• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise

[02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#1
31.05.2026, 13:53  ✶  
2 października 1972
Dolina Godryka

Zdrowie nie pozwalało mu działać tak wiele, jakby chciał. Jakby pragnął. Musiał zrobić pauzę i zając się sobą. Spożywanie przepisanych mu przez uzdrowiciela naparów i eliksirów, poprawiły jego stan zdrowotny. Ale nie wyleczyły dosłownie uciążliwego kaszlu. Z tym jeszcze przyjdzie mu się męczyć. Uprzedzał go o tym sam uzdrowiciel Prewett. Jego nazwisko. Później Nicholas zorientował się, że leczy go czarodziej, najwyraźniej spokrewniony z jego Laurentem. Co zatem słychać u jego Lukrecji? U tego, co ma piękne oczy selkie?

Powinien go odwiedzić? Napisać list? Sam Lauren do niego nie odezwał się od miesięcy. Nie słyszał też, aby coś miałoby mu się stać. Poza tymi ostrzeżeniami i zagrożeniem życia Abraksanów. Czym się on przejmuje? Przecież to tylko pionek.
Pionek czy kochanek?
Czy ma to jakieś znaczenie?
Dlaczego o nim pomyślał, akurat teraz?


Tego wieczornego dnia, Travers udał się do Doliny Godryka. W jakim celu? Być może oględzin odbudowy zniszczonych miejsc. Zatrzymując na chwilę przed domem, który zamieszkiwała jego siostra. Dla niego mogłoby to runąć do końca. Postarał się o nowy dom dla niej, aby mieć ją bardziej na oku. Lepiej pilnować. Jego wzrok po chwili przeniósł się w ciemną dal lasu, którego wysokie korony drzew było widać. Zmarszczył brwi. Próbując zrozumieć, co stało się tam, kiedy Faye doznała przemiany. Ciekawość ciągnęła go poznać to miejsce. Już raz tam był. A może dwa? Od momentu, kiedy to wszystko się zaczęło. Później innej sprawy zajęły jego głowę i odstawił temat. Zainteresowanie wzmogło się, kiedy zobaczył siostrę w opłakanym stanie. Gdyby zginęła, pewnie by się nie przejął.

Spacerem przemierzył aleję, docierając do granicy Doliny, która dzieliła z Knieją. Spojrzał w dal ciemności spowitej las, ale nie ruszył dalej. Przez moment zastanawiał się, obserwował. Widma tam grasujące, były ciekawym zjawiskiem. Czy możliwe byłoby dostrzec je również w postaci astralnej? Zakładał, że mogłoby to być spore ryzyko dla jego ciała, które w nabytej chorobie, nie współgrało dobrze.

Rozejrzał się na tyłach dzielnicy Doliny. Przeszedł się wzdłuż granicy, aby znaleźć jakieś opuszczone miejsce, dom, ruinę, cokolwiek co ucierpiało w ostatnich atakach. Mógł wykorzystać zniszczony dom siostry. Nie chciał ryzykować, że mogłaby przypadkiem go tam znaleźć. Albo co gorsza, ta mugolska właścicielka.

Znalazł. Jakaś podniszczona szopa. "Nada się." – pomyślał. Był tym razem sam. Nie zabrał ze sobą Rodolphusa, jak zwykł to robić w ostatnim czasie. Nie chciał go zawsze i wszędzie zabierać.

Wszedł do szopy, rozglądając się pobieżnie, oceniając stan jej wnętrza. Nie przejmując tym, że mógłby gdzieś pobrudzić swoją czarną, wyjściową na chłodne dni, szatę. Odziany w czerń nawet nie był widoczny w tych ciemnych czterech kątach. Odszukał pod belą jakieś dogodne miejsce na spoczęcie swojego ciała. Usiadł wygodniej, upewniając się, że jest bezpieczny. Z pomocą różdżki, rzucił zaklęcie ochronne na miejsce. Położył się wygodniej, co mógł wyglądać jak śpiący bezdomny. Albo zmęczony podróżą czarodziej. Zamknął oczy, aby poddać się Eksterioryzacji. Opuścić swoje ciało i udać w astralną podróż, zwiedzania Doliny.


Rzut na nekromancję, w celu użycia Eksterioryzacji
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#2
22.06.2026, 18:16  ✶  
Kim jesteśmy, gdy opuszczamy ciała i w świat wędrujemy wolni od ciężaru mięsa i kości? Duchem? Odbiciem? Projekcją?
Helloise zasypiała tej nocy wśród komfortów własnego domu. Nie potrzebowała powodu, aby eksterioryzować — bezcielesne spacery po okolicy należały do jej rutyny; do rytuału, któremu oddawała się z lubością co kilka nocy. Zamykała oczy w zaciszu własnej sypialni, otulona w pierzynę i słodkie narkotyczne sny. Gdy odpływała, kluł się z niej drugi byt. Ów bliźniak spleciony z czystej energii wydzierał się przemocą z więzów ciała, wyłupywał się spomiędzy żeber, aby się na zewnątrz od nowa stworzyć, pamiętając naczynie, z którego go wysączono i do którego wciąż należał.

// skoro rzucamy, to rzucamy: rzuty na nekromancję ◉◉◉○○  do eksterioryzacji (będę w razie czego dopisywać rzuty do skutku; too late, mam całego posta)
Rzut Z 1d100 - 7
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 77
Sukces!

Znalazły się wśród ciemnej sypialni dwie wiedźmy. Helloise pochyliła się nad śpiącą w łóżku — spoglądała na własne oczy zamknięte i twarz spokojną.
Chata na kurzej stopie zgięła swe kolano, przywarła do ziemi, a wówczas czarownica wyszła w noc, pozostawiając za sobą pustą materialną skorupę. Duch, choć pamiętający ograniczenia ciała, które opuścił, czuł się od tego ciała lżejszy. Projekcja wydawała się rzadka, pozbawiona substancji, niby uformowana z mgławic ciasno zbitych drobin. Bose stopy szukały pod podeszwami gruntu, lecz nigdy w niego nie wsiąkały i tylko sunęły przy ziemi. Zjawa niewidoczna dla ludzkiego oka kroczyła przez spowitą mrokiem Dolinę — jak zawsze w stronę lasu, mimo że od dawna już nie mogła się weń zagłębić. Wciąż jednak ściągały ją dzikie części mieściny: tam, gdzie sady dziczały, tam, gdzie wśród wrzosów harcowały chochliki. Szła ku torfowiskom, gdzie nad mokradłami snuły się cienkie strużki mgieł, gdzie spomiędzy oparów czasem mrugały błędne ogniki. Powiadali, że tamtędy chadzają duchy — lecz gdy Helloise zmierzała ku bagnom, była jedynym duchem w zasięgu własnego wzroku. Zawsze tak było. Otaczała ją wyłącznie przyroda niezmącona jej obecnością. Stopy nie roztrącały traw, żaden szelest nie płoszył nornic wyglądających z labiryntów podziemnych gniazd, ludzka obecność nie przerywała koncertu rokitniczek kołyszących się na kępach sitowia. Noc była spokojna i Helloise podzielała jej spokój, choć obok spokoju na jej twarzy malowało się zmartwienie.
Powiadali, że tamtędy chadzają duchy — że można ujrzeć za miastem zbłąkane widmo należące do tajemniczego człowieka, który się snuje między wrzosowiskiem a mokradłem. Zrazu wędrująca przez torfowisko czarownica przypomniała sobie te stare legendy, gdy ujrzała w odległości sylwetkę wielkiego mężczyzny.
Twarz Helloise rozpogodziła się w wyrazie łagodnego zaciekawienia; rozproszyły się ślady jej zmartwień i melancholii. Postrzegła prędko, że trawy nie poruszają się wokół tego człowieka, że jesienny wiatr nie podrywa jego szat. Zatrzymała się w pół kroku. Niebieskie oczy błysnęły zdumieniem. Nigdy wcześniej nie spotkała podczas swoich przechadzek innych dusz.
Duch kobiecy stał nieruchomo w głębokich ciemnościach otoczony łysymi drzewami wystającymi z mokradeł. Choć ziemia była tu mokra i grząska, stopy kobiety pozostały suche, a długa koszula nocna bieliła się czystością niepasującą komuś, kto przeszedł przez bagna.
— Czego szukasz? — zawołała z odległości. Nie była pewna, czy jej głos zostanie usłyszany. Nie powinien. Żaden człowiek nie posłyszał nigdy widmowego nucenia, jakim niekiedy umilała sobie eksterioryzację. Dźwięki projekcji nie docierały do materialnego świata.


dotknij trawy
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#3
13.07.2026, 23:37  ✶  

Opuszczając swoje ciało, nie często spotykało się inne dusze w swojej podróży astralnej. Lecz najczęściej można było je spotkać w nawiedzonych miejscach, czy na cmentarzach. Tych, którzy nie chcieli udać się w dalszą podróż. Gdyby Nicholas chciał, raz jeszcze zobaczyć swojego mentora, zapewne pokręciłby się w okolicach jego miejsca zamieszkania. Nie zrobił tego jednak. Zamiary, pozostawały zastanowieniem, analizą, czy warto. Mógłby także go nie spotkać, nie zobaczyć, jeżeli odszedł na dobre. Wtedy pozostawałby mu rytuał.

Dzisiejszej nocy był w Dolinie w innym celu. Obserwacji Kniei, czy pod postacią astralną, dostrzeże coś innego. Więcej, niż może widzieć ludzkie oko. Ostatnim razem gdy tutaj był, nie ryzykował. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie tam panowało. Spotkał duszę opłakującą ciało zmarłego, pozbawionego duszy. Dosłownie.
Chciał tam wkroczyć.

Eksterioryzacja zakończyła się powodzeniem. Jako dusza, opuścił swoje ciało, wstając na równe nogi, zerknąwszy na nie w upewnieniu, że jest stabilnie. Lekarstwa jakie zażywał, poprawiły niego jego stan zdrowotny, dzięki czemu obyło się bez skutków ubocznych. Nie tracąc czasu, opuścił szopę, zmierzając w znanym sobie kierunku.

Kierował się do lasu. Nie zdołał tam jednak dotrzeć, gdyż usłyszał kobiecy głos. Zatrzymał się. Zmarszczył brwi. Mówiła do niego, czy kogoś innego? Powoli odwrócił głowę, aby spojrzeć na jej oblicze. Swymi niebieskimi oczami, zimnymi jak lodowiec. Będąc odzianym w czerń, jakby był posłańcem samej śmierci.

Usłyszał ją.
Zareagował na jej głos.

Travers w milczeniu rozejrzał się jeszcze po okolicy, jakby w upewnieniu, że pytanie nie było skierowane do niego. Jednakże, byli tutaj sami. Wrócił spojrzeniem na dziewczynę, przyglądając się jej z dziwnym przeczuciem, że powinien ją znać.

- Odpowiedzi.
Odezwał się. Nie dbając o to, czy dziewczyna będzie z tej odpowiedzi zadowolona. Ale pod postacią duszy, każdy szukałby odpowiedzi. Pytanie tylko, w którym temacie?

Nie ruszył się, nie wiedząc do końca, czego powinien się po niej spodziewać. Choć w postaci astralnej byli bezbronni, pozbawieni możliwości czarowania, to jednak zagrożenie istniało dla ich ciała. Szczególnie jego.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#4
16.07.2026, 19:34  ✶  
Zaskoczyła się, odkrywszy, że słyszą siebie nawzajem i mogą porozmawiać. Fascynującym doświadczeniem było zostać postrzeżoną w formie astralnej, a jednocześnie wzbudziło to nieznany wcześniej kobiecie niepokój: jeśli on mógł ją widzieć, to kto jeszcze? Do tej pory wędrówki w formie duchowej wydawały się gwarantować absolutną samotność i spokój. Doświadczenie tego wieczora obaliło ową teorię, postawiwszy tych dwoje naprzeciw siebie.
Między brwiami Helloise pojawiła się drobna zmarszczka. Zaciekawiona czarownica podeszła powoli bliżej Nicholasa, aby się mężczyźnie dokładniej przyjrzeć. Chłodny w obyciu, obleczony czernią. W doświadczeniu wiedźmy tacy, w których życia zdawało się być mniej niż w przeciętnych duszach zmarłych, rzadko bywali rzeczywiście nieboszczykami.
— Jakie postawiłeś sobie pytania? — zapytała, uważnie wyczekując odpowiedzi, aby nie stracić z niej ani słowa.
Zdawało się, że w tym miejscu pytania można było zadawać ostatnimi czasy tylko na jeden temat. Aby natomiast zadać pytanie, należało mieć wcześniej informację stanowiącą punkt wyjścia do rozważań. Helloise skrupulatnie zbierała wszelką wiedzę o Kniei i widmach, jaka tylko mogła wpaść jej w ręce. Nawet więc jeśli Nicholas nie miał jeszcze odpowiedzi, których szukał, wiedźma mogła mieć nadzieję, że po samych jego pytaniach pozna, ile ten człowiek wie.
Helloise stanęła u boku Traversa i spojrzała przeciągle w stronę, którędy można było podążyć ku Kniei. Jej spojrzenie dociążyła gorycz smutku.
— Trzeba dużo odwagi, aby iść tam dziś szukać odpowiedzi — zauważyła spokojnie. Odwagi albo lekkomyślności, lecz to drugie pozostawiła w domyśle. Sama od ostatniego spotkania z widmami nie zamierzała ryzykować kolejnych. Mimo że nie zbliżyły się one do niej wtedy znacząco, pozostawiły w czarownicy na wiele dni doprowadzające do paranoi poczucie lęku. — Wejdziesz do lasu?
Nie życzyła nikomu zapuszczenia się do siedliska demonów, lecz jeśli ten mężczyzna sam z siebie chciałby ryzykować… nie powstrzymałaby go. Mógł to być wartościowy eksperyment.
Kobieta podniosła głowę, aby prześlizgnąć się spojrzeniem po twarzy swojego towarzysza. Poszukiwała zarówno wskazówek tego, czy jest on żywym, jak i wspomnienia, do którego mogłaby dopasować jego twarz znajomą w odległy, niewyraźny sposób.
— Kim jesteś? — zapytała wprost, nie widząc powodu, aby tego nie zrobić.


dotknij trawy
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#5
21.07.2026, 10:54  ✶  

Nicholas w przeciwieństwie do kobiety, nie był jakoś zaskoczony, że został przez kogoś dostrzeżony. Mógł być co najwyżej zdumiony tym, że ktoś jeszcze powiada takie same zdolności co on sam, lub jest medium widzącym nie tylko duchy, ale i dusze astralne. Jako członek klubu spectrum, nie jedno widział i doświadczył.

Travers nie miał nic przeciwko temu, że kobieta zbliżyła się. Sam z kolei obserwował ją, próbując sobie tę twarz przypomnieć. Czy może nawet, wyobrazić sobie jej młodszą wersję. Wtem jednak zadała mu pytanie, w ramach odpowiedzi na jego odpowiedź. Wyglądała na ciekawską i zainteresowaną tematem. Jakby co dopiero odkryła coś nowego.

- Moje pytania, znajdują się tam.
Odwrócił głowę w stronę głębi lasu Kniei. Nie musiał chyba ich przedstawiać konkretnie, jeżeli była wtajemniczona w ostatnie wydarzenia tego miejsca. Ciekawość? Głupota? Szaleństwo?
Przede wszystkim, ryzyko.
Wchodząc, mógłby z niego nie wyjść. Wiedział o tym.
- Albo szaleństwa.
Dodał do jej słów, które zgadzały się z tym, co planował. Odwaga w połączeniu z szaleństwem. Jeżeli problem Kniei nie zostanie zbadany, nikt nigdy nie dowie się jak sobie tam radzić. Chciał po prostu wejść i sprawdzić, czy w postaci astralnej, zobaczy coś więcej w Widmach, niż to co widać w ich "fizycznej formie".

Czy wejdzie do lasu? Spojrzał na nią wciąż tym zagadkowym zimnym spojrzeniem. Bez ciepła, bez uczuć i miłości. Jakby jego dusza tych cech nie znała, zapomniała. Została ich wyparta.

- Boisz się?
Zapytał ją inaczej. Była ciekawska, ale czy miała w sobie odwagę? Czy gdyby zaprosił ją na spacer po Kniei, zgodziłaby się mu towarzyszyć?
Lecz później zapytała o jego osobę. "Kim jesteś?"
- Tym, co Ty.
Odparł bez konkretów. Jest czarodziejem jak ona. Jest w tej chwili duszą astralną, jak ona. Czy może oczekiwała innej odpowiedzi?

Wpatrując się wciąż w jej oczy, jakby sam próbował cokolwiek sobie o niej przypomnieć, albo dowiedzieć, wyciągnął w jej kierunku otwartą dłoń. Mogła mu podać i sprawdzić, czy go poczuje, czy jej dłoń nie przeniknie przez niego. To był też gest zaproszenia na spacer. Czy z niego skorzysta? Czy może wtedy Travers się jej przedstawi?

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#6
22.07.2026, 21:44  ✶  
Nie dowiedziała się niczego, lecz było to zgodne z jej przewidywaniami. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby od kogoś usłyszała coś prawdziwie przydatnego. Byłaby do głębi zaskoczona, gdyby cokolwiek innego miało ją spotkać ze strony przypadkowego, tajemniczego mężczyzny spotkanego nocą przy wrzosowisku.
— Idziesz tam więc, nie wiedząc, czego dokładnie szukasz. — Gdy zaś Nicholas uzupełnił jej wypowiedź o składnik szaleństwa, skinęła głową, zaśmiawszy się krótko pod nosem. — Oczywiście. Lecz niemądrze szaleńcowi w twarz mówić, że jest szaleńcem. Bywają niebezpieczni.
Helloise sama siebie nie nazwałaby szaloną. Zdesperowana było właściwszym określeniem. Wypytywała każdego, kogo spotkała na swojej drodze: brygadzistów i aurorów, niewymownych, sługów Czarnego Pana. Nikt nie był w stanie jej pomóc w sprawach Kniei. Wszyscy byli bezradni.
Sama podeszła pewnej nocy pod las, lecz wówczas spomiędzy drzew wyłoniły się widma, a za nimi nadszedł mróz i groza. Kobieta uciekła jak przepłoszona zwierzyna, a przestrach podążył za nią i zawisł cieniem nad kolejnymi jej dniami. Długo minęło, zanim rozproszył się nadprzyrodzony lęk, jaki zaszczepiły w niej potwory. Jeśli wcześniej było w Helloise szaleństwo, to od czasu owego spotkania stała się ostrożniejsza.
Ledwie dzień wcześniej sądziła, że Ministerstwo przejęło jedyną bezpieczną drogę w głąb gęstwiny. Poprzedniej nocy odkryła jednak alternatywę.
— Boję się. Bardzo się boję — powiedziała opanowanym w kontraście do tego wyznania, miękkim głosem, z dobrotliwym uśmiechem patrząc nieruchomo w zimne oczy Nicholasa. — I żałuję każdego, kto się nie boi.
Wraz z biegiem rozmowy czarownica czuła się coraz bardziej jak Sfinks stawiająca przed Traversem zagadki, wokół których ten wił się wykrętnie. Mówił tak, jakby próbował ją przechytrzyć i zadowolić zdawkowymi, wieloznacznymi odpowiedziami. Nie zadowalał wiedźmy tymi półsłówkami wcale, lecz pobudzał w niej chęć do ciągnięcia owej dziwacznej gry.
Wyciągnęła więc rękę ku zapraszająco otwartej dłoni Traversa. Na kilka sekund zawiesiła palce nad jego nadgarstkiem, aby przeciągnąć moment niepewności, po czym wreszcie je opuściła. Ręka Helloise wpadła w dłoń Nicholasa i przeszła na wylot. Czarownica uśmiechnęła się bezradnie, ubawiona tym niepowodzeniem.
— Co za szkoda — zaśmiała się jeszcze, lecz wraz z tymi słowy zniknęła z jej postawy zaczepna figlarność i kobieta odezwała się po chwili z większą rozwagą: — Możesz być szaleńcem. Możesz nie czuć strachu. Nie bądź jednak głupcem — przestrzegła, odwracając od mężczyzny wzrok. — Widma te zdają się spijać z ludzi jakąś formę energii życiowej. Mówisz, że jesteś tym, co ja. Czystą energią. Kto wie, czy nie taką, która zasmakuje im najbardziej? W tej formie nie możesz się obronić. Jedyne, o czym na dziś wiemy, że potrafi je zatrzymać, są runy i patronusy. Jako astralna projekcja nie masz ze sobą żadnego.


dotknij trawy
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#7
30.07.2026, 00:20  ✶  

Nie zdradzał wszystkiego. Odpowiadał ogólnikami. Pozostawiając słuchacza i rozmówcę z kolejnymi pytaniami lub dalszą ciekawością.

- Szukam odpowiedzi.
Poprawił ją, bądź odpowiedział na jej stwierdzenie. Wiedział po co chciał tam iść, ale nie wiedział też czego się spodziewać. Wiedział jakiego ryzyka się podejmuje, ale czy słusznego? Do stracenia miał tylko własne życie. Bo na niczym i nikim mu nie zależało.
- Niekiedy Szaleniec, zrozumie drugiego szaleńca, jeżeli idą tą samą ścieżką.
Odparł na jej słowa, ale nie brzmiał tak, jakby miał ją nazywać szaloną. Ale czy on był szaleńcem? W tej chwili porywał się na ryzyko utraty własnej duszy, gdyby zobaczył widma, a one jego. Głodne, spragnione zjeść to co bezbronne. Czy smakowałaby im dusza skażona krwią ofiar? Chłodna, zimna i pozbawiona emocji oraz uczuć? Takie przecież nie są smaczne. Nie są ciepłe.

Bała się. Przyznała mu to otwarcie prosto w oczy. Czy ona go żałowała? Nie wnikał w te słowa. Podał jej dłoń, jakby zapraszał do wspólnego spaceru. Ale też dając jej możliwość doświadczenia astralnego dotyku. Przyjęła zaproszenie do gry. Do badania, unosząc dłoń nad jego. Moment zawahania, on był cierpliwy. Aż w końcu, kobieta upuściła dłoń na jego aby ów dotyk swoich dłoni mogli poczuć. Doświadczyli oboje tego, że nawet w świecie astralnym, nie dotkną niczego. Co najwyżej, samego siebie.

Gdy zaczęła mówić, powoli opuszczał swoją rękę, z powagą obserwując jej mowę ciała i słuchając słów, co miała mu do powiedzenia.

Może być szaleńcem. Ale ostatecznie, mógł być też głupcem. Nie powiedziała mu niczego nowego, co już o widmach wiedział. Doceniał, że próbowała go ostrzec. Runy i patronus. Prawie jak z Dementorami. Przez moment przeszła mu myśl, aby ją wykorzystać. Miał przed sobą duszę, która ponoć mogła być czysta, niż jego własna. Czysta i smaczniejsza. Idealna ofiara dla Widma. Bo jego, na pewno dusza tak czysta nie była.

Był tylko jeden problem. O którym musiała mu przypomnieć. Był bezbronny. Nie mógł używać magii. Nie mógł jej złapać i siłą zabrać. Cokolwiek by planował, nie udałoby się.

- Nie zamierzam robić niczego szalonego.
Zapewnił ją. Ale czy uspokoił?
- Widziałaś widma. W formie fizycznej, czy astralnej również?
Skoro już ten temat rozwinął się, pociągnął dyskusję. Ciekawym będąc, czy kobieta widziała widma w obu wersjach siebie. Czy zauważyła cenne dla ich wiedzy różnice? 
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#8
06.08.2026, 12:12  ✶  
Dalsze obstawanie przy tym, że Nicholas nie ma pojęcia, co robi, upodobniłoby ich interakcję do dziecięcej przekomarzanki, toteż Helloise przestała dociekać tego, jakie Travers stawia hipotezy badawcze i za jakimi pytaniami goni. Zrozumiała, że niczego się od niego nie dowie.
— Wariat z ciebie albo mędrzec — skomentowała, gdy poruszył temat kompatybilnych szaleństw.
Wbrew temu, w jaki sposób wypowiadała się na ten temat, Helloise wiele szacunku żywiła wobec obłąkanych. Jak liczni romantycy, i ona cudzym urojeniom przypisywała znaczenia, które nie zawsze rzeczywiście tam się kryły. Znaczeń wiedźma poszukiwała bowiem we wszystkim, co spotykała na swojej drodze, i głęboko wierzyła, że ludzkie słowa nie mogą brać się z niczego. Coś za nimi zawsze musiało stać, z czegoś musiały się rodzić, nawet jeśli wychodziły z ust wariata.
Jakże by się niedoszły porywacz, Nicholas Travers, zdziwił, gdyby mu Helloise wyjawiła, że gdy stanęła przed widmami z Louvainem, to owe straszliwe stwory mocniej przyciągała lodowata jaźń Lestrange’a niż słodka, rumiana duszyczka kobiety. Chichot losu! Zimni dranie to, jak widać, dla widm gratka, skoro to na Louvaina się połasiły.
Nad Doliną zaczął mżyć deszcz przenikający ślepo przez dwa duchy.
— Jesteś z policji? — zapytała Helloise, gdy Travers zadał kolejne pytania.
Czarny strój, mrukliwy sposób bycia — niewiele było instytucji, które takie krzywdy czyniły człowiekowi. Wśród nich: urzędy, szpitale, jednostki specjalne. Ministerstwo ubzdurało sobie obstawienie Kniei wzdłuż i wszeż, toteż Helloise nie zdziwiłaby się, gdyby ten człowiek również należał do ich straży.
— Stałam przed nimi w całości. A ty widziałeś je?


dotknij trawy
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#9
12.08.2026, 23:44  ✶  

Nie skomentował jej stwierdzenia, kim w takim wypadku jest w te chwili. Mogła uważać go za szaleńca, mogła też za mędrca. Pierwsze słowo częściej przewijało się w ich konwersacji, niżeli to drugie.
Może faktycznie jest tym szaleńcem?

Nicholas spaczał się coraz bardziej. Chłonął czarną magię jak i nekromancję. Pragnął poznać ich każde tajemnice, rozwiązać zagadki i móc dobrze wykorzystywać. Pragnął wiedzy i odpowiedzi na pytania, które mógłby naleźć w astralnym świecie. Podejmował zbyt duże ryzyko, przez które mógłby nie wrócić w ogóle. Zaś jego ciało, mogłoby zostać przez intruzów odnalezione. Nie chciał też zbyt długo przebywać w tej postaci. Rozmowa z podobno znaną mu osobą, zabierała mu cenny czas doświadczeń i obserwacji.

- Nie.
Odpowiedział jej szczerze, na pytanie o swoje pochodzenie zawodowe. Nie był z policji, a tematem się interesował. Może też uspokoił ją?  Czy może zawiódł odpowiedzią?

Nie należał do mundurowych, ale pracował w tym politycznym szambie. O tyle dla siebie wygodnym, który spełniał jego oczekiwania. Wiedzę posiadaną, trzymał jedynie dla siebie.

Udzieliwszy jej odpowiedzi, czekał na odpowiedź z jej strony. Gdy ta padła, nie była konkretna. Widziała widma przed sobą, ale nie określiła swojej "postaci".

- Widziałem.
Bez konkretów. Widział, ale nie miał bezpośredniej z nimi styczności. A nie jeden też raz, był w Kniei. Na początku całego zdarzenia, nim sprawa pogłębiła się znacznie.

Przyglądał się dziewczynie, nie przejmując mżącym deszczem, który ich nie dotykał.

- Chciałabyś porozmawiać na ich temat w dogodnym miejscu?
Zapytał. Rezygnując najwyraźniej z pójścia do lasu w postaci astralnej. Zasugerował rozmowę w miejscu, które pozwoli im być przed sobą w ludzkim ciele. O ile dziewczyna zechce i wskaże miejsce spotkania.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (1509), Nicholas Travers (1785)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa