06.05.2026, 01:12 ✶
15.09.1972
cmentarz, pogrzeb Penelope Abbott
cmentarz, pogrzeb Penelope Abbott
O pogrzebie dowiedziała się od kuzynki Penelope - krótka, elegancka notatka, napisana starannym pismem, pozbawiona zbędnych emocji, jakby śmierć można było zamknąć w kilku uprzejmych zdaniach. Astoria czytała ją powoli, przesuwając wzrokiem po słowach, które nie oddawały niczego z tego, co naprawdę się wydarzyło. Nikt nie wiedział. Dla świata była to kolejna ofiara chaosu, kolejna czarownica, która znalazła się w złym miejscu o złym czasie. Pergamin drżał lekko w jej dłoni, choć sama nie była pewna, czy to przez osłabienie, czy coś głębszego. Siedziała nieruchomo, wsparta o oparcie krzesła, z ramionami okrytymi materiałem, który nie chronił przed chłodem wdzierającym się pod skórę. Ciało wciąż odmawiało jej pełnego posłuszeństwa.
Mogła nie iść. Nikt nie oczekiwał jej obecności. Nikt nie powiązał jej z tamtą nocą. W oczach rodziny Penelope była jedynie znajomą z galerii, jedną z wielu twarzy, które przewinęły się przez jej życie. Ale wspomnienie nie gasło. Było zbyt wyraźne. Zbyt ostre. Wciąż widziała bruk, widziała światło zaklęcia przecinające powietrze, widziała moment, w którym wszystko się kończy. I choć nikt nie patrzył jej wtedy na ręce, to czuła się winna, że nie zrobiła czegoś więcej, że nie zapobiegła jej śmierci. Wiedziała, że jeśli pójdzie, będzie musiała spojrzeć temu wszystkiemu w twarz. Każdy detal powróci - nie jako wspomnienie, lecz jako przeżycie na nowo. Pogrzeb nie będzie spokojnym pożegnaniem, tylko otwarciem drzwi, które z trudem próbowała domknąć. A jednak myśl o tym, że mogłaby nie pójść, że mogłaby pozwolić, by strach lub słabość zatrzymały ją w miejscu, była niemal nie do zniesienia.
Teleportacja była krótkim, nieprzyjemnym szarpnięciem. Pojawiła się na cmentarzu jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii. Powietrze było chłodne, wilgotne, przesycone zapachem ziemi i zwiędłych liści. Wygładziła materiał swojej szaty - tkanina była ciężka, układała się idealnie wzdłuż sylwetki, podkreślając jej smukłość, ale nie przyciągając niepotrzebnej uwagi. Czarodzieje zaczęli już się zbierać - ciche rozmowy, przytłumione szmery, pojedyncze, urywane oddechy tych, którzy nie potrafili powstrzymać łez. Astoria stanęła z boku. Nie podeszła bliżej, nie próbowała wmieszać się w tłum rodziny i przyjaciół. Pozostała na uboczu, w cieniu, gdzie nikt nie zwracał na nią uwagi. A jednak była wystarczająco blisko, by widzieć wszystko. Do rozpoczęcia pożegnania zostało jeszcze kilkanaście minut. Jej spojrzenie spoczęło na trumnie. Nie poruszyła się. Twarz miała spokojną, niemal obojętną, jakby to, co widziała, nie robiło na niej wrażenia. Jakby była tylko obserwatorką, kimś zupełnie z zewnątrz. Bo tak przecież było. Ale pod tą powierzchnią kryło się napięcie i ból. W jej pamięci nakładał się na nią inny obraz sprzed lat. Pamiętała, jak wtedy, po śmierci brata, stała wśród ludzi, którzy szeptali, którzy współczuli, którzy próbowali znaleźć słowa tam, gdzie ich nie było. Pamiętała własną pustkę. Teraz była inna. A jednak w pewnym sensie dokładnie taka sama.
![[Obrazek: bff5c66c509bd7f5eeb3e0185c00deadb101ad6a.gif]](https://64.media.tumblr.com/c54c6ce76dbbea83463441031fe1b418/3d12842e80f49079-94/s540x810/bff5c66c509bd7f5eeb3e0185c00deadb101ad6a.gif)
learn the rules
then break some
then break some