Sytuacja była dużo bardziej złożona, niż mogło się wydawać, a co najgorsze wydawali się być na straconej pozycji. Jeszcze chwilę wcześniej wydawało jej się, że nie będzie tak źle - w końcu ze swoim mężem, razem mieli naprawdę pełen pakiet cech, które mogły przydać się w walce z wrogiem. Idealnie się uzupełniali, byli kompatybilni - co często wspominali, jak to możliwe, że mogło się okazać, że to za mało? Przeciwnik był zorganizowany, miał setki lat doświadczenia, wydawało jej się, że odrobinę go zlekceważyli i to mogło być początkiem ich klęski. W końcu w większości pająki nie wzbudzały strachu, te tutaj jednak udowodniły ile są w stanie zrobić w jedną noc, utkana przez nie pajęczyna była na to dostatecznym dowodem.
- Naprawdę staram się Cię jakoś pocieszyć, a Ty zupełnie tego nie ułatwiasz. - Było to całkiem zrozumiałe, pewnie gdyby była na jego miejscu to podchodziłaby do tego równie sceptycznie, co on - jednak naprawdę próbowała wykrzesać z siebie chociaż odrobinę optymizmu, co w jej przypadku wcale nie było takie łatwe.
- Wiem, że to jest marna otucha. - Zdawała sobie z tego sprawę, że pewnie bez różnicy mu było, czy czuje szesnaście pazurów, czy czterdzieści palców, każda z tych liczb była zdecydowanie zbyt duża na to, żeby się tym nie przejmować.
- Zapamiętam to na przyszłość, następnym razem dostaniesz swoje pięć sekund. - Skoro tak bardzo tego potrzebował i miało to coś zmienić, to chyba była gotowa w kolejnym przypadku sięgnąć po takie krótkotrwałe kłamstwo, sam tego chciał - miała nadzieję, że później nie odwróci kota ogonem. W przypadku pająków te pięć minut w sumie mogło niewiele zmienić, gdy chodziło jednak o większego, groźniejszego przeciwnika - mogło od tego zależeć życie. Sprawa była więc nieco bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać.
- Niby jak miałabym się Tobą nie przejmować, jesteś moim mężem. - Musiała to skomentować, jeśli miała się kimkolwiek przejmować to przede wszystkim właśnie nim, nikim więcej. Wolałaby unikać podobnych sytuacji, lecz ostatnio coraz częściej towarzyszyły im tak absurdalne zdarzenia, że czasem sama nie mogła w to uwierzyć. Jakoś więc musieli się do tego dostosować. Aktualnie miała go zaatakować swoim klapkiem, w sumie to nie jego, a pająka, tyle, że ten wybrał sobie właśnie jego ciało na tymczasowy przystanek.
Nie mogła zwlekać, skoro siedział na nim, to przynajmniej mogła go jakoś zlokalizować, nie schował się w kącie, gdzie pewnie rozmyłby się bardzo szybko, wyróżniał się na plecach Benjy'ego. Sprawa wydawała się jej prosta - albo on, albo oni. Właśnie dlatego w końcu po prostu zamknęła oczy i się zamachnęła. Trafiła, a przynajmniej tak się jej wydawało, to znaczy trafiła na pewno w ciało swojego męża, w pająka być może, dźwięk uderzenia klapka o jego plecy był dość głośny, to było potwierdzeniem tego, że chociaż część planu poszła po jej myśli.
Odsunęła się o krok. Otworzyła oczy i spojrzała na jego plecy, duże zaczerwienienie zaczęło się pojawiać między jego łopatkami - miała nadzieję, że nie zabolało go to za bardzo. Pająka nie było już na plecach, przeniosła więc wzrok niżej, licząc na to, że dostrzeże go martwego na drewnianej podłodze… Nie mogło być jednak zbyt prosto, prawda?
Leżał przez chwilę nieruchomo, spowodowało to nawet to, że kącik ust Prudence drgnął w uśmiechu, czyżby naprawdę jej się udało? Dość szybko dotarło do niej, że niestety nic z tego. Pająk się otrzepał, wystrzelił nić w stronę koszuli jej męża i tak po prostu sobie z nią spierdolił. Patrzyła na to przez dłuższy moment, niekoniecznie takiego rozwoju sytuacji się spodziewała. - Co za przebiegłe stworzenie, podpalę im to, podpalę im tę pajęczynę, nie pozwolę im tego wygrać. - Nie mogli przecież po prostu godzić się na takie zachowanie i traktowanie, ogień na pewno był dla nich zagrożeniem, no dla ich domu pewnie jeszcze większym, ale co innego mogli zrobić? Nie wydawało jej się, aby mogli zbyt długo zwlekać, nie po tym, co się tutaj przed chwilą wydarzyło.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)