Dolina Godryka
Zdrowie nie pozwalało mu działać tak wiele, jakby chciał. Jakby pragnął. Musiał zrobić pauzę i zając się sobą. Spożywanie przepisanych mu przez uzdrowiciela naparów i eliksirów, poprawiły jego stan zdrowotny. Ale nie wyleczyły dosłownie uciążliwego kaszlu. Z tym jeszcze przyjdzie mu się męczyć. Uprzedzał go o tym sam uzdrowiciel Prewett. Jego nazwisko. Później Nicholas zorientował się, że leczy go czarodziej, najwyraźniej spokrewniony z jego Laurentem. Co zatem słychać u jego Lukrecji? U tego, co ma piękne oczy selkie?
Powinien go odwiedzić? Napisać list? Sam Lauren do niego nie odezwał się od miesięcy. Nie słyszał też, aby coś miałoby mu się stać. Poza tymi ostrzeżeniami i zagrożeniem życia Abraksanów. Czym się on przejmuje? Przecież to tylko pionek.
Pionek czy kochanek?
Czy ma to jakieś znaczenie?
Dlaczego o nim pomyślał, akurat teraz?
Tego wieczornego dnia, Travers udał się do Doliny Godryka. W jakim celu? Być może oględzin odbudowy zniszczonych miejsc. Zatrzymując na chwilę przed domem, który zamieszkiwała jego siostra. Dla niego mogłoby to runąć do końca. Postarał się o nowy dom dla niej, aby mieć ją bardziej na oku. Lepiej pilnować. Jego wzrok po chwili przeniósł się w ciemną dal lasu, którego wysokie korony drzew było widać. Zmarszczył brwi. Próbując zrozumieć, co stało się tam, kiedy Faye doznała przemiany. Ciekawość ciągnęła go poznać to miejsce. Już raz tam był. A może dwa? Od momentu, kiedy to wszystko się zaczęło. Później innej sprawy zajęły jego głowę i odstawił temat. Zainteresowanie wzmogło się, kiedy zobaczył siostrę w opłakanym stanie. Gdyby zginęła, pewnie by się nie przejął.
Spacerem przemierzył aleję, docierając do granicy Doliny, która dzieliła z Knieją. Spojrzał w dal ciemności spowitej las, ale nie ruszył dalej. Przez moment zastanawiał się, obserwował. Widma tam grasujące, były ciekawym zjawiskiem. Czy możliwe byłoby dostrzec je również w postaci astralnej? Zakładał, że mogłoby to być spore ryzyko dla jego ciała, które w nabytej chorobie, nie współgrało dobrze.
Rozejrzał się na tyłach dzielnicy Doliny. Przeszedł się wzdłuż granicy, aby znaleźć jakieś opuszczone miejsce, dom, ruinę, cokolwiek co ucierpiało w ostatnich atakach. Mógł wykorzystać zniszczony dom siostry. Nie chciał ryzykować, że mogłaby przypadkiem go tam znaleźć. Albo co gorsza, ta mugolska właścicielka.
Znalazł. Jakaś podniszczona szopa. "Nada się." – pomyślał. Był tym razem sam. Nie zabrał ze sobą Rodolphusa, jak zwykł to robić w ostatnim czasie. Nie chciał go zawsze i wszędzie zabierać.
Wszedł do szopy, rozglądając się pobieżnie, oceniając stan jej wnętrza. Nie przejmując tym, że mógłby gdzieś pobrudzić swoją czarną, wyjściową na chłodne dni, szatę. Odziany w czerń nawet nie był widoczny w tych ciemnych czterech kątach. Odszukał pod belą jakieś dogodne miejsce na spoczęcie swojego ciała. Usiadł wygodniej, upewniając się, że jest bezpieczny. Z pomocą różdżki, rzucił zaklęcie ochronne na miejsce. Położył się wygodniej, co mógł wyglądać jak śpiący bezdomny. Albo zmęczony podróżą czarodziej. Zamknął oczy, aby poddać się Eksterioryzacji. Opuścić swoje ciało i udać w astralną podróż, zwiedzania Doliny.
Rzut na nekromancję, w celu użycia Eksterioryzacji
Akcja nieudana
Sukces!