04.07.2026, 15:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2026, 15:06 przez Othello Fawley.)
Potrzebował chwili, by otrząsnąć się, obudzić z magicznie indukowanego letargu. Potrząsnął głową, zamrugał kilka razy. Jego nozdrza wypełnił smród płonących sylwetek. Coś ścisnęło go w piersi, ta świadomość nieczystości, potrzeba jednoczesnego zmycia z siebie śladów tej magii albo przeciwnie – pochłonięcia jej więcej i więcej, kąpania się w niej, upajania się mrokiem, krzywdą, którą sprawili oprawcom i tym dziwnym pożądaniem drugiej osoby. Może to tak człowiek zmieniał się w potwora? Ciemność wydawała się kusząca, a posmak krwi wciąż przyjemnie drażnił kubki smakowe.
Pomyśleć, że Othello przyszedł tu w celu tak powierzchownym, jakim była transakcja handlowa. Wcześniej myślał tylko o pieniądzach, o interesie. Ot zboczenie zawodowe byłego księgowego, to widzenie świata w tabelkach i cyferkach. Wiadomo przecież, że taki układ pojęciowy odzwierciedlał tylko wtórną teorię. Dlatego ta Prawda zaskoczyła go jeszcze bardziej. Ukryła się w działaniu czysto performatywnym, w tym przedstawieniu, które sprawiło, że trzy plugawe istoty zaczęły płonąć. Życie to teatr, co za hamletyczne przesłanie. Tak właśnie poczuł się Othello. Jak duński książę, który za pomocą sztuki, nieprawdy, dokonał w świecie zmiany. To było poetyckie, piękne. Zapierało dech w piersiach bardziej niż jakikolwiek obraz wiszący w tym pomieszczeniu.
Wziął różdżkę od Astorii, podziękował cicho. Nie mogli się teleportować. Musieli przebyć ten dom, ponownie przejść korytarzami. Tym razem jednak puścili się biegiem, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce. Czy na pewno? Czy jeśli potwory przeżyłby rytuał, nie mogliby sobie z nimi poradzić? Powtarzać przedstawienie na zawołanie, całować się, by wykorzystać ich siłę na własną korzyść. Na pewno znalazłoby się dla takich dobre zastosowanie. Albo można byłoby przynajmniej upewnić się, że ich plugawe życia zostały zakończone. Czy w ogóle można było ich egzystencję nazwać życiem? Jakie to miało znaczenie bez realnej perspektywy przejścia za zasłonę? Othello natychmiast pomyślał o sobie. O swoim rodzinnym dziedzictwie. O brzemieniu, który spoczywało na jego barkach. Ścisnął dłoń Astorii. Teraz nie czas na takie myśli. Musieli się stąd wydostać.
Biegł jednak, ile miał sił w nogach, podążając tuż za Astorią. Ich kroki odbijały się skrzypiącym dźwiękiem. Powietrze pozostawało bez ruchu. Zimne, wilgotnawe, podgniłe. Othello nie miał pojęcia, czemu te potworzyska zaniedbały sprzątanie. Monstrum czy nie, po co żyć w takim syfie?
Wybiegli z zaduchu starego domostwa na zewnątrz. Nie powitało ich jasne, pełne nadziei słońce. Niebo było białe, a nawet lekko szarawe. Powietrze pachniało podgniłymi liśćmi, wiatr niósł się szybko, szmerając cicho w ich uszach. Othello oparł ręce o własne kolana, nabrał oddechu.
– Udało się– powtórzył za nią. Skierował wzrok na zamkniętą bramę. – Musimy ją otworzyć i… Astorio, dobrze się czujesz? Poczekaj, spróbuję otworzyć wrota.
Wycelował różdżkę w zamek bramy i wypowiedział ciche zaklęcie. Serce wciąż biło mu jak szalone.
Rzucam na translokację I: próbuję otworzyć zamek bramy, naciskając odpowiednie zapadki.
Udało się. Brama stanęła przed nimi otworem.
– Proszę bardzo. I ja też… to było bardzo dziwne doświadczenie. Cieszę się, że udało się nam nie zginąć.
Pomyśleć, że Othello przyszedł tu w celu tak powierzchownym, jakim była transakcja handlowa. Wcześniej myślał tylko o pieniądzach, o interesie. Ot zboczenie zawodowe byłego księgowego, to widzenie świata w tabelkach i cyferkach. Wiadomo przecież, że taki układ pojęciowy odzwierciedlał tylko wtórną teorię. Dlatego ta Prawda zaskoczyła go jeszcze bardziej. Ukryła się w działaniu czysto performatywnym, w tym przedstawieniu, które sprawiło, że trzy plugawe istoty zaczęły płonąć. Życie to teatr, co za hamletyczne przesłanie. Tak właśnie poczuł się Othello. Jak duński książę, który za pomocą sztuki, nieprawdy, dokonał w świecie zmiany. To było poetyckie, piękne. Zapierało dech w piersiach bardziej niż jakikolwiek obraz wiszący w tym pomieszczeniu.
Wziął różdżkę od Astorii, podziękował cicho. Nie mogli się teleportować. Musieli przebyć ten dom, ponownie przejść korytarzami. Tym razem jednak puścili się biegiem, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce. Czy na pewno? Czy jeśli potwory przeżyłby rytuał, nie mogliby sobie z nimi poradzić? Powtarzać przedstawienie na zawołanie, całować się, by wykorzystać ich siłę na własną korzyść. Na pewno znalazłoby się dla takich dobre zastosowanie. Albo można byłoby przynajmniej upewnić się, że ich plugawe życia zostały zakończone. Czy w ogóle można było ich egzystencję nazwać życiem? Jakie to miało znaczenie bez realnej perspektywy przejścia za zasłonę? Othello natychmiast pomyślał o sobie. O swoim rodzinnym dziedzictwie. O brzemieniu, który spoczywało na jego barkach. Ścisnął dłoń Astorii. Teraz nie czas na takie myśli. Musieli się stąd wydostać.
Biegł jednak, ile miał sił w nogach, podążając tuż za Astorią. Ich kroki odbijały się skrzypiącym dźwiękiem. Powietrze pozostawało bez ruchu. Zimne, wilgotnawe, podgniłe. Othello nie miał pojęcia, czemu te potworzyska zaniedbały sprzątanie. Monstrum czy nie, po co żyć w takim syfie?
Wybiegli z zaduchu starego domostwa na zewnątrz. Nie powitało ich jasne, pełne nadziei słońce. Niebo było białe, a nawet lekko szarawe. Powietrze pachniało podgniłymi liśćmi, wiatr niósł się szybko, szmerając cicho w ich uszach. Othello oparł ręce o własne kolana, nabrał oddechu.
– Udało się– powtórzył za nią. Skierował wzrok na zamkniętą bramę. – Musimy ją otworzyć i… Astorio, dobrze się czujesz? Poczekaj, spróbuję otworzyć wrota.
Wycelował różdżkę w zamek bramy i wypowiedział ciche zaklęcie. Serce wciąż biło mu jak szalone.
Rzucam na translokację I: próbuję otworzyć zamek bramy, naciskając odpowiednie zapadki.
Rzut O 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Udało się. Brama stanęła przed nimi otworem.
– Proszę bardzo. I ja też… to było bardzo dziwne doświadczenie. Cieszę się, że udało się nam nie zginąć.
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.