
so young and so doomed
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#4
13.06.2026, 20:31  ✶  
— Mi zawsze możesz dawać kwiaty. Dalej pamiętam bukiet, który mi wysłałaś do pracy — przyznał Cameron z uśmiechem. Podarek wylądował u niego w ramach podziękowań za to, że zgodził się wówczas pójść z Rudą na bal charytatywny Longbottomów. — W-wprawdzie zostały po części przechwycone przez… personel, ale nigdy o nich nie zapomnę.

Raczej rzadko dostawał kwiaty w ramach prezentu, ale i tak zdarzało mu się to częściej niż w przypadku mężczyzn, którzy nie zajmowali się na co dzień roślinami w swoim miejscu pracy. Bądź co bądź, dla osób związanych z zielarstwem był to prezent nie tylko cieszący oko, ale też bardzo praktyczny. Wprawdzie pozyskiwanie składników rzemieślniczych z gotowych bukietów nie było najwydajniejsze, ale czasem właśnie w takich zbiorach kwiatów można było trafić na prawdziwe perełki. Jakby na to nie patrzeć kwiaciarnie to dobre punkty zaopatrzeniowe, skomentował bezgłośnie.

— C-chciałbym jeszcze trochę podkręcić formułkę. W końcu… m-muszę ćwiczyć — stwierdził, ściszając nieco głos. — P-pewnie będziesz pracowała w Samhain, prawda? N-nie wypuszczę cię w miasto bez jakiegoś zabezpieczenia, c-co nie?

Nie łudził się, że Heather dostanie wolne na najbliższy sabat, biorąc pod uwagę, jak potoczyło się, chociażby Beltane. Nie zamierzał też się z nią o to kłócić; zaakceptował już poniekąd to, że Ruda poświęciła się BUMowi. Westchnął cicho. Znając życie, Ministerstwo Magii zrobi wszystko, żeby pokazać zwykłym ludziom, że Spalona Noc wcale nie zrujnowała całego aparatu władzy i jeszcze potrafili obronić społeczność. A to pewnie oznaczało pełną mobilizację Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.

Czy to samo czekało Szpital św. Munga? Nie miał bladego pojęcia. Rozpiska dyżurów pozostawała dość chaotyczna, toteż trudno było stwierdzić jakie plany na koniec października ma szefostwo. Czy ściągnął wszystkich uzdrowicieli do budynku szpitala, żeby byli gotowi na wypadek kolejnego kryzysu? A może próbują uprzedzić burdel, który może wystąpić i wyślą jakiś zespół ratowniczy, żeby na miejscu sabatu był dostępny jakiś medyk?

— M-możemy zabrać do nas jeszcze trochę rzeczy, jeśli potrzebujesz — zaoferował. — W końcu OIOM to też twój dom.

Bardzo zależało mu na tym, żeby Ruda nie postrzegała mieszkania jako jego wyłącznej własność. Bądź co bądź, powoli przymierzali się do faktycznego ślubu, więc wypadałoby, żeby w nowym lokum czuła się najswobodniej, jak tylko mogła.

Lupin zatrzymał się w pół kroku, gdy w korytarzu usłyszał charakterystyczny stukot. Uprzejmie poczekał na swoją kolej, po czym pozwolił uściskać się Elizabeth. Nawet próbował ją poklepać po ramieniu, chociaż wyszło mu to nieco niezgrabnie, biorąc pod uwagę, że dalej miał w dłoniach skrzyneczkę z eliksirami.

— Yyy… Prezenty! Od Heather i ode mnie! — wydusił z siebie, zorientowawszy się, że się zamyślił. Wyciągnął przed siebie zbiór eliksirów, posyłając Elizabeth nieśmiały uśmiech. — M-mam nadzieję, że będą s-s-smakowały, psze pani. Będą jak znalazł na t-trochę b-bardziej sz-szalone dni. — Zamilkł na chwilę, zerkając to na jedną to na drugą kobietą. — B-bardzo ładnie Pani dziś wygląda.
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#5
31.08.2026, 12:17  ✶  

Roześmiała się, kiedy Cameron wspomniał o bukiecie, który mu wysłała. Fakt, normalnie raczej działało to w drugą stronę, ale kto w ogóle wymyślił, że to kobiety zawsze miały dostawać kwiaty? Łamała te stereotypy, tak jak i wiele innych, Ruda taka już była, że nie bała się podążać własną drogą. - Skoro tak mówisz, to coś Ci podeślę, niech personel ma o czym plotkować. - Miała świadomość, jak to bywa w miejscach, gdzie pracuje sporo osób, tylko czekano na powód do tego, aby móc szepnąć słówko, lub dwa na temat swoich współpracowników.

- Tak, na pewno będę pracowała w Samhain, po tym nieszczęsnym Beltane wolą dmuchać na zimne, oby ten sabat był spokojniejszy niż tamten. - Beltane nie skończyło się dla niej najlepiej. Doszło do trudnego starcia ze śmierciożercami, Ruda wylądowała w Mungu, niekoniecznie chciała to powtarzać, bo nie znosiła siedzieć w zamknięciu. Musiała więc postarać się o to, by tym razem nawet jeśli dojdzie do walki zakończyć to w inny sposób. - Chętnie więc przetestuję Twoje wyroby, zdam Ci pełen raport z tego, jak się sprawdzają. - Może to zbyt wiele powiedziane, bo Heath raczej nie należała do osób, które poświęcały sporo czasu na pisanie wymyślnych notatek, jednak na pewno opowie mu wszystko ze szczegółami, gdy wróci do domu. Była idealnym obiektem doświadczalnym.

Cieszyło ją to, że Cameron akceptował to, jaką drogą podążała. Nie kłócił się z nią o jej prace, o to, że zdarzało jej się ryzykować życie, zamiast tego szukał sposobu w jaki mógł jej pomóc. To było naprawdę pokrzepiające, nie musiała się przejmować tym, że gdy wróci do domu będzie miał do niej pretensje o to w jakim stanie wróciła, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jej praca niosła ze sobą ryzyko, nie wymagał, aby ją zmieniła.

- Myślę, że faktycznie to dobry pomysł. - Na pewno nie zabierze wszystkiego, ale mogliby zabrać stąd nieco jej szpargałów. W końcu wreszcie razem zamieszkali, Cameron miał niesamowite szczęście z tą loterią.

Gdy tylko znaleźli się w środku mieszkania Woodów pojawiła się Elizabeth, co nie było wcale takie oczywiste, bo dość często bywała poza granicami kraju. Przywitała ich jak zawsze - ciepło i wylewnie, przytuliła na powitanie, tak już miała. Zresztą należała do tych osób, które raczej były bardzo proste w obyciu.

- Nie musieliście… - Przewróciła jeszcze oczami. Prezenty, kto to widział, obeszło by się bez nich. - Dziękuję za troskę, na pewno będą smaczne, pozwolicie, że pójdę je zanieść? - Przejęła skrzyneczkę od Lupina i poszła do kuchni, gdzie trzymała ich domowy zapas eliksirów.

- Wiesz, że ona Cię lubi i bez tego, zawsze byłeś jej ulubionym moim kolegą? - Odezwała się do Camerona. Trudno, żeby było inaczej, skoro był najbardziej odpowiedzialny z ich całej paczki, nie wątpiła w to, że Liz nie mogła sobie wymarzyć bardziej odpowiedniego narzeczonego dla swojej córki.

Nieoceniony Stażysta
so young and so doomed
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#6
05.09.2026, 23:21  ✶  
— Jesteś najlepsza — mrugnął do dziewczyny rozbawiony, cmokając przy tym ustami. — Wszyscy będą mi zazdrościć. Hmm, a może powinienem odebrać bukiet i skomentować, że to od mojej tajemniczej wielbicielki? To dopiero by wszystkich zdziwiło…

Tylko czy ktokolwiek uwierzyłby w ogóle w to, że mając Heather u swego boku, byłby w ogóle spojrzeć na inną kobietę? Spora część zaprzyjaźnionych z nim pracowników aż nazbyt dobrze wiedziała, jakiego miał bzika na punkcie Rudej. Wystarczyło spojrzeć na to, co odwalał, gdy ta przebywała w Świętym Mungu; każdą wolną chwilę spędzał u niej.

— Wiecie już coś o tym, co właściwie planuje wasz departament z tej okazji? Brenna ci coś przekazała? — spytał Cameron, marszcząc lekko czoło. — Będziecie mieli jakieś wsparcie na miejscu? Punkt medyczny? Apteczki pierwszej pomocy z Ministerstwa Magii?

Z jednej strony chciał wierzyć, że dowództwo Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie zostawi swoich ludzi bez wyposażenia, ale z drugiej… Po tym, co się wydarzyło podczas obchodów Beltane, trudno było mu pokładać jakieś wielkie nadzieje w szychach z Ministerstwa Magii. Ratownicy znaleźli się na Polanie Ognisk, kiedy Śmierciożercy już się praktycznie zwinęli. Czy mogła ich czekać powtórka z tamtej nocy?

Cameron zacisnął usta. Walczyły w nim dwie siły. Racjonalizm podpowiadał, że dla dobra wszystkich sam powinien poczekać na oficjalny przydział od Szpitala św. Munga. Dzięki temu będzie mógł efektywnie pomagać chorym w ośrodku lub w terenie, o ile do takiego wypadu dojdzie.

Serce zaś… Serce nakazywało mu pójście do ordynatora i spytanie wprost o to, czy może zostać przydzielony na obchody Samhain. I to z czysto egoistycznych powodów; żeby mieć oko na Heather. Czy powinien w ogóle zaczynać z nią ten temat? Czy nie byłby to błąd? Bądź co bądź, przez to oboje mogliby nie skupić się dostatecznie dobrze na swojej pracy.

— Myślisz, że… Powinienem zaczepić się w okolicy? — zapytał niemrawo. — Mogę zapytać, czy będą nas wysyłać na obchody… Albo zasugerować, że powinni. Lepsze takie wsparcie dla was niż żadne, co nie?

Nie miał pojęcia, czy ktokolwiek w BUM miał dodatkowe przeszkolenie medyczne. Cholera wie, z czym brygadziści mogli mieć do czynienia, jeśli na miejscu pojawią się Śmierciożercy. Czy każde starcie dla pracowników Ministerstwo musiało wiązać się z modlitwą o to, aby udało im się uskoczyć przed wrogim zaklęciem lub w porę wznieść tarczę ochronną?

Lupin pokiwał głową, pozwalając, aby Elizabeth oddaliła się wraz z podarkiem.

— No t-to k-kurde… Tym b-bardziej muszę zadbać, żeby u-u-utrzymać renomę — wyjąkał Cameron, czerwieniąc się na słowa Heather. Być może jej intencją było uspokojenie jego skołatanych nerwów, ale ta informacja sprawiła, że poczuł jeszcze większą presję. — Powinniśmy zaprosić do rodziców do OIOMu, k-kiedy już wszystko tam uporządkujemy i dostosujemy pod siebie. Jakiś obiad?

Może nie miało się to wydarzyć za tydzień czy nawet miesiąc, ale może pod koniec roku? Yule, pomyślał instynktownie Lupin, a twarz momentalnie mu się rozświetliła na ten pomysł.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (1317), Heather Wood (1189)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa